fbpx

DJ Wika: W Dzień Kobiet gram w Londynie

DJ Wika
Fot. Lukasz Dejnarowicz / FORUM

Odrobina zdrowego egoizmu i rozsądku jest tu bardzo potrzebna. To wpływa na zdrowie i na samopoczucie – o swojej pasji i dzisiejszych seniorach opowiada Wirginia Szmyt, znana jako DJ Wika.
Pani Wirginio, gdzie Pani postawi tu tę dużą deskę windsurfingową?

Mówi pan o Wdechach i mojej nominacji? (Wdechy, to kulturalne nagrody, przyznawane co roku przez „Gazetę Co Jest Grane” – przyp. red.).

Tak, choć zakładam, że niedługo zobaczymy, jak Pani śmiga nią w Pucku.

Marzenie. Myślę że zmieści się o tam, za stołem, przy którym siedzimy. Znajdę jakiś kąt na pewno. Zwykle chowam nagrody i bibeloty, ale może trzeba będzie to zmienić.

Jakie ma Pani nagrody na koncie?

W swoim życiu zajmowałam się różnymi rzeczami. Coś się tam uzbierało. Szczególnie wtedy, kiedy prowadziłam kabaret. Otrzymywałam dyplomy, nagrody za zajęcie pierwszego miejsca itd. Poupychałam je po szufladach.

Nagrody mają znaczenie, nobilitują?

Wydaje mi się, że każdy człowiek ma serdeczny stosunek do nagród. Jest to mobilizujące oczywiście, ale dla mnie to także sprawdzian…

Popularności?

Nie, bardziej tego, czy to co robię jest zauważalne i dobre.

A może to zwieńczenie ciężkiej pracy?

Dobrze Pan to ujął, ale nie tylko mojej, tylko całego zespołu. To bardzo mobilizuje do dalszej pracy.

Co pani robiła w kabarecie?

Stworzyłam go. Był oparty tylko na moich tekstach. Monologi, dialogi i wszystko, co potrzebne na scenie. Występowałam w nim razem z kolegami.

Jak się nazywał?

„Wiagra”, potem delikatniej – „To i Owo”. Poruszałam problematykę męsko-damską oraz kwestie obyczajowości. Zawiesiłam jednak tę działalność po śmierci męża. Nie miałam serca do pisania tekstów. Na pozór jestem optymistyczna i impulsywna w okazywaniu radości, ale w tej sytuacji trudno mi było wykrzesać z siebie dobrą pointę. Po to się pisze kabaret, by widz mógł, poprzez własne sytuacje życiowe, dostrzec śmieszność i wykrzywienia naszej osobowości i charakterów.

Prawdziwa satyra.

Niestety, w chwili osobistego dramatu ona nie działa, bo zmienia się punkt widzenia.

Czas goi rany.

Owszem, jednak trudno mi było wrócić po tej przerwie, choć po trzech latach koledzy zaczęli nakłaniać mnie do działania. To wciąż bliska mi forma wyrazu. Lubię przekazywać głębszą myśl, którą łapie się w mig. Dziś widzę, że cała nasza grupa miała predyspozycje sceniczne. Najważniejszą rzeczą było dla mnie zawsze, by nasz kabaret nie miał amatorskiego stylu, żeby dzięki swobodzie i sposobie bycia na scenie działał jak profesjonalny. Bliska mi jest kultura słowa i zabawa nim. Wzorem jest dla mnie „Kabaret Starszych Panów”, gdzie dowcipy przeplatane są piosenkami.

Mój kolega Ksawery Jasieński mówi, że to żarty cieniutkie jak źdźbło trawy.

Na tym polega finezja i delikatność. Ludziom trzeba przekazywać coś nie dosłownie, łopatą, ale w sposób nieco bardziej wyrafinowany. Zacytuję coś: „Kochaj życie nawet w deszczu, gdy samotnie w oknie tkwisz. Popatrz jak się ono zmienia, choć dlatego warto żyć. Warto kochać, warto śnić, warto marzyć. Nie narzekaj, że jest źle, ważne jest, że żyć się chce. Że chcesz jeszcze raz podskoczyć, czasem bzyknąć i się droczyć i nabierasz wciąż ochoty na wątpliwe babskie cnoty. Nie narzekaj, że jest źle, ważne to, że żyć się chce”.

Zapiszemy jako credo Pani pokolenia, dobra?

(śmiech). Oby.

Nominacja do Człowieka Roku nie wzięła się z księżyca. To musi być ktoś potrafiący zapalić innych, wstrząsnąć światem i pokazać jakąś alternatywę w sposobie myślenia.

To, o czym Pan mówi, ma dla mnie wiele znaczeń. Byłam szalenie zaskoczona tą nominacją. Uważam, że należy się to bardziej politykom, naukowcom, działaczom.

Pani przecież jest działaczem.

Tak. Staram się, poprzez moją działalność z seniorami na przestrzeni tych wszystkich lat, przebić do szerszej opinii. Zależy mi, żeby to nie była grupa na marginesie. Jesteśmy normalnymi ludźmi, żyjemy w naszym społeczeństwie. Seniorzy mają ogromny wpływ na wszystko. Poza tym, to grupa, która domaga się pewnego szacunku z racji wieku i doświadczenia. Odzywki ze strony młodych, ukształtowanych przez współczesne media, są zawstydzające i okropne. Telewizja bez przerwy lansuje tylko młodość. Długie nogi, wypchane usta i piersi z silikonem. Oto model współczesnego człowieka.

W mediach nie ma życia po 40-tce.

Dlatego każdy musi być piękny, chudy i zatrzymać starzenie się za wszelką cenę. Wartości, jakie daje wiek, nie są promowane i przedstawiane właściwie. Wiek ma swój wdzięk, mądrość, doświadczenie. Dlatego to powinno także być pokazywane, w naturalny sposób, by nikt nie wstydził się starości. Słyszę czasem, jak to wszystko się panu Bogu udało, z wyjątkiem starości. Jeżeli będziemy widzieć tylko niedołężność i zgorzknienie oraz upominających się o miejsce w tramwaju dziadków, nic się nie zmieni. Słyszałam nawet o pomysłach, żeby seniorzy jeździli komunikacją w pewnych godzinach. Zachęcić ich miały zniżki. Dlatego, prowadząc zabawy, chciałam pokazać, że nie wszyscy seniorzy są chorzy i okupują apteki czy siedzą tylko w poczekalniach ośrodków zdrowia. Jest cała rzesza seniorów żyjących tak jak młodzi, cieszących się życiem, bez względu na wysokość emerytury. Ten, który ma więcej pieniędzy, zwiedza sobie świat, inni wyjeżdżają nad morze, chodzą na zabawy i potańcówki, czy inne z tysiąca ofert. Seniorzy, to grupa, która uczestniczy niesamowicie czynnie w uniwersytetach trzeciego wieku, uniwersytetach tańca, klubach seniora, kursach komputerowych, kursach językowych. Są grupy organizujące wystawy malarskie, zajęcia w plenerze, a także miłośnicy poezji. Tworzą grupy poetyckie, występują, organizują kabarety, spotkania z piosenką itd.

Mój Boże, ja nie mam tylu ofert i pomysłów.

O tym się nie mówi i tego się nie pokazuje. To tak, jakby starszy człowiek nie mógł być szczęśliwy, spełniony i, co ważne, czuć się potrzebny. Wiele zależy także od tego, czy senior jest sam i czego oczekuje od życia. Jest spora grupa ludzi samotnych, a także takich, którzy wolą kultywować tradycyjne podejście do wieku. Czyli, jeśli idę na emeryturę, to tylko po to, żeby stać całymi dniami w oknie, dziadziejąc.

Pani zależy na tym, by seniorzy nabrali tej ochoty do radości w jesieni życia, czy żeby młode pokolenie zobaczyło inaczej seniorów?

Jedno i drugie jest szalenie ważne. Młodzież, widząc seniorów aktywnych, rozwijających swoją pasję, nie robiących ze starości problemu, powinna dostrzegać coś naturalnego. Tak jak młodość i radość z niej. Nasze życie ma swoje cztery pory jak rok kalendarzowy. Każda z tych pór jest piękna. Jesień, używając przenośni, jest zbiorem owoców naszej pracy i życia. Mamy dorosłe dzieci i wnuki, ale to nie znaczy, że nasze życie – rodziców i dziadków – ma być do śmierci podporządkowane wyłącznie im. Jestem innego zdania. Ale nie uważam także, że trzeba pozbywać się ich z gniazda, jak tylko nauczą się chodzić, tak jak robią to ptaki. Babcia nie musi przeznaczać każdej złotówki na prezenty dla wnusia, a dalej będzie kochaną babcią. Odrobina zdrowego egoizmu i rozsądku jest tu bardzo potrzebna. To wpływa na zdrowie i na samopoczucie.

Co jest większą trudnością: otworzyć młodych na starszych czy starszych przekonać do młodzieńczej radości i przyjazności?

Wydaje mi się, że są to rzeczy zależne od siebie. Seniorzy przede wszystkim chcieliby dłużej pracować. W zeszłym roku zaczęto mówić o tym częściej. Myślę, że Pana pokolenie ma teraz okazję zapoznać się z procesem dojrzewania oraz starości i przestać się tego bać. Ten proces uzależniony jest od indywidualnych potrzeb i predyspozycji człowieka. Tak samo jak praca. Są ludzie, którzy w niej się realizują, inni liczą godziny do jej zakończenia. Dla wielu ludzi długo wyczekiwana emerytura jest uwieńczeniem życia.

Może to kwestia trudnych czasów.

Na pewno odczuwamy to ekonomicznie i obyczajowo. Niestety, do zmian seniorzy będą się przekonywać najdłużej, bo wielu z nich nie czyta i nie interesuje tym co się dzieje. Ale ja nigdy nie spotkałam się z niechęcią. Proszę pamiętać, że oprócz zabaw, gdzie gram, pokazuję także ludzi tańczących i robię to w sposób elegancki. Wypowiedzi, jakich udzielam agencjom prasowym, dziennikarzom i telewizjom z całego świata, opierają się na życzliwości i kulturze. Nikogo nie obrażam ani nie krytykuję.

Pani Wiko, co sprawia, że przyjeżdżają do pani dziennikarze ze świata?

Są zaskoczeni, że ktoś po 70-tce jest jeszcze aktywny i zajmuje się czymś, co dotyczy młodych. Babcia gra na imprezach i w dodatku dla młodych!! Ale ja nie widzę w tym nic nadzwyczajnego. Dzięki temu mogłam kupić aparaturę i rozwinąć pasję. Może gdybym grała w klubie seniora, nikt by się tym nie zainteresował?

Ambasadorką Polski jest dj-ka z Ochoty. Dla mnie bomba.

Dostaję listy z Kanady i Stanów z podziękowaniami za to, że Polska nie słynie z pielgrzymek i kradzieży aut, tylko z zabaw, gdzie seniorzy się bawią i nie spędzają każdej chwili pod krzyżem. Było to bardzo miłe, że nasz luz, klasę i radość dostrzeżono na świecie.

Kto przyjeżdżał ze świata?

Rosjanie, Czesi, Chińczycy. Ciągle ktoś ma ochotę na rozmowę, co jest bardzo miłe. W odróżnieniu od innych seniorów, nie uważam, że każdą wolną chwilę trzeba spędzić z różańcem. Przemijanie może być cudownym uczuciem, kiedy jest pełne radości i tańca.

To inspiruje Pani równolatków?

Owszem, mam zwolenników popierających mój sposób bycia i myślenia. Widać to po zabawach, jak bawią się na nich ludzie. Oprócz zabaw, organizuję także i prowadzę wczasy, ale takie, które nie przekraczają 800 zł, tak by senior mógł odłożyć przez zimę. W maju mam do zaoferowania dwa tygodnie za 670 zł. Autokarem zawożę grupy seniorów w wyszukane miejsca.

Poważna sprawa.

W zeszłym roku wyjechało 750 osób. Trwa już to 8 lat. Robię to charytatywnie. Seniorzy mogą pozwiedzać Kaszuby, Trójmiasto. Chodzą na koncerty, zwiedzają elektrownie wiatrowe i dają się oczarować przewodnikom, którzy mają dużą wiedzę. Mogą podróżować, poznać lepiej ludzi i swój kraj. Wpływa to niesamowicie pozytywnie na te grupy. Nie tylko pielgrzymka może być czymś dla seniorów. Owszem, można pójść, ale ważna jest różnorodność. Dla wielu ludzi kościół jest oczyszczeniem. W niedzielę następuje kasacja złej masy z całego tygodnia i od poniedziałku można już zemścić się na sąsiedzie, że jest burakiem.

Uniwersytet trzeciego wieku jest modny?

Szalenie. Ludzi ciągnie do wiedzy, poznawania świata. Niestety, nie uczą tam zdrowego rozsądku i wykłady w większości prowadzą młodzi, a to ludzi starszych krępuje, gdyż boją się wyjść na starców.

Jak się bawią Polacy?

Znakomicie. Spontanicznie i emocjonalnie. Seniorzy i młodzież najpierw badali grunt, ale jak potem chłopcy wyruszyli do tańca z babciami i jak seniorzy porwali do zabawy młode dziewczyny, stworzyli najpiękniejszy widok. Grając z młodymi dj-ami, uczymy się jednocześnie od siebie, doskonale się rozumiemy.

Jaka piosenka zawsze rozkręci imprezę?

Myślę że boogie boogie zawsze rozkręca. Co do konkretnej piosenki, to ludzie szaleją ostatnio za „Tańcz, tańcz królowo dyskoteki”. Dobrze sprawdza się także Modern Talking, choć mam w zbiorach sporo muzyki nowoczesnej. Chodzę do EMPiK-u i ciągle coś kupuję. Każda impreza ma swój klimat. Niekiedy trzeba zacząć tangiem, by sprawdzić, ile par wyjdzie na środek.

Co będzie pani robić w dniu kobiet?

Powalę wszystkich. Gram w Londynie na zaproszenie Instytutu Kultury Polskiej, by zagrać dla publiczności polsko-brytyjskiej na festiwalu filmów „Kinoteka”. Będzie tam wyświetlany film pani Marysi Sadowskiej „Dzień Kobiet”, a na after party stanę za konsoletą. Jest to dla mnie wyróżnienie, wyzwanie i bajka.

Rozmowa odbyła się 23 stycznia w Warszawie.