fbpx

Jak myśli nasze ciało?

Jak myśli nasze ciało?
123rf.com

Dożyłam tego i będę się napawać, aż mi się nie znudzi. To wiadomość na miarę informacji, że polecieliśmy w kosmos albo znaleźliśmy brakujące ogniwo ewolucji. Bo oto amerykańscy naukowcy pracują nad badaniem i poznaniem mechanizmów, dzięki którym nasze jelita komunikują się z mózgiem. Babcine „czucie w trzewiach” będzie miało naukowe potwierdzenie.
Jeśli wydaje się to wam trywialne, pomyślcie o dziesiątkach tysięcy dzieci szprycowanych lekarstwami, bo ich psychiatrzy i rodzice wierzą, że dzieci mają ADHD. Pomyślcie o przewlekłych chorobach cywilizacyjnych związanych z trawieniem i systemem nerwowym. Pomyślcie o komforcie życia zwykłego człowieka, a zaraz postaram się objaśnić, dlaczego odkrycie drogi, jaką nasze jelita gadają z naszą głową, to takie wielkie „halo”.

Wszyscy wiedzą, że nasz nastrój wpływa na stan naszego ciała. Naukowcy różnych kierunków i na różne sposoby udowadniali, że stres powoduje m.in. biegunkę i bóle brzucha, że depresja zmienia nam apetyt. Jest też Lowenowska teoria o zmianach w ciele wynikających z doświadczeń emocjonalnych. Jednak do tej pory nauka zajmowała się śledzeniem informacji przebiegających z mózgu do ciała. Nie zaś odwrotnie.

Pomysł, że może można inaczej, powstał w kilku miejscach jednocześnie. Na przykład znany psychiatra z Waszyngtonu zaczął leczyć dzieci z diagnozą ADHD probiotykami zamiast pigułkami. Efekty jego pracy są tak niesamowite, że osobiście się obawiam, iż go przymkną, aby nie szkodził producentom leków. Dzieci leczone zmianą diety oraz probiotykami, oczywiście wraz z konkretnym wsparciem psychologicznym dla nich i dla rodziny, pozbywają się rzeczonego ADHD średnio w pół roku.

Dla odmiany naukowcy z kanadyjskiego McMaster University, powodowani zbliżoną chęcią sprawdzenia związku między florą bakteryjną układu pokarmowego a stanem psychicznym ssaka, badają myszy. Najpierw prześledzili, co się stanie, jeżeli dwie myszy, urodzone w jednym momencie, będą miały inną florę bakteryjną. Jedna mysz została zostawiona w spokoju. Drugą zaś pozbawiono naturalnych bakterii żyjących w przewodzie pokarmowym. Pierwsze zwierzątko rosło i miało się nieźle. Drugie od razu załapało wysokie stężenie kortyzolu (hormon stresu) oraz substancji, które odpowiadają za depresję i stany lękowe, także u ludzi. Kanadyjczycy się rozochocili i poszli krok dalej. Pobrali z jelit myszy o łagodnym charakterze porcję flory bakteryjnej i zaszczepili ją myszom-ryzykantom. Po czym łagodne dostały porcję bakterii od tych przebojowych. I nastąpiła zupełna zmiana charakteru myszy. Te, które były spokojniejsze, po zasiedleniu przez nowe bakterie stały się aktywne, a wcześniejsze mysie championy usiadły w kąciku i pod miotłą.

W naszych jelitach znajduje się 500 milionów zakończeń nerwowych (tyle ile w mózgu kota), które odbierają bodźce nie tylko z procesu trawienia, ale także reagują na stan emocjonalny jednostki. Dołączmy do tego florę bakteryjną, która, jak widać, tworzy własne reguły gry oraz kilka innych czynników, których nawet jeszcze nie znaleźliśmy. I dodajmy do tego powiązania między nimi. Otrzymamy delikatny i reagujący układ o większym wpływie na nasze „ja” niż wiele czynników, które teraz uważamy za dominujące.

Dlaczego to takie ważne? Bo dzięki takim pomysłom wracamy do naszego ciała. Nie tylko na łamach aspirujących magazynów, na warsztatach rozwojowych, na których mówi się nam, że my i nasze ciało to jedno. Wracamy do przekonania, że to, co o sobie myślimy, nie jest tym, czym jesteśmy naprawdę. Że mała zmiana w jedzeniu może zmodyfikować nasz nastrój, a duża zmiana w ilości bakterii na centymetr kwadratowy jelita – zrobić z nas kogoś innego. Że to nasze ciało jest nami, a nie jakieś zewnętrzne czy intelektualne koncepcje, i tym ciałem mamy się zajmować, jego słuchać i z nim być w kontakcie. Zachodni świat zaczyna dla siebie odkrywać i naukowo badać to, co jest nam bardzo potrzebne, a co we wschodniej wiedzy i intuicji jest nieprzerwanie obecne od paru tysięcy lat.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>