1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda
  4. >
  5. Serce mówi Chloé, ale portfel mówi Scholl? Te sandały w stylu boho wyglądają na dużo droższe, niż rzeczywiście są

Serce mówi Chloé, ale portfel mówi Scholl? Te sandały w stylu boho wyglądają na dużo droższe, niż rzeczywiście są

(mat. prasowe)
(mat. prasowe)
Niektórych odkryć nie można z czystym sumieniem zachować dla siebie. Jeśli tak jak ja jesteś miłośniczką stylu boho chic, ale nie cen, z którymi się wiąże – czytaj dalej, żeby zobaczyć moje wybory chodaków, które wyglądają jak z paryskiego butiku (ale kosztują zdecydowanie mniej).

Jeszcze trzy lata temu można było mieć wątpliwości, czy estetyka bohemy w ogóle wróci do łask. Wróciła – i to z impetem, który trudno zignorować. Za punkt zwrotny uznaje się debiut Chemeny Kamali w Chloé w lutym 2024 roku: powiewne warstwy, bufiaste rękawy, falbanki przy haftowanych spódnicach i drewniane chodaki jako koronny argument. Od tamtej pory efekt domina objął kolejne domy mody, stylistów i ulice. Zimmermann, Isabel Marant, Doên – marki, które od lat budują swoją tożsamość wokół tej luźnej, intuicyjnej filozofii ubierania się, nagle okazały się nie tyle modne, co prorocze.

Co sprawia, że boho chic tak trudno sklasyfikować w czasie? Właśnie to, że z definicji jest ponadczasowe. Koszulę z romantycznymi falbanami czy drewniane chodaki można by umieścić w latach 70., w XVII wieku albo na pokazie z ostatniego sezonu – i żadna z tych odpowiedzi nie byłaby błędna. Tiulowa sukienka na Daisy Edgar-Jones wygląda jak wyciągnięta z archiwum przy Portobello Road, tymczasem pochodzi z kolekcji Resort 2025 Saint Laurent. Nic dziwnego, że w czasach drżenia przed recesją przyciąga nas do estetyki, która zdaje się odporna na sezonowe kaprysy, a przy tym nie tak bezosobowa jak cichy luksus.

Dobre wieści dla fanek stylu boho w budżetowej wersji. Znalazłam sandały

Przez dekady marka Scholl funkcjonowała w świadomości konsumentek gdzieś między apteką a gabinetem podologicznym. Kojarzyła się z ortopedią i troską o stawy – słowem, z wszystkim poza modą. Jakie więc było moje zdziwienie, kiedy w trakcie skrolowania sobie katalogu wielkiego sklepu internetowego natknęłam się na śliczne chodaki z karmelowego zamszu, które wyglądały jakaś włoska marka z Porto Cervo albo młody projekt z paryskiego Marais, ale okazały się być sygnowane przez ortopedycznego potetanta. Jak się okazuje, babcine sandały przeszły estetyczny lifting. Zaintrygowana? Przejrzyj galerię z moimi wyborami najszykowniejszych modeli z linii Pescura:

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE