Keira Knightley: „Nie mówcie mi, jak być kobietą”

Keira Knightley (fot. BEW PHOTO)

Macierzyństwo przewartościowało jej cały świat. Po 20 latach kariery Keira Knightley wreszcie czuje, że nie musi za nic przepraszać. Ma dosyć siedzenia cicho i bycia miłą, bo wie, że jeśli nie będzie mówić głośno o tym, co jej się należy, niczego nie dostanie.

W tym roku Keira Knightley nie dała o sobie zapomnieć. Uwodziła paryską bohemę i czytelników jako filmowa Colette, w powojennym Hamburgu, w obrazie „W domu innego”, zdradziła męża z Niemcem, a w „Berlin, I Love You” udowodniła, że niemiecka stolica to jedno z najbardziej romantycznych miast świata. 33-letnia Knightley dba o to, aby jej kalendarz był zapełniony co najmniej na pół roku do przodu. Nie dlatego, że musi zarabiać pieniądze. Chce, aby jej trzyletnia córka Edie dorastała z pracującą mamą.

Keira Knightley (fot. BEW PHOTO)

Uzależniona

Matka Keiry, pisarka Sharman Macdonald, często zarabiała więcej od jej ojca. Will Knightley jest aktorem teatralnym i telewizyjnym, ale kiedy jego żona nalegała, aby mieli drugie dziecko, uświadomił ją, że ich na to nie stać. „Poradzimy sobie, jeżeli uda ci się sprzedać kolejną sztukę teatralną. Tylko wtedy nasz syn Caleb będzie mógł mieć rodzeństwo” – zasugerował żonie. Keira zawdzięcza więc przyjście na świat sztuce pt. „When I Was a Girl, I Used to Scream and Shout” [Kiedy byłam dziewczynką, krzyczałam i wrzeszczałam]. Bywała z rodzicami w teatrze już jako dziecko, kiedy nie umiała jeszcze chodzić. Miała trzy lata, gdy poprosiła mamę, żeby ta załatwiła jej agenta. Bo dziewczynki muszą przecież na siebie zarabiać.

– To dzięki aktorstwu nauczyłam się czytać – wyznała w jednym z wywiadów. – Miałam pięć lat, kiedy poszłam do szkoły i czytałam wszystkim dzieciom książki. Byłam więc najlepszą uczennicą i cieszyłam się ogromną popularnością. Tylko że wszystkich oszukiwałam, bo ja te książki znałam z domu i umiałam je na pamięć. W rzeczywistości mam dysleksję i nie potrafiłam przeczytać ani słowa. Gdy odkryto mój blef, z dnia na dzień straciłam status gwiazdy. Nagle znalazłam się na samym dole hierarchii, wśród dzieci, które ledwo sobie radziły. Do dziś pamiętam ten szok.

Kiedy prawda wyszła na jaw, nauczycielka poradziła rodzicom, żeby pomyśleli o nagrodzie dla córki. Keira, z pomocą specjalistów, nauczy się czytać i pisać, a w zamian będzie mogła robić coś, co ją pasjonuje. Marchewką były zajęcia teatralne i rok później zapisanie jej do agencji aktorskiej. Przez całe dzieciństwo grywała w programach telewizyjnych dla dzieci, a także małe rólki filmowe i teatralne. W wieku 13 lat stała już na planie „Gwiezdnych wojen” jako służąca i sobowtór królowej Padmé granej przez Natalie Portman. – Dysleksja nauczyła mnie też etyki pracy – muszę przygotowywać się więcej i dłużej niż inni, bo dłużej czytam scenariusz – tłumaczy Keira w filmiku promocyjnym dla organizacji Made by Dyslexia. – Jasno mówię reżyserom, że nie wolno mi dać świeżo przerobionego dialogu i oczekiwać, że za godzinę lub dwie dobrze go zagram. A jeśli każesz mi przeczytać z kartki tekst, którego nigdy wcześniej nie widziałam, to wszystko zacznie mi skakać przed oczami i efekt będzie dość zaskakujący. Na szczęście miałam nauczycieli, którzy umieli oddzielić fakt, że zawsze będę na bakier z ortografią, od tego, że jestem inteligentna, kreatywna, umiem napisać i opowiedzieć świetne historie – mówi aktorka.

