Autoterapia przed telewizorem. Czego uczą nas seriale?

fot. iStock

Film inspiruje i porusza, ale jest jednorazowym przeżyciem, serial ma większa moc poprzez swoja ciągłość. Dlatego dobre produkcje potrafią ukoić, oddalić nasze cierpienie, a jednocześnie nauczyć nas czegoś o nas samych. Jak wykorzystać ekranową fikcję do rozwoju – tłumaczy psychoterapeuta Piotr Pietucha.

Współczesne seriale nie tylko nas bawią i zajmują, ale też wspierają, a czasem terapeutyzują. Jak to się dzieje?
Tak naprawdę wszystko, co krzepi lub zbliża nas do prawdy o sobie, można nazwać terapią. Ludzkość zmienia się dzisiaj w kosmicznym tempie. Nasza wrażliwość i wyczulenie na słowo ustępują miejsca obrazowi. Wcale się nie zdziwię, jeśli za chwile w spisie obowiązkowych lektur znajdą się filmy czy seriale. Jednak ich wykorzystanie w terapii to jakby gra wstępna wobec złożonego procesu psychoterapii. Z samej gry wstępnej nie narodzi się dziecko. Film czy serial może pomóc się otworzyć, uwolnić z blokad. Ale to w końcu tylko fikcja – może nas zbliżać do prawdy, może od niej oddalać.
Ktoś kiedyś sensownie powiedział o książkach, że w zasadzie dzielą się na dwie kategorie: te, które nas usypiają, i te, które budzą. Podobnie jest z dobrymi serialami: dają rozrywkę, oddalają nasze cierpienie, a jednocześnie uczą nas czegoś o nas samych. Tyle że dla wielu ludzi budzenie się nie jest przyjemnym doznaniem. Niektórzy wolą trwać w błogim zaśnieniu.

Jakie seriale mogą nas obudzić?
Ostatnio poprosiłem moją klientkę o lekkim rysie autystycznym, żeby obejrzała serial „Most nad Sundem”. To kryminał, ale ma w sobie skandynawską przenikliwość i odwagę w penetrowaniu trudnych stron współczesnego życia. Główna bohaterka, genialna policjantka, wrażliwa i straumatyzowana przeszłością, objawia zachowania autystyczne,
które utrudniają jej relacje. Podobne problemy i mechanizmy obronne przejawiała moja klientka. W bohaterce mogła się trochę sama rozpoznać. Jednak tylko w wyjątkowych sytuacjach sam proponuje jakiś tytuł. Częściej pacjent wnosi na terapie coś, co obejrzał i czym poczuł się poruszony. Wielu ludzi blokuje się na niewygodną wiedzę o sobie. Oporuje, czuje się zawstydzenia i boi się obnażenia. Serial czy film pomagają się otworzyć.

Czym w terapii rożni się wykorzystanie serialu od filmu?
Seriale są w miarę bezpiecznym eskapizmem. Lepszym niż uciekanie od napięć i problemów w alkohol, leki czy pracę, co grozi destrukcyjnym uzależnieniem. Kiedy nie umiemy oderwać się od negatywnych myśli, uczuć i zanurzamy się w fikcję na ekranie, to jest raczej bezpieczne remedium. Jeśli przy okazji nas krzepi, oświeca i otwiera, to już bilans na olbrzymi plus.
Film jest jednorazowym przeżyciem, serial ma większą moc poprzez swoja ciągłość. Możemy intensywniej i na dłużej zanurzyć się w inny albo bardzo nam znajomy świat. Bardziej zżyć z bohaterami. Żegnając z nimi, cierpieć niczym w żałobie, co jest egzystencjalnym ćwiczeniem z nieuchronnej utraty bliskiego. Z jaką, niestety, każdy z nas zmierzy się w realnym życiu.

Porozmawiajmy może na konkretnym przykładzie. Weźmy ceniony przez krytyków, widzów i ciebie serial ,,The Affair“. Własnie ukazał się jego czwarty sezon. Jaki terapeutyczny temat możemy w nim dostrzec?
Jest w nim poruszone mnóstwo fundamentalnych, egzystencjalnych problemów, które dotykają każdego z nas. Ktoś chce się związać, mieć dzieci. Myśli o karierze. Ma traumatyczna i nierozwiązaną przeszłość. Ucieka w romans, rozstaje się z partnerem i ponownie z nim schodzi. Ktoś plajtuje albo jest dramatycznie zadłużony, ma problemy z dorastającymi dziećmi. Zresztą bohaterowie sami poddają się terapii.
W „The Affair” obserwujemy życie dwóch par, które los uwikłał w tragiczny węzeł. Wszyscy są zamieszani w zbrodnię. A my śledzimy prowadzone dochodzenie, które odsłania jej kulisy. Szczegółowa retrospektywa daje nam wgląd w ciągu dramatycznych wydarzeń: namiętnego romansu, małżeńskiej zdrady i ich tragicznych konsekwencji. Jednak to nie tylko kryminał, raczej egzystencjalna saga o relacjach i związkach współczesnej klasy średniej. Mnie samemu – terapeucie i facetowi po wielu przejściach – ten serial dał nowe, świeże wglądy. Czy mógłbym dać je także moim pacjentom? Jestem tego pewien.

Wcześniej jedna z tych par straciła dziecko. Nie potrafili oni przepracować traumy. Czy większość związków w takiej sytuacji się rozpada?
Trudno powiedzieć. Tragedia i wspólne nieszczęście czasem spajają, ale potrafią też brutalnie rozdzielić. Utrata dziecka to najpotężniejszy cios, jaki możemy dostać od życia. Bardzo ciężko się z niego podnieść. Wiele par przechodzi wtedy katastrofalny kryzys. Niektóre nie potrafią sobie z nim do końca poradzić. Tak jest w przypadku Alison i Cole’a.

Co mogło najbardziej przyczynić się do ich kryzysu?
Najgorsze jest poczucie winy. Oskarżenia wobec siebie oraz partnera dewastują związek. Alison szaleje z rozpaczy, Cole we wściekłej bezradności się poddaje. Rezygnuje z niej, z tego związku. Ich bycie razem stało się tak bolesne i napiętnowane cierpieniem, że straciło sens. Nawet depresja jednego z partnerów potrafi zniszczyć związek, a co dopiero skrajna rozpacz obojga.

Druga para: Helen i Noah, wygląda na szczęśliwą…
To na pozór świetnie rozumiejąca się para. Dobrze sytuowani, wykształceni ludzie z klasy średniej. Fajnie radzący sobie w codziennej szamotaninie, z czwórką żywiołowych dzieciaków. Noah to ambitny, niespełniony, głodny sukcesu pisarz. Zanadto finansowo uzależniony od zony i jej rodziny. Z kolei Helen jest ciepłą i cierpliwą, ale neurotycznie ambiwalentną kobietą. Chroni nadopiekuńczo męża, a jednocześnie jest wobec niego protekcjonalna i nierozumiejąca. Stale i być może nieświadomie go rani, nakłuwając jego słabe, męskie ego.

Alison – nieukojona i głodna miłości, Noah – niespełniony, głodny sukcesu. Czy to cierpienie mogło ich tak do siebie zbliżyć?
Absolutnie tak. Dwie zbolałe dusze, które się odnajdują w jednym spojrzeniu. Rozbitkowie,
którzy dzięki miłości zostają ocaleni. Mówi o tym mowa ich ciał, spojrzenia. Magia emanacji czyjejś intymności, która przenika nas do kości, bo jest znajoma i bliźniaczo bliska. Prawie wszyscy poznaliśmy siłę przyciągania takiej tajemnej symbiozy.

Pożądanie miłości to siła niemal nie do odparcia?
Tak myślę. Moralne skrupuły, małżeńskie przysięgi, poczucie przyzwoitości kruszeją w pył. Jeszcze szybciej, jeśli te mury zasad to nie była dumna twierdza małżeńskiej lojalności, tylko ściany wiezienia. Bo od jakiegoś czasu nie czuliśmy się szczęśliwi, potwierdzeni i szanujący siebie, tylko jak zakładnicy frustrującej obligacji. Przygnębieni sobą i brakiem nadziei na zmianę…

W serialu zastosowano oryginalną formułę – historia opowiadana jest przez czwórkę bohaterów. Czemu to służy?
Moim zdaniem to najcenniejsza terapeutyczna zaleta tego serialu. Rożnica punktów widzenia daje zniuansowany wgląd w rzeczywistość. Z perspektywy psychologii czy terapii jest to zabieg nie do przecenienia. Widz ma okazje przyjrzeć się zdarzeniom przez
czyjeś subiektywne filtry i odczucia. To fantastyczna okazja dla naszej wrażliwości, istny trening empatii. A także cenna lekcja tolerancji dla odmienności. Przestrzeń dla refleksji nad nasza skłonnością do pochopnych, czarno-białych osadów, które zatruwają i niszczą relacje.
Już sama perspektywa płciowa może być wyzwaniem dla naszych stereotypowych identyfikacji typu: „rozumiem jej męża, sam jestem facetem…ale nie kumam, o co chodzi tej histerycznej lasce?”. Oglądanie konfliktu z wielu stron to bardzo poręczny zabieg. Zastosowałem go kiedyś sam w powieści „Miłość klasy średniej”. Historie z życia dwóch par i ich lawinowe uwikłanie w nieoczekiwany bieg zdarzeń przypominający efekt domina.

W związku liczy się równowaga, ale jak te równowagę osiągnąć, skoro role płciowe tak bardzo się zmieniają? W takim układzie zawsze ktoś daje więcej.
Rzeczywiście. Sądzę jednak, że nie chodzi o drobiazgowo-małostkową buchalterię, to, jak często wynosimy śmieci albo zajmujemy się dzieckiem, a bardziej o całościowy bilans strat i zysków. Którego często nie robimy, bo nie mamy dystansu, wyczucia czy punktu odniesienia. Mamy trudność z uczciwym konfrontowaniem samych siebie. Jesteśmy zbyt zagubieni, zakłamani i wewnętrznie skonfliktowani, by odróżnić, co jest dla nas korzystne, a co nie. Nie mówiąc już o tym, że czasem to, co uważamy za złe, wychodzi nam po czasie na dobre, i na odwrót. Dlatego wspólny bilans jest czasem zbyt trudny do przeprowadzenia.
Poczucie szczęśliwego spełnienia w wielu sferach – zawodowej, rodzicielskiej, socjalnej, miłosnej, relacji z sobą samym – to fundament. Pozwala na naturalna swobodę bycia i cieszenia się sobą.
Wiesz, w ogóle uważam, ze zakochują się tylko nieszczęśliwi: samotni, porzuceni, niespełnieni w aktualnym związku. Modna jest też dzisiaj teza, że zdradzamy, bo jesteśmy zmęczeni nie partnerem, ale sobą z nim. Własna, związkowa „persona”, która nas przytłacza albo się zużyła. Chcemy zmienić siebie, swoje życie.

Romans staje się środkiem antydepresyjnym?
Zakochanie ożywia, odblokowuje, poszerza, wprawia w uniesienie. Dlatego tak gorączkowo zakochują się ludzie wewnętrznie zrozpaczeni. Ale od zakochania i wszystkich euforycznych hormonów, jakie ono w nas produkuje, można się uzależnić. Jak od kokainy, popadając w swoisty „romansoholizm”. Romans, zakochanie nie maja nic wspólnego z dojrzałą miłością. Kultywować zdrową miłość w partnerskim związku to wyższa szkoła jazdy. Potrafią to zrobić ludzie spełnieni i szczęśliwi sami ze sobą. Tacy są też najwspanialszymi partnerami.

Co tobie przyniosło obejrzenie serialu ,,The Affair“?
Ten serial dobitnie i sugestywnie pokazuje i utwierdza w przekonaniu – co dla terapeutów jest oczywiste – że nasza przeszłość: rodzina, sposób wychowania, rodzaje więzi czy przeżyte traumy, determinuje nasza przyszłość. Dzieciństwo i młodość to swoiste programowanie w schematy. Te schematy, często kompletnie nieświadome, rzutują na nasze wybory i dokonania. Kształtują nasze życie. Wiedzieli już o tym starożytni, mawiając, że charakter człowieka jest jego losem. Ale sądzili zapewne, że charakter jest dany i niezmienny niczym znamię. My wiemy, ze ludzie mogą i potrafią się zmieniać. Terapia jest fantastyczna opcja nie tylko na poratowanie, ale na rozpoznanie siebie oraz własnych schematów. Dzięki temu możemy bardziej świadomie powodować sobą, zmieniać swoje zachowania oraz myśli. Mieć wpływ na uczucia. Dobry związek z drugim człowiekiem może być ukoronowaniem tego procesu. Nagroda, na która każdy może zasłużyć. I każdy zasługuje.

Seriale, które warto zobaczyć

,,Ozark”

Opowieść o amerykańskiej rodzinie z klasy średniej w kryzysie, która pod wpływem presji zamienia się w doskonale współpracujący team. To świetne obyczajowe tło amerykańskiej prowincji. Dzięki dramatycznej pikanterii seriale z kryminalnym suspensem mocniej wciągają. Dobro koi, ale czasem nudzi. Zło nieustannie fascynuje, a walka z nim krzepi i poucza.

,,Mindhunter”

Historia dwóch ambitnych naukowców, których badania są przełomowe dla pracy policji, pozwalają na rozpracowywanie i profilowanie seryjnych przestępców. Serial jest przesycony mechanizmami psychologicznymi, daje fascynujący wgląd w najmroczniejsze zakamarki ludzkiego wnętrza.

„Opowieść podręcznej”

Futurystyczna wizja społeczeństwa organizowanego przez fundamentalistów, którzy całkowicie uprzedmiotowili kobiety i w pełni kontrolują ich życie. Jak być wolną kobietą, kiedy świat nie sprzyja? Skąd brać siłę do walki o swoja niezależność? Serial przedstawia przerażające ubezwłasnowolnienie kobiet, ale pytania o granice adaptacji i konformizm powinien zadać sobie każdy widz niezależnie od płci.

„Ostre przedmioty”

Thriller psychologiczny o zmaganiach dziennikarki Camille z przeszłością. Jak problematyczne dzieciństwo rzutuje na naszą przyszłość? W jaki sposób kobiety wyrażają swoja złość? Co sprawiło, ze główna bohaterka nie rozstaje się z butelka wódki i igłą, którą co rusz robi ślady na swojej skórze? Serial w centrum stawia postacie kobiece i relacje pomiędzy nimi.