Helena jest po pięćdziesiątce i w końcu zaczęła odkrywać przyjemność bycia adorowaną. „Darling I Lowe Ju” Anny Błaszczyk przygląda się jej i innym Polkom szukającym wakacyjnych wrażeń. Ich zwierzenia bywają zabawne, lecz trudno przeoczyć kryjący się za nimi głód czułości.
(Fot. materiały prasowe)
Hurghada. Hotele, plaże, dyskoteki i komplementy, które można usłyszeć przy zwykłym spacerze. W takich okolicznościach łatwo uwierzyć, że po powrocie z urlopu wszystko będzie wyglądało inaczej. Albo przynajmniej przez kilka dni poczuć się tak, jak od dawna chciało się czuć.
Anna Błaszczyk kieruje kamerę na polskich turystów, dla których egipski kurort staje się scenerią flirtów, romansów i poszukiwania bliskości.
Dwie młode kobiety zachwycają się miejscowymi mężczyznami, dojrzalsza bohaterka korzysta z odzyskanej swobody, a wypoczywający obok Polacy komentują wybory rodaczek. Każdy ma własną wersję tego, co właściwie dzieje się na tych wakacjach.
Pomysł na dokument narodził się podczas obserwowania turystów pod piramidami w Gizie. Później reżyserka przeniosła się na sześć miesięcy do Hurghady. Jak opowiadała w rozmowie z Dagmarą Romanowską dla Onetu, chciała poznać ten świat od środka. Spędzała czas z turystami i rezydentkami, jeździła na wycieczki, przyglądała się hotelowej codzienności. Wtedy poznała Helenę.
(Fot. materiały prasowe)
To właśnie Helena Piontek jest bohaterką, której historia najmocniej wykracza poza opowieść o wakacyjnym romansie. Przez lata zajmowały ją praca, dom i dzieci. Po pięćdziesiątce zaczęła podróżować, uczyć się języków, nurkować i poznawać miejsca, które wcześniej pozostawały w sferze marzeń.
Nie chce, aby metryka wyznaczała jej dozwolone przyjemności. Drażni ją sprowadzanie do roli babci, jakby wraz z pojawieniem się wnuków miała przestać być kobietą z własnymi potrzebami.
„W Polsce wszyscy przypominają mi, że jestem babcią. Tu, idąc ulicą, czuję się jak gwiazda filmowa” – mówi w dokumencie.
W Hurghadzie odbiera miłosne wiadomości, słyszy komplementy, czuje zainteresowanie. Ma świadomość, że za adoracją mogą stać pieniądze i konkretne oczekiwania. Nie oznacza to jednak, że uwaga, którą dostaje, przestaje mieć dla niej znaczenie.
Błaszczyk w wywiadzie dla Onetu zwracała uwagę, że część kobiet przyjeżdża do kurortu przede wszystkim po czułe słowa. Niekoniecznie szukają kolejnego partnera czy wielkiej miłości. Chcą znów poczuć, że ktoś je dostrzega.
W historii Heleny najbardziej porusza to, jak wielką różnicę w samopoczuciu może zrobić męskie zainteresowanie, którego przez lata brakowało.
(Fot. materiały prasowe)
Młodsze bohaterki także mają swoje wyobrażenia o tym, co może przynieść pobyt w Egipcie. Jedna z nich decyduje się na ślub z poznanym tam mężczyzną. Zamiast wymarzonej uroczystości jest jednak podpisanie kontraktu orfi w mieszkaniu, w obecności prawnika.
Film zestawia jej nadzieje z wypowiedzią Egipcjanina, który opisuje podobne kontrakty jako łatwe do zerwania i zastąpienia kolejnymi. Ten sam gest dla jednej osoby może oznaczać początek wspólnego życia, a dla drugiej element wakacyjnej relacji.
Błaszczyk pokazuje przestrzeń, w której uczucia mieszają się z interesem, a obie strony mogą przypisywać tym samym słowom zupełnie inne znaczenie. Perspektywy bohaterów zderzają się ze sobą, pozostawiając widzowi pytanie, gdzie kończy się świadoma gra, a zaczyna wykorzystywanie.
(Fot. materiały prasowe)
W „Darling I Lowe Ju” jest miejsce na humor, bezpośrednie zwierzenia i komentarze, które przywodzą na myśl „Rejs”. W kultowym filmie Marka Piwowskiego dwóch mężczyzn na leżakach ocenia Polki, a kobiety rewanżują się opiniami o polskich mężczyznach. Wakacyjne rozmowy odsłaniają wzajemne uprzedzenia, żale i oczekiwania.
W rozmowie z Onetem reżyserka wspominała, że jej znajomi najpierw śmiali się podczas oglądania, a dopiero później dostrzegali smutek tej historii.
Łatwo oceniać bohaterki, kiedy słucha się ich opowieści o adoratorach. Trudniej odpowiedzieć na kilka trudnych pytań. Jak bardzo musi brakować im czułości, żeby kilka komplementów usłyszanych na wakacjach nabrało takiego znaczenia? Dlaczego kobieta po pięćdziesiątce wciąż musi przekonywać otoczenie, że ma prawo do czegoś więcej niż opieka nad wnukami?
Pod wakacyjnymi przygodami kryje się opowieść o samotności, pragnieniu bliskości i cenie, jaką jesteśmy gotowi zapłacić za uczucie, że jesteśmy dla kogoś ważni.
Dokument „Darling I Lowe Ju” można obejrzeć na platformie HBO Max.
Artykuł napisany z wykorzystaniem: Dagmara Romanowska, „«Darling I Lowe Ju», czyli jak Polka pokochała Egipcjanina”, kultura.onet.pl; „«Darling I Lowe Ju» – dokument Anny Błaszczyk”, rp.pl, [dostęp: 21.10.2026]