Novika: muzyka jest najważniejsza

Novika
Fot. Filip Żołyński, materiały prasowe

Jak to się stało, że wreszcie Ci się udało?

Może dojrzałam. To kwestia tego, że pewnym wieku człowiek bardziej uczy się na błędach i chce wszystkiego spróbować samemu.

Mówisz o komponowaniu?

Zdecydowanie. Wreszcie się odważyłam. Najpierw dużo czasu spędziłam sama ze sobą, przygotowując tę płytę.

Jak to wyglądało?

Część melodii przychodziła do mnie gdzieś na ulicy i nagrywałam je sobie na telefonie. Część przychodziła także wtedy, kiedy siedziałam przy klawiszach. Wreszcie kupiłam sobie porządny instrument.

Jesteś po szkole muzycznej. Który stopień?

Pierwszy. Bardzo mi się przydaje wszystko, czego nauczyłam się na Miodowej. Czytam nuty, ale nie napiszę utworu na pięciolinii. Są pewne rzeczy, których nie przeskoczę, zdaję sobie całkowicie z tego sprawę. Nie przeszkadza mi to jednak wcale, bo mogę sobie coś tworzyć. Część utworów powstawała w taki sposób, że najpierw pojawiały się akordy, a dopiero później melodie z tekstem. Nikomu nie mówiłam, że robię tę płytę, dlatego mogłam uniknąć telefonów co dwa dni i pytań jak mi idzie, albo kiedy premiera.

Jak przy „Lovefinder”?

Raczej nie. Tę płytę szybko skończyłam. Mam zastrzeżenia do „Tricks Of Life”. Byłam wtedy nie do końca dojrzała muzycznie.