fbpx

Czy rodzeństwo patchworkowe musi się kochać?

Czy rodzeństwo patchworkowe musi się kochać?
Rywalizacja, zazdrość, złość, niechęć – to częsty gość w rodzinach patchworkowych. (Fot. iStock)

Rywalizacja, zazdrość, złość, niechęć – to częsty gość w rodzinach patchworkowych. Szczególnie trudny do zniesienia dla najmłodszych, bo choć negatywnie nacechowane pojęcia, takie jak macocha czy pasierb, odeszły już do lamusa, to problemy, jakie za nimi stoją – zostały. Jak dorośli mogą ułatwić dzieciom zaakceptowanie nowej sytuacji?

„Gdybyś się, knocie, nie urodził, tatuś by z nami mieszkał”. Słyszałem to wiele razy z ust mojego przyrodniego brata – wspomina osiemnastoletni Wojtek. – Nienawidził mnie szczerze i konsekwentnie. Nasi wspólni rodzice nie widzieli problemu. Słyszałem nawet, jak mówili znajomym, że chłopcy przepadają za sobą. W tym czasie mój przyrodni brat pokazywał mi na migi, jakie tortury dla mnie wymyśla, bo oczywiście mieliśmy dla integracji wspólny pokój. Dwa razy zepchnął mnie ze schodów, raz miałem złamaną kość udową, nigdy latem nie wchodziłem z nim do wody, bo zawsze niby w żartach mnie podtapiał. Na szczęście wyjechał do pracy za granicę, a ja nadal słyszę od rodziców, jak myśmy się lubili.

Przypadek Wojtka pokazuje, że trzeba być szczególnie wyczulonym na napięte sytuacje między rodzeństwem, nie tylko zresztą przybranym. Starszy brat lub siostra często uważają się za pokrzywdzonych sytuacją, w której muszą dzielić się tym, co do tej pory mieli na wyłączność, i potrafią nieźle zaleźć młodszemu rodzeństwu za skórę, skutecznie ukrywając to przed dorosłymi. Tym bardziej jeśli ci zachęcają do natychmiastowej bliskości i serdeczności, nie zwracając uwagi na odczucia obu stron.

– Początki patchworkowej rodziny są dla większości dzieci trudne. Tylko spokojne, pełne zrozumienia reakcje dorosłych mogą takie zachowania wygasić. I w konsekwencji pomóc nowemu rodzeństwu nie tylko się dogadać, a nawet nawiązać przyjazne kontakty – mówi Alina Gutek, dziennikarka, która wraz z Wojciechem Eichelbergerem napisała książkę o rodzinach zrekonstruowanych.

Nie każmy im się razem bawić czy spać w jednym pokoju. Nie narzucajmy im bliskiej relacji, jeśli nie mamy pewności, że wszystkie dzieci są w niej bezpieczne. Co więcej, bezpieczne wcale niekoniecznie oznacza: szczęśliwe, i tu rodzi się pytanie, czy rodzeństwo patchworkowe powinno się koniecznie lubić?

– Nic na siłę – odpowiada Alina Gutek. – Przecież nawet w typowej rodzinie siostry i bracia czasem się nie lubią. Dobrze jest inspirować je do wspólnych zabaw, wypraw i uprawiania sportu, jednak na początku pod nadzorem, by móc monitorować ich zachowania i delikatnie je moderować. Choć i tak dzieci uczą się najwięcej, obserwując rodziców, ich reakcje oraz spójność zachowań z tym, co mówią. I traktują nielubiane rodzeństwo tak jak rodzice – nielubianych dorosłych.

Przykład idzie z góry

Oczywiście każde rodzeństwo rywalizuje o pozycję w domu, a zwłaszcza o ten najważniejszy zasób, czyli uwagę rodziców, nie tylko to patchworkowe. Konkurencje, w których dzieci się ze sobą ścigają, bywają bardzo wyszukane: która mama pracuje na wyższym piętrze, jak wysoki jest który tatuś, który rodzic lepiej robi kisiel, który tata przebiegł maraton, a który nie… Warto pamiętać, że relacje, jakie zbuduje przyrodnie albo niespokrewnione ze sobą patchworkowe rodzeństwo, w dużej mierze zależą od tego, jaki stosunek do nieswoich, czyli tych „cudzych” dzieci mają dorośli. Dlatego nie powinni ich porównywać ani żadnego z nich faworyzować. Nie mogą też przekupywać i podlizywać się dzieciom partnera. – Życie w patchworku wymaga od nas znacznie większej dojrzałości i mądrości niż w tradycyjnej rodzinie – podkreśla Alina Gutek.

Jeśli nie lubisz dziecka swojego partnera, przełoży się to na relacje między nim a twoim dzieckiem (lub waszym wspólnym). Zwłaszcza że dziecko z nowego związku, które ma się urodzić lub już się urodziło, często jest obwiniane przez te starsze, które straciły swoje rodziny.

Konflikt lojalności

Ale to nie wszystko. Wiele problemów w rodzinach patchworkowych wynika nie tyle z błędów, co z intencjonalnego działania samych dorosłych. Ponieważ trudno nam znieść myśl, że ktoś obcy wychowuje nasze dziecko, frustracja z tego powodu przekłada się często na nastawianie dziecka przeciwko nowej partnerce czy nowemu partnerowi byłego małżonka. Jednak takie buntowanie rzadko osiąga zamierzony cel, a częściej zakłóca relację między dziećmi. Jeśli biologiczni rodzice są skonfliktowani, to zaprzyjaźnienie się z fajnym, życzliwym, dobrym, ale patchworkowym rodzeństwem będzie dla dziecka bardzo obciążające, odczuwane jako zdrada i nielojalność.

– Dziś wiem, że mamie potrzebna była terapia – wspomina dwudziestoletnia Julka. – Teraz rozumiem, że ona po prostu nie umiała inaczej, ale kiedy byłam dzieckiem, zdarzało się, że w środku genialnej zabawy nagle przypominała mi się jej smutna twarz i przychodziła do głowy myśl, co ja jej powiem. Wtedy rzucałam wszystko i samotnie siadałam w kącie. Nikt ze mnie nie mógł wyciągnąć, co się nagle stało, a ja po prostu bałam się zakolegować z córką cioci Hani, bo wiedziałam, że mama powie: „Skoro wolisz rodzinę taty…” i zacznie płakać.

Jak uwolnić się od potrzeby kontrolowania nowego życia dziecka i ekspartnera? „Dojrzali emocjonalnie rodzice nie obciążają dziecka winą za rozstanie, a z własnymi emocjami starają się uporać na grupach terapeutycznych czy w kontaktach z przyjaciółmi i rodziną”– czytam w książce Aliny Gutek i Wojciecha Eichelbergera. Niby wszyscy się z tym zgadzamy, ale wciąż mało którego rodzica stać na dojrzałe zachowanie…

Ola już tu nie mieszka

Rodzina patchworkowa – z rodzicami, ekspartnerami, czujnie obserwującymi rozwój sytuacji byłymi teściami, alimentami, systemem odwiedzin i spędzania czasu z rodzicem, z którym się na stałe nie mieszka – to iście alpejska kombinacja. Wojciech Eichelberger twierdzi, że funkcjonowanie w niej bywa trudniejsze niż bycie kaskaderem, i trudno się z nim nie zgodzić. Zwłaszcza że odsetek rozpadów takich rodzin jest dość duży, a to oznacza kolejny problem dla dzieci: znikanie rodzeństwa, z którymi się wreszcie zżyli.

– Przeszłam tę samą ścieżkę co wiele osób z mojego pokolenia – opowiada szesnastoletnia Karina. – Awantury, ucieczka mamy z domu, rozwód, potem chwila spokoju i bach! Mama ma nowego wujka, a wujek ma córkę. Znienawidziłam ją od razu, ale i mama, i wujek stawali na rzęsach, żebyśmy się zaprzyjaźniły. Udało się. W tym całym koszmarze Ola była najjaśniejszym punktem mojego dzieciństwa, moją idolką. Kochałam ją i czułam się wspaniale, że mam taką siostrę, bo nasi rodzice używali tego określenia. Potem jednak oni zaczęli się kłócić, a my w jednej chwili wróciłyśmy na pozycje córka mamy – córka taty. Dokuczałyśmy sobie tak samo jak tamci. Potem mama spakowała walizki, przyjechał samochód z firmy przeprowadzkowej i znalazłyśmy się w nowym mieszkaniu. Ola nagle zniknęła. Byłam pewna, że mama zaraz ją sprowadzi, a okazało się, że mam o niej nawet nie wspominać. „Zapomnij o niej. Jest taka sama jak jej tatuś” – powiedziała. Postanowiłam, że odszukam Olę, odwiedzę, że uciekniemy razem. Nigdy do tego nie doszło, ale dziura w sercu została. Tęsknota zamieniła się u mnie w agresję, potem w uległość, w końcu w narkotyki. Pół roku temu powiedziałam mamie, że wciąż tęsknię i zapytałam, jak oni mogli nas tak brutalnie rozdzielić. Mama popukała się w czoło.

Dzieci nie znają statystyk, one widzą swój jednostkowy dramat i argument, że „na tym etapie to normalne”, wcale ich nie pociesza. Jako dorośli bądźmy więc czujni i uważni. Sprawdzajmy jak najczęściej, co dzieci czują, czym się martwią i co jest dla nich ważne. Zróbmy wszystko, żeby w wyniku naszej rodzinnej rewolucji ucierpiały jak najmniej.

Jak wspierać patchworkowe rodzeństwa?

  • Jeśli masz problem z byłym mężem czy żoną, idź na terapię. Nie przekazuj swoich frustracji dzieciom.
  • Wznieś się na najwyższy poziom empatii, jeśli chodzi o dzieci twojego nowego partnera. Ciesz się jawnie na ich odwiedziny, zawsze dobrze o nich mów, nie obgaduj ich przed znajomymi i twoją rodziną. Wysyłaj mikrosygnały, że je po prostu lubisz, ale się im nie podlizuj, bo to oznacza brak prawdziwej sympatii.
  • Nie martw się, że twoje dziecko dobrze się czuje w nowym domu twojego eksmałżonka, lubi lub nawet przepada za jego nową partnerką – ty jesteś jego matką, i nic tego nie zmieni. Jeśli odczuwasz zazdrość – poszukaj pomocy terapeutycznej, nie obciążaj nią dzieci, bo wywołasz w nich konflikt lojalności.
  • Pytaj dzieci, jak się czują, co im doskwiera, czym się martwią. Pamiętaj, że nasze widzenie sytuacji jest zupełnie inne niż widzenie najmłodszych.

Ewa Nowak, pedagog, terapeutka, autorka książek dla dzieci i młodzieży m.in. „Dzień wszystkiego”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze