fbpx

Praca to moje życie. Czy jestem nienormalna?

Praca to moje życie. Czy jestem nienormalna?
Gdy w modzie jest gonienie za sukcesem, a dzień pracy nienormowany, coraz trudniej ustalić, kiedy popadamy w pracoholizm. (Fot. Getty Images)

W czasach, gdy gonienie za sukcesem jest jeszcze bardziej pożądane niż kiedyś, a dzień pracy nienormowany – coraz trudniej ustalić, kiedy (i czy) popadamy w pracoholizm. A może to naturalne, że na pewnym etapie życia przedkładamy jedną sferę nad drugą? Nad tym wszystkim zastanawia się terapeutka Ewa Klepacka-Gryz, rozwikłując zagadkę swojej pacjentki.

Karolina koniecznie chce się spotkać w sobotę. Kiedy proponuję termin w tygodniu, ale późnym wieczorem, zdecydowanie twierdzi, że tylko w weekendy może żyć swoim rytmem. Brzmi jak osoba pewna siebie, zdecydowana, która dobrze wie, czego chce.

Krok 1. Próbujemy odkryć, na czym polega problem

W realu jej pewność siebie również jest dostrzegalna na pierwszy rzut oka. – Wszystkie badania mam w normie – mówi, kładąc przede mną tablet. – Tarczyca, żelazo, ferrytyna, witamina D3 – proszę bardzo, wszystko idealnie, a po pracy nie mam na nic ochoty. Mogę tylko leżeć pod kocem i nic nie robić, nawet Facebooka nie odpalam. – Rozumiem, że twoim problemem jest brak energii? – pytam. – Lubię swoje łóżko i kocyk, przez cały dzień działam na zwiększonych obrotach, chyba mam prawo być zmęczona – tłumaczy. – To o co chodzi? – nie bardzo rozumiem, na czym polega problem. – Ekipa z pracy podśmiewa się ze mnie, że zachowuję się jak staruszka i nie daję się wyciągnąć na piwo czy do klubu.

To może być jakiś trop. Proszę, żeby opisała swoje relacje ze współpracownikami.

Pochodzi z małego miasteczka pod Wrocławiem. W zeszłym roku skończyła studia, a pół roku temu dostała propozycję pracy w prestiżowej agencji reklamowej w Warszawie. Choć agencja jest znana na rynku i obsługuje naprawdę dużych klientów, atmosfera w firmie jest dość luźna. Karolina jest najmłodszym pracownikiem – i w sensie stażu, i wieku, ale ludzie z firmy przyjęli ją od razu, chociaż nie obyło się bez „kocenia”. – Parę razy wyszłam na kompletną idiotkę, bo wpuścili mnie w maliny, ale ogólnie jest luz, najbardziej ich wkurza, że się nie integruję – opowiada. – To nie moja wina, że oni udzielają się towarzysko wieczorami, a nie zaraz po pracy. – Dlaczego tak? – pytam. – Bo każdy pracę kończy o różnych porach, niektórzy w trakcie mają jakieś zajęcia i po południu jeszcze wracają do firmy – opowiada. – A tak bliżej 20.00 wszyscy są już w miarę wolni.

Agencja, w której pracuje moja pacjentka, to typowa firma dostosowująca się do potrzeb milenialsów: każdy pracuje, kiedy chce i gdzie chce, trochę w domu, trochę w biurze, z możliwością przerwy w ciągu dnia. Trudno mi zrozumieć, dlaczego Karolinie nie pasuje taki styl pracy, niedawno skończyła studia, a studenci, wiadomo, żyją trochę na wariackich papierach. Wtedy przypominam sobie słowa Karoliny, że tylko w weekendy może żyć swoim rytmem. – Tobie taki tryb pracy nie odpowiada? – pytam.– Nie wiem – mówi zamyślona. – Ja tak po prostu nie potrafię funkcjonować. – Nie potrafisz? – dopytuję, bo to ważne. – Chyba nie chcę, a może… już sama nie wiem, mam mętlik w głowie.

Krok 2. Opisujemy rytm życia Karoliny

Kiedy pytam ją, czy warszawska agencja to jej pierwsza praca, okazuje się, że… czwarta. – Jak to czwarta? – nie jestem w stanie ukryć zdziwienia.

Karolina pracuje od drugiego roku studiów i średnio co pięć miesięcy zmienia miejsce pracy. Zastanawiam się, czy tu nie tkwi problem. – Dziś wszyscy tak robią, bo tylko w ten sposób można mieć bogatsze CV – tłumaczy. – No i ważne, żeby od początku załapać się mniej więcej w swojej branży, a nie robić coś, co na nic ci się nie przyda, no, chyba że jest to coś oryginalnego.

Pytam, czy obecna praca różni się czymś od poprzednich. – No, jest wreszcie na poważnie, ale i tak za jakiś czas trzeba będzie rozejrzeć się za czymś nowym – mówi ze smutkiem. – Może dlatego nie chcesz się integrować z ludźmi z pracy, żeby się za bardzo nie przyzwyczaić – pytam. – To zupełnie nie o to chodzi – Karolina nie kryje złości. – Mogę się z nimi integrować, ale po pracy, a u nich ,,po pracy” to 20.00.

Nadal nie wiem, o co chodzi, proszę, żeby opisała mi, jak wygląda jej powszedni dzień. – Wstaję o 7.00, jem śniadanie, o 9.00 jestem w pracy i biegam do 17.00, potem wracam do domu i odpoczywam do wieczora – opowiada. – Około 22.00 jem kolację, myję się, przygotowuję ubranie na jutro i kładę się spać. – Brzmi dobrze. Śpisz 8–9 godzin? – Tak mniej więcej, czasami tuż przed snem obmyślam plan strategii na jutro. – Czy z pracy wracasz bardzo zmęczona? – Fizycznie tak. W pracy latam jak nakręcona, czasami nawet na siku nie mam czasu, a obiad z pudełka zjadam zwykle w taksówce w drodze do domu, psychicznie nie jestem zmęczona, ale gdybym miała się wieczorem zwlec z łóżka i o 20.00 wylądować w jakimś klubie, to nie chce mi się.

Próbuję dopytać, jak wyglądają pozostałe sfery życia Karoliny. – Pozostałe, to znaczy jakie? – pyta ze zdziwieniem. Kiedy wyjaśniam, okazuje się, że Karolina ma wszystko dokładnie ustalone, a może ustawione: ma kota, a nie psa, żeby nie mieć na głowie spacerów, mieszkanie wynajmuje, zresztą w pełni wyposażone, nawet pościel była na miejscu, jedzenie zamawia, żeby nie musieć gotować. – A kontakty towarzyskie? – Kilka razy byłam z ekipą z agencji na piwie, kiedy udało nam się spotkać zaraz po pracy – opowiada. – Czasami, co któryś weekend, jadę do domu i tam spotykam się ze znajomymi. – A co z życiem intymnym? – próbuję zasugerować, że całą jej energię pochłania praca, więc nic dziwnego, że kiedy wraca do domu, nie ma ochoty na nic poza odpoczynkiem. – Mam dwóch kochanków. Kiedy mam ochotę na seks, zawsze któryś z nich może urwać się żonie.

Przyznaję, że trochę mnie zaskoczyła, ale ona twierdzi, że tak chce i na prawdziwy związek przyjdzie czas, jak będzie stara, to znaczy po czterdziestce.

Myślę sobie, że milenialsi to pokolenie pełne sprzeczności. Z jednej strony pełni oczekiwań wobec pracy i życia, z drugiej niepewni siebie, depresyjni, sugestywni i łatwi do przestraszenia. Wychowywani od dziecka na wojowników, są nadwrażliwi, często dopadają ich choroby „ze stresu” i przede wszystkim trudno ich zrozumieć, bo oni chyba sami siebie nie rozumieją. Rodzice i świat dają im prawo do życia po swojemu, na własnych zasadach, nawet ich do tego namawiają, ale życie bez wzorców do naśladowania wymaga znajomości siebie i dojrzałości.

Biorę kartkę, rysuję na niej duże koło i proszę Karolinę, żeby zaznaczyła swoje aktywności w dniu powszednim. To dla niej proste i oczywiste; trzy czwarte dnia zajmuje jej praca i myślenie o niej, a jedna czwarta odpoczynek i ewentualnie rozładowanie popędu seksualnego, bo tak sama nazywa spotkania z kochankami. Dwa dni w tygodniu, w weekendy, żyje w swoim rytmie. – Czy taki sposób życia jest dla ciebie OK? – pytam. – Przecież badania mam w porządku, nic mi nie dolega – odpowiada. – Miałaś, a może masz obawy, że twój sposób życia jest… niezdrowy czy nienaturalny? – To się chyba tak samo stało – mówi. – Ja wiem, że to jest wbrew zasadom tego głupiego work-life balance, ale mój balans to leżenie po pracy w łóżku.

Krok 3. Zajmujemy się work-life’em… i całą resztą

Pojęcie work-life balance coraz częściej zastępuje tzw. work-life blending, czyli łączenie pracy z zainteresowaniami i pasjami, jak również z codziennymi sprawami, które nieodłącznie towarzyszą nam w pracy i w domu. Młodzi pracują na swoich komputerach, często podłączonych do firmowej sieci, więc miejsce pracy nie ma większego znaczenia. W ciągu dnia wyskakują z firmy do siłowni czy na naukę gry na waltorni, ewentualnie na długi lunch albo masaż.

Tak żyją i pracują ludzie z firmy Karoliny, ale jej z jakiegoś powodu taki styl nie pasuje.

A może w jej wypadku to work-life style czy work-life integration – co oznacza, że życie prywatne i zawodowe dokładnie się uzupełniają, a granica pomiędzy czasem pracy i czasem wolnym staje się płynna? Kiedy próbujemy to ustalić, Karolina czuje się coraz bardziej zagubiona. Praca w prestiżowej agencji tak bardzo ją pochłania, że nie ma ochoty wychodzić w ciągu dnia, przerywać tego, co akurat robi, rozpraszać się. – Wiesz, w tej firmie trudno jest się skoncentrować, ludzie snują się, zagadują, proponują jakieś akcje, ja tak nie potrafię – opowiada. – Czasami śmieją się ze mnie, nazywają kujonką albo wzorową uczennicą, namawiają, żebym wyluzowała. – Chciałabyś wyluzować? – Może kiedyś, za jakiś czas, teraz muszę się jeszcze tyle nauczyć.

Tłumaczę jej, że to, jak sama twierdzi, jej pierwsza praca „na poważnie”, że kiedy nabierze doświadczenia, być może styl pracy jej kolegów stanie się również jej stylem. Pocieszam, że jeśli po pracy czuje się bardzo zmęczona, nie ma w tym nic dziwnego. – Tylko to takie dziwne zmęczenie – martwi się. – Głowa miałaby ochotę pracować dalej, a ciało jest zmęczone i chce spać.

Najgorsze jest dla niej to, że tak bardzo odstaje od reszty. Koledzy pytają, czy widziała najnowszy film, czy była już w modnej restauracji, czy ma faceta i jaki nowy ciuch sobie kupiła. – A ja nie mam siły nawet obejrzeć niczego na Netfliksie – skarży się. – Nie mam nastroju na nowe ciuchy ani testowanie trendowych restauracji. – A kiedyś miałaś? – Tak, lubiłam te wszystkie atrakcje, a gdy przeprowadzałam się do Warszawy, cieszyłam się na samą myśl o tym nowym, wielkim świecie. A na razie nie mam na niego apetytu. – To trochę tak, jakbyś miała ochotę na czekoladkę, a kiedy ją dostałaś, to trzymasz ją w szufladzie i nie otwierasz? – pytam. – Dokładnie tak robiłam, kiedy byłam mała – śmieje się. – Mój brat natychmiast zjadał tygodniowy przydział słodyczy od dziadków, a potem podbierał moje, które chomikowałam na później.

Krok 4. Sprawdzamy, czy da się zjeść czekoladkę i mieć czekoladkę

I tak dzięki czekoladkom dotykamy sedna problemu. Odraczanie przyjemności to główna cecha charakteru Karoliny. Potrafi dużo zrobić, by zasłużyć na nagrodę, a kiedy już to się stanie, odkłada czas skonsumowania nagrody. Im bardziej jest chwalona w pracy, tym bardziej się stara. A że praca sprawia jej prawdziwą frajdę, zapomina nawet o zaspokajaniu podstawowych potrzeb typu: picie, jedzenie, pójście do toalety. Nic dziwnego, że po pracy jej ciało nie ma ochoty na nic innego poza leżeniem pod kocykiem. Trafnie opisuje ten stan, że głowa jest gotowa do dalszej pracy, a ciało nie ma już siły. – Przecież mam dopiero 23 lata, a żyję jak staruszka – mówi z żalem. – Jestem najmłodsza w firmie, a oni wszyscy się bawią i korzystają z życia. – Ale też nie angażują się w pracę z taką energią jak ty, robią sobie przerwy w ciągu dnia, pozwalają ciału i głowie odpocząć – próbuję jej wytłumaczyć, dlaczego inni mają inaczej.

Sprawdzamy, na ile styl pracy Karoliny wynika z jej typu charakteru, a na ile z chęci umocnienia swojej pozycji w firmie. Bardzo ważne jest dla niej, że szef ją docenia, nawet żarty kolegów, te o prymusce, też jej się podobają. – A może chodzi o to, że jesteś inna niż większość ekipy? – sonduję kolejną hipotezę. – Może tak; inna to znaczy dziwna.

W rodzinie Karolina była tym dziwnym dzieckiem, które chomikowało słodycze i w ogóle żyło swoim życiem, inaczej niż brat i cioteczne rodzeństwo. Nie była z tego powodu karana, ale nieraz podsłuchała, jak mama mówiła do którejś z ciotek: „Ta nasza Karolcia to taki dziwak, niełatwo jej będzie w życiu”.

I tak przyszedł czas na zaproszenie na scenę postaci Dziwaka, który albo pracuje, albo śpi, chowa czekoladki na później, lubi być prymusem, ale czasami potrzebuje dowodów na to, że wszystko z nim OK, że nie ma żadnej poważnej choroby i na terapię też nie musi uczęszczać.

Karolina wyszła ode mnie spokojniejsza i chyba pogodzona ze swoją naturą, a tydzień później dostałam SMS z uśmiechniętą buzią i pozdrowieniami „od Dziwaka”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze