Designerki jutra

Please select a featured image for your post

Designerki jutra nie ograniczają się do walorów estetycznych. Tworzą dzieła praktyczne – począwszy od rzeźb i mebli plenerowych, a skończywszy na ceramice łazienkowej. Ich prace powstają w prototypowniach znanych marek, takich jak Noti, Kler czy Marmorin. Świat już o nich wie.

Wydaje się, że polską specyfiką projektowania może być wrażliwość na piękno – piękno dla pożytku, czyli forma, która podąża za funkcją. I w tym względzie – mam nadzieję, że to nie stereotyp – więcej do powiedzenia i pokazania mają kobiety. Najbardziej kreatywne są studentki i absolwentki Akademii Sztuk Pięknych.

Joanna Polińska. Jej talent ujawnił się dwa lata temu, gdy była studentką trzeciego roku wzornictwa na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu (taką nazwę nosi tamtejsza ASP). Wtedy na festiwalu projektowania przemysłowego Arena Design zadebiutowała pierwszą wersją fotela wykonanego z samych tylko sprężyn wykorzystywanych do produkcji materacy. Ażurową bryłę mebla zainspirowało graficzne przedstawienie cząsteczek chemicznych zwanych fullerenami (stąd nazwa Fuller Chair). Mimo fabrycznego budulca i naukowej podbudowy struktura fotela kojarzy się z trójwymiarową rzemieślniczą koronką. Stalową – tyle, że w miejscach gdzie mebel z założenia ma być „siedziany” stal grubo owinięto paskami miłego w dotyku weluru. Fuller Chair jest dekoracyjny i delikatny, a przy tym techniczny, surowy i futurystyczny. Mebel-gadżet wpada w oko mężczyznom. „Sprężyny fajnie dobrane pod kątem twardości (nie zapadamy się w nich), struktura ciekawa, lekka wizualnie (…)” – komentuje internauta. Kobiety są ostrożniejsze, dywagują czy sprężyny nie złapią długich włosów i nie zniszczą fryzur.

Konstrukcja prototypu jest niedokończona. Celowo – jak przekonuje projektantka. Rozrasta się i zanika niczym bluszcz, albo… piana w wannie. Przypomina wywiedzione z natury asymetryczne i zaoblone formy architektoniczne zwane blobami. Ten zamierzony balans między techniką i naturą jest cechą charakterystyczną stylu pomysłów Polińskiej. Wyobraźmy sobie takie postindustrialne komórkowe pnącze „wyhodowane” w domu, sofę przechodzącą w ścianę i kończącą się pod sufitem. Dlaczego nie. Tym bardziej, że projektantka metodycznie udoskonala swój koncept. Pierwszy Fuller dał początek kilku już innym modelom, coraz bardziej fantazyjnym i finezyjnym. Fotele powstały we współpracy z producentem mebli: Kler i fabryką sprężyn Herkules. Były jedną z atrakcji tegorocznej odsłony Areny Design i wystawy w centrum Concordia Design, promującej design dwóch metropolii – Poznania i Berlina. Joanna Polińska nie wdrożyła ich jeszcze do produkcji. Latem będzie bronić dyplomu magistra.

O Annie Dul rok temu zrobiło się głośno za sprawą umywalki dedykowanej osobom starszym i niepełnosprawnym. Szeroka i płytka chroni osoby na wózku inwalidzkim przed uderzeniem (krótki syfon), zabrudzeniem czy zachlapaniem. Uchwyty wkomponowane w bryłę lanego marmuru po obu jej stronach umożliwiają stabilne oparcie się lub podciągnięcie (np. przy wysiadaniu z wózka). Nie brakuje też miejsca na kosmetyki. Projektantka odwiedzała szpitale, domy opieki, rejestrując problemy osób starszych i wymagających pomocy w utrzymaniu higieny. Doszła do wniosku, że toaleta dla niepełnosprawnych nie musi się kojarzyć z chromowanymi poręczami (dość niewygodnymi – jak sugerowali zainteresowani). Uznała też, iż funkcjonalność i bezpieczeństwo nie wykluczają elegancji, a brzydkie techniczne (szpitalne) wzornictwo wręcz stygmatyzuje osoby „sprawne inaczej”. W nazwie „Uni” zawarła ideę uniwersalności. Z tego produktu mogą swobodnie korzystać wszyscy domownicy. Projekt, który powstał we współpracy z firmą Marmorin, przyniósł słuchaczce (dziś już absolwentce) poznańskiej ASP wyróżnienie w międzynarodowym konkursie dla młodych projektantów, Graduation Projects 2010/2011, i wkrótce trafi do sklepów.

W zeszłym roku premierę miały też „bałwankowe” wiszące siedziska „Bouli” zaprojektowane przez grupę studentek we współpracy z marką Noti. Urszula Burgieł, Olga Mężyńska i Julia Pawlikowska postanowiły tym produktem ożywić przestrzeń publiczną: hole, dworce, poczekalnie. W tym roku siedziska zostały dopracowane (powstały wersje z nóżkami i płozami) i zaprezentowane na festiwalu Arena Design jako produkt wdrożony do produkcji. Kolorowe, obłe (amorficzne), lekkie i miękkie także dla oka, wesołe, wyglądające jak maskotki ni to sofy, ni pufy od razu zdobyły sympatię nie tylko dzieci. Dorośli najchętniej siadają na podwieszanych przypominających chmurki, które w rzeczywistości są dużymi czilautowymi kołyskami (łatwo je sobie wyobrazić w klubie czy restauracji). Zróżnicowana powierzchnia brył umożliwia zajęcie różnych pozycji, ale najwygodniejsza jest półleżąca. Producent nowoczesnych mebli salonowych zainwestował w nie, licząc, że zrobią furorę także w naszych domach. Siedziska występują w wersji dwuosobowej oraz trzyosobowej.