W rytmie flamenco: Jak taniec uczy akceptacji i pewności siebie?

fot. iStock

Taniec. Dla jednych jest pracą, dla innych źródłem rozrywki lub sposobem na spędzanie wolnego czasu. Może być też niezwykle skuteczną formą terapii podczas której oswajamy się ze swoim ciałem i uczymy akceptacji.

Tańcząc można wyrazić swoje uczucia i emocje, a z samego ruchu czerpać wiele przyjemności. W efekcie otwieramy się na innych i stajemy się bardziej świadomi swojego ciała. Międzynarodowy Dzień Tańca obchodzony jest na świecie 29 kwietnia. Z tej okazji przypominamy artykuł Aleksandry Nowakowskiej W rytmie flamenco o tym, jak taniec potrafi zmienić całe nasze życie:

Szare sukienki zastąpiła na mieniące się feerią barw, we włosach ma kwiaty, w uszach piękne kolczyki. Flamenco pozwala jej wyrazić najgłębsze emocje. Dla Magdaleny Siweckiej stało się droga na całe życie.

Magdalena jest tancerką, instruktorką i choreografką flamenco. Tańczy od dziecka. W rodzinnym Olsztynie chodziła na zajęcia baletowe i taniec ludowy. Już wtedy marzyła o flamenco, ale udało się dopiero po studiach, w Warszawie. – Wreszcie było mnie na to
stać. Wtedy flamenco nie było tak popularne jak teraz, wiec bardzo ucieszyłam się, że znalazłam dobra szkołę. Parłam do przodu uparta jak osioł, po roku pojechałam do szkoły tańca w Sewilli, zaczęłam się uczyć hiszpańskiego. Rozpoczął się ważny rozdział w moim
życiu. Flamenco do dzisiaj nadaje mu rytm i sens – mówi.

Język tańca

Flamenco jest wielowarstwowe. Stoi za nim historia Cyganów, którzy przywędrowali do Hiszpanii najprawdopodobniej z Indii. W wielu miejscach w Europie Cyganie są nadal częściowo wykluczeni społecznie, ale ich osobność i tajemniczość pociąga. Na scenę taniec ten trafił dość późno, z całą otoczką feerii barw, które są znakiem południowohiszpańskiej radości życia. Co zabawne, dziś flamenco jest uważane raczej
za taniec pokazowy, dawniej tańczyli go zwykli ludzie, podczas towarzyskich spotkań, tak jak u nas chłopi wywijali mazury, polki czy krakowiaki. – Jest we flamenco coś głęboko autentycznego, to prawda o miłości, rozstaniu, śmierci, o biedzie i tęsknocie za rodzinnym miastem czy ziemią. O tym trudno się mówi, łatwiej to wytańczyć – wyjaśnia Magdalena.

Ten taniec wymaga dyscypliny, czasem tez pokonania progu bólu i zmęczenia. Magdzie pozwolił przetrwać najtrudniejsze chwile po śmierci rodziców, którzy odeszli w tym samym roku. – Następnego dnia prowadziłam zajęcia. Flamenco zawsze mnie stawiało do pionu i nadal tak jest. Mogę rozpaczać, cierpieć, ale gdy mam próbę lub lekcję z uczniami, wstaję i ćwiczę – mówi Magdalena. Podczas tańca trudne do dotknięcia emocje znajdują ujście. Potem przychodzi spokój i ogromna ulga. Flamenco jest oczyszczeniem, ale też radością. – Uwierzyłam, że mogę się cieszyć, a nie ciągle cierpieć. Przestałam czuć wyrzuty sumienia, że żyje i że życie sprawia mi radość – dodaje.

Od rana do popołudnia pracuje jako specjalistka do spraw public relations i promocji. Prawie każdy wieczór ma zarezerwowany na taniec – prowadzi zajęcia w szkole i prywatne lekcje, ma próby z zespołem albo ćwiczy samodzielnie i układa choreografie. Nigdy nie myślała, że flamenco zabiera jej za dużo czasu. Nie, nie czuje zmęczenia, bo taniec daje jej energię, witalność, uporządkowanie życia, inspiracje, impuls, ale też odpoczynek psychiczny.

Czuj, obudź się

Magdalena nie żałuje ani jednej złotówki wydanej na flamenco. A to poważna inwestycja: koszty kursów, strojów, płyt, biżuterii, a przede wszystkim butów. Dobre hiszpańskie obuwie kosztuje około tysiąca złotych. Tancerz musi mieć porządne buty, bo one są jego
instrumentem. – Gdy pierwszy raz byłam w Hiszpanii, schudłam 8 kilo, bo kupiłam sobie buty i nie starczyło na jedzenie. Razem z koleżanką chodziłyśmy do sklepu na degustacje pierogów – wspomina.

Taniec pozytywnie uzależnia, bo uruchamia wewnętrzny proces przemiany. – Flamenco jest szalenie ważne dla mojej kobiecości – mówi Magda. – Kiedyś przeszkadzało
mi to, ze mam muskularne nogi, mały biust, nie jestem smukła jak chudziutkie modelki.
A teraz czuję, że moje ciało jest piękne w tańcu.

Magdalena sprzed flamenco? Niewierząca w siebie, niedostrzegająca własnych potrzeb, bardzo skromna, szaro-szara, niewidzialna. Dziś świadoma swojej kobiecości, swojego ciała. – Nie boję się spojrzeć w lustro – mówi. – Czerpię przyjemność z patrzenia, jak tańczę. Flamenco przybliżyło mnie do życia i do mnie samej.

Kiedy Magdalena zaczynała tańczyć, pragnęła mieć jak najbardziej skromne sukienki, najlepiej takie, żeby „zlewały się z podłogą”. Nie chciała się wyróżniać. Dzisiaj jest widoczna. – Nie zawstydza mnie, że ktoś na mnie patrzy. Zasługuję na piękne kolczyki, piękny makijaż, piękne kwiaty – mówi. Niby proste. Ale nie jest proste. – Zobacz
– zauważa Magdalena. – Siedzimy ubrane w szare sweterki. Ale jestem w obcisłych dżinsach, co kiedyś byłoby dla mnie nie do pomyślenia, ale już nie mam problemu z tym, jakie mam nogi. Ciężko pracuje na te mięśnie.

Na zewnątrz akceptacja, zachwyt. A w środku? Dzięki tańcowi ciągle czegoś nowego się o sobie dowiadujesz. Uwalniają się emocje, dochodzisz do prawdy, uświadamiasz sobie uczucia, które trudno nazwać. – W tańcu uczucia się porządkują – mówi Magdalena.
– Przecież ciało ma pamieć, pamięta momenty wielkiego bólu i rozpaczy. Słyszę muzykę i na nią reaguję, to się po prostu dzieje. Muzyka wyzwala emocje, a one powodują ruch ciała. Ale mimiki w czasie tańca nie kontrolujemy, kompletnie nie wiem, co się dzieje z moją twarzą. Dlatego z zaciekawieniem oglądam swoje zdjęcia z występów. Zawsze mnie
zaskakują.

Flamenco nie każdy potrafi sfotografować – trzeba nie tylko lubić obserwować ludzi i być na nich wrażliwym, ale przede wszystkim chcieć usłyszeć przekaz. A flamenco mówi prawdę, która nie zawsze jest przyjemna. – Tańcem i muzyką chcemy powiedzieć: „czuj, obudź się!”. Dlatego w naszym zespole Café Cortao śpiewamy też o bólu – mówi Magdalena. – Ja sama nie umiem nazwać wszystkiego, co czuję, ale potrafię to zatańczyć. Chcę dalej, głębiej, więcej. Jestem w drodze, która nie będzie miała końca. I to jest cudowne!