Milena Roszkowska - Dlaczego kochamy „Ranczo”? 5 powodów, dla których wciąż wracamy do tej „Polski w pigułce”
00:00
06:34
Są seriale, które ogląda się raz, i są takie, do których wraca się jak do rodzinnego domu. „Ranczo” bez wątpienia należy do tej drugiej kategorii. Już niedługo będziemy mieli okazję powrócić nie tylko do dawnych odcinków serialu, ale i zobaczyć jego nowy sezon. Oczekiwanie na nowe losy bohaterów Wilkowyj to świetna okazja do zastanowienia się: czemu właściwie tak bardzo „Ranczo” pokochaliśmy?
Choć od premiery pierwszego odcinka minęło już 20 lat, „Ranczo” wciąż ma wierne i powiększające się grono fanów. Dlaczego historia mieszkańców Wilkowyj zdobyła tak wyjątkowe miejsce w sercach Polaków? Oto tylko kilka z powodów!
Kiedy myślicie o polskiej kinematografii, z czym wam się ona przede wszystkim kojarzy? Z bólem istnienia, powagą, rozmyślaniem bohaterów nad sensem życia, cierpienia, miłości? Jeśli tak, nic w tym dziwnego – w końcu w historii polskiego kina zapisało się wiele takich, często bardzo dobrych i uznanych na świecie, produkcji.
A gdzie w tym wszystkim „Ranczo”? No właśnie: serial zdecydowanie się na tym tle wyróżnia. Można go postawić obok „1670” wśród tytułów, które nie boją się z humorem opisywać polskiej rzeczywistości. I choć „1670” skupia się (ale tylko teoretycznie, bo przecież ten wiek XVII to tylko i aż kostium) na przeszłości, to „Ranczo” pokazuje tę Polskę, którą dobrze znamy.
Bo chyba każdy Polak i każda Polka zna wiejskich czy osiedlowych filozofów, debatujących na sklepowych ławeczkach. I lokalnych działaczy, próbujących jak najwięcej dla siebie ugrać, i kobiety, które robią wszystko, by ogarnąć rodzinne sprawy. I oczywiście takie osoby, które doskonale wiedzą, że Matka Boska pochodzi z Częstochowy (bo przecież pochodzi!).
„Ranczo” to „Polska w pigułce” – serial piętnuje nasze wady, ale z humorem. Choć pełen autoironii, ukazuje również bohaterów, których trudno nie obdarzyć sympatią.
(Fot. Materiały prasowe TVP)
„Ranczo” pokazuje świat, w którym – mimo konfliktów, różnic charakterów i politycznych sporów – ludzie ostatecznie potrafią być razem. Mieszkańcy Wilkowyj kłócą się, plotkują, rywalizują i popełniają błędy, ale kiedy ktoś potrzebuje pomocy, cała wieś potrafi stanąć za nim murem. W serialu bardzo ważne są miejsca spotkań – sklep, ławeczka, urząd gminy, plebania czy dom Lucy – bo to właśnie tam rodzą się rozmowy, przyjaźnie i pojednania.
Dzięki postaci wspomnianej Lucy, która przyjeżdża do Polski zza oceanu, możemy też patrzeć na to, co dzieje się w Wilkowyjach, okiem osoby z zewnątrz. Bohaterka grana przez Ilonę Ostrowską prezentuje spojrzenie z dystansu: dostrzega absurdy codzienności, ale i to, co w Polsce (czy głównie w mniejszych miejscowościach?) piękne: siłę sąsiedzkich społeczności, przywiązania do miejsca, z którego się pochodzi.
Czyli po pełnionej funkcji, roli w rodzinie, miejscowości pochodzenia, wykształceniu itp. Bohaterowie „Rancza” nie raz dowiedli, że choć w pewnym sensie są „typami”, jak Ksiądz, Wójt, Gospodyni domowa, Osoba uzależniona od alkoholu to – paradoksalnie? – zaskakują. Nierzadko postępują tak, jak widz by się po nich, tak na pierwszy rzut oka, nie spodziewał.
W „Ranczu” nie ma też podziału na ludzi „dobrych” i „złych”. Przecież nawet Czerepach czy Kozioł mają momenty, w których można dojrzeć ich ludzką twarz. Bohaterowie „Rancza” zdecydowanie potrafią dojrzewać i rozwijać się.
(Fot. Materiały prasowe TVP)
Pamiętam, że gdy przeprowadzałam wywiad z działaczką jednej z fundacji, pomagającej i kobietom, i mężczyznom doświadczającym przemocy, podkreśliła ona, że nie lubi pytań o osoby „ze wsi, małych miejscowości”. Tych padających w kontekście umiejętności szukania przez nie pomocy. Jak podkreślała: „Jeśli ktoś potrafi sobie poradzić, mieszkając w dużej odległości od wygód miasta, bez problemu znajdzie i kontakt do nas w internecie”.
To samo pokazuje „Ranczo”: i na wsi, i w mieście spotkamy tych samych ludzi. Część jest inteligentna, część nie za bardzo, część robi wszystko, by się rozwijać, części to zdecydowanie nie wychodzi. A nawet nie stara się, by wychodziło. Wilkowyje to nie skansen i nie obiekt drwin. Raczej miejsce zamieszkane przez osoby o wyjątkowo wręcz barwnych osobowościach.
W kontekście „Rancza” dużo (i słusznie!) mówi się o wspaniałej grze aktorów, wspomnianym wyżej humorze. I bez wątpienia wspaniałe role Cezarego Żaka, Katarzyny Żak, Artura Barcisia czy Pawła Królikowskiego przyczyniły się do niesłabnącej od roku 2006 popularności serialu. Podobnie jak fakt, że oglądając „Ranczo”, trudno nie mieć na twarzy uśmiechu.
A ten humor i zarys postaci zawdzięczamy scenarzyście. Tworzący pod pseudonimem Robert Brutter, Andrzej Grembowicz wolał pozostawać w cieniu. Lubił też cytować Woody'ego Allena: „Jak na planie pojawia się gość, który wchodzi w kadr, potyka się o kable i wpada na lampy, to znaczy, że pojawił się scenarzysta”. Jak dodawał: „Staram się nie wypełniać tej definicji”.
Grembowicz, zapytany o przyczyny sukcesu serialu „Ranczo” dodawał, że mówi ono w zabawnym tonie o sprawach ważnych. No i porusza kwestie dla Polaków ważne, a nie zawsze w polskich obrazach obecne: te związane z kwestiami społecznymi czy Kościołem.
Warto też dodać, że scenarzysta „Rancza” napisał również scenariusze do innych bardzo lubianych produkcji, jak „Rodzina zastępcza” czy... „Ekstradycja”.