Ewa Klepacka-Gryz - „Diagnoza ADHD podarowała mi drugie życie”. Artystka Kinga Chrząszczewska opowiada swoją historię
00:00
Dla wielu pacjentów z ADHD właściwa diagnoza oznacza całkiem nowe otwarcie. Jedną z takich osób jest artystka wizualna Kinga Chrząszczewska, znana jako Kinia Kik. – Moje życie diametralnie się zmieniło, odzyskałam naturalną radość, a także motywację do pracy – mówi w wywiadzie.
- Kinga Chrząszczewska diagnozę ADHD usłyszała dopiero jako dorosła kobieta. Dziś mówi, że była ona jednym z najważniejszych momentów w jej życiu.
- Artystka opowiada, jak leczenie i psychoedukacja wpłynęły na jej energię, relacje, twórczość oraz codzienne funkcjonowanie.
- Przyznaje, że wcześniej zmagała się z uzależnieniem, stanami depresyjnymi i poczuciem życiowego chaosu, które dziś rozumie z zupełnie innej perspektywy.
- „Diagnoza uświadomiła mi, że mam ADHD, a nie że jest ze mną coś nie tak” – mówi artystka Kinga Chrząszczewska w rozmowie o odzyskiwaniu siebie.
Wywiad pochodzi z magazynu „Sens” 06/2026
Ewa Klepacka-Gryz: Czy diagnoza ADHD zmieniła twoje życie?
Kinga Chrząszczewska: Jeszcze dwa lata temu nie miałam pojęcia, że mam ADHD, choć przez wiele lat byłam w różnych terapiach, dużo też sama ze sobą pracuję. Od 16 lat nie piję alkoholu, jestem po terapii uzależnień, i nie zażywam żadnych substancji zmieniających świadomość. Z uzależnieniem sobie poradziłam, nadal jednak miewałam okresy przypływu ogromnej energii, po których następowały zjazdy i stany depresyjne. Nawet podejrzewano u mnie chorobę afektywną dwubiegunową, dostałam leki, które mi nie pomogły. Źle się po nich czułam, więc odstawiłam. Ponad dwa lata temu na rodzinnej wigilii spotkałam Olę Kaczmarek, terapeutkę, specjalistkę od ADHD, i kiedy rozmawiałyśmy, ona zauważyła pewne objawy związane z ADHD i zachęciła mnie do diagnozy.
Dziś wiem, że ta diagnoza podarowała mi drugie życie. Przeszłam psychoedukację, moje życie diametralnie się zmieniło, odzyskałam naturalną radość i motywację do pracy.
Jestem artystką, właśnie dostałam stypendium Marszałka Województwa Podlaskiego w dziedzinie twórczości artystycznej na 2026 rok.
W jakim okresie życia byłaś, gdy usłyszałaś diagnozę?
Po raz kolejny wróciłam z Anglii do Polski i zamieszkałam na Podlasiu w starym domu. Była ciężka zima, dom opalałam drewnem – to wszystko było trudne, przerosło mnie. Trudno było mi skupić się na malowaniu. Po diagnozie, kiedy zaczęłam brać leki, poczułam się jak nowo narodzona. Aktywnie włączyłam się w proces leczenia.
Czasami osoby z ADHD boją się brania leków, boją się, że ich mózg „się zmieni”, że trudno im będzie kontrolować swoje zachowanie.
Psychiatra Jarosław Jóźwiak, specjalista od ADHD, powtarza, że każdy jest inny, na każdego lek będzie działać inaczej, to jest indywidualna sprawa.
U mnie podstawowym problemem jest brak energii, co nasiliło się w okresie menopauzy. Wcześniej wydawało mi się, że byłam mocna jak tur, mogłam pracować do późna w nocy, ale nie potrafiłam się zatrzymać. Rano ogromny przypływ energii, a po południu zjazd energetyczny i spadek nastroju. Nadal kocham pracować, ale już czuję, kiedy powinnam odpocząć.
Czy twoja energia jest bardziej zrównoważona?
Przede wszystkim nauczyłam się słuchać ciała: czuję, kiedy jestem głodna, kiedy moje ciało potrzebuje ruchu. Przestałam mieć kompulsję objadania.
Ostatnio odstawiłam cukier i to wcale nie było trudne, wystarczyło, że podjęłam decyzję. Przed diagnozą nie byłoby to możliwe; myśl, że zjem tylko jedną czekoladkę, nie dawałaby mi spokoju, choć po cukrze zawsze źle się czułam. Dziś nie potrzebuję cukru ani wieczornego najadania się do syta.
Twoje decyzje są bardziej stabilne i łatwiej je zrealizować?
Tak, przy czym trzeba pamiętać, że sama diagnoza jest jedynie informacją. Ważna jest psychoedukacja, którą również przerobiłam, chociaż moja edukatorka powiedziała, że to już wiem. Nic dziwnego, jestem w terapii przez całe życie. Psychoedukacja pomaga zapanować nad życiowym chaosem, uczy, jak kończyć rzeczy, jak nie fokusować się na jednej czynności i zapominać o wszystkim wokół.
Diagnoza uświadomiła mi, że mam ADHD, a nie że jest ze mną coś nie okej, że to nie jest moja cecha charakteru, że można to leczyć, że mogę nauczyć się tym zarządzać, wykorzystywać na swoją korzyść.
Nieleczone ADHD prowadzi często do uzależnień. Moi znajomi z mityngów AA, czyli osoby uzależnione niepijące, w większości mają diagnozę ADHD. Odkąd zaczęli się leczyć, zrozumieli, że życie może być normalne, że można się normalnie czuć.
Jak twoja twórczość zmieniła się po diagnozie?
Używam żywszych kolorów, chociaż ciemne barwy to też część mojej osobowości. Nie boję się przekraczać granic, mam taką ciągłość rozmalowania się. Ta intensywność, to skupienie się na energii tworzenia podwoiły się. Moich prac jest coraz więcej, bardziej mnie widać. Kiedyś w Anglii używałam dużo tak zwanych kolorów brytyjskich: smutnych niebieskich, szarości, a teraz moje kwiaty tryskają kolorami. Być może moje prace stały się bardziej radosne, ale o to trzeba by było spytać innych.
Z natury jestem optymistką, ale jest we mnie taka gigantyczna blizna, która będzie do końca życia, tylko teraz umiem z nią już żyć. Czasami mam potrzebę namalowania smutnego obrazu, takiego, którego ludzie się boją. Koleżanka, oglądając jeden z nich, powiedziała: „O, jaki piękny obraz, ale ja go w domu nie powieszę”. Miewam momenty melancholii, zmęczenia.
Myślę, że przez ADHD nie jestem stabilna i jednak cały czas jest we mnie pewien chaos – i to ma wpływ na każdą sferę mojego życia.
Moje obrazy również się zmieniają, cały czas szukam czegoś nowego, rozwijam moją twórczość poprzez pomyłki. Zdarzają się też mniej ciekawe prace, ale to jest proces i nie jestem już perfekcjonistką. Moje życie zorganizowane jest wokół twórczości.
Każdy z nas ma takie momenty, ale rozumiem, że teraz te stany już tak cię nie wciągają?
Dokładnie, nie wchodzę w „ćpanie” tego bólu tak jak robiłam to kiedyś. Na przykład w tym roku była długa zima, nie mogłam nigdzie wyjechać, bo wszystko by zamarzło w domu. Przez dwa miesiące byłam uwięziona, nie mogłam jechać do moich wnuczek, do syna, synowej, to było smutne, bo z natury jestem wędrowcem. Zaczęłam malować smutne ptaki, ale kiedy udało mi się wreszcie wyrwać do Warszawy i spotkać bliskich, ostatni ptak poleciał mi takimi kolorami, że hej!
Skąd pomysł, żeby zamieszkać na Podlasiu?
Mój tata zabierał mnie na wakacje do Augustowa. Pokochałam jeziora, lasy. Wróciłam z Anglii do Polski, do Pabianic, bo tam miałam pracownię, ale właścicielka wypowiedziała mi lokal. Zadzwoniłam do przyjaciółki, żeby pomogła mi znaleźć coś niedrogiego. Okazało się, że jej syn ma dom do wynajęcia w Biebrzańskim Parku Narodowym. Zdecydowałam się, zanim go zobaczyłam, a kiedy przyjechałam, przywitały mnie cztery dudki. Popłakałam się ze szczęścia. Mieszkam w siedlisku, odseparowanym od wsi. Tu jest przestrzeń i cisza. Kiedy wracam z Warszawy i przekraczam granicę Mazowsza, odczuwam wielką radość. Miasto bardzo mnie przebodźcowuje.
W jednym z wywiadów powiedziałaś, że leki na ADHD to taki test prawdy o sobie samej i relacjach.
Tak, to jest niesamowite.
Bardzo często nieświadomie osoby z ADHD pozwalają sobą manipulować. Leczenie to odmieniło. Poczułam, że jestem mocniejsza w środku, bardziej stabilna i bardziej ufam samej sobie.
Przez pół życia walczyłam o odzyskanie poczucia własnej wartości. Udało się, wreszcie zaczynam pokazywać, jaka jestem naprawdę, i stawiać granice. Odcinam relacje, kiedy ktoś mnie nie akceptuje, nie szanuje albo nie liczy się z moim zdaniem. Szkoda mi czasu i zasobów.
Przestałaś szastać swoją energią?
Dokładnie. Taka rozrzutna byłam przez całe życie i dostawałam po głowie. Nie wiem, ile razy musiałam dostać, żeby wreszcie zrezygnować z relacji. Dzisiaj jest zupełnie inaczej, choć mam świadomość, że nie bez znaczenia są mój wiek i doświadczenie życiowe. Uczę się traktować życie z większym luzem, mniej na serio. Wiem, że wszystko zaczyna się ode mnie, moja perspektywa wpływa na to, jak kształtuje się moje życie, jakie osoby przyciągam. Mam wspaniałych ludzi wokół siebie i to mi pokazuje, w jakim miejscu jestem.
Potrafisz obronić sprawy, które są dla ciebie ważne?
Tak, choć czuję przy tym silne emocje. Dziś jednak potrafię już się zatrzymać, opanować wewnętrzny paraliż, uspokoić się.
To cudnie, że odczuwasz taką gamę emocji. Wróćmy na chwilę do psychoedukacji, w czym pomaga?
W robieniu planów, zarządzaniu czasem. Każdej osobie z ADHD pomaga w czymś innym. Ja, jeszcze przed diagnozą, starałam się układać swoje dni. Wstawałam rano, bo jestem rannym ptaszkiem, wychodziłam z psem, wieczorami odpoczywałam.
Jest jeszcze coś ważnego – osoby z ADHD często podejmują prace poniżej swoich kwalifikacji. Ja to robiłam w Anglii. Pracowałam z dziećmi autystycznymi, bo było to dla mnie wygodne, nie wymagało konfrontacji. Później pracowałam w szkole jako pomocnik nauczyciela, ale choć lubię dzieci, ta praca nie dostarczała mi dopaminy, była dla mnie nudna. Czasami udawało mi się zrobić jakieś warsztaty i wtedy odżywałam. Dlatego jestem tak wdzięczna za diagnozę.
Oczywiście nie wszystko jest takie różowe: jestem sama, ale nie samotna, chciałabym kogoś poznać, ale nie jest to mój priorytet. Mam swoją pasję, lubię siebie, nawet kocham. Lubię swoje zmarszczki, lubię swój wiek. Najważniejsza jest moja energia.
Rozumiesz siebie bardziej? Akceptujesz to, jaka jesteś? Nie uważasz już, że jesteś dziwna, gorsza?
Każdy ma swoje gorsze i lepsze momenty. Wszyscy mamy zawsze coś jeszcze do przepracowania. Lubię się rozwijać. Godzę się z tym, że będą jeszcze do mnie wracać konsekwencje mojej przeszłości. Wiem już, że problemy są do rozwiązywania, a nie do przerażania.
Widziałam w Internecie, że ozdabiasz swoimi rysunkami ubrania z drugiej ręki. Czy to jakiś nowy rozdział twórczości?
Nie, zaczęłam to robić już w Anglii. Zawsze kochałam ciuchy z second-handów. Teraz mam pretekst, żeby kupować nawet te, które na mnie nie pasują. Kupuję, maluję i sprzedaję. To są moje używane dzieła sztuki. Nie każdego stać na obraz, a na artystyczne ubranie każdy może sobie pozwolić.
W jaki sposób malujesz? Czy nosisz w sobie pomysł? Czy może siadasz przed płótnem i wtedy pojawia się wizja?
Nie zawsze jest to płótno, mogą być również deski czy różnego rodzaju kartony, papier. Zaczyna się od tego, że pojawia się we mnie potrzeba stworzenia czegoś. Potrafię siedzieć i dziabnąć kreskę jedną, drugą, a potem już płynie, rozwija się.
Jestem absolwentką sztuk pięknych na wydziale techniki mieszanej (mixed media fine art) na Uniwersytecie Westminster w Londynie. Tworzę w różnego rodzaju mediach, jednak kolaż jest moim faworytem. Idę i patrzę: na podłodze leży coś, co mnie zaintrygowało, i już zaczynam coś z tego budować.
Poczujesz jakąś emocję i musisz coś z nią zrobić?
Moje prace są filtrem wszystkiego: ludzi, emocji, przestrzeni, w której się znajduję. Kiedyś kolega powiedział mi, że jeśli chce zobaczyć, co się u mnie dzieje, to patrzy na mój nowy obraz. Emocje raczej odreagowuję, rozpuszczam na przykład w krzyku, w tańcu czy podczas spaceru w naturze. Czasami też zdarza mi się usiąść przed sztalugą. Nie ma tu reguły.
Moja twórczość jest również o moim trudnym dzieciństwie, uzależnieniach, wyjazdach z Polski i powrotach. Nie lubię mówić o moich obrazach, ja je tylko maluję.
Ciężko rozstaje ci się z obrazami?
Pewnie. Ostatnio po wystawie część obrazów jest jeszcze w Warszawie, poczułam, że niektórych z nich na pewno nie sprzedam.
Pamiętasz swój pierwszy obraz?
Pamiętam. Został namalowany rosyjskimi farbami olejnymi, w Polsce. Był to pociąg jadący przez pola. Bardzo trudno mi się go malowało.
Na jakim etapie swojej drogi teraz jesteś? Co przed tobą?
Staram się być tu i teraz, bo tu nie ma lęku. Z tego etapu podjęłam decyzję o powrocie do Polski, co nie było wcale łatwe. Staram się nie kreować przyszłości i nie zatapiać się w przeszłości. W tu i teraz jestem bezpieczna. Mam ogromne zaufanie do życia. Nie boję się już niespodzianek, jakie ma dla mnie życie, jednak mam do niego szacunek, czyli próbuję zachować równowagę wewnętrzną.
Kiedyś powiedziałam do mojego taty: „Życie jest ciężkie”. A on na to: „Amerykę odkryła”. Życie mnie testuje, a ja mam tego świadomość i myślę, że o tę świadomość chodzi.
Kinga Chrząszczewska, polsko-brytyjska artystka wizualna. Tworzy obrazy, rysunki, kolaże, rzeźby, animacje, performance’y. Jest twórczynią dzieł sztuki użytkowej. Jako Kinia Kik prowadzi profile na FB, Instagramie, ma również swój kanał na YouTubie; kiniakikart.com