fbpx

Uzależnienie i współuzależnienie. Jak wyjść z nałogu?

Droga do wolności
Uzależnienie można pokonać, rzadko jednak w pojedynkę. Tym bardziej, że u bliskich osób, będących w kręgu nałogowca, rodzi się współuzależnienie. (fot. iStock)

Nie ma czegoś takiego jak nałóg jednej osoby, który by nie wpływał na jej relacje z bliskimi. Na szczęście każdy – także współuzależnieni – ma stuprocentową szansę, aby wyjść z uzależnienia – mówi terapeutka, psycholog dr Sonia Geller.

Czy każdy z nas może się od czegoś uzależnić?
Każdy może. Wystarczy dostatecznie często powtarzać jakąś czynność lub zachowanie. A poważnie, to nikt nie rodzi się skazany na uzależnienie. To w ogromnym stopniu zależy od wpływu środowiska, w jakim się wychowujemy, ale na oddziaływanie tego środowiska nakładają się nasze wrodzone predyspozycje.

Możemy mieć uzależnienie w genach?
Każda nasza cecha i nasze zdolności są jakoś genetycznie uwarunkowane, ale żadna cecha i żadne zachowanie nie jest w stu procentach genetycznie zdeterminowane. Geny dają nam pewne spektrum zachowania, poza które nie wyjdziemy, ale jest ono bardzo szerokie. Wpływ środowiska jest tu ogromny.

No więc co musi się wydarzyć?
Najbardziej podatne na uzależnienie są osoby, którym brakuje pewnych umiejętności życiowych: na przykład nie potrafią radzić sobie ze stresem oraz takie, u których możemy mówić o deficytach czy wręcz o zaburzeniach osobowości.

Nie umieją przeżywać porażek?
Albo sukcesów – to też może być spory stres. Używki pozwalają pozornie od tego stresu się uwolnić. Choć tak naprawdę żadnych problemów nie załatwiają. Po jakimś czasie, wytrzeźwieniu, wracają one z większą jeszcze intensywnością, wywołują większy lęk. Dość często w uzależnienie popadają też osoby poszukujące w życiu wrażeń, intensywnych przyjemności albo tacy, którzy cierpią na rodzaj życiowej pustki – brak im celów, nie umieją określić, co w życiu jest ważne. Łatwo ten brak wypełnić nałogiem.

Czy od wszystkiego można się uzależnić?
O uzależnieniu mówi się, gdy tracimy kontrolę nad użyciem jakichś substancji lub wykonywaniem czynności mimo ich negatywnych konsekwencji. W tym sensie podobny potencjał uzależnienia mają narkotyki, seks, alkohol, ale i bieganie czy zakupy.

Jak stwierdzić, czy to, co robimy, już nas uzależniło, czy jeszcze nad tym panujemy?
Można założyć, że nigdy nie wiesz, czy jesteś od czegoś uzależniony, dopóki sobie tego nie odmówisz. A tak poważnie: kiedy jakaś aktywność staje się kompulsywna, kiedy myślenie o niej, poszukiwanie jej zaczyna dominować nad każdą formą codziennej aktywności, kiedy zauważamy, że coś przez to tracimy – odsuwają się bliscy, zaczyna szwankować nam zdrowie – wtedy trzeba się zaniepokoić.

Często osoby uzależnione starają się nie zauważać swojego problemu?
Zaprzeczenie jest częścią psychologicznego mechanizmu tej choroby. Dlatego warto podkreślić znaczenie osób bliskich, które powinny mówić nałogowcowi, że ma problem. Im więcej takich osób się znajdzie, tym lepiej.

W myśl powiedzenia: Jeśli jedna osoba mówi ci, że jesteś pijany, zignoruj ją, jeśli mówią ci to dwie osoby, zacznij się niepokoić. Jeśli usłyszysz to od trzech – idź do domu i połóż się do łóżka.
Ja bym powiedziała – idź do terapeuty…

Często przychodzą?
Dosyć, choć najczęściej taką pierwszą wizytę traktują sondażowo: mają nadzieję usłyszeć, że tak naprawdę jeszcze nic mi nie jest. Po pierwszej rozmowie się wycofują. Wracają dopiero po pewnym czasie.

Każdy może wyjść z uzależnienia?
Patrząc na sprawę indywidualnie, każdy ma stuprocentową szansę. Ale statystycznie – wygląda na to, że szanse jednych są zdecydowanie większe niż innych.

Jakie warunki muszą być spełnione, by się udało?
Powodzenie terapii zależy od czasu trwania uzależnienia, jego intensywności. Tego, jaką kto ma motywację, by wyzdrowieć. Niektórzy bardzo chcą. Mówi się o takich, że podejmują decyzję wysokiej próby, robią wszystko, co w ich mocy. Inni stwierdzają: „spróbuję, zobaczymy, czy się uda”. Tym nie wróżę sukcesu. Ważne jest też wsparcie bliskich, bo terapia to żmudny i trudny proces.

A jakie cechy charakteru mają znaczenie?
Umiejętność alternatywnego organizowania sobie życia: kiedy umiemy czerpać przyjemność z hobby, mamy jakieś zainteresowania – wtedy jest łatwiej.

Czy trudniej wyjść z uzależnienia od chemicznej substancji, jak alkohol czy narkotyki, czy na przykład z hazardu, pracoholizmu, seksu?
Zawsze łatwiej się wyleczyć, gdy w miarę szybko zadziałamy. Znam osoby, które wiele lat borykały się hazardem i się nie uporały. Znam takie, które wyszły z alkoholizmu. To dość indywidualna sprawa. Teoretycznie odzwyczaić się od kompulsywnego seksu powinno być łatwiej niż od wódki, bo ten pierwszy nie powoduje organicznych uszkodzeń mózgu, ale jednak te same ośrodki w mózgu zawiadują każdym uzależnieniem. Mechanizm jest zawsze ten sam.

Zawsze potrzebna jest pomoc z zewnątrz? Nie da rady samodzielnie wyjść z uzależnienia?
Znam mało takich przypadków. Często ktoś jest zdeterminowany, by porzucić jakąś używkę, ale tak naprawdę wcale nie zmienia swego życia. Nadal jest wycofany, nie wie, jak radzić sobie z problemami. Dobry przykład to różnica pomiędzy suchym alkoholikiem a trzeźwym – suchy przestał pić i tyle, ale jeśli był agresywny względem rodziny – wciąż taki jest, jeśli reagował ucieczkowo na stres, wciąż tak będzie reagował. Często podmienia alkohol na inne, nie tak destrukcyjne fizycznie uzależnienie – na przykład pracoholizm, nałogowa miłość lub uzależnienie od jedzenia. To nie jest głęboka zmiana.

A trzeźwy alkoholik?
Wykonał nad sobą pracę. Nauczył się w życiu używać innych scenariuszy w trudnych sytuacjach. Samemu bardzo trudno to osiągnąć.

Czy razem z uzależnionymi terapię powinni przejść też jego bliscy?
Rodzina to system naczyń połączonych – jeśli naruszymy równowagę, to całości. Nie ma czegoś takiego jak uzależnienie jednej osoby, które by nie wpływało na relacje z jego bliskimi. Często partnerzy, dzieci osób, które wpadły w nałóg, popadają we współuzależnienie – ma to równie destrukcyjny wpływ na ich psychikę jak bierne palenie miałoby na płuca.

Jak się rodzi współuzależnienie?
Najczęściej to efekt mechanizmu obronnego – osoba współuzależniona buduje sobie cały system zachowań, które w nienormalnej sytuacji umożliwiają jej przetrwanie. Chce utrzymać względnie stabilną sytuację. Jest nadopiekuńcza, stara się sprawować nad otoczeniem nadmierną kontrolę, zdarza się, że bierze problem na siebie. Nie ma dobrego kontaktu ze swoimi potrzebami albo ich w ogóle nie zna. Priorytetem są uczucia innych, zwłaszcza uzależnionego. Często towarzyszy temu niskie poczucie własnej wartości. Żyjący z nałogowcami nie widzą możliwości życia samemu, uzależniają swoje szczęście od innych.

Co można z tym zrobić?
Trzeba spróbować znaleźć w sobie odwagę i siłę do tego, by budować coś na nowo. Terapia polega na uczeniu się nowych zachowań – m.in. „twardej miłości” – i konsekwentnym wprowadzaniu tego w życie. Osoba współuzależniona musi jednak przede wszystkim zadbać o siebie, uporządkować swoje emocje i nauczyć się oddzielać własne życie od cudzego.

Uzależnienie wpływa na relacje z partnerem, a jakie dzieci wyrastają z ludzi, których rodzice borykali się z nałogiem?
50 procent córek alkoholików wybiera na partnerów alkoholików i wiele z nich to osoby współuzależnione. Najlepiej zbadano pod tym względem chyba właśnie dzieci osób uzależnionych od alkoholu – mówi się o nich DDA – dorosłe dzieci alkoholików. Ten syndrom może być mniej lub bardziej łagodny – jeśli, mimo choroby, rodzic kocha rodzinę, to dzieci przechodzą to lepiej. Jeśli jednak nie ma nic do zaoferowania, to gorzej. Są też różne dzieci – takie żelazne, które sytuacja w rodzinie jakoś hartuje i sobie radzą. Są też jednak i dzieci z porcelany – dla nich konsekwencją może być nawet choroba psychiczna.

Czy DDA mają jakieś cechy wspólne?
Pochodzą z dysfunkcyjnej rodziny, co nie pozostaje bez śladu, choć to bardzo indywidualne. Bywa, że tacy ludzie miewają trudności z nawiązywaniem bliskich kontaktów albo przesadnie reagują na zmiany, na które nie mają wpływu, ciągle poszukują potwierdzenia i uznania u innych. Często są niezwykle lojalni, nawet gdy druga strona na to nie zasługuje, łatwo rezygnują z własnych potrzeb i ustępują innym, boją się porzucenia.

Łatwiej sami popadają w uzależnienie?
Tak, bo mają gotowe wzorce zachowań – w kryzysowej sytuacji świadomie lub nie wykorzystują je. Ich myśleniem rządzą pewne schematy. Jeśli słyszeliśmy i obserwowaliśmy w rodzinnym domu, że alkohol pozwala uciec od problemów i kłopotów, jest bardziej prawdopodobne, że gdy pojawią się trudności, łatwiej nam będzie sięgnąć po kieliszek, niż zacząć je pokonywać. Trudniej przełamać taki wzorzec we własnym życiu. Terapią dla takiej osoby może więc być wypracowanie całkowicie nowych wzorców i nabycie zupełnie nowych zachowań.

Udaje się?
Udaje. Pierwszy krok – trzeba naprawdę chcieć coś zmienić.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze