Na chwilę przed premierą

fot. Rafał Masłow

Na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych dostrzeżono ją od razu. Krytycy pisali o Kasi Zawadzkiej w świetnej roli młodziutkiej zakonnicy posądzonej o opętanie. Z Gdyni wyjechała z nagrodą za aktorski debiut

Nigdy wcześniej nie była na gdyńskim festiwalu, nie grała w filmie fabularnym, nie oglądała siebie na kinowym ekranie. Dziwaczne uczucie. Wokół tylu ludzi i nagle ty, w takiej skali! Nie potrafiła ocenić, jak gra. Denerwowała się. Na sali były jej koleżanki z planu, aktorki Ewa Audykowska-Wiśniewska i Marieta Żukowska – siedziały obok i trzymały ją za ręce. To jej odpowiedź na pytanie, czy spodziewała się nagrody.

PLAN B

Ma 26 lat, jest na czwartym roku krakowskiej PWST. Na żywo wygląda inaczej niż na ekranie. Niewysoka, drobna, w typie urody Emmanuelle Seigner. Ma w sobie coś, co przyciąga uwagę. Sesja zdjęciowa dla „Zwierciadła” przedłużyła się o półtorej godziny. Fotograf nie chciał kończyć, był Kasią zachwycony. Kiedy zaczynamy rozmowę, siada naprzeciwko, charakterystycznie. Głowę trzyma wysoko, plecy wyprostowane. Jak baletnica. Tańczyła przez
14 lat. Ale w amatorskim zespole ludowym. Jeździli z występami po Europie. Zwiedziła sporo krajów. Kasia jest z Kołobrzegu, jeszcze w podstawówce przeniosła się z rodzicami do oddalonego o dziesięć kilometrów Dygowa.

Na studia aktorskie dostała się późno. Dwa razy zdawała do Warszawy, chodziła na castingi, po drodze zagrała kilka epizodów w popularnych serialach. Po dwóch porażkach na egzaminach wstępnych zaczęła się zastanawiać, czy sobie nie odpuścić. Dowiedziała się, że jest przesłuchanie dla tancerzy, chodziło o musical z niemiecko-polską obsadą. Poszła, dostała angaż. Była jedyną osobą w zespole, która nie skończyła szkoły baletowej ani nie trenowała zawodowo tańca towarzyskiego. Jeździli z tournée po całych Niemczech, Austrii, Szwajcarii. Siedem miesięcy ciągle w drodze. Zrobiły jej się na rękach odciski od rączki walizki na kółkach, którą codziennie ciągnęła z autokaru do hotelu i z powrotem. Mówi, że to ważny moment w jej życiu, wiele rzeczy poukładało się jej w głowie. Wróciła do Polski na luzie. Wymyśliła, że spróbuje w PWST w Krakowie. Nie zda, to da sobie spokój i zajmie się tańcem. Ale zdała. Jest na roku m.in. z Jakubem Gierszałem, o którym po roli w „Sali samobójców” też zrobiło się głośno. Do końca studiów został im jeszcze semestr.

OTRZĄSNĄĆ SIĘ I OD POCZĄTKU

(…)

Wiecej w Zwierciadle 08/2011