fbpx

Asertywność na co dzień: skąd wziąć odwagę do bycia sobą

Asertywność na co dzień: skąd wziąć odwagę do bycia sobą
fot.123rf

Boimy się odmawiać, powiedzieć, co naprawdę czujemy. Nie chcemy urazić innych, zależy nam na akceptacji. Tymczasem okazuje się, że ludzie asertywni są bardziej lubiani niż ci, którzy nie potrafią zadbać o swoje potrzeby. Jak stać się taką właśnie osobą, dowiesz się na treningu asertywności.

fot.123rf

Może słyszałaś takie stwierdzenie, że – jeśli nie umiesz powiedzieć „nie”, twoje „tak” jest niewiele warte… Treningi asertywności cieszą się coraz większą popularnością. To znaczy, że chcemy mieć poczucie mocy sprawczej. Chcemy czuć się spójni w naszym zachowaniu. Rozwijać komunikację. Ale też szacunek – do siebie i do innych. Taki zresztą tytuł – „Szanuj siebie i innych” – noszą jednodniowe warsztaty prowadzone przez trenerkę i filozofkę Dorotę Szymonik, pracującą też z głosem. Bo – żeby coś dostać, osiągnąć – trzeba to powiedzieć głośno. Kto bierze w nich udział? Osoby, które czują się wykorzystywane w pracy. Takie, które nie potrafią przeciwstawić się roszczeniowemu klientowi. Rodzice, którzy chcą mądrze wychowywać dzieci – bez ciągłego odwoływania się do systemu kar i nagród. Ludzie, którym znudziło się ciągłe wchodzenie w rolę „zadowalacza”. Bo, szukając akceptacji innych, tracą kontakt z tym, co dla nich ważne, zdradzają siebie. Wreszcie ci, którzy, owszem, potrafią postawić na swoim, ale robią to w sposób autorytarny. Być może uciekają się do agresji słownej. Wciąż palą za sobą mosty…

Prawda i odwaga

Na początku prowadząca proponuje stworzenie kontraktu – wewnętrznego kodeksu grupy. W podgrupach wypisujemy zasady, jakie chcemy, by były przestrzegane podczas kilkugodzinnej pracy. Potem konfrontacja dwóch „dekalogów”, dyskusja. Wbrew pozorom nie jest to część stricte organizacyjna. Wypływa to, co ważne dla poszczególnych uczestników. Pojawiają się różnice zdań. Jest okazja, by poćwiczyć umiejętność wyrażania swoich potrzeb. Możesz zastanowić się, dlaczego wolisz, żeby z przekąsek korzystać tylko na przerwie, podczas gdy dla innych nie ma to najmniejszego znaczenia. Co rozumiesz przez szczerość i otwartość, które postulujesz. Dlaczego obawiasz się, że ktoś może zdominować resztę grupy i trzeba będzie przerywać jego nudne wywody?

Umawiamy się na zaangażowanie. Na poufność. Na to, że będziemy empatyczni, uważni na innych. Że nie będziemy oceniać. Jeśli zechcemy odnieść się do czyjegoś przypadku czy problemu, użyjemy tak zwanego komunikatu „ja” – będziemy mówić w pierwszej osobie, co czujemy, jakim doświadczeniem gotowi jesteśmy się podzielić.

Pora ustalić, czym jest dla nas asertywność. Dorota Szymonik pyta, jakie słowa czy pojęcia się z nią kojarzą. Oprócz tak oczywistych, jak: stawianie granic, odmawianie, obrona siebie, relacje, poczucie wartości, komunikacja, samoświadomość – pojawiają się: odpowiedzialność, prawda, wierność sobie, odwaga, równowaga, dystans, przestrzeń, przyjmowanie krytyki, przyjmowanie komplementów, korzyści, ryzyko… Wreszcie powstaje definicja. Naszym zdaniem asertywność to „umiejętność dbania o siebie i swoje granice, rozpoznawania własnych potrzeb i uczuć i komunikowania ich w otwarty, przejrzysty sposób, z szacunkiem do siebie i innych”.

Myśl za myśl

Co powstrzymuje nas przed przyjęciem postawy asertywnej? Lęk przed konfliktem. Przed tym, że ktoś nie zrozumie naszej postawy, preferencji. Naszego komunikatu. Że się obrazi, poczuje zraniony, zareaguje gniewem. – Ja sama do niedawna miałam kłopot z tym, żeby zwrócić uwagę osobom palącym na przystanku – przyznaje Dorota Szymonik. – Bardzo tego nie lubię, a wygląda na to, że mimo obowiązującego prawa norma społeczna jest zupełnie inna. Kiedy więc tylko poczułam zapach dymu nikotynowego, biłam się z myślami: powiedzieć czy nie powiedzieć?

Doskonale znasz te wszystkie myśli, niepozwalające ci zadbać o siebie, wyrazić dyskomfort: czepiam się, tylko mnie to przeszkadza, nie ma sensu się wychylać, szkoda zachodu, świata nie zmienię, nie ma co tego rozdmuchiwać, lepiej siedzieć cicho, może nie mam racji, jeszcze się zbłaźnię… Sęk w tym, że za bardzo utożsamiamy się z naszymi myślami. Zapominamy, że to tylko interpretacje i spekulacje próbującego nas ochronić umysłu. Tworzymy sobie w głowie całe historie na temat błahego zdarzenia, zamiast sprawdzić, co jest pod spodem. Zająć stanowisko. – Fantazje mają to do siebie, że trzymają nas w zamkniętym świecie, blokują naszą aktywność – mówi Dorota Szymonik. – Trzeba je weryfikować. Podstawową zasadą asertywności jest działanie.

Od czego zacząć? Rozpoznaj różne sabotujące, asekuracyjne myśli i zmień je. Podczas warsztatów oglądamy niektóre z nich pod lupą i zastępujemy bardziej asertywnymi. Dokonujemy przeprogramowania. Weźmy chociażby takie proroctwa: „[Jeśli to zrobię, odmówię, powiem, co naprawdę czuję], nie będzie zadowolony” albo „Zawiedzie się na mnie”, „Uzna mnie za niewdzięczną”. Jak możemy na nie odpowiedzieć? „To nie jego zadowolenie jest tu najważniejsze”, „Nie jestem odpowiedzialna za czyjeś samopoczucie”, „Nie jestem po to, by zadowalać innych”, „Zobaczymy”, „Jest szansa, że zrozumie”, „Jakoś to zniesie”, „A może właśnie zacznie mnie szanować?”.

Teraz przyjmujemy, że zdarzyło ci się pomyśleć: „Wydrze się, zwolni mnie”. Możesz na to odpowiedzieć: „Poradzę sobie”, „Zawalczę o swoją godność”, „To nie jest takie łatwe, zwolnić pracownika”, „Nie chcę pracować dla kogoś, kto zwalnia innych, by zademonstrować swoją siłę”, „Coś się zmieni”… Czasem za długo zaciskamy zęby, stwierdzamy „dam radę”, „to nie takie ważne”, „powiem następnym razem”. A potem narasta w nas wściekłość. Dorota Szymonik opowiada o kobiecie, która podczas zakupów nie zareagowała, widząc, jak sprzedawczyni wkłada jej do torby nadgniłe jabłko. – Przez całą drogę do domu czuła jego ciężar. A na koniec powiedziała sobie ze złością: „Teraz jeszcze będę musiała je zjeść”.

Przed otwartą komunikacją często powstrzymuje nas lęk, że nie zapanujemy nad emocjami, okażemy słabość. A gdybyś powiedziała sobie: „Zgadzam się ujawnić, co czuję”, „Nie chcę udawać”, „Pozwalam sobie na bycie sobą”, „Okazywanie emocji wcale nie jest negatywne”? Zdaniem Doroty Szymonik istnieje coś takiego jak „przemoc na bycie pozytywnym”. To próba zbudowania iluzji, że pewne emocje nie istnieją. Kończy się, oczywiście, wypieraniem ich, spychaniem w strefę cienia.

– Miałam kiedyś na warsztatach grupę ezoteryków. Mieli opór przed uwalnianiem złości, uznali, że ich to nie dotyczy. Że nie będą wchodzić w negatywną energię. Kiedy wreszcie pozwolili sobie na to, by wypuścić ją z siebie, zrobiło się tak gorąco, że w zamieszaniu dostałam pięścią.

Teraz ja krzyczę!

Po przerwie ważny moment. Sięgamy do sytuacji z naszego życia, w których nie zachowaliśmy się asertywnie. Może ktoś nie dotrzymał danej ci obietnicy, narzucił swoje reguły gry, a ty nie potrafiłaś zaprotestować? Może zależało ci na czymś albo na kimś, ale nie okazałaś tego w żaden sposób, bo uznałaś, że nie wypada? A może pozwoliłaś, by ktoś zbeształ cię jak pensjonarkę, zamiast przerwać potok inwektyw krótkim „stop, basta!”? Zastanawiamy się, co następnym razem można by zrobić inaczej, żeby osiągnąć lepszy rezultat. I odgrywamy te sceny.

Oto kobieta rozmawia z szefem. Uważa, że dostaje za dużo obowiązków, musi zostawać po godzinach. Szef próbuje ją zignorować, zbagatelizować problem. Przyjmuje postawę zajętego, roztargnionego. Mimo to podwładna nie ustępuje. Przyglądamy się jej wysiłkom, słuchamy. Potem podpowiadamy, co zmienić. Sugestii jest sporo: przygotowanie krótkiej, rzeczowej argumentacji, żeby optymalnie wykorzystać czas, większa stanowczość, głos z przepony, wyeliminowanie słów osłabiających przekaz („troszeczkę”, „jak gdyby”), trzymanie się tematu i faktów, podkreślanie własnych kompetencji i wkładu (ale nie kosztem innych). Kolejna odsłona – za drugim razem jest dużo lepiej. Za trzecim naprawdę dobrze. Szef patrzy kobiecie w oczy, kiwa głową… Przy okazji Dorota Szymonik uczy nas prostej techniki, jak poczuć się pewniej przed ważną rozmową: wystarczy stanąć gdzieś (choćby w toalecie) i przyjąć taką postawę ciała, by zająć jak najwięcej miejsca… Sprawdź! Poczujesz się większa, silniejsza.

Następna scena, dyskusja przez telefon – dlatego biorące w niej udział osoby siadają do siebie tyłem. Kobieta oskarża mężczyznę o zaniedbania przy wspólnym projekcie, nie daje mu dojść do głosu. Krzyczy. On tłumaczy się niepewnie i – choć przekonany jest, że chodzi o nieporozumienie – używa takich słów, jak „współwinny”, „błąd”. Po wskazówkach, jakie otrzymuje, dużo uważniej dobiera słowa. Stosuje też dwa zasugerowane przez Dorotę Szymonik chwyty. Mówi: „A może teraz ja zacznę krzyczeć?” i zwraca się do kobiety po imieniu. To działa na nią otrzeźwiająco. Po wyjściu z roli przyznaje: „Dopóki nie powiedziałeś mi, że krzyczę, nie zdawałam sobie sprawy, że się tak zagalopowałam”.

Cenne doświadczenie. Pozwala spojrzeć na sytuacje życiowe z różnych perspektyw, zmienić podejście, może nawet przeformułować relację. – Czasem nie zauważamy, jak bardzo utknęliśmy w jakiejś roli, boimy się zmienić pewne status quo – mówi Dorota Szymonik. – Na przykład kobieta nie wychodzi z koleżankami do pubu, bo zakłada, że mąż źle na to zareaguje, a kiedy porusza tę kwestię, okazuje się, że on nie zgłasza najmniejszego sprzeciwu. Ja sama mam podobne doświadczenie. Przez lata opiekowałam się chorym ojcem, wreszcie stwierdziłam, że trwa to za długo. Zakomunikowałam rodzinie, że się wycofuję. Nie miałam rozwiązania zastępczego, żadnego pomysłu na to, co dalej. Wiedziałam tylko, że pora zacząć żyć własnym życiem. Okazało się, że wystarczyło powiedzieć „dość” i natychmiast znalazła się osoba, która mnie zastąpiła.

Oczywiście, może też zdarzyć się inaczej. Ryzyko, że sprawy przyjmą niespodziewany obrót, jest zawsze. – Na tym polega życie – tłumaczy Dorota Szymonik. – Czasem tracimy ważne relacje i, nie oszukujmy się, strata boli. Ale nie możemy wciąż chronić siebie i innych – w ten sposób odbieramy i sobie, i im szansę rozwoju. Nie unikniemy straty, frustracji, rozczarowania. Dla dziecka odkrycie, że nie może dostać wszystkiego, jest bardzo rozwijającym, głęboko uświadamiającym doświadczeniem. Dlaczego mielibyśmy chronić przed nim dorosłych? Osoby roszczeniowe często nie przeszły tej ważnej fazy w rozwoju – dlatego tak źle reagują na odmowę. Jeśli więc ktoś się obrazi – trudno. Mój nauczyciel zwykł mawiać w takich sytuacjach: „Pałac Kultury się nie zawali”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze