4 pytania do Macieja Stuhra

„W Krzywym Zwierciadle″ to zbór felietonów Macieja Stuhra, który właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło. Jak Aktor czuje się w roli felietonisty?

Pańskie felietony cieszą się dużą popularnością. Ma pan dużo fanek. To przyjemna wiadomość?

Gdyby to była prawda, to oczywiście wspaniale! Jednak w odróżnieniu od innych moich spotkań z publicznością, tu mój kontakt z odbiorcami – czy konkretnie czytelniczkami – odbywa się w sferze wyobraźni. Nigdy nie widziałem nikogo, kto by siedział sobie na ławce w parku i czytał akurat mój felieton. Jedynie mogę sobie taką osobę wyobrazić. I to w sumie jest bardzo podniecające.

Większą tremę czuje pan, gdy pana słowa ukazują się drukiem w magazynie kobiecym, czy gdy padają ze sceny (albo z ekranu)?

To tak zupełnie dwie różne działki, że chyba w ogóle nie da się ich porównać. Trudno w ogóle mówić o tremie podczas pisania w znaczeniu takim, jaki znają aktorzy stający przed „żywą” publicznością. To zupełnie inne zawody. Dwie różne bajki. Na scenie następuje natychmiastowa weryfikacja. Pisanie jest zajęciem samotniczym.

Lubi pan czytać to, co pan napisał? Zwłaszcza teraz – gdy wszystko wychodzi w jednej książce? Będzie pan sobie czytał „W krzywym Zwierciadle” do poduszki?

Czytam to wielokrotnie. Przed wysłaniem do drukarni, oczywiście. Chcę mieć pewność, że użyłem najlepszych słów w najlepszej kolejności, na jakie mnie stać.

A może nie sobie pan czyta, tylko córce? Czy ona komentuje jakoś pana felietony? Pana fanki to raczej jej pokolenie czy… starsze?

Myślę , że jednak starsze. Matylda nie bardzo interesuje się prasą. Widzę, że książkę chętniej jednak wzięła do ręki. Także cieszę się, że będzie sobie mogła sprawdzić w dowolnej chwili ,co tam tatusiowi chodzi czasem po głowie.

„W krzywym zwierciadle” do kupienia w naszej księgarni