fbpx

Utytłani miłością część XI

fot. Natalia Pastuszenko

W poprzednich odcinkach: Miłosz Kochan odkrywa, że starsi mężczyźni, którzy ostatnimi czasy stracili życie, byli przed laty oskarżeni w śledztwie dotyczącym sprofanowania ciała Heleny Paciorek. Miłosz prosi o policyjne wsparcie Nataszę, przyjaciółkę z dzieciństwa, po czym chcąc zbadać ślad narzeczonego Heleny Paciorek, pana Fabrycego, przeszukuje dyskusyjny klub filmowy. Zostaje ogłuszony i pada bez życia…

– Hej! Obudź się! – ktoś uderzał go raz po raz w twarz, jednak powieki wciąż wydawały się jak z żelaza. – Miłosz! To ja!
Miłosz powoli otworzył oczy. Mocne światło latarki skierowane prosto w jego twarz oślepiło go.
– No, chwała Bogu! Nie mamy czasu do stracenia – mówiąc te słowa, brunetka trzymająca latarkę zwróciła strumień światła w swoją stronę.
– Ola? – wybełkotał. – Co ty tu… Myślałem, że…
– Nie teraz! Później! – zakomenderowała, chwyciła go za rękę i pomogła wstać. Pociągnęła go mocno za sobą. Weszli do części budynku będącej wypożyczalnią kaset wideo. Otaczały ich półki z setkami filmów. Na ścianie wisiał jakiś filmowy plakat. Miłosz przystanął, zatrzymał Olę i wziął od niej latarkę. Skierował ją na plakat. Na jego szczycie widniał tytuł filmu: „Utytłani miłością”. Poniżej znajdowały się dwie sylwetki – męska i kobieca. Męska do złudzenia przypominała Miłosza, kobieca zaś Olę. Trudno było jednak stwierdzić jednoznacznie, gdyż postaci na plakacie odwrócone były plecami. Mężczyzna trzymał latarkę, którą oświetlał wiszący nad nim plakat filmu „Utytłani miłością”, na którym znów widniały dwie postaci kobiety i mężczyzny, którzy znów patrzyli na plakat itd.
– Olu, co tu się dzieje? – Miłosz był naprawdę przerażony. Chwycił ją mocno, szukając w jej oczach odpowiedzi.
– Kochany… – Ola pogłaskała go z pobłażaniem po twarzy – przyjechałeś tu tydzień temu i myślisz, że przez te parę dni udało ci się rozwikłać zagadkę? Myślisz, że świat jest taki, jakim go widzisz? Myślisz, że można go zrozumieć, wytłumaczyć? – Ola pocałowała delikatnie Miłosza w usta. – Chodź, pokażę ci coś!
Na końcu salki znajdowały się schodki do piwnicy. Ola zeszła w dół, prowadząc Miłosza. Weszli do pustego pomieszczenia, na którego środku stał stolik, a na nim włączony laptop i szklanka wody. Na ekranie komputera widniał obraz Leonarda „Ostatnia wieczerza”.
– To jeden z najbardziej tajemniczych obrazów w historii świata. Di Caprio malował go między 1494 a 1498…
– Chyba Da Vinci…

– Nie przerywaj mi! Jedni dopatrywali się w nim historii Marii Magdaleny, która miała być rzekomo żoną Jezusa, inni przekonywali, że na obrazie znajduje się portret Jezusowego brata bliźniaka – Tomasza. Prawdziwy sekret tego dzieła zapisany jest jednak w kolorach. Całość składa się z 66 barw i odcieni. Jeżeli ułożymy je od najjaśniejszego do najciemniejszego, możemy każdemu kolorowi nadać odpowiednią liczbę. Łatwo policzyć, że temu, który jest w środku, przypadnie liczba 33… Jeśli teraz pozostawilibyśmy na obrazie wyłącznie ten jeden kolor… – Ola zaczęła klikać myszką, a program powoli redukował wszystkie barwy z wyjątkiem jednej. Miłosz, który już niczego nie rozumiał, patrzył ze zdumieniem, jak z ekranu znikają po kolei apostołowie, Jezus, stół i toskańskie widoki. Po chwili zaczął wyłaniać się napis wyglądający nieco jak dziecinne bazgroły, jednak Miłosz nie miał kłopotu z jego odczytaniem.
– GUCIO… – po raz kolejny w naszej opowieści nie wierzył w to, co widział.
– A teraz najważniejsze. Woda! – Ola wzięła do ręki szklankę stojącą obok, zrobiła mały zamach, po czym chlusnęła wodą prosto w twarz Miłosza.

Otworzył oczy. Chciał przetrzeć mokrą twarz ręką, ale nie mógł. Coś przytrzymywało mu ją za plecami. Ze zdumieniem odkrył, że siedzi na krześle, a koło niego nie ma już stolika z komputerem, nie ma ostatniej wieczerzy, a co najgorsze, nie ma także Oli Groch. Od krzesła odchodził natomiast jakiś facet z pustym wiaderkiem. Miłosz znajdował się w ostrym świetle projektora filmowego. Po drugiej stronie dostrzegał kilka ciemnych sylwetek.
– O, żyjesz! Nie mogliśmy się już doczekać! – potężny mężczyzna podszedł bliżej. Światło projektora oświetliło na chwilę jego twarz. – I co? Nie masz dość? Będziesz tu węszyć, gnido, do końca? Nawet o zdrowie mamusi się sukinkot nie martwi! – Robercik wymierzył Miłoszowi potężny cios w brzuch. Ten, nie mogąc się bronić, tylko lekko się przygiął. – To żeś się bracie doigrał!
– Robercik, poczekaj… Co ty robisz? Rozwiąż mnie i pogadamy.
– No pewno, że se pogodomy! – inny mężczyzna podbiegł do Miłosza i zdzielił go jakimś siermiężnym rolniczym narzędziem. Grymas bólu przeszedł przez twarz Miłosza, zdążył zobaczyć tylko podartą, ortalionową kurtkę oddalającego się oprawcy. Gdyby mógł sięgnąć teraz do kieszeni, Miłosz wyciągnąłby brakujący kawałek materiału, który odczepił z płotu godzinę wcześniej.
– Wystarczy! – odezwał się głos starszego mężczyzny. W tej samej chwili w pomieszczeniu zrobiło się jaśniej. Pan Fabrycy włączył światło. Oprócz niego i Robercika Miłosz dostrzegł jeszcze kilku mężczyzn uzbrojonych w kije, widły, siekiery itp. Ostatnio widział ich również w tej sali, tyle że bez narzędzi. Wtedy wspólnie oglądali film w dyskusyjnym klubie filmowym. Stary Fabrycy podszedł bliżej.
– Przykro mi, że się pan zamieszał w tę historię… Miałem nadzieję, że zniknie pan tak szybko, jak się pojawił.
– No to mnie też jest przykro, że przeszkodziłem panu zabijać ludzi – wycedził przez zęby bezbronny Miłosz.
– Nie przypominam sobie, żeby pan czemuś przeszkodził, to po pierwsze. Po drugie, oskarża mnie pan o straszne rzeczy – Fabrycy nie tracił spokoju.
– Jak nie pan, to któryś z członków pańskiego… klubu.
– Po co pan żeś tu przylazł? – Fabrycy nieco zmienił ton.
– Ja tylko chcę, żeby na wsi wrócił spokój.
– Spokój… Jaki spokój?
– Żeby znowu było tak jak przedtem.
– Przedtem… – po twarzy starego przemknął uśmieszek pogardy – żeby znowu chlali wódę, tak? Żeby znowu prali po domach swoje żony tak jak przedtem, tak? Otóż, drogi panie Kochan, właśnie chodzi o to, żeby nie było tak jak przedtem! Żeby w tym pięknym miejscu ci przeklęci ludzie zaczęli żyć pięknie

.
– Przeklęci przez kogo? Przez Helenę? – usłyszawszy to imię, Fabrycy spojrzał na Miłosza jak poparzony.
– Widzę, że odrobiłeś zadanie domowe. Otóż nie, smarku! Nie przez Helenę, świeć Panie nad jej duszą! Tylko przez bandę zwyrodnialców, którzy wyrośli na tej ziemi, jak osty na trawniku z Castoramy. Którzy potrafili splugawić wszystko, nawet pamięć po najczystszej duszyczce, jaka tu kiedykolwiek żyła. Więc kogo ty chcesz obronić, harcerzyku?!
– Nie może pan przecież sam wymierzać sprawiedliwości – na Miłoszu przemowa Fabrycego zrobiła pewne wrażenie i trochę stracił rezon.
– Nigdy nie pogodziłem się z jej śmiercią, rozumiesz!? A kiedy po wojnie dowiedziałem się, co działo się z jej ciałem, poprzysiągłem sobie, że nie spocznę, dopóki nie pochowam ostatniego z tych dziadów. Ale milczałem. Siedziałem cicho. We śnie Helenka błagała mnie o to. I patrzyłem na nich. Codziennie. Na przykład wiesz na kogo? – zbliżył swą twarz do twarzy Miłosza, który niestety domyślał się, co zaraz usłyszy, uciekł więc wzrokiem. – Widzę, że wiesz! Tak, na twojego tatusia! Ale czekałem. Pożyczałem im kasety wideo i patrzyłem prosto w oczy. Sam nie wiem, jak to wytrzymałem. Dopiero jak twój stary zdechł, a zaraz za nim Sularz, który został kierowcą PKS-u, żeby codziennie uciekać przed moim wzrokiem – wiedziałem, że się zaczęło. Wieś zaczęła za sprawą Helenki oczyszczać się z chwastów. A my jesteśmy po to, żeby jej pomóc. I żaden zasrany księgowy nam w tym nie przeszkodzi! – w tym momencie Fabrycy sięgnął za pasek spodni Miłosza, po czym zrobił kilka kroków do tyłu. W jego ręce błysnął pistolet. – Widzisz? Jakbyś tego nie przyniósł, nie miałbym cię jak zastrzelić. Twoja przeszłość cię zawsze dopadnie! – Fabrycy odbezpieczył broń.
– Rzuć to, Fabrizio! – komisarz Jaskółka wyrósł jak spod ziemi. – Dzięki Ci, Boże! Całe życie chciałem powiedzieć taki tekst! – W tym momencie do salki z dwóch stron wpadli uzbrojeni funkcjonariusze, a pod okno podjechał radiowóz z kogutem. Kompletnie zaskoczony Fabrycy jak niepyszny odrzucił broń. Członkowie dyskusyjnego klubu filmowego także wydawali się niepocieszeni. – Panowie pojadą z nami! A, tylko niektórzy będą musieli trochę poczekać, bo mamy dziś jeden radiowóz i wszyscy naraz się nie zmieszczą…

Natasza odwiązała Miłosza, który wstał, i kiedy zostali sami, przytulił ją. – Uratowałaś mi życie. Dziękuję!
– To ja dziękuję, jesteś… Ja zawsze… – po czym nie mogąc znaleźć słów, zarzuciła ramiona Miłoszowi na szyję i przyparła go do ściany długim pocałunkiem. Tego wieczoru nasz bohater nie miał już siły z niczym i nikim walczyć…

Cdn.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze