Guma do żucia na dobre zadomowiła się w naszej codzienności, ale jej historia sięga znacznie dalej niż półki z kolorowymi opakowaniami. Towarzyszyła gwiazdom filmu i muzyki, pojawiła się nawet w kosmosie, a dla milionów osób stała się jednym z najprostszych sposobów na odświeżenie oddechu. Choć kojarzy się przede wszystkim z amerykańską popkulturą, część jej światowej historii od lat pisze się w Polsce. W poznańskiej fabryce Mars powstają miliardy drażetek trafiających do kilkudziesięciu krajów na całym świecie.
Historia żucia jest znacznie starsza, niż mogłoby się wydawać. Archeolodzy znaleźli dowody na to, że już około 7 tysięcy lat temu mieszkańcy północnej Europy żuli brzozową żywicę. Oczywiście trudno porównywać ją z kolorowymi drażetkami, które znamy dzisiaj, ale potrzeba sięgania po coś, co można żuć dla przyjemności, była obecna na długo przed pojawieniem się współczesnej gumy.
Przełom nastąpił pod koniec XIX wieku w Stanach Zjednoczonych. W 1891 roku William Wrigley Jr., który przyjechał do Chicago z 32 dolarami, zaczął dodawać gumę do żucia do sprzedawanego przez siebie proszku do pieczenia. To, co początkowo miało być jedynie dodatkiem zachęcającym klientów do zakupu, szybko okazało się znacznie bardziej atrakcyjnym produktem niż sam proszek. Wrigley postawił więc na gumę, a w kolejnych latach na rynku pojawiły się Juicy Fruit® i Wrigley’s Spearmint®. W 1914 roku dołączył do nich Doublemint®.
Wkrótce guma do żucia stała się częścią codzienności, ale też popkultury. Zaczęła kojarzyć się z młodością, swobodą i nonszalancją. Żuli ją bohaterowie filmów, muzycy i gwiazdy popkultury, a charakterystyczne dmuchanie balonów z gumy stało się jednym z rozpoznawalnych motywów wizualnych XX i XXI wieku.
Jej historia ma zresztą także bardziej nieoczywisty rozdział. Guma do żucia znalazła się na pokładzie misji Gemini 4 w latach 60., a dziś nadal jest obecna wśród produktów zabieranych przez astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Produkt, który dla większości z nas jest drobnym elementem codzienności, okazał się więc całkiem dobrze przygotowany także do życia poza Ziemią.
(Fot. Materiały prasowe)
Powody, dla których sięgamy po gumę, są różne. Dla jednych to sposób na odświeżenie oddechu po posiłku, dla innych mały rytuał, który pomaga na chwilę się skupić. Wśród najpopularniejszych smaków od lat pozostają warianty miętowe, choć obok nich mocną pozycję mają również wersje owocowe.
Szczególne miejsce zajmują gumy bez cukru. Organizacje stomatologiczne zwracają uwagę, że żucie gumy bez cukru po posiłku może wspierać higienę jamy ustnej, między innymi poprzez pobudzanie wydzielania śliny. Nie zastępuje ono oczywiście szczotkowania zębów ani innych elementów codziennej higieny, ale może być jej dodatkowym uzupełnieniem.
(Fot. Materiały prasowe)
Choć guma do żucia ma silne skojarzenia z amerykańską kulturą, dziś jej produkcja ma również ważny polski adres. Poznańska fabryka Mars obchodzi właśnie 30-lecie działalności i jest największym zakładem produkującym gumy do żucia Mars w Europie oraz drugim pod względem wielkości na świecie.
Skala produkcji robi wrażenie. W 2025 roku w poznańskim zakładzie powstały 33 miliardy drażetek, między innymi marek Orbit® i Airwaves®. Produkty z fabryki trafiają do ponad 40 krajów, także tak odległych od Polski jak Nigeria, Ekwador czy Chile. Przy takim wolumenie produkcja może osiągać tempo nawet 5 milionów drażetek na godzinę.
Trudno dziś przewidzieć, jakie smaki, kształty i formaty gumy będą królować za kolejne kilkadziesiąt lat. Jej historia pokazuje jednak, że niewielka drażetka potrafiła przejść z poziomu ciekawostki do popkulturowego symbolu, a następnie stać się produktem o globalnym zasięgu. I choć jej początki kojarzymy przede wszystkim z odległą Ameryką, jeden z najważniejszych współczesnych rozdziałów tej historii od trzech dekad powstaje właśnie w Poznaniu.
(Fot. Materiały prasowe)