1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Proste ćwiczenia oddechowe

Proste ćwiczenia oddechowe

Czujesz stres i napięcie? Pomocne mogą okazać się ćwiczenia oddechowe. (Fot. iStock)
Czujesz stres i napięcie? Pomocne mogą okazać się ćwiczenia oddechowe. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Świadomy oddech to najprostsza droga do relaksacji i głębszego kontaktu ze sobą. Przedstawiamy kilka prostych ćwiczeń, które każdy może wykonać w swoim domu. 

W różnych sytuacjach wywołujących napięcie i stres możesz zrobić takie oto proste ćwiczenie. Zamknij oczy, zacznij świadomie oddychać i koncentrować uwagę na oddechu. Jeśli posprzeczałaś się z ukochanym lub masz problem w pracy, wyjdź na korytarz lub zamknij się w innym pokoju. Jeśli prowadzisz samochód – zjedź na pobocze i uspokój się 20 oddechami. Równomierne, łagodne oddychanie nosem usuwa napięcie z ciała, a skupienie na oddechu oczyszcza umysł. Kilka minut później można spokojniej i efektywniej zająć się rozwiązywaniem problemu.

Ćwiczenie świadomego oddechu

  • Robisz wdech i wydech nosem lub wdech i wydech ustami, dynamicznie, bez przerw między wdechem i wydechem.
  • Wdech ma być aktywny – wciągaj powietrze świadomie. Wydech niech będzie pasywny – rozluźniony.
  • Nie wypychaj i nie powstrzymuj wydechu, nie kontroluj go.
  • Teraz pora na oddech cyrkulacyjny. Stapiaj wdech z wydechem w nieprzerwanym kole oddechu.
  • Wreszcie oddech połączony, łączy ducha i materię. Wypełnij nim klatkę piersiową i doprowadź oddech aż do głowy.

Ćwiczenie 20 oddechów połączonych

  • Oddychaj nosem, dynamicznie, łącząc wdech z wydechem.
  • Głęboki wdech, rozluźniony wydech.
  • Oddechy 5., 10., 15., 20. niech będą głębsze od poprzednich.
  • Wykonuj ćwiczenie trzy razy dziennie.
Ćwiczenie zajmuje niewiele czasu, a uczy życia w teraźniejszości. Działa uzdrawiająco. Udrażnia drogi oddechowe, poprawia krążenie, wzmacnia układ nerwowy, oczyszcza, uspokaja umysł, równoważy, rozwija samoświadomość.

Medytacja z oddechem

  • Przyjmij wygodną pozycję ciała z wyprostowanym kręgosłupem. Możesz siedzieć lub leżeć.
  • Zamknij oczy. Zrób dynamicznie 20 oddechów połączonych, a wdech 21. – bardzo głęboki. Pozwól, by wydech sam wypłynął swobodnie.
  • Oddychaj nosem łagodnie i bezgłośnie. Aktywny wdech i rozluźniony wydech.
  • Łącz wdech z wydechem, wdech ciągnij do góry, wydech spływa w dół jak fala.
  • Obserwuj, jak powietrze wchodzi i wychodzi. Zauważ ruch energii w ciele.
  • Podążaj uwagą za rytmem oddechu i przepływem energii w swoim ciele.
  • Akceptuj wszystkie pojawiające się odczucia emocjonalne i fizyczne.
  • Kiedy tylko zauważysz pojawiające się myśli, łagodnie wróć do świadomego oddychania.
  • Zmieniaj (łagodnie) tempo oddechu, zwiększaj i zmniejszaj rytm oddechu.
  • Zauważaj różnicę w odczuciach i w przepływie energii.
  • Baw się oddechem, kieruj świadomie przepływem energii: z dołu do góry, z lewej na prawo itd.
  • Zakończ trzema bardzo głębokimi, pełnymi oddechami.
  • Pozostań przez chwilę w ciszy, oddychając łagodnie i akceptując wszystkie cielesne doznania.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Materiał partnera

Powietrze w domu to wyznacznik zdrowia i pięknego wyglądu. Zadbaj o nie

Suche powietrze i spadek wilgotności podczas sezonu grzewczego sprawiają, że skóra wysusza się, jest popękana i traci swoją najważniejszą, ochronną funkcję. (Fot. iStock)
Suche powietrze i spadek wilgotności podczas sezonu grzewczego sprawiają, że skóra wysusza się, jest popękana i traci swoją najważniejszą, ochronną funkcję. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Świadomość problemu zanieczyszczenia powietrza zwiększa się z roku na rok. Smog, szkodliwość spalin i kominowych wyziewów - o tych tematach dyskutujemy na co dzień. Czy wiemy jednak wystarczająco wiele o skutkach zanieczyszczenia powietrza w naszych domach? A przede wszystkim, czy wiemy jak temu zapobiec? 

Zdecydowaną większość czasu, nawet do 90 proc., spędzamy w pomieszczeniach. Szczególnie teraz, gdy praca zdalna stała się normalnością. W domu czujemy się bezpiecznie, również pod względem jakości powietrza. Wydaje się nam, że powietrze którym oddychamy pod własnych dachem jest o wiele bardziej czyste i zdrowe od tego na zewnątrz. Nie jest to jednak do końca prawdą. Wiele czynników, między innymi obecność dużej ilości sztucznych materiałów i plastiku, nadużywanie środków chemicznych do czyszczenia powierzchni, wszelkie substancje zapachowe, alergeny i bakterie, sprawiają, że powietrze w naszych domach może być nawet kilka razy bardziej zanieczyszczone od tego za oknem. Do tego dochodzi sezon grzewczy i nowoczesne systemy klimatyzacyjne, przez które jesteśmy w coraz większym stopniu narażeni na powietrze suche, które również niesie za sobą wiele konsekwencji szkodliwych dla naszego zdrowia i wyglądu.

Zanieczyszczone, zbyt suche lub zbyt wilgotne powietrze sprzyja rozwijaniu się bakterii i wirusów. Odbić się to może na naszym zdrowiu, a pierwszymi objawami mogą być między innymi częste bóle głowy, zmęczenie, kaszel, katar, czy suchość gardła. Złe jakościowo powietrze zwiększa także ryzyko zachorowania na szereg chorób serca i układu oddechowego, nasila objawy astmy i alergii. Mamy więc świadomość jego szkodliwości dla naszej planety, wiemy o skutkach w kontekście naszego zdrowia, ale czy zdajemy sobie sprawę z tego, że zanieczyszczone powietrze wpływa również na nasz wygląd?

Sezon grzewczy to okres, podczas którego nasza skóra cierpi szczególnie. Suche powietrze i spadek wilgotności sprawiają, że skóra wysusza się, jest popękana i traci swoją najważniejszą, ochronną funkcję. Przez to wszelkie alergeny, substancje chemiczne i zanieczyszczenia powietrza mogą z łatwością wniknąć w głąb skóry, powodując zapalenie i odwodnienie, a także reakcje na poziomie komórkowym, które prowadzą do utraty elastyczności i jędrności, słowem - przyspieszają proces starzenia się. Skóra w sezonie grzewczym wprost woła o troskę. A odpowiednio pomóc można jej tylko w jeden sposób - poprawiając jakość powietrza w naszym domu. Jak to zrobić?

Firma Dyson stworzyła urządzenie, które jest prawdziwą innowacją nie tylko w kwestii oczyszczania powietrza, ale też komfortowego życia oraz dbania o nasze zdrowie i wygląd. Dyson Pure Humidify+Cool to pierwsze urządzenie 3 w 1, które walczy jednocześnie z suchym i zanieczyszczonym powietrzem oraz pomaga utrzymywać higieniczne środowisko w pomieszczeniach przez cały rok. Sprzęt kryje w sobie najnowocześniejszą technologię. Powstał w wyniku wieloletnich naukowych badań, przez wysoko wyspecjalizowanych inżynierów i mikrobiologów. To sprzęt, który powinien mieć każdy, komu zdrowie i wygląd nie są obojętne.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

"Trzy w jednym" oznacza, że Dyson Pure Humidify+Cool jest kombinacją oczyszczacza powietrza z funkcją nawilżania i chłodzenia. Ma więc wszystko, czego potrzebujemy do zdrowego oddychania w naszym domu. Jest wyposażony w inteligentne czujniki do testowania temperatury, wilgotności i jakości powietrza, z trybami automatycznymi, które mogą odpowiednio dostosować każdy z tych trzech czynników w pomieszczeniu. Czujniki wykrywają unoszące się w powietrzu cząsteczki i gazy oraz mierzą poziom temperatury i wilgotności. Urządzenie wykorzystuje unikalny algorytm do diagnozowania i zarządzania jakością powietrza, a następnie przetwarza dane w raportach w czasie rzeczywistym. Dzięki temu w naszym domu utrzymuje się stały, komfortowy poziom wilgotności, co zapobiega rozwojowi bakterii i wirusów, a także działa dobroczynnie dla zdrowia i wyglądu.

Warto również podkreślić, że firma Dyson wyposażyła urządzenie w zupełnie innowacyjną metodę nawilżania, która stanęła naprzeciw najczęstszym obawom związanym z nawilżaczami dostępnymi dotychczas na rynku, czyli kwestią bakterii żyjących i rozmnażających się w zbiornikach na wodę. Otóż Dyson Pure Humidify+Cool został wyposażony w funkcję higienicznego procesu nawilżania, który wykorzystuje światło UV-C do zabicia 99,9 procent bakterii w wodzie. Dzięki temu woda, wykorzystywana do zwiększania wilgotności w pomieszczeniu, jest praktycznie wolna od bakterii. Zbiornik na wodę również czyści się bardzo łatwo, co jest kolejną ważną cechą w celu utrzymania czystego powietrza.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Z kolei oczyszczacz wychwytuje wszystkie szkodliwe gazy i ultradrobne cząsteczki. Składa się z filtra z węglem aktywnym, który usuwa gazy i zapachy, oraz uszczelnionego filtra HEPA, który wychwytuje 99,95 najdrobniejszych cząsteczek, nawet tych mikroskopijnych, o rozmiarze zaledwie 0,1 mikrona. Oczyszczone powietrze urządzenie rozprowadza po całym pokoju. W zależności od upodobań, może emitować przyjemną, orzeźwiającą bryzę lub strumień chłodnego powietrza z przodu lub z tyłu urządzenia tak, by był on jak najmniej odczuwalny. Dodatkowo przepływem powietrza można  sterować.

Jakby innowacji było mało, Dyson Pure Humidify+Cool posiada również aplikację Dyson Link, dostępną dla systemów iOS i Android, która umożliwia bieżące monitorowanie zanieczyszczeń, temperatury i wilgotności powietrza w pomieszczeniach, a także zapewnia wsparcie w zakresie konserwacji urządzenia i rozwiązywania problemów.

Dyson Pure Humidify+Cool to urządzenie, które nie tylko wzorowo pełni swoje funkcje, ale także uświadamia, jak ważne dla naszego zdrowia i wyglądu jest czyste powietrze.

  1. Psychologia

Oddech pomaga sterować emocjami i energią - mówi Wojciech Eichelberger

Właściwy oddech pomoże nam uwolnić się od napięcia. (fot. iStock)
Właściwy oddech pomoże nam uwolnić się od napięcia. (fot. iStock)
Życie ludzkie mierzymy od pierwszego do ostatniego tchu. Nie ma nic bardziej naturalnego niż oddech. A jednak niewiele o nim wiemy. A już na pewno nie umiemy nim zarządzać i za jego pomocą sterować swoją fizjologią i emocjami. Warto się tego nauczyć, przekonuje psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

Pierwsze z ośmiu O w twoim programie radzenia sobie ze stresem to oddech. Czyżby coś było nie tak z naszym oddychaniem? Oddychamy, to prawda. Ale jak? Okazuje się, że w naszym kręgu kulturowym większość ludzi oddycha tak, jakby chciała jakoś przeżyć, lecz nie po to, aby żyć w pełni i realizować swój życiowy potencjał. Zwykle nie zwracamy na oddech uwagi. Nie uczymy się prawie niczego o oddychaniu. Chyba że śpiewamy w chórze, gramy na instrumencie dętym, uprawiamy sporty wytrzymałościowe albo chodzimy na zajęcia w szkole rodzenia. Tylko tam możemy się dowiedzieć, że oddychanie jest co prawda naturalne, ale trzeba i można je doskonalić.

Co konkretnie? Możemy na przykład oddychać głębiej. Gdy oddychamy płytko, nie wykorzystujemy naszego potencjału oddechowego i jesteśmy niedotlenieni. A tlen to nie tylko główny napęd metabolizmu, lecz też zasilanie mózgu. Ważący nieco ponad kilogram mózg pobiera aż 25 procent tlenu z krwi. Im skuteczniej oddychamy, tym lepiej pracuje nasz mózg, żywiej krąży krew, wszystko działa dużo lepiej. Jakby nam ktoś włożył nowe baterie. Właściwe oddychanie korzystnie wpływa także na nasze emocje i zdolność do kierowania własnym zachowaniem. Jeśli jesteśmy niedotlenieni, tlenu wystarcza tylko na podtrzymanie podstawowych funkcji życiowych, ale już nie na efektywne działanie pod presją, na cierpliwość, empatię, żywy i znaczący kontakt z ludźmi. Także twórcze myślenie i działanie wymagają dużych ilości paliwa oddechowego.

A gdy brakuje energii na to, by sprostać życiowym wyzwaniom i potrzebom, pojawia się stres... Dlatego oddech w profilaktyce i leczeniu stresu ma znaczenie podstawowe. Terapia jest tańsza, bo lekarstwo jest bezpłatne, bez recepty, niewyczerpane, dostępne w każdej chwili i dla każdego. Sposób oddychania to pierwsza rzecz, na jaką odpowiednio przeszkolony terapeuta zwraca uwagę. Szczególnie gdy widzi, że klient nie ma kontaktu z własnym ciałem i emocjami. To zwykle idzie w parze z płytkim oddechem.

Właściwe oddychanie to tylko kwestia głębokości? To nie takie proste. Aparat oddechowy jest niesłychanie wrażliwy na wszelkie negatywne bodźce, które nas niepokoją, obciążają. Wtedy odruchowo spłycamy lub zatrzymujemy oddech. Dzieje się tak, bo przepona napina się i blokuje pod wpływem stresu. Wtedy pozostaje nam oddychanie klatką piersiową. Takie oddychanie nazywamy stresowym. Oddychając płytko i szybko, nasilamy poziom naszego stresu. W trudnej sytuacji potrzebujemy bowiem więcej tlenu. Kiedy mamy go mniej, sytuacja zaczyna nas przerastać jeszcze bardziej niż na początku.

Skoro w stresie potrzebujemy więcej energii, dlaczego fizjologia nas od niej automatycznie odcina? Dziś stres przeżywamy głównie na siedząco i w bezruchu. Na przykład w mejlu wyświetla nam się informacja, że mamy na wczoraj zrobić to, co mieliśmy zrobić na pojutrze. Reagujemy na nią tak samo, jak zareagowalibyśmy kiedyś na spotkanego w lesie drapieżnika. Zamieramy w bezruchu, całe ciało się usztywnia, a wraz z nim blokuje się oddech. To reakcja „szoku adrenalinowego”, która  przy silnym zagrożeniu jest niezbędna, by zmobilizować wszystkie siły, skoncentrować się, pokonać strach i sprężyć do ucieczki lub ataku. Po takiej mobilizacji następowało więc intensywne rozładowanie fizyczne, które automatycznie odblokowywało oddech. Intensywny ruch po prostu wymusza głębokie, efektywne oddychanie i spala nadmiar hormonów oraz innych substancji związanych z silną mobilizacją. W dzisiejszych warunkach fizyczne rozładowanie ogromnej energii mobilizacji i odblokowanie oddechu nie następuje. Pozostajemy przy swoim biurku w fazie szoku adrenalinowego, z napiętymi mięśniami, zablokowanym oddechem i nadmiarem adrenaliny we krwi.

 
Czyli w takiej sytuacji powinniśmy coś zrobić? Na przykład zatańczyć? Żeby odblokować oddech i ruszyć ciało, powinniśmy poskakać albo z krzykiem pobiec przez korytarz lub walnąć parę razy w worek treningowy (w każdej firmie powinny być miejsca służące do odreagowywania nadmiernego stresu na bieżąco). W przeciwnym razie nieodreagowana mobilizacja kumuluje się w organizmie w postaci nadmiernego, trwałego napięcia mięśni i przeradza w stan chronicznego napięcia całego organizmu. Po wyjściu z pracy szukamy okazji, żeby to jakoś z siebie zrzucić, często obrywają dzieci albo współmałżonkowie. Co oczywiście prędzej czy później też się na nas skrupi.

A jakbyśmy w takiej sytuacji świadomie głębiej pooddychali? By dobrze radzić sobie w stresujących sytuacjach, potrzebujemy przede wszystkim świadomości oddechowej. Np. wielu ludzi prawie nie oddycha, gdy prowadzi samochód w trudnych warunkach. A przecież gdy siedzimy w bezruchu, na bezdechu, to gorzej widzimy, gorzej słyszymy i kojarzymy.

Przepraszam, zaczęłam głębiej oddychać i natychmiast ziewam. Ziewanie jest odruchem ratunkowym organizmu, który próbuje rozluźnić spiętą przeponę i obniżyć napięcie. Gdy ciało jest zmobilizowane i spięte, nie może uruchomić procesów regeneracyjnych. Organizm jest bowiem tak skonstruowany, że albo się mobilizuje, albo regeneruje. Ziewanie odblokowuje choć na parę chwil mechanizm regeneracji organizmu.

Po co nam świadomość tego, jak oddychamy? Możemy zacząć się uczyć zarządzać oddechem. Oddychanie jest niezwykłą funkcją organizmu – ma podwójne sterowanie. Z jednej strony działa automatycznie. Z drugiej – mamy możliwość świadomego nim kierowania. Każdy to potrafi: spłycić oddech, pogłębić go, przyspieszyć, zwolnić, wstrzymać na wdechu, na wydechu... Ponieważ oddech poddaje się świadomej kontroli, a jednocześnie podłączony jest do autonomicznej części układu nerwowego, który zarządza naszą fizjologią, otwiera nam drogę do świadomego wpływania na tę fizjologię. Sygnał o tym, co się dzieje z oddechem, natychmiast dociera do wszystkich części organizmu i niesie podstawową informację: mobilizować się czy odpuścić. Jeśli więc w walce, w zagrożeniu i przeciążeniu nauczymy się świadomie zarządzać oddechem, będziemy mogli skutecznie obniżać stan napięcia stresowego w całym organizmie.

Organizm dostaje informację: oddech nie jest spłycony, więc sytuacja jest w normie. Nie ma stresu? I to jest cała tajemnica. Za pomocą oddechu można naprawdę zmienić fizjologiczny stan organizmu i zmniejszyć siłę reakcji stresowej. Czyli podnieść próg reakcji stresowej. Oddech ma dwa podstawowe tory: przeponowy (albo brzuszny) i piersiowy. Najważniejszy z punktu widzenia zmniejszania napięcia jest oddech brzuszny, a więc umiejętne sterowanie przeponą. Nazywa się to effortless abdominal breathing. Jest wiele badań pokazujących, jak ów bezwysiłkowy oddech brzuszny korzystnie wpływa na fizjologię i stan umysłu. Ale przeciętny człowiek nie posiada ani czucia przepony, ani wiedzy na temat jej działania. A przecież przepona jest potężnym mięśniem szkieletowym, czyli takim, który możemy kontrolować. Takim samym jak mięśnie rąk i nóg. Naprawdę warto nauczyć się nim świadomie zarządzać i wpływać na stan swego ciała, serca, umysłu i… ducha.

Ducha? Oddech działa na wszystkich poziomach: fizjologicznym, biochemicznym, emocjonalnym, mentalnym i duchowym. W tradycjach Wschodu jest ważnym narzędziem samodoskonalenia. Niestety, w naszej kulturze nie ma takiego szacunku dla oddechu. Niemniej jest pewne i potwierdzone przez wieki doświadczeń bardzo wielu ludzi, że ten, kto chce stać się duchowo rozwiniętym człowiekiem, musi nauczyć się oddychać.

W medytacji oddech to podstawowe narzędzie uczenia się bycia tu i teraz. Dobrze, że o tym wspominasz. Dzięki oddechowi, po nabraniu wprawy, łatwo możemy się odblokować i przywołać do rzeczywistości. Praktykując codziennie uważne doświadczanie oddechu, możemy z czasem odkryć absolutny, duchowy wymiar rzeczywistości.

 

Ćwiczenia budujące świadomość oddechową i uwalniające od nadmiernego napięcia

Ziewanie

Staraj się ziewnąć za każdym razem, gdy czerwone światło lub korek zatrzyma cię w ruchu ulicznym. Ziewanie jest zbawiennym odruchem ratunkowym organizmu. Gdy nasza fizjologia jest „przegrzana” zbyt długą jazdą wymagającą natężonej uwagi, organizm ziewa, czyli odruchowo wykorzystuje każdą chwilę względnego bezpieczeństwa na szybką regenerację. Nawet jedno ziewnięcie otwiera oddech, dotlenia mózg i ciało, rozciąga i rozluźnia najbardziej napięte mięśnie, nawilża oczy i wprowadza w bardziej przyjazny światu nastrój.

Ziewając na czerwonym świetle, uczymy się prawdziwie mistrzowskiego zarządzania własną energią i fizjologią w sytuacji walki albo wyścigu, jakim w coraz większym stopniu staje się jazda samochodem po naszych ulicach i drogach. Dzięki temu ćwiczeniu będziemy z czasem potrafili wykorzystywać na niezbędną regenerację każdą, nawet najkrótszą przerwę w codziennym zabieganiu. Ponadto ziewnięcie jest doskonałym modelem prawidłowego, pełnego wdechu. Zaczyna się od uruchomienia (najczęściej zablokowanej w stresie) przepony, która z całą mocą, prąc w dół, każe się rozluźnić oraz unieść brzuchowi i pozwala wykorzystać płucom 60 proc. ich wdechowej pojemności. Potem wdech jest pogłębiany przez uruchomienie mięśni klatki piersiowej, co pozwala wykorzystać pozostałe 40 proc. pojemności płuc. Krótko mówiąc, ziewnięcie to rozkoszny, relaksujący „oddech pełną piersią”.

Pompki przeponowe  

Leżąc na brzuchu na twardym i płaskim podłożu, staraj się oddychać wyłącznie przeponą, czyli w miarę nabierania oddechu pozwól unosić się brzuchowi i biodrom. Nie dopuszczaj jednak do unoszenia się i rozszerzania klatki piersiowej. Gdy poczujesz, że głębiej odetchnąć „do brzucha” się już nie da – zatrzymaj oddech na 2–3 sekundy i dopiero wtedy zrób wydech. Wdychaj powietrze przez nos, a wydychaj przez usta. Po 10 wdechach i wydechach odpocznij, uważnie doświadczając przez kolejne 10 wdechów i wydechów naturalnego dla ciebie oddychania. Ćwiczenie najlepiej robić bezpośrednio przed snem lub/i zaraz po przebudzeniu się, a także w okresach wypoczynku w ciągu dnia.

Jego systematyczne wykonywanie będzie ci stopniowo przywracać czucie przepony i pełną nad nią kontrolę. Jednocześnie – dzięki systematycznej pracy – siła i objętość przepony będą wzrastać. Tym samym wzrastać będzie twoja sprawność oddechowa. Przepona jak każdy mięsień może i powinna być używana i ćwiczona. Kiedy jest silna i sprawna, umożliwia prawidłowe, głębokie oddychanie nie tylko w sytuacjach przyjemnych, lecz także podczas walki, przeciążenia, zagrożenia i silnego pobudzenia emocjonalnego. Dzięki temu możemy się nauczyć optymalizować poziom naszej mobilizacji w sytuacjach stresowych, likwidować objawy tremy, spięcia, zablokowania i kontrolować emocje oraz zyskać większe poczucie oparcia w sobie.

Medytacja oddechu

Gdy znajdziesz wolne 5–10 minut – np. gdy jesteś w podróży albo na kogoś lub na coś czekasz, chwilę przed zaśnięciem lub tuż po przebudzeniu – skieruj swoją uwagę na oddech. Zacznij robić każdy wdech tak, aby przypominał ziewnięcie, a każdy wydech tak, aby przypominał westchnienie. W utrzymaniu uwagi pomaga liczenie w wyobraźni kolejnych wydechów seriami po pięć.

  1. Zdrowie

To, jak oddychamy, wpływa na nasze życie

Od kondycji płuc zależy, czy długo będziemy cieszyć się życiem. (Ilustracja: Getty Images)
Od kondycji płuc zależy, czy długo będziemy cieszyć się życiem. (Ilustracja: Getty Images)
Od tego, w jaki sposób oddychamy i co wdychamy, zależy jakość naszego życia. Możemy ją poprawić. Duże znaczenie ma tu kondycja płuc – zwracają uwagę specjaliści.

Dr Marek Bardadyn, naturoterapeuta

Kondycja płuc w dużej mierze zależy od tego, czy oddychamy czystym powietrzem. Jeśli musimy przebywać w środowisku zapylonym, nie wstydźmy się nosić masek ochronnych. Nie stosujmy w domu toksycznych farb, nie palmy papierosów ani nie bądźmy biernymi palaczami. W aucie co pół roku wymieniajmy filtr powietrza. Nie lekceważmy kaszlu trwającego dłużej niż 2–3 tygodnie, stanów podgorączkowych, przewlekłego zmęczenia, bo objawy te mogą świadczyć o schorzeniach oskrzeli i płuc, także tych bardzo poważnych.

W wielu dolegliwościach poprawę przynoszą leki homeopatyczne - między innymi w chorobach, którym towarzyszy osłabienie i trudności w odkrztuszaniu, takich jak zapalenie płuc czy oskrzeli lub astma. Co więcej, im jesteśmy starsi, tym bardziej powinniśmy „trenować” płuca, np. regularnie wykonując ćwiczenia oddechowe. W ten sposób zapobiegniemy zmniejszaniu się pojemności płuc.

Profilaktyka w parze z babką

Dla poprawienia kondycji płuc warto pić napar z mieszanki ziół: kwiatu rumianku, korzenia prawoślazu, liścia babki lancetowatej, ziela krwawnika i ziela lebiodki (po 50 g). 2 łyżki mieszanki zalewamy 2 szklankami wrzątku i parzymy pół godziny. Przecedzamy i popijamy przez cały dzień. Kuracja powinna trwać 2–3 tygodnie (można ją powtórzyć po tygodniu–dwóch tygodniach przerwy).

Dr n. med. Ocz Batyn, specjalista chorób wewnętrznych i medycyny orientalnej

Wraz z pierwszym oddechem zaczerpniętym po urodzeniu pojawia się podział krążenia krwi na płucne i ogólnoustrojowe (płód ma jeden krwiobieg). Zostaje też uruchomiony samodzielny system przemiany materii, który przestanie funkcjonować wraz z naszą śmiercią. Wewnętrzna równowaga organizmu, poziom dotlenienia i odżywienia tkanek, a także usuwanie z nich toksyn zależą przede wszystkim od prawidłowego funkcjonowania płuc, krążenia krwi i właściwego metabolizmu.

Żywiołem płuc jest Metal − syn Ziemi (opiekuje się śledzioną, żołądkiem i trzustką). Dlatego osoby dobrze odżywiające się, bez problemów trawiennych mają mocne płuca i odporne na choroby jelito grube. Ponieważ Metal uderza w Drewno (podlega mu wątroba), ci, którzy często zapadają na dolegliwości dolnych dróg oddechowych, nierzadko uskarżają się również na wątrobę. Płuca są też połączone podobną zależnością m.in. z nosem oraz skórą. Katar, uczucie zatkania nosa, krwawienia z niego, stany zapalne zatok czy szarawy, szorstki naskórek i krostki zwykle świadczą o problemach z płucami, które jeszcze nie dały wyraźnych objawów. Najczęściej mają je osoby z przewagą czynnika badghana, czyli flegmy.

Aby przywrócić harmonię tkankom, należy nieco zakwasić organizm (pod warunkiem jednak, że nie cierpimy na nadkwasotę). Jedzmy więc szpinak, kapustę pekińską, wołowinę. Każdy powinien spożywać wysokiej jakości oleje roślinne. Pamiętajmy, że dieta musi być urozmaicona i zawierać dużo błonnika, co uchroni nas przed zaparciami. To ważne, bo są one jednym z największych wrogów zdrowia, a zwłaszcza płuc.

Konieczna jest też gimnastyka oraz ćwiczenia oddechowe (siadamy po turecku i przez 5 minut oddychamy, tak by słyszeć szmer oddechu, a co trzeci wydech wypuszczamy powietrze aż z „dna” brzucha). Szczególnie powinniśmy dbać o płuca jesienią, bo to czas największej aktywności tego narządu. Wtedy też jest w Polsce wietrznie, wilgotno i chłodno, a takiej aury ten organ nie lubi.

Ochronny ucisk

Zakończenia meridian płuc znajdują się na czubkach kciuków oraz na liniach biegnących od czubków (wzdłuż paznokcia) po obu stronach: w kierunku nasady palca wskazującego oraz aż do łokcia. Kilka razy dziennie, przez 5 minut, pocierajmy te linie, od szczytów kciuków w dół, aż skóra dobrze się rozgrzeje. Warto także często masować ręce tuż poniżej nadgarstków (w miejscu wyimaginowanego zegarka). Obejmujemy rękę drugą dłonią i mocno rozcieramy obrotowymi ruchami. Gdy skóra się zaróżowi i rozgrzeje, zmieniamy ręce.

Dr Partap S. Chauhan, specjalista medycyny ajurwedyjskiej

Oddychanie jest pobieraniem życiodajnej energii, to, jak oddychamy, wpływa na to, jak żyjemy. Od kondycji płuc zależy, czy długo będziemy cieszyć się życiem. Aby tak było, powinniśmy przestrzegać kilku reguł.

Na płuca niekorzystnie działa krótki i płytki oddech, dlatego, zwłaszcza jeśli przebywamy na łonie przyrody, oddychajmy „przeponą”, jak najgłębiej. Unikajmy wyczerpujących ćwiczeń fizycznych, przetworzonej żywności, stresu, a także tłumienia naturalnych potrzeb ciała (jak głodzenie się, pracowanie nocą itd.). Według ajurwedy za blokady w płucach i obniżenie ich sprawności odpowiada również zwiększenie doszy kapha. Dlatego powinniśmy jadać lekkostrawne pokarmy, np. zupy warzywne, gotowane warzywa, owoce (oprócz bananów) świeże i suszone. Używajmy kminu, kolendry, imbiru, kurkumy, pieprzu, cynamonu, goździków, bazylii i kardamonu, bo te przyprawy obniżają kapha. Przed snem pijmy filiżankę „Złotego mleka”, czyli ciepłego mleka zmiksowanego z 1/4 łyżeczki kurkumy. Z kolei picie herbatki imbirowej i naparu z mięty pomaga płucom oczyścić się ze śluzu i toksyn. Nie mniej skuteczna jest także vamana (terapia oczyszczająca), szczególnie godna polecenia osobom cierpiącym na przewlekłe schorzenia płuc.

Olej na klatce

Polecam zabieg, który doskonale pobudza krążenie i sprzyja oczyszczaniu się płuc. Łyżeczkę startego imbiru i łyżeczkę zmiażdżonego czosnku gotujemy w 100 ml oleju sezamowego. Gdy przyprawy się zmacerują, olej filtrujemy przez gazę i odstawiamy, by lekko przestygł. Należy go wcierać 5–7 minut w klatkę piersiową z przodu i z tyłu. Zabieg będzie skuteczniejszy, jeśli potem wejdziemy do sauny.

  1. Styl Życia

Kąpiel w wannie - relaks i uspokojenie

(Fot. Getty Images)
(Fot. Getty Images)
W niektórych epokach bywała sportem ekstremalnym zarezerwowanym dla śmiałków i ekscentryków. Dzisiaj kąpiel to po prostu czysta przyjemność.

Antyczne wanny robiono z marmuru lub ze srebra. W średniowieczu kąpano się w okrągłych drewnianych kadziach przykrywanych płótnem dla zatrzymania ciepła. XVIII-wieczne miedziane wanny kształtem przypominały trumnę, a ich niewielkie rozmiary służyły oszczędzaniu wody. Niewiele ponad sto lat temu były jeszcze w użyciu wanny składane oraz wynalazki takie jak wanna-łóżko czy wanna-stół. Dzisiaj wchodzimy w nową epokę – widać to po ewolucji pomieszczenia przeznaczanego na łazienkę. Coraz więcej wnętrzarskich koncepcji wpisuje się w tendencję zwaną cocooning, polegającą na zamykaniu się przed pełnym chaosu światem zewnętrznym w przyjaznej przestrzeni własnego mieszkania. Łazienka zaprojektowana zgodnie z najnowszymi trendami architektonicznymi bywa często przedłużeniem sypialni i jest naprawdę duża. Nic dziwnego, skoro (w wersji minimum!) powinna się w niej zmieścić designerska wanna, wygodna kabina prysznicowa i dwie umywalki. Na szczęście, aby skorzystać z dobroczynnej kąpieli, wcale nie trzeba dysponować stumetrowym pokojem kąpielowym. Wystarczy tylko mieć wannę.

Czysta prawda

Zanim kąpiel stała się zwykłym zabiegiem higienicznym, bywała sprawą wielkiej wagi politycznej lub religijnej. W niektórych epokach czystość ciała odzwierciedlała czystość duszy, w innych traktowana była jako oznaka nadmiernego przywiązywania wagi do rzeczy przyziemnych i grzesznych. Dla pierwszych chrześcijan symbolem epoki rozpusty były rzymskie łaźnie. Dlatego średniowieczni asceci rezygnowali z mycia. Nie był to trend masowy. Wbrew naszym przekonaniom średniowiecze należy do najczystszych (w znaczeniu dosłownym) epok w historii – ludzie kąpali się w rzekach i mieli do dyspozycji publiczne łaźnie.

Schyłek wieków średnich przyniósł wielkie epidemie. A ponieważ ówcześni mieszkańcy Europy sądzili, że woda otwiera pory skóry na „złe powietrze” i zarazę, przestali się kąpać. W renesansie było już tylko gorzej. Ludzie myli twarz i ręce, a resztę ciała tylko wycierali. Miarą czystości nie była częstotliwość brania kąpieli (bliska zeru), lecz zmieniania bielizny. Niebezpieczna rozrywka, za jaką uważana była kąpiel, dostarczała dreszczyku emocji jedynie nielicznym przedstawicielom elit. Kąpali się oni nie więcej niż kilka razy w roku, z zachowaniem wielkiej ostrożności. Od czasów Hipokratesa znane były kąpiele lecznicze. Medycy przepisywali jednak tę ryzykowną terapię tylko w najtrudniejszych przypadkach.

Pod koniec XVII wieku w Europie kąpiel wróciła do łask. Zaczęło się od wyższych warstw społecznych – w siedzibach możnych pojawiły się pokoje kąpielowe. Momentem przełomowym okazały się jednak znowu wielkie epidemie. W XIX wieku wiązano już rozprzestrzenianie się chorób z niskim poziomem higieny w dużych skupiskach ludzkich. Fale masowych zachorowań przyspieszyły więc podjęcie decyzji o budowie wodociągów i systemów kanalizacji w wielkich miastach. W czasach, kiedy jeszcze nie instalowano wanien w mieszkaniach, można je było wynająć. Zorganizowanie kąpieli było jednak dość kosztowne i skomplikowane. Nic dziwnego, że statystyczny Europejczyk z lat 30. XIX wieku kąpał się dwa razy w roku. Dopiero pod koniec tego stulecia w mieszczańskich mieszkaniach pokój toaletowy (w którym był klozet, prymitywna umywalka i czasami bidet) został wyposażony w wannę. W pierwszej połowie XIX wieku Vincent Priessnitz opracował system rynien, dzięki któremu ludzie mogli zażywać kąpieli na stojąco.

Ostatni przełomowy wynalazek pojawił się w latach 60. ubiegłego stulecia – była nim kąpiel bąbelkowa wymyślona przez Włocha Roya Jacuzziego. Panująca dziś moda na spa odzwierciedla potrzeby współczesnych ludzi – zestresowani i zabiegani szukamy miejsc, gdzie możemy się odprężyć i wyciszyć. Pojawia się też coraz więcej kosmetyków, dzięki którym relaksującą kąpiel z łatwością zorganizujemy we własnej łazience.

Co dodawać do kąpieli?

Pachnąca jaśminem musująca tabletka zapewniająca efekt minijacuzzi? Płyn o upojnym zapachu barwiący wodę na wściekle różowy kolor? A może garść liofilizowanej morskiej soli i płatki lawendy? Wybierając coś dla siebie spośród olejków, płynów, saszetek i pastylek w wielu zapachach i kolorach, można poczuć lekkie oszołomienie. Tymczasem nie wszystkie dodatki nadają się dla każdego. Jeśli mamy suchą, wrażliwą lub alergiczną skórę, zrezygnujmy z płynów do kąpieli wytwarzających dużą ilość piany (zawierają zwykle sporo wysuszających skórę detergentów) i kosmetyków o bardzo intensywnym kolorze i zapachu (ich składniki mogą powodować podrażnienia lub uczulać). Po kąpielowe zakupy wybierzmy się do apteki. Znajdziemy tam płyny i emulsje, które co prawda nie pachną, ale nawilżają i wygładzają skłonną do podrażnień skórę. Konkurencją dla aptecznych specyfików są całkiem zwykłe produkty z kuchennej szafki. Suchej skórze ulgę przyniesie kąpiel z dodatkiem krochmalu, oleju roślinnego, mleka, naparu lipowego, płatków owsianych lub siemienia lnianego.

Na bolące stawy, kłopoty z kręgosłupem czy przetrenowane mięśnie dobrze nam zrobi kąpiel z dodatkiem soli z Morza Martwego lub soli kłodawskiej. Kąpiel solankowa wspomaga odchudzanie, a borowinowa rozgrzewa i pomaga zwalczyć infekcje. Oczywiście ani solanka, ani borowina w domowej wersji nie będą miały takiego stężenia jak w sanatorium, efekt więc będzie odpowiednio słabszy. Doskonałym dodatkiem do kąpieli są też naturalne olejki eteryczne. Przy przeziębieniu warto się rozgrzać w ciepłej wodzie z dodatkiem olejku eukaliptusowego, sosnowego, imbirowego lub cynamonowego. Olejek geraniowy pomoże nam walczyć ze stresem, a do snu ukołysze zapach lawendy lub kwiatu gorzkiej pomarańczy. Jeśli mamy kłopoty z infekcjami, możemy spróbować olejku z drzewa herbacianego, cyprysu lub jałowca. Ponieważ esencjonalne olejki miewają silne działanie, alergicy, kobiety w ciąży i osoby z chorobami układu krążenia przed ich zastosowaniem powinni poradzić się lekarza.

Zdrowie dzięki wodzie

Działanie kąpieli jest ściśle powiązane z jej temperaturą i czasem trwania. Chcąc realizować maksymę sanus per aquam, powinniśmy ograniczyć ilość kąpieli w wannie do dwóch-trzech w tygodniu i nie przesadzać z ekstremalnymi temperaturami wody. Lekarze twierdzą, że najlepiej relaksuje kąpiel w temperaturze naszego ciała. Łagodzi bóle głowy, pomaga walczyć ze stresem i rozluźnia napięte mięśnie. Zanurzenie się w wodzie o temperaturze 37–40 stopni Celsjusza sprzyja eliminacji toksyn z organizmu, pomaga się rozgrzać w chłodny dzień i dodaje energii. Nie powinniśmy jednak przebywać w wannie dłużej niż 15 minut. Bardzo ciepła kąpiel może bowiem przesuszać naskórek i zwiększać skłonność do podrażnień, a zbyt wysoka temperatura wody grozi pękaniem naczynek krwionośnych. Dermatolodzy szacują, że nasza skóra po gorącej kąpieli potrzebuje aż czterech godzin, by odbudować swój ochronny wodno-tłuszczowy płaszcz.

Wyjątkowo dużo zalet ma natomiast kąpiel chłodna – odmładza i ujędrnia skórę, uzupełnia kuracje wyszczuplające i antycellulitowe, polepsza przemianę materii, dodaje energii. W zimie trudno jednak kogoś namawiać na orzeźwiającą, krótką i lodowatą kąpiel rodem ze Skandynawii. Dużo bardziej pociągająca w chłodny dzień wydaje się japońska kąpiel furo. Japończycy najpierw szczotkują skórę i myją się pod prysznicem. Potem zanurzają się w wodzie w temperaturze 40–50 stopni Celsjusza. Bardzo gorąca kąpiel służy relaksowi i wspaniale rozluźnia mięśnie. Ideałem jest podobno doprowadzenie ciała do konsystencji yudedako, czyli gotowanej ośmiornicy. Możemy spróbować to sobie wyobrazić albo zakosztować tej przyjemności na własnej skórze. Tylko czy aby w takim przypadku kąpiel nie staje się znowu doświadczeniem dla śmiałków? Korzystałam z książki „Czystość i brud: higiena ciała od średniowiecza do XX wieku” Georges’a Vigarella, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 1996.

  1. Psychologia

Wakacje w domu? Zrób listę przyjemności!

Decydując się na urlop w domu, koniecznie zróbmy listę przyjemności, czyli odprężających czynności, którym będziemy się oddawać. (Fot. 123rf)
Decydując się na urlop w domu, koniecznie zróbmy listę przyjemności, czyli odprężających czynności, którym będziemy się oddawać. (Fot. 123rf)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Gdy decydujemy się zostać w domu, koniecznie zróbmy listę przyjemnych, radosnych, odprężających czynności, którym będziemy się oddawać na naszych wakacjach. Jak chciałabym spędzić ten czas? Czego na pewno nie będę robić? Na czym mi zależy? Co mnie odpręża – radzi psycholożka Magdalena Mazurkiewicz.

Dominique Loreau w „Sztuce planowania” proponuje, aby tworzyć listy. Wszystkiego. Na każdą okazję. Nie tylko listy rzeczy do zrobienia, ale także listy naszych pragnień, upodobań, ukrytych w głębi nas skarbów, zdolności, wspomnień, porzuconych marzeń. Bardzo ciekawe. Listy pomagają lepiej siebie poznać, lepiej żyć. Może więc przed latem dobrze byłoby stworzyć listę „Wakacje”. Załóżmy, że chcemy je spędzić w domu, w mieście.
Wtedy taka lista jest niezbędna. Urlop w domu ma wiele plusów, nie musimy stresować się pakowaniem i wyjazdem, jednak dom przypomina o niezałatwionych sprawach, a umysł pogania: „Siedzisz w domu i nic nie robisz?”. Bardzo łatwo zamiast odpoczywać, wziąć się do roboty: nastawić pranie, załatwić zaległe sprawy, wybrać się wreszcie do dentysty, zacząć mały remont. Rozpędzony umysł planuje, martwi się, rozpamiętuje, wspomina, tym bardziej kuszące staje się sprawdzenie mejli, wykonanie kilku telefonów. Wyjazd, zmiana otoczenia pomagają wybić się z rutynowego myślenia i działania. Odświeżamy się wśród nowych krajobrazów, widoków i zapachów. Z drugiej strony – obce miejsca bywają męczące szczególnie, gdy chcemy wszystko zobaczyć i wywieramy na siebie presję. Gdy decydujemy się zostać w domu, koniecznie zróbmy listę przyjemnych, radosnych, odprężających czynności, którym będziemy się oddawać na naszych wakacjach. Jak chciałabym spędzić ten czas? Na czym mi zależy? Co mnie odpręża? Czego na pewno nie będę robić? Nigdzie nie wyjeżdżamy, to prawda, ale w pewnym sensie potrzebujemy „wyjechać” na te wakacje, czyli zajmować się sprawami, którymi nie zajmujemy się na co dzień czy w każdy weekend. To ma być specjalny czas i potrzebujemy wiedzieć, w jaki sposób chcemy go spędzić. Na pewno warto wyłączyć telefon, uprzedzić ludzi: „Nie ma mnie, jestem na urlopie”.

Na naszej wakacyjnej liście, jak sądzę, znajdzie się: „głęboki relaks umysłu i ciała”.
Umysł i ciało są ze sobą połączone. Rozszalały umysł rozdrażnia ciało. Zmęczone, znużone ciało sprawia, że umysł jest otępiały. Pracujący umysł trudno zatrzymać: „Mam wakacje, koniec, kropka!”. Umysł uspokaja się powoli. Jeśli pierwszy dzień urlopu zaczniemy od medytacji, to może się okazać, że mamy w głowie autostradę i medytacja okaże się męczarnią. Lepiej zacząć od ciała. Co przyjemnego mogę zrobić dla ciała, żeby się trochę uspokoiło? Ukojone ciało kojąco wpłynie na umysł. To są proste rzeczy – masaż, ćwiczenia jogi, przyjemny spacer w parku. Oczywiście, mówimy tu o osobach aktywnych zawodowo, które w czasie urlopu potrzebują zwolnić tempo, złapać równowagę.

Lista: „Zwalniam tempo”…
...czyli na przykład powolne śniadanie, takie jakie lubię, kawa sporządzona na swój jedyny sposób, spacer w ogrodzie botanicznym, kolacja wydana z okazji urlopu, aromatyczna kąpiel. Kluczem jest tu przyjemność. Rozsmakowanie się w tych czynnościach, powolność, świadomość. Przyjemność podnosi nastrój, umysł się uspokaja. To dlatego tak wspaniale działa na nas masaż, szczególnie gdy jest połączony z zapachami, muzyką. Wpływa na zmysły, które na co dzień na ogół zaniedbujemy. Zmysłowe doświadczanie sprawia, że odciągamy uwagę od myśli, pozwalamy odpocząć umysłowi. Robimy zakupy, bo przecież na urlopie też trzeba coś jeść, ale robimy je z przyjemnością: wybrane sklepy, wybrane produkty. Jeśli nie mamy ochoty gotować, pójdźmy do przyjemnej restauracji, po której wiemy, czego się spodziewać. Wakacje to świetny czas na rozwijanie wrażliwości zmysłowej. Zwykły spacer w parku może być głęboko odprężającym, zmysłowym doświadczeniem. Dobrze przywołać tu wewnętrzny aspekt zaciekawionego, niewinnego obserwatora – dziecka, które przygląda się światu, odkrywa go. Odkrywa dźwięki, zapachy, smaki, kolory, kształty, te bez ruchu i te poruszające się; przepływające chmury, wirujące liście. Przenosimy uwagę na ciało, sprawdzamy, czy jest odprężone, sprawdzamy, jak się czujemy, jakie emocje się pojawiają. I wreszcie: o czym myślimy? Obserwujemy myśli. W praktyce uważności o to właśnie chodzi, żeby myśli traktować jak jeden z bodźców, zdarzeń, które pojawiają się i przepływają. Nie jesteśmy naszymi myślami. Spokojnie zauważamy, że myśli się pojawiają, i spokojnie wracamy do tu i teraz. Do przyjemności. Cały dzień bardzo spokojnie robimy coś przyjemnego.

Kłopot z tymi listami jest taki, że niedobrze nam się kojarzą – z planowaniem, sztywnością, brakiem spontaniczności, luzu. Wiem, że najbardziej odpoczywam, gdy decyduję z chwili na chwilę, co chcę robić, co jest dla mnie przyjemne.
Lista przyjemności to tylko punkt odniesienia, inspiracja. Ogólny plan jest po to, by go zmieniać, traktować płynnie i elastycznie, dostosować do rytmu życia, które właśnie się toczy. Najważniejsze, aby być dla siebie łagodnym, kochającym, czułym, nie karać siebie za to, że coś mi nie wychodzi. Wracać do tu i teraz i pytać siebie: „Na co przyjemnego w tym momencie mam ochotę?”. W dużych miastach w lecie dzieje się mnóstwo ciekawych rzeczy: jazz na Starówce, wystawy malarstwa, koncerty, joga, lepienie z gliny, tańce. W wakacje w mieście jest mniej ludzi, bo wyjechali na urlopy, co także sprzyja swobodnym wędrówkom. Są parki, interesujące miejsca związane z kulturą, nowe kawiarnie, restauracje. Zdarza się, że nie znamy miasta, w którym mieszkamy od dzieciństwa. Jestem warszawianką i nie znam mojego miasta. Chciałabym mieć tydzień, aby powolnie odkrywać i smakować Warszawę, która ma swoje niezwykłe zakątki, malutkie galerie, Wilanów, ogród botaniczny. Zajrzałabym do zoo, gdzie – jak się dowiedziałam – mieszka pantera śnieżna. Pojechałabym do pobliskiego Konstancina-Jeziornej do tężni.

Lista ulubionych dań?
Wakacje to wymarzony czas, aby zwrócić uwagę na to, co jemy, co nam naprawdę smakuje, co służy zdrowiu. Świadomie przygotowane popołudnie, gdy gotując, odkrywamy zapachy, smaki, kolory warzyw, owoców, ziół, może być radosne i odprężające.

Lista osób, z którymi spędzimy ten czas?
No tak, to ważne. W wakacje spotykajmy się tylko z ludźmi, z którymi dobrze się czujemy; życzliwymi, pogodnymi, z poczuciem humoru. Jest jeszcze szczególna wartość wakacji w mieście, w domu – odtąd miasto, dom będą nam się kojarzyć z latem, z przyjemnością, z odprężeniem. Zauważyłam, że gdy jestem zmęczona po pracy, „wyjeżdżam” na Starówkę, spaceruję Krakowskim Przedmieściem; szybko wracam do siebie.

Magdalena Mazurkiewicz, psycholożka, psychoterapeutka, trenerka uważności, coach, prezeska Polskiego Towarzystwa Mindfulness. Pracuje w szpitalu MSW w oddziale zaburzeń nerwicowych oraz współtworzy ośrodek rozwoju Kokreacje.