Pokolenie borderline – czy potrafi kochać?

Związki osób z borderline dążą do emocjonalnego trzęsienia ziemi. Niekiedy trwają latami, ale co kilka miesięcy dochodzi w nich do rozstania. (fot. iStock)

Jesteśmy zakochani w ideale miłości, ale nie w niej samej. Wiemy, jak byśmy chcieli kochać i jak byśmy chcieli być kochani, ale samo kochanie nie bardzo nam wychodzi. Dlatego – obok skłonności narcystycznych – borderline jest najbardziej popularnym schorzeniem naszych czasów.

Chorujemy na coraz powszechniejszą chorobę zachodniej cywilizacji, którą nazywa się miłością szczęśliwą, i próbujemy leczyć się z tej choroby miłością jakąkolwiek. W świadomości zbiorowej i indywidualnych obszarach tego, co nieświadome, znajdują się obrazki, piosenki, całe filmy i długie szeregi książek opowiadających o miłości. Przesiąkliśmy ideą romantycznego uczucia. Niemożliwość osiągnięcia tego, co upragnione, wymarzone, a przede wszystkim wyidealizowane, więc nieistniejące, prowadzi do coraz większej frustracji. A za tym idzie podejmowanie ryzykownych zachowań, wchodzenie w krótkie, intensywne związki, dotykanie rozpaczy i ekstazy – czasami tego samego wieczoru. Energia, zapał, wyścig, dążenie do sukcesu, które szybko zmienia się w wyczerpanie psychiczne, zmęczenie ciała, zabijanie czasu używkami, telewizją, portalami społecznościowymi.Coraz częściej żyjemy na granicy.

Chorzy na miłość

Prognozy GUS na 2030 rok zapowiadają wzrost liczby singli do ponad 7 milionów. Za dwie dekady większość ludzi żyjących w dużych miastach będzie mieszkała w pojedynkę. Media, w których funkcjonuje nadreprezentacja singli, kreują wizerunek bogatego, niezależnego, uśmiechniętego człowieka, który jada na mieście, nosi dobre ciuchy, podróżuje. I świetnie sobie radzi bez związku. Jednak coraz więcej singli korzysta z farmakologii, terapii, pracy po 60 godzin na tydzień i wielu mniej legalnych środków – by poradzić sobie z emocjonalną pustką. 62 proc. kobiet i 30 proc. mężczyzn pozostaje samych z obawy przed nieudanym związkiem i, co ciekawe, ponad 40 proc. kobiet i prawie tyle samo mężczyzn przyznaje się, że jest singlem bo „nie mogą znaleźć odpowiedniego partnera”.

Bycie singlem zazwyczaj nie jest wyborem, jest stanem ani gorszym, ani lepszym od pozostawania w związku. Konsekwencje obu dróg życiowych przynoszą korzyści i straty, zarówno emocjonalne, jak i materialne. Wiążą się z ograniczeniami i niepodważalnymi możliwościami. W ramach odczarowywania rzeczywistości warto jednak skończyć z propagandą, która stwarza dwa oddzielne państwa. Po jednej stronie stawia fanów miłości idealnej, którzy odnajdują sens wyjazdu na urlop, powrotu do domu, istnienia jako takiego wyłącznie wtedy, gdy jest się w związku. Po drugiej – samotnych, którzy głośno krzyczą, że ową samotność wybrali, że czują się z nią najszczęśliwsi i po chwili łykają xanax. To właśnie społeczny borderline, życie na granicy dwóch światów. Nieumiejętność bycia ze sobą, znalezienia się w środku, ciągłe pragnienie bycia nasyconym przy zaniku funkcji trawienia, bo żołądek zajęły motyle, chociaż coraz częściej to tylko larwy motyli, którym nie będzie dane przeżyć metamorfozy. „Borderline” to w dosłownym tłumaczeniu pogranicze, natomiast „borderland” może również oznaczać teren sporny.

Balansowanie na granicy

Niejasny obraz samego siebie, w tym swoich celów, dążeń, preferencji. Uczucie wewnętrznej pustki. Skłonność do wchodzenia w niestabilne, ale intensywne związki, które często prowadzą do kryzysów emocjonalnych. Podejmowanie prób i wkładanie wysiłku w to, by nie zostać porzuconym. Powtarzanie gróźb samobójstwa lub samouszkodzenia. To kryteria diagnostyczne zaburzenia osobowości typu borderline według klasyfikacji ICD-10. Do tego dochodzi tendencja do konfliktów i podejmowania działań bez rozważania konsekwencji, wybuchy złości, zmienne nastroje i brak satysfakcji z działań, które nie przynoszą natychmiastowej gratyfikacji. Od wielu lat głównie psychiatrzy, ale i psychoterapeuci toczą spór, podejmując próbę szczegółowego opisu „osobowości chwiejnej emocjonalnie”, do której zalicza się borderline. Bo cóż to znaczy „niestabilność związków interpersonalnych”? A „niestabilność emocji i kontroli impulsów”? Czy głośny śmiech na ulicy się kwalifikuje? A krzyk? Czym jest „niestabilny obraz własnej osoby”? (powyższe cytaty pochodzą z definicji osobowości pogranicza zawartej w „Amerykańskim słowniku psychiatrycznym” z 2009 roku). Czym jest stabilny obraz siebie? Czy dotyczy całej osobowości, czy w niektórych obszarach „ja” mogę sobie pozwolić na „niestabilność” i wciąż być „normalnym”? Kliniczne objawy borderline zdają się występować w natężeniu u wszystkich zakochanych, przynajmniej przez kilka pierwszych tygodni, miesięcy.

Osoby z borderline balansują pomiędzy skrajnymi emocjami, decyzjami, wybuchami złości, po których mogą pojawić się epizody depresyjne. Trafiają na terapię zwykle z konkretnym problemem, takim jak depresja, napady lęku lub paniki, nieradzenie sobie ze stresem; czasami robią to za namową bliskich, rodziny. Ich celem prawie nigdy nie jest zmiana osobowości. Na poziomie deklaratywnym chodzi im o to, by z ich życia zniknęło cierpienie lub krytyka, z którą się spotykają. Reagują bardzo impulsywnie, mogą w trakcie nieprzyjemnej rozmowy z szefem odwrócić się na pięcie i wyjść, trzaskając drzwiami, po drodze obrażając wszystkie napotkane osoby. Nawet jeśli po kilku godzinach najdzie je refleksja, że takie zachowanie przyniosło im straty, raczej nie zdecydują się przeprosić, nazwać rzeczy po imieniu, poprosić o kolejną szansę. – Zwykle pierwszą wskazówką, że pacjent ma strukturę borderline, jest interpretowanie prób udzielenia pomocy przez terapeutę jako ataków – mówi Sylwia Fajkowska, psychoterapeutka i coach. – Osobiście lubię pacjentów z borderline, choć kontakt z nimi bywa frustrujący i nieprzewidywalny. Często mówią mi potem, iż to, że pojawiało się w nich przekonanie, że mogę ich lubić, bez względu na to, co wnosili na sesję, pozwalało im pozostać w terapii. Czasami mam poczucie, jakby do gabinetu trafiał noworodek – na tym wewnętrznym poziomie, który potrzebuje miłości i akceptacji również dla jego odrębności, a także odzwierciedlenia. Zwykle nie rozumie świata i postrzega go przez pryzmat własnych agresywnych projekcji i jest przerażony. Jego proces stawania się, integrowania różnych aspektów, jest jak proces lepienia z plasteliny, kiedy dokładasz poszczególne kawałki, kolory, a obraz staje się coraz bardziej pełny. Mam wtedy poczucie uczestniczenia w czymś bardzo intymnym.

Większość z nas, chorujących na miłość nie rozpozna w sobie klinicznych objawów borderline, ale dostrzeże pojedyncze oznaki. Niestabilne emocje. Uczucie pustki (fot. iStock)

Pomóc dziecku w sobie

Podobnie jak w przypadku innych zaburzeń psychicznych, nie jest znana dokładna przyczyna formowania się osobowości z pogranicza. Szczególne znaczenie ma wczesna relacja dziecka z matką, rodzicami. W historii osób z borderline powtarzają się przypadki odrzucenia, porzucenia, nagłego zerwania więzi, utraty opiekunów lub posiadania rodziców chłodnych, wycofanych, nieobecnych albo bardzo krytycznie nastawionych, czyli takich, których pojawia się coraz więcej w naszej cywilizacji. – Osoba z borderline nie otrzymała odpowiedniego wsparcia od rodziców w procesie oddzielania się i zajmowania własnymi sprawami. W zdrowej relacji rodzic wie, że dziecko potrzebuje się oddzielić, a jednocześnie jest w stanie zapewnić je o swojej obecności i gotowości wsparcia, gdy będzie tego potrzebowało, bez zmniejszania naturalnej i zdrowej potrzeby niezależności. Osoby takie podejmowały próby niezależności, jednak towarzyszył temu ogromny lęk, że zostaną zupełnie opuszczone. I to powtarza się w ich dorosłym życiu – mówi Sylwia Fajkowska. Dlatego często prowokują rozstania, konflikt, odchodzą pierwsze – z obawy przed byciem porzuconym. Badania pokazują, że część osób dotknięta tym zaburzeniem doświadczyła w dzieciństwie prześladowania, przemocy, niekiedy molestowania seksualnego. Pod uwagę brane są również przyczyny genetyczne i niekorzystny wpływ środowiska zewnętrznego.

Terapia pacjentów z zaburzeniem osobowości typu borderline zmierza do integracji „ja” i wytworzenia w nich samych stabilnego gruntu uczuć, percepcji i wartości, którym będą mogli zaufać. – Pacjenci mają nieustającą potrzebę naruszania granic, od przesuwania czasu rozpoczęcia i zakończenia sesji, nieprzychodzenia w ogóle, prób kontaktowania się z terapeutą poza gabinetem, po przychodzenie na sesję w stanie po spożyciu czy też na tzw. kacu – opowiada Sylwia Fajkowska. – Jeśli terapeuta umawia się z klientem, że czeka na niego 15 minut od czasu rozpoczęcia sesji, to zwykle jest pewna, iż osoba ta pojawi się w gabinecie właśnie w ostatniej minucie albo tuż po. Na postawione granice osoby z pogranicza reagują zazwyczaj złością, czasami wybuchami wściekłości. Dotyczy to zarówno granic stawianych przez terapeutę, szefa czy bliską osobę. Podobnie sprawa wygląda z krytyką lub po prostu głośno wyrażonym odmiennym zdaniem. W trakcie owego wybuchu nie ma sensu rozmowa, prezentacja stanowisk, bo siła emocji osoby z pogranicza zalewa ją i usprawiedliwia prawie każdą reakcję. Do tego dochodzi słabo rozwinięte lub w ogóle nieistniejące ego obserwujące – czyli umiejętność interpretowania zachowań swoich i drugiej osoby, przypuszczanie, że mogę się mylić, a moje emocje nie są najmądrzejszym i jedynym sprawiedliwym sędzią na świecie.

Osoba z borderline mówi w tym samym czasie: „przytul mnie” i „odejdź”; „kocham cię„ i „nienawidzę cię”; „bądź ze mną zawsze” i „zostawię cię”. Relacje takich osób prowadzą zwykle do emocjonalnego trzęsienia ziemi. Niekiedy taki związek może trwać latami, ale co kilka miesięcy dochodzi w nim do rozstania, zerwania i szybkiego ponownego powrotu, pełnego namiętności i pasji.

– W ten sposób realizują swój główny lęk przed odrzuceniem. Wchodzą w relacje, które nie dają poczucia bezpieczeństwa, a kiedy związki się rozpadają, podejmują liczne wysiłki mające na celu uniknięcie odrzucenia. Dość szybko przechodzą od miłości do nienawiści. W jednej chwili są w stanie mówić o partnerze jako wybrańcu na całe życie, by w następnej wyrzucić go z domu – wyjaśnia Sylwia Fajkowska.

Pustka i zaprzeczenie

Trzeba przyznać, że osoby z pogranicza często bywają w swojej powierzchowności niezwykle atrakcyjne, niedostępne, szalone. Potrafią rozkochać w sobie otoczenie, stać się duszą towarzystwa, która podejmuje spontaniczne, odważne decyzje. To oni wychodzą ostatni z imprezy, którą sami rozkręcili. Często zdają sobie sprawę z tego, że ich osobowość jest zaburzona, ale fakt ten wykorzystują jako kartę przetargową w dyskusjach z bliskimi, a czasami jako potwierdzenie własnej wyjątkowości. Czasami skarżą się na odczucie wewnętrznej pustki, smutek, brak sensu w życiu, ale pod spodem najczęściej jest wrogość, poczucie krzywdy i gniew. Postrzeganie partnera, jak i siebie, waha się pomiędzy ekstremami idealizacji i dewaluacji. Impulsywność osób z pogranicza dotyczy takich obszarów, jak wydawanie pieniędzy, seks, nadużywanie substancji psychoaktywnych, niekiedy dochodzą do tego samookaleczenia, próby samobójcze. Czasami uaktywnia się tylko jeden z tych obszarów. – W wyniku terapii i procesu zmierzającego do integracji i stabilizacji „ja” rośnie zdolność osób z borderline do przeżywania prawdziwej miłości i bycia w satysfakcjonujących związkach. Osiągają świadomość stałości związku. Zaczynają rozumieć, że silna relacja jest w stanie przetrwać złość, gniew i rozłąkę – tłumaczy Sylwia Fajkowska.

I chociaż zdecydowana większość z nas, chorujących na miłość, nie rozpozna w sobie klinicznych objawów borderline, z pewnością bez trudu dostrzeżemy w swoich związkach pojedyncze objawy. Niestabilne emocje. Uczucie pustki. Brak kontroli impulsów. To się czasami zdarza wszystkim, szczególnie wtedy, gdy przebywa się w mentalnym więzieniu – zbudowanym przez powinności, które trzeba wypełnić wobec swoich dzieci i rodziców, przełożonych i podwładnych, a przede wszystkim misternie utkanego w wyobraźni świata oczekiwań. Jednym z mechanizmów obronnych stosowanych przez osoby z borderline jest zaprzeczanie. Dokładnie tego samego narzędzia używają single, twierdzący, że są sami z wyboru, a tak naprawdę wyczekujący drugiej osoby, sparaliżowani myślą o bliskości, pragnący, by ktoś ich w końcu pokochał bardziej od nich samych. Jako społeczeństwo nie możemy cierpieć na zaburzenie osobowości borderline, bo to przynależy do jednostki. Ale nie trzeba być psychiatrą, by stwierdzić, że coraz bardziej zbliżamy się do granicy albo mieszkamy na terenie spornym. Pomiędzy pragnieniem a lękiem przed bliskością, pomiędzy brakiem wzorca miłości a ideą miłości romantycznej, wiecznie szczęśliwej.

Ekspert Sylwia Fajkowska psychoterapeutka Gestalt i coach, pracuje w Gabinecie Psychoterapii i Rozwoju Osobistego „Dialog” w Poznaniu www.poznan-psychoterapia.pl