Knightley nie ma formalnego wykształcenia aktorskiego, bo jej rodziców nie było stać, aby wysłać ją na drogie studia. A kiedy sama odłożyła trochę pieniędzy na ten cel z własnych ról, zaczęła dostawać tyle propozycji pracy, że na szkołę nie było już czasu. – Niektórzy twierdzą, że aktorstwo to powołanie. Dla mnie to po prostu uzależnienie. Zaczęło się od zabawy, ale po każdym występie marzyłam o tym, aby wrócić po więcej. To chyba tłumaczy, dlaczego tylu aktorów trzecioplanowych nigdy nie rezygnuje z castingów i grania małych rólek. Scena, kamera, bycie kimś innym przez kilka godzin lub tygodni dla wielu jest jak narkotyk – mówiła w wywiadzie dla „Variety”. O tym, jakie to uzależnienie może mieć cenę, przekonała się zbyt wcześnie.

Po niespodziewanym międzynarodowym sukcesie filmu „Podkręć jak Beckham”, w którym Keira gra główną rolę i do którego miesiącami trenowała grę w piłkę nożną, nagle stała się najbardziej obiecującą nastoletnią gwiazdą po obu stronach oceanu. Rok później stała już na pokładzie statku w ramionach Orlando Blooma na planie „Piratów z Karaibów”, a Johnny Depp zakładał się z nią, że aktorka nie da rady ścisnąć się w pasie gorsetem tak ciasno jak Scarlett O’Hara. – Oczywiście, że wygrałam zakład – 18,5 cala! – ale wytrzymałam tylko dziesięć minut. Inaczej bym zemdlała – wspominała. – Scarlett była zresztą zawsze moją bohaterką. Jest okropna, ale udaje jej się przeżyć za wszelką cenę. Inni jej za to nienawidzą, ale ona potrafi pokazać wszystkim środkowy palec. Ja nauczyłam się tego dopiero niedawno.

Wszystko źle

Sukces „Piratów z Karaibów” sprawił, że Keira wychodziła co rano z domu, oganiając się od tłumu paparazzich. Gazety komentowały każdy szczegół jej wyglądu. Według prasy „mogłaby coś zrobić ze swoim zgryzem”, „za mało je”, „ma grube kostki”, „mówi ze sztucznym, eleganckim akcentem”, „irytująco się uśmiecha” i „ma szczękościsk”. – Kiedy 19-letnia dziewczyna słyszy o sobie takie rzeczy, to choćby nie wiadomo jakie miała wsparcie od bliskich, zaczyna się kruszyć – mówiła w wywiadzie dla „Guardiana”. Nominacja do Oscara dla najlepszej aktorki za rolę w „Dumie i uprzedzeniu” tylko zwiększyła potok jadu, który wylewały na nią brytyjskie media. Mimo pojawienia się w kilku mniejszych, niezależnych filmach, stała się „panienką w gorsecie”, która „od biedy sprawdzała się tylko w historycznych romansach”. Knightley zaczęła wymagać od producentów, aby nie musiała promować swoich filmów na pokazach prasowych. Nie udzielała wywiadów, konsekwentnie odmawiała sesji dla kolorowych magazynów. – Wszyscy udzielali mi mądrych rad. „Nie chodź na gale i przyjęcia branżowe, nie pozuj na ściankach, a dziennikarze zostawią cię w spokoju” – mówili. Dokładnie tak robiłam. Czy coś to dało? Nie. Efekt był odwrotny.

Gdy dostała nominację do nagrody BAFTA za rolę w „Pokucie”, z trudem udało jej się dotrzeć na ceremonię. – Przez trzy miesiące nie wychodziłam z domu. Miałam 22 lata, 17 ról filmowych na koncie i załamanie nerwowe. Tylko intensywna terapia sprawiła, że byłam w stanie przejść po czerwonym dywanie, zasiąść na widowni i nie dostać ataku paniki. Na szczęście nie nominowano mnie wtedy do Oscara, bo nie dałabym rady pojechać do Hollywood – wspominała w tym roku w wywiadzie dla „The Hollywood Reporter”. Jej terapeutka przyznała, że Keira była jej jedyną pacjentką, która twierdząc, że ktoś ją śledzi, miała rację, a nie urojenia.

Rola Cecilii Tallis w „Pokucie” (reż. Joe Wright, 2007) przyniosła Keirze nominację do BAFTA i Złotego Globu. (Fot. BEW PHOTO)

Tym razem fachowa pomoc i prawie roczna przerwa w pracy pomogły. Przez kolejne lata unikała ról w wysokobudżetowych produkcjach, angażowała się w ambitne artystyczne projekty. Pozwała do sądu „The Daily Mail” za nazwanie jej „inspiracją dla anorektyczek”. Zmierzyła się też wreszcie z wyczerpującymi, trwającymi tygodniami promocjami prasowymi, ale konsekwentnie i bez gwiazdorskich fochów odmawiała mówienia o swoim życiu prywatnym. – Tak, mam narzeczonego. Tak, poznałam go na festiwalu muzycznym, gdzie występował, bo śpiewa w zespole Klaxons. Ja jestem rozpieszczoną aktoreczką, więc poprosiłam organizatorów o wpuszczenie mnie za kulisy. Reszta jest historią – powiedziała mi z ironicznym uśmiechem, gdy rozmawiałam z nią kilka lat temu, i zręcznie skierowała konwersację na inne tory. Jednak nie bez wyjaśnienia uniku: – Nie mogę opowiadać o moim życiu prywatnym, bo na dłuższą metę cierpimy na tym i ja, i mój partner. Dla czytelników gazet i Internetu to ciekawostka i rozrywka, ale dla nas to prawdziwe życie. Wolałabym nie mylić tych dwóch pojęć. Ale mogę opowiedzieć o tym, jak fajnie jest mieć kontrakt z Chanel, występować w ich reklamach i o szoku, którego doznaję za każdym razem, kiedy muszę zamienić dżinsy na jedną z ich obłędnych sukienek. Nie, sorry, ale nie mogę powiedzieć, ile mi płacą za tę katorgę!

Keira Knightley jako Georgiana Spencer, żyjąca w XVIII w. daleka krewna księżnej Diany, w filmie „Księżna” (reż. Saul Dibb, 2008). (Fot. BEW PHOTO)

Keira przestała też wreszcie za wszystko przepraszać. – Szczerze? Ja uwielbiam filmy kostiumowe – powiedziała, gdy pojawił się temat wybieranych przez nią ról. – Zawsze lubiłam historię, a ponieważ nie skończyłam liceum, traktuję to jako dodatkową edukację. Poza tym te zakute w gorsety damy to znakomita przenośnia zniewolenia kobiety. Moje postaci za każdym razem starają się z tej klatki wydostać. A jeśli już mowa o przepraszaniu, to przestałam się publicznie kajać z powodu wysokości moich zarobków. Skoro tyle płacą, to przyjmuję. Jak płacą mniej, to też biorę i nawet się nie kłócę.

Wtedy nie wypadało mi jej wytknąć, że jak najbardziej powinna się kłócić. Sześć lat później sama doszła do tego wniosku: – Nie mam pojęcia, dlaczego nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy zapytać, czy przypadkiem nie płacą mi mniej niż moim kolegom. Aż wreszcie się odważyłam i teraz płacą mi często więcej. To taki typowy kobiecy syndrom: powinnam przecież być miła i wdzięczna, że w ogóle mam pracę. Powinnam siedzieć cicho i się uśmiechać, więc przez tyle lat tak robiłam. A teraz mam dość siedzenia cicho, bo jeśli my, kobiety, nie będziemy mówić głośno o tym, co nam się należy, to niczego nie dostaniemy – deklaruje w wywiadzie dla „Guardiana”.

Ani matka, ani kochanka

Keira nie siedzi cicho. „Mówią mi, jak być kobietą. Bądź miła, wspierająca, ładna, ale nie za ładna, szczupła, ale nie za szczupła, sexy, ale nie za bardzo, odnieś sukces, ale nie za duży… Ale ja nie chcę z mężczyznami flirtować ani udawać ich matki. Nie chcę z tobą flirtować, bo nie chcę się z tobą pieprzyć, i nie chcę ci matkować, bo nie jestem twoją matką. Stary, ja po prostu chcę pracować. Czy to jest OK?” – napisała w zbiorze esejów różnych autorów pt. „Feministki nie noszą różu i inne kłamstwa”, wydanym pod koniec zeszłego roku. Opisała w nim też swoje doświadczenia z porodu i połogu: pęknięcie pochwy, podpaski grubości pieluch, popękane sutki. Przyznaje, że zostanie matką przewartościowało jej cały świat. Dotarło do niej, że do tej pory nie zdawała sobie sprawy, iż kobiece doświadczenia są w filmie, literaturze i mediach reprezentowane tak ubogo. Że z filmów wie wszystko o relacjach pomiędzy ojcem a synem i o cierpieniach męskiej duszy, a o doświadczeniach kobiet mówi się wciąż za mało i pokątnie. Zdała sobie też sprawę, że nie chce, aby jej własna córka dorastała w atmosferze lęku przed męską połową ludzkości. Nie chce, by bała się wychodzić sama po zmroku, nosić szorty i dekolty i żeby musiała udawać głupszą niż jest, by zadowolić mężczyzn u władzy. Mąż Keiry, muzyk James Righton, przez większość czasu jest tatą na pełny etat i kiedy tylko może, zabiera córkę na plany filmowe żony. Knightley w pełni to docenia i zdaje sobie sprawę, że jest szczęściarą, bo stać ją na nianie i wszelką pomoc, ale jest oburzona w imieniu innych kobiet. Według niej państwo powinno robić wszystko, co możliwe, aby wspierać matki, szczególnie te samotne. Zaangażowała się więc we wsparcie charytatywne kobiet potrzebujących pomocy psychologicznej i psychiatrycznej po urodzeniu dzieci.

Scenarzystką filmu „Granice Namiętności” (reż. John Maybury. 2008) o miłosnych perypetiach poety Dylana Thomasa była matka Keiry – Sharman Macdonald. (fot. BEW PHOTO)

Odwaga i pewność siebie, które dało jej macierzyństwo, w pracy nie zawsze spotykają się ze zrozumieniem. Na planie „Colette” doszło do spięcia pomiędzy nią a reżyserem, który wytknął jej, że jest agresywna. – Dlatego że uprzejmie, nie podnosząc głosu ani nie przeklinając, po prostu się z nim nie zgodziłam. A to jest ktoś, kogo naprawdę lubię i szanuję!

Knightley nie ma jednak zamiaru spuszczać z tonu – wręcz przeciwnie. Gdy wybuchły afery pod szyldem #MeToo, zrobiła szybki rachunek sumienia i uderzyło ją, jak łagodnie traktowało ją jej środowisko. – Nikt nie przystawiał się do mnie na planie filmowym, nie molestował mnie i nie składał mi niedwuznacznych propozycji. Wiedziałam, że to się zdarza wielu aktorkom, ale mnie – nigdy. Znam Harveya Weinsteina, wiem, że wrzeszczał na ludzi i wydzwaniał do nich w środku nocy z awanturami, ale nie miałam pojęcia, że napastował aktorki w pokojach hotelowych. Może byłam ślepa, a już z pewnością naiwna.

Keira Knightley u boku Dominica Westa w filmie „Colette” (reż. Wash Westmoreland, 2018). (fot. BEW PHOTO)

Przyznaje, że patrząc wstecz, sama nie wie, kiedy w przeszłości mimowolnie podporządkowała się męskiemu dyktatowi w show-biznesie. Przecież jako dziecko nie tylko lepiej wspinała się na drzewa niż chłopcy, ale była przekonana, że jak dorośnie, to zostanie mężczyzną. – To było logiczne – tłumaczyła w programie Ellen DeGeneres. – Dziewczyny zawsze rządziły na placu zabaw, ustawiały chłopców, jak chciały. A w dorosłym życiu to oni mieli władzę, więc wydawało mi się logiczne, że będę jednym z nich. Oczywiście, że nie chciałam mieć penisa, bo z wyjątkiem możliwości robienia siusiu na stojąco to musi być okropnie niewygodne. Chciałam po prostu decydować o własnym losie – mówiła. Ale to niezachwiany dziś status gwiazdy jej na to pozwala. I Keira Knightley nie waha się go użyć.