fbpx

„Gniazdo” – o filmie rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

"Gniazdo" - o filmie rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland
„Gniazdo”, reż. Sean Durkin, premiera 9 października (Fot. materiały prasowe M2 Films)

Kto jest głową rodziny w thrillerze psychologicznym „Gniazdo”? Mężczyzna, który samodzielnie podejmuje ważne decyzje, czy kobieta – świadoma, że to jej przyjdzie uporać się z ich konsekwencjami? O kosztach indywidualnych ambicji w związku rozmawiają filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland.

Martyna Harland: Zacznijmy może nietypowo, od końca. Bo dawno nie zaskoczyło mnie tak zakończenie filmu jak w nowym obrazie Seana Durkina…
Grażyna Torbicka: Dla mnie ta końcówka nie była zaskakująca, a raczej smutna, bo moim zdaniem główna bohaterka Allison pozbyła się wreszcie wszelkich złudzeń, na zasadzie „jest jak jest i nic się nie zmieni”. Zatem wcale nie mam pewności, jak dalej potoczą się jej losy i czy jej związek z Rorym przetrwa.

Porozmawiajmy wobec tego najpierw o tym filmowym związku – co o nim myślisz? Mnie mocno irytował mąż Rory, grany przez Jude’a Law.
Bo Rory to mitoman. Ma potrzebę realizacji siebie za wszelką cenę i wydaje mu się, że osiągnie coś wielkiego. Kieruje nim nie tyle chęć zarabiania wielkich pieniędzy, co pragnienie bycia podziwianym. Najważniejsze jest to, żeby mógł wreszcie popisać się jakimś sukcesem. Tymczasem większość jego działań przynosi porażki. Zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że jego rodzinie: żonie i dzieciom, potrzebna jest stabilizacja.

Pragnienie sukcesu to przecież normalna ludzka potrzeba. Szczególnie dla mężczyzny, który chce zadbać o swoją rodzinę.
Pytanie tylko, co tej filmowej rodzinie jest tak naprawdę potrzebne. Bo moim zdaniem ważna jest właśnie stabilizacja, o której wspomniałam: żeby dzieci mogły chodzić do szkoły, nawiązywać przyjaźnie i rozwijać się. A już na samym początku dowiadujemy się, że w ciągu ostatnich 10 lat przeprowadzali się cztery razy. Dla dzieci jest to bardzo trudne, bo ciągle wyrywane są ze swojego środowiska. Poza tym największą pasją Allison są konie, marzy o tym, żeby mieć własną stajnię, a wożenie ze sobą zwierząt to duże wyzwanie. Odniosłam wrażenie, że Rory zupełnie się z tym nie liczy.

A jednak Rory kupuje Allison konia. A także wstaje wcześniej i codziennie rano przynosi jej kawę do łóżka. Może chciałby dbać o nią, tyle że mu nie wychodzi?
I o tym właśnie, że mu nie wychodzi, opowiada ten film. Ta kawa przyniesiona do łóżka jest jedynym gestem, na który go stać. Jednak to tylko dbanie na niby, bo kawa niczego nie załatwia – poza tym w ich związku nic nie idzie tak jak powinno.

Zainteresowała mnie pewna scena. Podczas przyjęcia mężczyzna, który wielokrotnie się rozwodził, radzi Allison, żeby nie miała za dużych oczekiwań wobec partnera. A ona odpowiada mu, że właśnie trzeba je mieć, i to najwyższe. Zupełnie się z nią nie zgadzam, dla mnie w byciu razem najważniejsze jest pozbycie się oczekiwań wobec partnera czy partnerki – dawanie, a nie czerpanie.
A może zarówno dawanie, jak i czerpanie, czyli właśnie partnerstwo? Wiążemy się z kimś, kto nas fascynuje i vice versa. Szczęśliwy związek to taki, w którym stale czegoś oczekujemy, wzajemnie się inspirujemy, wychodzimy sobie naprzeciw, bo to nam sprawia radość. Jeśli wszystko jest podporządkowane jednej ze stron, to szanse na wspólne szczęście są niewielkie. Właśnie dlatego koniec filmu wydał mi się smutny, bo Allison jakby przestała czegokolwiek oczekiwać, a w związku trzeba się spotkać gdzieś pośrodku, czasem rezygnując nawet z własnych ambicji.

I Allison trochę z nich rezygnuje, na przykład wyrusza na inny kontynent za swoim mężem, mimo przekonania że to zły pomysł. Dlaczego?
Faktycznie, od początku widzimy, że Rory nie jest osobą, na którą można liczyć. Ale może Allison ma świadomość tego, jak ważne jest próbować raz jeszcze, wierzyć człowiekowi, którego się kocha, i ufać, że on jednak chce dobrze. Ponadto to nie jest jej pierwszy poważny związek. Dlatego myślę, że Allison ma już za sobą doświadczenia, które mogą wpływać na jej zachowanie. A Rory jest wolnym ptakiem, co wnioskuję ze sceny rozmowy z matką, z którą spotyka się po latach niewidzenia.

I to wydaje mi się tłumaczyć jego zachowanie. Dostrzegam w tej scenie, jak bardzo Rory chce zaimponować swojej matce.
Ciekawe dlaczego nie miał tak długo kontaktu z matką. Co sprawiło, że teraz ją odwiedził? Jest zapatrzony tylko i wyłącznie w siebie, nie ma żadnego systemu wartości, który pozwalałby mu się odnaleźć w otaczającym go świecie.

Właśnie, „Gniazdo” opowiada o czasach, w których Stany Zjednoczone i Wielka Brytania są jeszcze przed finansowym krachem. Jak twierdzi reżyser, wtedy liczyły się przede wszystkim ambicja, biznes i idea lepszego życia. Myślę, że ten film świetnie pokazuje, jak to wpływa na relacje w rodzinie.
W latach 80. XX wieku w wysoko rozwiniętych krajach Zachodu znaczenia nabrał tzw. szybki zysk, który stymulował chęć wydawania pieniędzy, a nie budowania trwałych i solidnych rzeczy od podstaw. Rory – w przeciwieństwie do Allison – nie ma poczucia, że tytułowe „gniazdo” stanowi jakąś wartość. Dzieci widzą doskonale, że matka robi wszystko, żeby stworzyć dom. Ich wsparcie pomaga Allison. Zwłaszcza solidarność matki i córki sprawia, że ta rodzina jeszcze jakoś się trzyma. Oczywiście w tej kobiecej relacji zdarzają się również burzliwe sytuacje. Córka buntuje się jak każda nastolatka, ale gdy matka przyznaje, że dziewczynie nie jest łatwo, i przeprasza ją, ta odpowiada: „Mamo, tobie też nie jest lekko”.

Która scena poruszyła cię najmocniej?
Ciekawy był dla mnie moment spotkania Rory’ego z dawnym szefem, który zatrudnia go ponownie. Mamy w tej scenie zbliżenie na twarz Allison, która prawdopodobnie odtwarza w głowie wszystkie dotychczasowe przeprowadzki i uświadamia sobie, że tak będzie zawsze. Wie, że Rory ją okłamał, kolejny raz podjął ważną dla całej rodziny decyzję bez uwzględniania jej potrzeb. Takie zachowanie też jest pewnego rodzaju zdradą, nie mniej bolesną niż zdrada fizyczna. Scena rozmowy z szefem jest bardzo ważna, bo pokazuje dwie postawy: starszego człowieka, który uważa, że w życiu wcale nie chodzi o bogactwo, tylko o drogę, jaką się przejdzie, by mieć coś swojego, nad czym pracowało się z wysiłkiem przez lata, i Rory’ego, dla którego liczy się szybki zysk, kombinowanie i pieniądze w kieszeni.

Kiedy oglądałam ten film, stopniowo narastał we mnie niepokój, „Gniazdo” to dla mnie bardziej thriller psychologiczny niż dramat. Tak jakbym podskórnie nieustannie czuła niepokój głównego bohatera.
No właśnie, oglądając ten film, boisz się. Jest kilka scen, zwłaszcza w wielkim gotyckim domu, sugerujących, że za chwilę coś się stanie: pojawią się jakieś duchy czy siły nadprzyrodzone… Ale nic takiego się nie dzieje. Nie wiem, po co reżyser budował taki nastrój.

Dlatego, że to zagrożenie siedzi w naszej głowie. W dodatku napięcie potęguje m.in. rżenie koni, ich nerwowość. To kolejny film, w którym wątek związku toczy się na tle świata zwierząt. Ostatnio rozmawiałyśmy o filmie „Nasz czas”, a jeszcze wcześniej o węgierskim dramacie „Dusza i ciało”.
Konie są podenerwowane już od samego początku, być może wyczuwają dalszy rozwój akcji. Zresztą kiedy Allison dosiada swojego wierzchowca, on doskonale rozpoznaje jej emocje i coraz trudniej jest utrzymać go w ryzach, skłonić do wypełniania poleceń. Tak jakby zwierzę i człowiek były naczyniami połączonymi. Ciekawe, że to jej wewnętrzne rozedrganie wyczuwa koń, a Rory z niczego nie zdaje sobie sprawy.

Dla kogo ten film mógłby być terapeutyczny? Według mnie jest ciekawy do rozmowy z parą o tradycyjnych i współczesnych rolach płciowych, kobiecych i męskich. Wraz z przeprowadzką – Rory i Allison wracają do tradycyjnych ról.
Gdzie widzisz te role? Ostatecznie to Allison zajmuje miejsce zarezerwowane tradycyjnie dla głowy rodziny, czyli u szczytu stołu, z papierosem w ręku. Wie, że musi zabezpieczyć swoim bliskim byt i sama sobie poradzić, gdy na koncie zabraknie pieniędzy. Ma świadomość, że może liczyć tylko na siebie.

Ciekawe, ja zobaczyłam, że ta para wchodzi w stereotypowe role damsko-męskie, a ty uważasz że jest na odwrót.
Tak, bo przecież Rory nie zapewni tej rodzinie niczego!

Mnie on również irytuje, jednak widzę jego starania.
Te starania widzi też jego córka, która ostatecznie podaje mu krzesło i ustawia je obok młodszego brata. Allison będzie musiała jakoś poskładać życie całej czwórki, bo jej mąż jest jest jak trzecie dziecko wymagające opieki…

Grażyna Torbicka, dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996-2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2.

Martyna Harland, autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino TVP2.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze