Moje wyczekiwane włoskie wakacje coraz bliżej i nie mogłabym być bardziej podekscytowana. Noclegi już dawno zarezerwowane, plan wycieczki zrobiony – teraz zostało mi tylko jedno wyzwanie: spakować się tak, żeby w żadnym upale nie wypaść gorzej niż miejscowe.
Świeży nabytek z drugiej ręki, z którego jestem aż nieprzyzwoicie dumna: razem z wysyłką i opłatą za ochronę kupujących wydałam na nią całe 29 złotych. Póki co wyczekuję nadal na przesyłkę, ale jestem przekonana, że będzie leżeć świetnie – wymiary ma takie, jakby była szyta na moje specjalne zamówienie. Jest na tyle swobodna, że mogę iść w niej na plażę, ale nada się też na kolację w przybrzeżnej restauracji, jeśli przewiążę sobie w pasie moją jedwabną apaszkę i obwieszę się ulubioną biżuterią.
(Fot. ogłoszenie na Vinted)
Znane też pod chwytliwą nazwą „buduarowe szorty”. Kupiłam je w zeszłym roku, szukając bardziej kobiecej alternatywy dla wszechobecnych jortsów, i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że to mój ulubiony zakup z tamtego sezonu. Mam dwie pary – białe i niebieskie – i planuję dokupić sobie jeszcze więcej, bo latem chodzę w nich na okrągło; wiosną zestawiam je ze skórzanymi kozakami do kolan i trenczem, a latem – kiedy temperatury są równie piekielne, co teraz – noszę je po prostu z klapkami i tank topem.
Intimissimi, 179,90 zł (mat. prasowe)
A skoro o tank topach mowa, podzielę się moim tegorocznym odkryciem: jedwabne podkoszulki marki Rosemunde. Do tej pory nosiłam przede wszystkim podkoszulki z bawełny; okazjonalnie – o z grozo – z mieszanki bawełny i poliestru, ale wrócić do tego ostatniego już nigdy nie zamierzam, bo to jak spróbować kawioru i zadowalać się potem jedzeniem kociej karmy. Uprzedzając pytania – tak, jedwabne koszulki to spory wydatek... jeśli kupujesz nowe w sklepie, ale możesz też wyszukać je na Vinted; serdecznie dziękuję Dunkom, które wystawiają te topy w cenie dużego latte.
Rosemunde, 239 zł na Breuninger.com
Kolejny łup z drugiej ręki, w którym będę chodzić na okrągło. Miałam okazję przetestować już te spodnie na krótkim wypadzie do Portugalii i okazały się bezbłędne na tamtejszy skwar. Gorsza sprawa, że śnieżnobiały len błyskawicznie się brudzi; jeśli zamierzasz iść w moje ślady, lepiej zaprzyjaźnij się z mydełkiem odplamiającym.
Pozycja, która nie wymaga chyba tłumaczenia: pierwsza część mojej wycieczki będzie się rozgrywać na wyspie Elba, a że zakwaterowanie mam w uroczym domku kilka minut od plaży – planuję spędzać tyle czasu w Morzu Adriatyckim, ile się da. To moje pierwsze od wielu lat wakacje nad morzem, więc dawno nie miałam pretekstu sprawić sobie nowy strój kąpielowy: tym razem postanowiłam zrobić sobie tę przyjemność i wybrałam lazurowy komplet z Calzedonii w uroczy wzór rafy koralowej, który trzyma biust trochę bardziej stabilnie od typowego trójkątnego bikini.
Calzedonia, 199,99 zł
Są niesamowicie wygodne, o czym przymusowo przekonałam się podczas majówki w Berlinie. Temperatury sięgały wtedy blisko 30 stopni, a wszystkie buty, które przywiozłam ze sobą, nagle zaczęły mnie obcierać (obwiniam spuchnięte od chodzenia w upale stopy) – więc w desperacji wpadłam do sklepu tuż przed zamknięciem, żeby kupić sobie te oto klapki, i śmiało stwierdzam, że uratowały resztę wyjazdu. Zdaję sobie sprawę, że zamsz nie jest najbardziej praktycznym wyborem na wycieczki – nie radzi sobie dobrze w kontakcie z wodą, a do tego łatwo się brudzi od piachu i kurzu, którego pewnie nie uda mi się uniknąć – ale nie chciałam kupować nowej pary butów na kolejny wyjazd, więc będę sobie radzić z tym, co mam. Na szczęście zaopatrzyłam się w spray impregnujący i gumki do czyszczenia nubuku.
Vagabond, 409 zł
Moja dermatolożka kazała mi obiecać, że będę chronić twarz i głowę kapeluszem z dużym rondem. Kiedy składałam tę obietnicę w gabinecie, nie miałam jeszcze pojęcia, jak trudnym wyzwaniem będzie znalezienie kapelusza, który po pierwsze będzie mi się podobał, a po drugie – będzie pasował na moją, jak się okazuje, ponadprzeciętnie wielką głowę. Zajęło to pięć godzin mierzenia w conajmniej tuzinie sklepów – i drugie tyle skrolowania ofert sklepów internetowych – ale w końcu stanęło na kapeluszu rybackim od Barbour. Na co dzień unikam nakryć głowy (zmieniają moje naturalnie falowane włosy w niefortunne owcze runo), ale przy indeksie UV 8 wolę nie przypalić sobie przedziałka. Cóż, przynajmniej pasuje do mojego nowego bikini...
Barbour, 269 zł na Breuninger.com