Palisz? Ile razy w tygodniu ćwiczysz? Jakie masz ciśnienie? Ile było w twojej rodzinie przypadków raka? Brzmią racjonalnie, ale to nie te pytania pozwalają przewidzieć, jakiego wieku dożyjesz. Badania naukowców z całego świata pokazują, że najlepszym predyktorem twojej długości życia jest coś innego. Chodzi o… pozytywne nastawienie.
Wszyscy chcemy żyć jak najdłużej w dobrym zdrowiu. Niektórzy z nas podchodzą do tego celu bardzo poważnie i podporządkowują mu cały styl życia. Przypadek Briana Johnsona, miliardera, który codziennie poddaje swoje ciało terapiom eksperymentalnym, aby stać się najdłużej żyjącym człowiekiem na ziemi, dobitnie świadczy o naszej fascynacji ideą longevity. Wszyscy zaczynamy uczestniczyć w tej zbiorowej obsesji: łykamy suplementy, nosimy zegarki mierzące jakość naszego snu, robimy tzw. screeningi, czyli całościowe przeglądy organizmu. I oczywiście nie ma w tym nic złego – w końcu profilaktyka to fundament zdrowia. Jednak w całej tej gonitwie za długowiecznością często zapominamy o czymś tak prozaicznym, jak swoje własne samopoczucie i nastawienie. A to, na dłuższą metę, może mieć większy wpływ na długość naszego życia niż wykonywanie najdroższych pakietów badań.
Wszystkim nam do myślenia powinno dać badanie z 2016 roku, którego wyniki ukazały się w piśmie „Psychological Science”. Badacze z Wielkiej Brytanii wzięli pod obserwację stan zdrowia ponad 6 tysięcy osób i regularnie analizowali go przez ponad trzy dekady. W chwili rozpoczęcia badania uczestnicy mieli od 41 do 93 lat, a ich średni wiek wynosił około 65 lat. Eksperyment trwał od 1983 do 2012 roku, dzięki czemu naukowcy mogli śledzić, jak zmienia się ich zdrowie na przestrzeni wielu lat.
Projekt należał do wyjątkowo szczegółowych. Co kilka lat uczestnikom wykonywano pomiary ciśnienia tętniczego, sprawdzano poziom cholesterolu, zbierano informacje dotyczące palenia papierosów i spożywania alkoholu. Dokumentowano też długość snu czy przyjmowane leki. Naukowcy regularnie oceniali również, jak badani radzą sobie z codziennymi czynnościami. Pytano ich między innymi o to, czy wchodzenie po schodach lub przygotowywanie posiłków sprawia im trudność. Kilkukrotnie w trakcie trwania projektu sprawdzano także ich sprawność poznawczą, badając pamięć oraz szybkość przetwarzania informacji.
Łącznie u uczestników eksperymentu przeanalizowano aż 65 różnych czynników mogących wpływać na ryzyko śmierci. Ku zaskoczeniu badaczy najtrafniejszym wskaźnikiem długości życia nie okazały się jednak parametry medyczne, lecz odpowiedź na pozornie proste pytanie: „Jak oceniasz swoje zdrowie?”.
Badane osoby, które uważały się za zdrowe, przeciętnie żyły dłużej niż uczestnicy mający gorszą opinię na temat własnej kondycji. Co ciekawe, zależność ta była silniejsza niż w przypadku wielu klasycznych wskaźników zdrowia.
To nie jest jednak jedyne badanie prowadzące do podobnych wniosków. W 2017 roku naukowcy ze Stanford University zaobserwowali, że osoby przekonane, iż są mniej aktywne fizycznie od swoich rówieśników, umierały wcześniej – nawet wtedy, gdy ich rzeczywisty poziom aktywności wcale nie odbiegał od normy!
Podkreślmy to raz jeszcze: w dwóch grupach uczestników badania dłużej żyli ci, którzy deklarowali, że ruszają się więcej – nawet jeśli wcale nie byli bardziej aktywni fizycznie od tych, którzy przyznawali się do mniejszej dawki ruchu. Ostatecznie więc to nie poziom aktywności fizycznej decydował o długości życia badanych, lecz… ich subiektywne przekonanie o tym, że dużo się ruszają.
Podobne obserwacje pochodzą również z badań naukowców z Johns Hopkins. Zauważyli oni, że nawet osoby obciążone rodzinną historią chorób serca rzadziej doświadczały zawału, jeśli cechowało je pozytywne nastawienie do życia.
Powyższe badania dają moce dowody na to, że nasz sposób myślenia ma ogromny wpływ na nasz rzeczywisty stan zdrowia. Naukowcy przypuszczają, że zjawisko to może mieć związek z efektem placebo. Polega on na tym, że samo przekonanie o otrzymaniu skutecznego leczenia może wywoływać realne zmiany w organizmie, mimo że faktycznie pacjent nie otrzymał żadnego leku ani terapii. Ten sam mechanizm jest obserwowany w przypadku ludzi żyjących dłużej. W badaniu Stanforda uczestnicy niekoniecznie ćwiczyli więcej, ale wiara we własną aktywność mogła wpływać na ich organizm i zachowanie.
Naukowcy wciąż jednak nie potrafią jednoznacznie wyjaśnić kulisów tego mechanizmu. Dlaczego pozytywne nastawienie może w tak dużym stopniu decydować o realnym stanie zdrowia i długości życia? Jedna z hipotez zakłada, że osoby postrzegające swoje zdrowie bardziej optymistycznie częściej podejmują korzystne dla siebie decyzje – są bardziej skłonne do ruchu, lepiej się odżywiają i regularniej wykonują badania profilaktyczne. Inna możliwość wiąże się z wpływem przewlekłego stresu na organizm. Mniejszy poziom stresu może sprzyjać ograniczeniu stanów zapalnych oraz lepszemu funkcjonowaniu układu odpornościowego.
Badacze zaznaczają przy tym, że tych wyników nie należy interpretować jako dowodu, że samo pozytywne myślenie gwarantuje długowieczność. Osoby zmagające się z depresją lub przewlekłymi chorobami często nie są w stanie utrzymywać optymistycznego nastawienia, a ich sytuacja zdrowotna wynika z wielu czynników pozostających poza ich kontrolą.
Jedno wydaje się jednak pewne – nastawienie psychiczne jest ogromnie ważne w życiu i nie można go lekceważyć. Sposób, w jaki postrzegamy stan swojego organizmu, realnie przekłada się na naszą kondycję zdrowotną. I choć nie zastąpi, rzecz jasna, zdrowego stylu życia ani prawdziwych terapii leczniczych, może być niezwykle cennym czynnikiem poprawiającym nasze rokowania.