Co się stanie, gdy dwoje naukowców potraktuje miłość jak eksperyment? W „The Love Hypothesis” odpowiedź jest równie przewidywalna, co przyjemna: pojawi się chemia, której nie da się zmierzyć żadnym laboratoryjnym przyrządem. Ten uroczy, zabawny rom-com na podstawie bestsellerowej powieści nie jest zatem wielkim kinem, ale za to skutecznie poprawia humor w jesienny wieczór.
Ona – urocza doktorantka, on – przystojny, niedostępny wykładowca, którego boi się niemal cały wydział. Kiedy Olive (Lili Reinhart) pod wpływem chwili całuje Adama (Tom Bateman), oboje wpadają na pomysł, który w realnym świecie właściwie nie mógłby skończyć się dobrze: stworzą udawany związek i zobaczą, co z tego wyniknie. Jak łatwo się domyślić, eksperyment szybko wymyka się jednak spod kontroli. Tak właśnie prezentuje się fabuła nowej komedii romantycznej platformy Prime Video, która powstała na podstawie bestsellera „New York Timesa” autorstwa Ali Hazelwood z 2021 r.
(Fot. materiały prasowe)
Co ciekawe, powieść ta początkowo była... internetowym fanfikiem o Rey i Kylo Renie z „Gwiezdnych wojen”. Zanim doszło jednak do fizycznego wydania, usunięto starwarsowe odniesienia (choć kilka smaczków pozostało – m.in. imię głównego bohatera, nawiązujące do Adama Drivera, aktora grającego Rena) i tak powstał materiał, który w zasadzie był już gotowy do zekranizowana. Jak zatem „The Love Hypothesis” wypada na ekranie?
Czytaj także: Mało znane komedie romantyczne. Nie pożałujesz ich odkopania
„The Love Hypothesis” to idealny rom-com na poprawę humoru. „Dawno żaden film nie sprawił mi takiej przyjemności”
„The Love Hypothesis” to przede wszystkim sympatyczny rom-com, który korzysta z dobrze znanych gatunkowych schematów (udawany związek, motyw „grumpy and sunshine”), ale robi to z wdziękiem i, co ważne, dużą świadomością własnej konwencji. Owszem, fabuła jest przewidywalna niemal od pierwszych minut, a niektóre rozwiązania ocierają się o banał, jednak twórczy dobrze wiedzą, co robią, a sam film nie udaje, że jest czymś więcej niż lekką, uroczą i całkowicie niezobowiązującą rozrywką.
(Fot. materiały prasowe)
Dużym atutem są również aktorzy. Lili Reinhart i Tom Bateman (oboje doskonale dobrani do swoich ról; fani literackiego pierwowzoru twierdzą, że właśnie tak wyobrażali sobie Olive i Adama) tworzą bowiem postacie, które błyskawicznie budzą sympatię, a między ich bohaterami czuć niesamowitą chemię. Ich relacja rozwija się naturalnie, a nam nie pozostaje nic innego, jak tylko kibicować im od początku do samego końca.
(Fot. materiały prasowe)
Na plus działa również osadzenie akcji w kręgach akademickich, co z pewnością odróżnia film od reszty typowych romansów. Świat laboratoriów, grantów i uniwersyteckich zależności nadaje bowiem historii charakteru, a motyw kobiety w męskim środowisku naukowym nie jest tu wyłącznie ozdobnikiem, ale ważnym tłem dla romantycznej historii.
(Fot. materiały prasowe)
Mamy tu również sporo humoru, ale spokojnie: film nie opiera się wyłącznie na serii niezręcznych skeczy i infantylnych żartów. Momentami jest co prawda przesłodzony, ale zdecydowanie nie można o nim powiedzieć, że rozpływa się w lukrze, więc całość ogląda się naprawdę przyjemnie. Nie jest to też film, który zachwyca oryginalnością i trudno nazwać go ambitnym dramatem romantycznym. „The Love Hypothesis” ma przede wszystkim bawić, wzruszać i poprawiać nastrój – i z tego zadania wywiązuje się zaskakująco dobrze.
„The Love Hypothesis” obejrzeć można na platformie Prime Video.