fbpx

Ile mamy wolności? Ile mamy kontroli?

Ile mamy wolności?
Z kwestiami kontroli mierzymy się nieustająco, każdego dnia. Czy mamy jej tyle, by kształtować swoje życie – czy może leży ona głównie w gestii genów? (fot. iStock)

Gdy rozważamy miejsce, w którym przyszło nam żyć i w którym postawił nas los, oraz mierzymy się z emocjami, jakie to w nas budzi; gdy podejmujemy próby definiowania samych siebie w relacjach zarówno prywatnych, jak i zawodowych, bez przerwy – świadomie lub nie, pozytywnie lub negatywnie – mierzymy się z problemem kontroli – pisze Judith Viorst w książce „Niedoskonała kontrola”.

Rozważania na temat kontroli mogą się wydawać niemal dziwactwem, gdy tak wiele czynników, zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych, jest w stanie w jednej chwili pokrzyżować wszelkie plany i marzenia; gdy trzęsienia ziemi, burze śnieżne, plagi i wojny – rozumiane dosłownie i metaforycznie – mogą podważyć nasze najszczersze, najpilniejsze zamiary. Mimo to większość z nas zachowuje się tak, jakbyśmy byli kowalami swego losu, jakby grunt pod naszymi nogami był stabilny niczym skała, jakbyśmy mieli moc wkraczania każdego ranka w życie kształtowane przez nasze potrzeby, wybory, działania i wolę.

Większość z nas funkcjonuje, jakbyśmy byli w posiadaniu rzeczywistej kontroli. Przyjmujemy, rzecz jasna, do wiadomości, że są sprawy na które nie mamy wpływu, takie jak katastrofy naturalne – choć niektórzy podejmują wysiłek ograniczenia ich niszczycielskiego wpływu (…). Jesteśmy też gotowi przyznać, że nie możemy sprawować kontroli nad ruletką życia, choć i tu staramy się czynić pewne kroki zapobiegawcze, na przykład nie będziemy się włóczyć w rejonach, gdzie prawdopodobieństwo ataku chuliganów (nieraz z bronią w ręku) jest całkiem spore. Przyznajemy też, że wydarzenia, które mają miejsce i są poza naszą kontrolą, mogą nas wzbogacić w zdolność odczuwania miłości, zaufania i nadziei – lub nas jej pozbawić, dają nam poczucie dumy z samych siebie, skłaniają do obdarzania troską i współczuciem innych. Jakby tego było mało, przyjmujemy do wiadomości, że codzienne i bardzo sumienne czyszczenie nitką zębów i przyjmowanie przeciwutleniaczy niekoniecznie uchroni przed wizytami u periodontologa czy onkologa.

Jednak jeśli odłożyć na bok choroby przyzębia, nowotwory, uzbrojonych szaleńców i katastrofy serwowane przez matkę naturę, mimo poważnych niedoborów wychowawczych (na przykład z powodu niewłaściwych kompetencji naszych rodziców) czy społecznych nie przestajemy wierzyć, że mamy wystarczająco dużo wolności, by dotrzeć tam, gdzie pragniemy, by stać się tym, kim chcemy. Przekonani o plastyczności nas samych, nieograniczanej przez los, pokładamy wielką nadzieję w samokontroli.

Bazując na tej nadziei, obiecuję sobie, że w ciągu trzech tygodni od jutra skończę projekt, a przed upływem kwietnia zrzucę trzy kilogramy. Poza tym codziennie przygotowuję listę – to mój konik – RZECZY DO ZROBIENIA DANEGO DNIA, święcie przekonana, że przed pójściem do łóżka niemal wszystkie pozycje z niej będą odhaczone. Oczywiście mam też bardziej ambitne plany, takie jak nauczenie się języka francuskiego, wypracowanie umięśnionych ramion czy umiejętności trzymania języka za zębami, gdy bardzo chcę coś powiedzieć, ale wiem, że nie powinnam – choć jeszcze tych celów nie osiągnęłam, wierzę, że są w zasięgu moich możliwości i to tylko kwestia czasu, kiedy je zrealizuję. Przez lata uczono mnie (jak nas wszystkich), że chcieć znaczy móc – z tego właśnie względu wciąż czynimy noworoczne postanowienia i jesteśmy przekonani, że mamy moc sprawczą, że jesteśmy panami sytuacji, nawet jeśli wiele wskazuje na coś wręcz przeciwnego.

Gdy w naszych staraniach stania się tym, kim chcemy być, przychodzi nam doświadczyć niepowodzeń, wciąż pokładamy ufność w naszej plastyczności, wierzymy, że mamy moc zmieniania się – wystarczy odpowiednia dawka determinacji i starań wspartych wiedzą z dostępnych kursów i poradników, które obiecują nauczyć nas, jak…

…zapanować nad gniewem, wagą, kompulsywnymi zakupami, piciem, czasem, stresem, fobiami, …pokonać nieśmiałość, strach przed lataniem, przed intymnością, współuzależnienie,
…zyskać dobrą pamięć, męża, żonę, fortunę, spokój umysłu,
…poprawić życie seksualne, inteligencję, charakter, mięśnie brzucha,
…przejąć kontrolę.

Jednak o jakiej kontroli mowa, skoro badania wskazują na wpływ genów na wszystko – od nieśmiałości po otyłość? O jakiej kontroli mowa, skoro bliźniaki jednojajowe, które zostały rozdzielone i wychowane w różnych domach i środowiskach, wykazują wręcz niepokojąco podobne cechy? O jakiej kontroli mowa, skoro poważni naukowcy donoszą o odkryciu genu „szczęścia”, genu „nerwicy”, genu „poszukiwania nowych doświadczeń” i – a jakże – genu „dobrej matki”*? O jakiej kontroli mowa, skoro niezależnie od tego, jak daleko rzucamy jabłko, ono zawsze zdaje się spadać niedaleko jabłoni?

* Dean Hamer w „Nature Genetics” recenzuje badania sugerujące, że poziom szczęścia w znacznym stopniu jest kwestią dziedziczną, choć wielce prawdopodobne, że rolę odgrywa nie jeden gen „szczęścia”, a więcej genów. Kilkoro naukowców piszących do tego samego periodyku donosi o odkryciu genu powiązanego z neurotyzmem, wewnętrznym napięciem i pesymizmem. Grupa naukowców, również publikująca we wspomnianym periodyku, raportuje o znalezieniu łącznika między genem a cechą skłaniającą do poszukiwania nowości. W „The Washington Post” 1996, July 27, s. A2, ukazał się artykuł Associated Press z następującym fragmentem: „Naukowcy odkryli gen «dobrej matki», zapalnik, który popycha mysią mamę do opieki nad potomstwem. Gdy tego genu brakuje, myszy nie okazują swoim dzieciom żadnego zainteresowania”.

Dodie była pewna, że postąpiła właściwie, oddając po porodzie swojego synka do adopcji. Pragnęła dla niego jak najlepszego życia, a nie była w stanie mu go zapewnić, będąc w związku z Benjym, wolnym duchem, który ostrzegał ją, że nie pozwoli, by jakiś bachor zmusił go do zmiany stylu życia. Trzy lata później Benjy, wyniszczony narkotykami, już nie żył – przedawkował w jednym z zaułków – a Dodie pozostał pełen goryczy żal, że dokonała złego wyboru.

Dwadzieścia pięć lat później odebrała telefon, w którym usłyszała dziwnie znajomy głos młodego mężczyzny twierdzącego, że jest jej synem i chce się z nią spotkać. Dodie, samotna i bezdzietna, przez jakiś czas myślała, że oto otrzymała od losu drugą szansę. Odnalezienie syna było przecież spełnieniem marzeń. Jakby tego było mało, syn okazał się równie urzekający i przystojny jak jego ojciec – niczym młody Marlon Brando. Niestety przypominał go też w innym aspekcie: był narkomanem. Sześć miesięcy potem i on nie żył po przedawkowaniu.

Jaką naukę można wysnuć z tej historii?
Czy kluczową rolę odgrywa genetyka?
Czy to geny każą nam zachowywać się w określony sposób?
A jeśli tak, to ile mamy w sobie wolności?

Genetyka zachowania (inaczej genetyka behawioralna) to dyscyplina, która tchnęła nowe życie w ciągnącą się od lat debatę nad kondycją człowieka i która zasadniczo traktuje o kontroli. Jeżeli rzeczywiście jest tak, że to geny są odpowiedzialne za otyłość, agresję, popadanie w nałogi, głupotę i homoseksualizm, być może trzeba będzie inaczej rozmawiać o takich kwestiach, jak wybór, zmiana, wolna wola i odpowiedzialność. W obliczu niepowodzeń szukanie pocieszenia w myśli, że nie my za nie odpowiadamy, jest bez wątpienia bardzo kuszące. Czyż nie jest przyjemnie uznać, że za naszymi paskudnymi zachowaniami stoją nie wady charakteru, ale DNA? Niektórzy posuną się nawet dalej i przyjmą pozycję „genetycznych ofiar”, niemających żadnego wpływu na to, jakimi uczyniła ich natura. Jednak większości z nas wcale nie odpowiada idea, że jesteśmy tym, co mamy w genach, że definiuje nas jedynie biologia. Większość z nas pozostaje na stanowisku, że wolna wola istnieje i jest naszym udziałem.

„Bo swego losu jestem panem. I kapitanem duszy swojej”. (William Henley, Invictus)
„Każdy jest synem swoich czynów”. (Miguel de Cervantes)
„Drogi Brutusie (…) jeśliśmy zeszli do nędznej sług roli, to nasza tylko, nie gwiazd naszych wina” . (William Shakespeare, Juliusz Cezar)

Niezupełnie.

Fragment z książki Judith Viorst „Niedoskonała kontrola. Czyli jak całe życie walczymy o władzę: jako dzieci i rodzice, żony i mężowie, kochankowie, pracownicy i w końcu jako zwykli śmiertelnicy”.

Niedoskonała kontrola
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze