Co się stanie, gdy influencerka promująca tradycyjny model kobiecości i idealizująca XIX wiek rzeczywiście się do niego przeniesie? Odpowiedź na to pytanie znajdziesz w debiutanckiej powieści Caro Claire Burke „Yesteryear”, będącej gorzką satyrą na internetową autokreację, mit idealnej żony i matki oraz cenę, jaką płaci się za podporządkowanie życia cudzym oczekiwaniom. Polskie tłumaczenie ukaże się jeszcze w tym roku nakładem Wydawnictwa Poznańskiego.
„Yesteryear” autorstwa Caro Claire Burke to bez wątpienia jeden z najgłośniejszych debiutów prozatorskich tego roku. Jeszcze zanim powieść trafiła do księgarń w kwietniu 2026 roku, już w 2024 wzbudzała zainteresowanie. Pomysł na fabułę przyciągnął aż 15 wydawnictw, a aż cztery studia producenckie walczyły o prawa do ekranizacji. Ostatecznie trafiły one do Amazon MGM Studios, natomiast główna rola przypadła w udziale Anne Hathaway, będącej także producentką wykonawczą filmu.
Dla polskich czytelników ważniejsze jest jednak to, że Wydawnictwo Poznańskie przyspieszyło premierę i polski przekład Elżbiety Janoty ukaże się jeszcze w tym roku – 1 listopada. Już teraz jednak trudno przejść obojętnie obok tej charakterystycznej okładki z kobiecą twarzą przeciętą pasmem wiejskiego pejzażu, która subtelnie zapowiada tematykę książki.
„Yesteryear” to połączenie thrillera psychologicznego i satyry społecznej o kobiecie, która zbudowała internetową markę na idealizowaniu „tradycyjnego” życia, a potem została brutalnie skonfrontowana z tym, co naprawdę oznaczałby powrót do takiej rzeczywistości. Podróż w czasie jest tu jednak tylko pretekstem do opowieści o złudnej nostalgii, presji idealnego macierzyństwa, internetowej kreacji tożsamości oraz o ograniczeniach, jakie patriarchalne wzorce nakładają na kobiety.
Bohaterką książki jest Natalie, wzorowa pani domu, której życie wygląda jak spełnienie marzeń. Ma malowniczą chatkę na farmie w Idaho, przystojnego męża kowboja i gromadkę uroczych dzieci. Natalie jest także influencerką – na Instagramie, gdzie obserwuje ją 8 milionów osób, promuje model życia tradycyjnej, religijnej żony i matki, której spełnienie ma płynąć przede wszystkim z domu, macierzyństwa oraz podporządkowania rodzinie. Co jednak pozostaje za kulisami? Na przykład wspierający ją producenci, opiekujące się dziećmi nianie czy profesjonalne sprzęty kuchenne. A to, że uprzywilejowane kobiety nazywają ją antyfeministką? Po prostu same chciałyby mieć tak idealne życie jak ona…
Historia jednak przybiera zaskakujący obrót, gdy pewnego dnia Natalie budzi się w kompletnie innych okolicznościach. Jest rok 1855, jej dzieci są brudne i zaniedbane, na farmie brakuje elektryczności i jakichkolwiek luksusów, a ona jest zmuszona, by – zamiast obrabiać zdjęcia na Instagrama – pracować fizycznie. Jak influencerka odnajdzie się w świecie, który idealizowała w internecie, a który znacznie odbiega od jej wyobrażeń?
Burke prowadzi tę opowieść w dwóch przeplatających się planach: jeden pokazuje perfekcyjnie wykadrowaną współczesność Natalie, drugi śledzi jej losy po przeniesieniu w czasie, gdy bohaterka próbuje zrozumieć, jak trafiła do XIX wieku.
Czytaj także: Mądre, pełne emocji i dające do myślenia. 5 ciekawych książek dla kobiet o bohaterkach na życiowym zakręcie
„Yesteryear” może być jedną z tych książek, które dzielą czytelników. Recenzenci chwalą przede wszystkim znakomity, boleśnie aktualny pomysł oraz to, jak sprawnie Burke łączy tempo thrillera z kąśliwym komentarzem na temat współczesności. Na plus działają tu napięcie, wyrazista, ale daleka od sympatii bohaterka oraz tematy, które wykraczają poza prostą historię o internetowej tradwife. To książka, która wielu czytelników wciągnie od pierwszej strony, a po lekturze zostawi z mnóstwem pytań i refleksji.
Nie wszyscy jednak kupują tę konwencję. Część odbiorców uważa, że autorka chwilami zbyt mocno podkreśla swoją tezę, a niektóre ważne wątki rozwija nierówno lub traktuje za bardzo skrótowo. Kontrowersje wzbudza też finał – dla jednych będący mocnym domknięciem, dla innych zaś zbyt efektownym zwrotem akcji. Czy „Yesteryear” jest błyskotliwym thrillerem o pułapkach nostalgii, czy raczej powieścią, której świetny punkt wyjścia nie zawsze idzie w parze z równie satysfakcjonującym wykonaniem? Tę opinię będziesz musiała wyrobić sobie sama.