DJ Wika: W Dzień Kobiet gram w Londynie

DJ Wika
Fot. Lukasz Dejnarowicz / FORUM

Odrobina zdrowego egoizmu i rozsądku jest tu bardzo potrzebna. To wpływa na zdrowie i na samopoczucie – o swojej pasji i dzisiejszych seniorach opowiada Wirginia Szmyt, znana jako DJ Wika.
Pani Wirginio, gdzie Pani postawi tu tę dużą deskę windsurfingową?

Mówi pan o Wdechach i mojej nominacji? (Wdechy, to kulturalne nagrody, przyznawane co roku przez „Gazetę Co Jest Grane” – przyp. red.).

Tak, choć zakładam, że niedługo zobaczymy, jak Pani śmiga nią w Pucku.

Marzenie. Myślę że zmieści się o tam, za stołem, przy którym siedzimy. Znajdę jakiś kąt na pewno. Zwykle chowam nagrody i bibeloty, ale może trzeba będzie to zmienić.

Jakie ma Pani nagrody na koncie?

W swoim życiu zajmowałam się różnymi rzeczami. Coś się tam uzbierało. Szczególnie wtedy, kiedy prowadziłam kabaret. Otrzymywałam dyplomy, nagrody za zajęcie pierwszego miejsca itd. Poupychałam je po szufladach.

Nagrody mają znaczenie, nobilitują?

Wydaje mi się, że każdy człowiek ma serdeczny stosunek do nagród. Jest to mobilizujące oczywiście, ale dla mnie to także sprawdzian…

Popularności?

Nie, bardziej tego, czy to co robię jest zauważalne i dobre.

A może to zwieńczenie ciężkiej pracy?

Dobrze Pan to ujął, ale nie tylko mojej, tylko całego zespołu. To bardzo mobilizuje do dalszej pracy.