fbpx

Puszcza to nie Disneyland

Puszcza to nie Disneyland
Materiały prasowe

Jeśli nie ochronimy Puszczy Białowieskiej, to kiedyś znów ktoś nam powie: miałeś chamie złoty róg – mówi obrońca dzikiej przyrody Janusz Korbel w rozmowie z Zofią Rokitą.

-Co cię tak ciągnie do puszczy?

-Kiedy się mieszka obok raju, to jak odpowiedzieć, po co się do niego idzie? Ten raj się wprawdzie kurczy, ale to nadal raj! Wydaje mi się, że im jestem starszy, tym mniej wiem, a puszcza jest fantastycznym nauczycielem. Tu znajdziesz odpowiedzi na wszystkie nurtujące człowieka pytania, nawet na takie, których jeszcze sobie nie zadał. Tak można powiedzieć o wielu innych naturalnych formach – dzikiej rzece, morzu…, ale najbliższą mi jest właśnie puszcza. Tworzy piękną scenografię w wielkim teatrze życia. Tu rozgrywają się wspaniałe, niepowtarzalne spektakle. Ludziom znającym przyrodę z miejskich parków lub zwykłych lasów gospodarczych zapiera na ich widok dech w piersi. Puszczę Białowieską przeszedłem wielokrotnie wzdłuż i wszerz i wciąż coś w niej odkrywam. Te same miejsca wyglądają zawsze inaczej, ale równie pięknie.

-Kiedy pojawiła się w twoim życiu?

-Spędziłem dzieciństwo 120 km od Białowieży, często więc jeździłem do niej. Była dla mnie mitem, najdzikszym terenem w Polsce. Mieszkałem w dworku nad Narwią, wybudowanym przez mojego dziadka po I wojnie światowej z sosnowego drewna, z drzew wyciętych właśnie w Puszczy Białowieskiej. Moje życie zatoczyło wielkie koło i dzisiaj siedzę w innym starym drewnianym domku: w Białowieży, 300 metrów od lasu, dokładnie w miejscu, które nazywano bindugą – dawniej stąd właśnie spławiano Narwią drewno. Pod mój dom podchodzą dzikie zwierzęta, nad głową przelatują klucze żurawi… – czuję się tu szczęśliwy.

-Dlatego tak walczysz o ten swój raj?

-Nie walczę, nie czuję się wojownikiem. Ten dziki las jest częścią mnie i nie znoszę, jak ktoś go dewastuje. Kiedy widzę zręby niepotrzebnie wyciętych wielowiekowych drzew, to cholernie mnie to boli. Gdy na piękną puszczańską polanę wjeżdża kopara i wszystko niszczy, bo ktoś kupił tu sobie działkę i chce się budować, to będę robić wszystko, by to zatrzymać. Być może przegram, ale mam do wyboru: albo nie robić nic, albo robić coś. Gdyby ktoś wyrywał ci paznokcie, to byś się nie broniła?

-Od lat angażujesz się w różne działania dla ratowania Puszczy Białowieskiej. Czy częściej osiągasz planowany cel czy przegrywasz?

-Niełatwo doprowadzić działanie do końca. Wolę więc być człowiekiem drogi, nie celu. Ale trochę się udaje. Po akcjach takich jak np. międzynarodowa „Pień pod sejmem RP”, kiedy to zawieźliśmy do Warszawy pień 300-letniego dębu – wprowadzono zakaz wycinania w puszczy wiekowych drzew.

Po innej kampanii podwyższono do 2,5 km pułap przelotu samolotów nad lasem. Mam też z moimi przyjaciółmi przyrodnikami udział w powiększeniu obszaru Białowieskiego Parku Narodowego o 100 procent, z 5 do 10,5 tys. ha. Jednak to tylko 16 proc. puszczy po stronie polskiej, na pozostałych 50 tys. ha nadal rozgrywa się dramat. Na razie nie skutkują żadne akcje i negocjacje, by parkiem narodowym objąć cały ten skarb przyrody, a to staje się już konieczne.

-Nieudane akcje zniechęcają cię?

-Absolutnie nie. Pomagam puszczy jak potrafię, ale robię to przede wszystkim dla siebie, dla własnej przyjemności, niezależnie od skali powodzenia. Jestem egoistą – na czas mojego życia tej puszczy wystarczy. Każde życie kończy się przecież śmiercią, ale to jeszcze nie powód, by popaść w depresję. Warto żyć pięknie.

-Co puszczy zagraża najbardziej?

-Człowiek – w swojej agresji i zachłanności. Jej nie grozi wyginięcie, lecz zniszczenie pierwotnego charakteru. Ten niewielki obszar lasu w rezerwacie ochrony ścisłej BPN trwa bez ingerencji człowieka od tysięcy lat i to najlepszy dowód, że doskonale radzi sobie sam. Tu nie ma żadnych szkodników, każda żywa istota jest potrzebna, nawet tak bardzo tępiony kornik drukarz. W parku narodowym rośnie teraz około 1200 dębów o obwodzie pnia powyżej 4 metrów. Mniej więcej tyle samo przetrwało na 10-krotnie większym obszarze w części puszczy gospodarczej – to oznacza, że przez ostatnich sto lat wycięto ponad 85 proc. takich potężnych dębów. Dzisiaj jeszcze tylko w parku rosną bardzo stare jesiony i lipy. Puszcza Białowieska to ostatni las mieszany w Europie o charakterze prapuszczy. Tym naturalnym cudem przyrody chwalimy się na całym świecie i jednocześnie go niszczymy. Wszyscy mówią: kocham te żabki, ptaszki, las, ale nie kosztem ludzi.

-Człowiek ze swoimi domami, autostradami…jest ważniejszy od przyrody.

-Właśnie. Setki nowych inwestycji wcina się w samo serce puszczy. 400 metrów od dziedzictwa ludzkości, na pięknej łące, kopie się fundamenty.  Na podmokłe polany wyrzuca gruz. Nadal warczą piły, zamieniając gęsty las w wycięte polany: kilka tygodni temu tuż przy granicy parku padły kolejne drzewa. Wraz z nimi do tartaku trafiają rzadkie gatunki owadów i roślin, chronione prawem unijnym. Na zdjęciach satelitarnych Puszcza Białowieska wygląda jak szwajcarski żółty ser.

 

-Czy nadal urządza się w niej polowania?

Zewsząd słychać strzały – poluje się na jelenie, sarny, dziki. Pod mój dom codziennie podchodzą zwierzęta, tyle że u mnie są mile widziane. Kiedyś jeleń i dzik poszły w inną stronę i natychmiast zostały zestrzelone z wież myśliwskich ustawionych wzdłuż granicy parku narodowego. W jego otulinie nadal można polować. Ale rodzą się też nowe problemy. Dziesięć lat temu drogą Hajnówka–Białowieża jechał jeden samochód na 10 minut. Teraz w długie weekendy i święta ciągną ich sznury. Trzy lata temu pod kołami pędzących tą drogą aut zginęły dwa wilki, w tym roku żubr, nie licząc ptaków, jeży, jenotów, ropuch, które kierowcy zabijają, często nawet o tym nie wiedząc. Jeżdżą nocą 100–120 km/h. Tak nie wolno. Kiedyś nocą w ostatniej chwili zobaczyłem w świetle reflektorów potężnego dzika. Stanął na drodze i ani rusz. Musiałem wysiąść z samochodu, lekko trącić go nogą i dopiero wtedy powoli poszedł do lasu. Każdego roku do Białowieży przyjeżdża prawie 200 tysięcy turystów z całego świata. W hotelach odbywają się imprezy – wszystko dudni, hałasuje, gra, zakłócając leśną ciszę. Raz przed moim domem przejechała kolumna motocykli i dalej drogą przez puszczę. Wiesz, ile ich naliczyłem? Kilkaset! To był jakiś ogólnopolski zlot. Lubię motocykle, ale dlaczego na zjazd wybrano środek najstarszego lasu w Europie? Ostatnio modne się stały fajerwerki… Jeszcze trochę, a z puszczy zrobimy Disneyland.

-W jakim stopniu powiększenie parku narodowego zapobiegnie tej sytuacji?

-Chociażby w takim, że puszcza będzie mieć jednego gospodarza, a nie – tak jak teraz – czterech: trzy nadleśnictwa i park narodowy, a każdy ma inne cele. Z jednym łatwiej negocjować. Park narodowy jest też pod większą kontrolą społeczną, poza którą są Lasy Państwowe. To struktura, obraca miliardami pozyskanymi ze sprzedaży drewna, więc łatwo zrozumieć, dlaczego powiększenie nie jest jej na rękę. Obecnie, w rezultacie kontrowersyjnego przepisu, doszedł do tego brak zgody lokalnych mieszkańców – mała gmina licząca niewiele ponad 2 tys. ludzi decyduje o dziedzictwie światowym! To tak jakby mieszkańcy Starego Miasta w Krakowie mogli zdecydować, czy rozebrać Wawel. Sytuacja tym bardziej paradoksalna, że lasy Puszczy Białowieskiej są państwowe. To nie własność gminy, tylko nasza wspólna puszcza.

-Do 2001 roku mieszkałeś w Bielsku Białej.

-Daleko miałeś do Białowieży. Cały czas była mi bliska, przyjeżdżałem, bo tęskniłem do jej dzikości. Jeszcze na uczelni nabierałem przekonania, że trzeba zająć się nie tyle człowiekiem, bo on da sobie radę, ile krajobrazem i jego ochroną przed człowiekiem. Że urbanistyka powinna być zakorzeniona w doświadczeniu. Ładnie mówi o tym psychologia: człowiek jest taki, jakie jest jego doświadczenie – słowa często do niego nie docierają. Wyjeżdżałem ze studentami w teren, prowadziłem „żywe” warsztaty. W szkole niczego nie uczą – podziały, gatunki, nazwy…, a to nie o to chodzi. Trzeba spędzać czas w przyrodzie, poznawać ją przez dotyk, zapach, smak.

Jak mieszkałem w Bielsku Białej, też dużo czasu spędzałem w lesie, spałem w nim i to nie pod żadnym namiotem. Założyliśmy z przyjaciółmi „Pracownię Architektury Żywej”, żeby chronić krajobraz przed mistrzami w jego niszczeniu, czyli architektami.

-I kto to mówi!? Architekt.

-Zgadza się. Dawniej myślałem, że najbardziej dewastują środowisko melioranci, bo zniszczyli moją „rodzinną” Narew, później, że leśnicy, a teraz, że architekci. Ale tak naprawdę to niszczy je człowiek. Dlatego w swojej książce „Architektura żywa” starałem się opisać metodę, którą stosowałem ze swoimi studentami. To nie tak ma być, że przyjeżdża architekt ze swoimi wizjami i projektuje. Powinien przyjechać z czystym umysłem i pomieszkać trochę w tym miejscu, poczuć je, popytać miejscowych.  Potem podzielić teren na kwadraty i zrobić tzw. mapę zdrowia (białe) i choroby (czarne). Pokazać, gdzie jest dobrze, a gdzie źle. Tego, co dobre, nie psuć, a to, co złe eliminować, naprawiać, upiększać. Bo teren to scena, której aktorami są nie tylko ludzie, żywy organizm, trzeba go leczyć, a nie wymyślać swoją wizję i ją narzucać. Tak powinno się projektować.

-Czy takie planowanie przenosisz na puszczę?

-Zgadza się, tak samo powinno się myśleć o puszczy. Dlatego chciałbym, aby cała Puszcza Białowieska była parkiem narodowym, objętym ochroną terenem, gdzie najważniejsza jest przyroda. A tak każdy chce wyrwać z niej jak najwięcej dla siebie. Czysty egoizm! Przecież to bardzo złożony organizm. To tak, jakby serce pomyślało sobie, że będzie mu lepiej, jak wyeksploatuje nerki. Wtedy umrze człowiek, jego serce też. 

-Ale człowiek chce panować nad przyrodą.

-I ją kontrolować. Od dawna trwa głęboki filozoficzny spór, kto tu rządzi: człowiek, kultura czy natura. Czasem słyszę, że turysta nie przyjeżdża po to, by oglądać stary las z powalonymi, martwymi kłodami. Przeciwnicy ochrony dzikiej przyrody mówią, że piękniejszy jest las taki „higieniczny”, „posprzątany”. Jednak z przyrodniczego punktu to katastrofa! Martwe drzewa są domem dla ponad połowy wszystkich gatunków żyjących w lesie. Jeśli go nie mają, to ich też tam nie ma, a wtedy to już nie jest las, tylko plantacja. To tak, jakby powiedzieć, że pola uprawne są łąkami albo staw jeziorem. Musimy chronić dziką przyrodę i naturalne procesy. Jeśli zamienimy Puszczę Białowieską w zwyczajny las, to znów nam kiedyś ktoś powie: miałeś chamie złoty róg.            

Janusz Korbel z wykształcenia dr inż. architektury, urbanista, z zamiłowania fotograf i publicysta, z potrzeby serca –obrońca dzikiej przyrody. Zrezygnował z miasta i pracy na Politechnice Gliwickiej, by cały swój czas poświęcić ekologii i ochronie dzikości Puszczy Białowieskiej. Od 2001 r. mieszka w Białowieży, a jego życie toczy się wokół jej spraw. Jest prezesem Towarzystwa Ochrony Krajobrazu w Hajnówce oraz członkiem Rady Naukowej BPN. Prywatnie ojciec dwóch córek.