fbpx

Zwykle gorzej niż zwykle. Dlaczego narzekamy?

Zwykle gorzej niż zwykle. Dlaczego narzekamy?
Narzekanie to taka racjonalizacja, którą budujemy, aby uchronić się przed odpowiedzialnością za własną klęskę. (Fot. iStock)

Ludzie źli, świat niesprawiedliwy, zarobki fatalne, pogoda pożal się boże, jak tu, panie, żyć. Takie teksty słychać od Bałtyku po Tatry. Polskie malkontenctwo trzyma się zadziwiająco mocno, jakby na przekór rzeczywistości i temu, jak nas widzą inni. Skąd taki ogląd świata? Co nam to daje?

Psycholog profesor Bogdan Wojciszke zauważa, że narzekanie to nie tylko polska specyfika. – Jak opowiadam o polskiej kulturze narzekania w innych krajach, to na przykład Hiszpanie czy Żydzi mówią, że opowiadam o nich. Zdecydowanie natomiast narzekanie nie jest w dobrym tonie w kulturze anglosaskiej. Amerykanie i Brytyjczycy wyrażają uczucia pozytywne albo nie wyrażają ich wcale. U nas – odwrotnie – wyrażanie opinii i uczuć pozytywnych uważa się za niepoważne. Bo jak ktoś mówi dobrze o świecie, to znaczy, że jest głupi, naiwny, że nie zna życia.

Czym tłumaczyć ten fenomen?

W jednym z badań odtwarzano ludziom scenę, w której dwie kobiety rozmawiały o życiu, przy czym obie narzekały albo afirmowały świat. Widzów zapytano m.in. o to, jak oceniają te kobiety i kontakt między nimi. Okazało się, że kobietę mówiącą coś pozytywnego na tematy ogólne uważano za głupią, naiwną. A w dodatku całą tę rozmowę podsumowano jako płytką. Natomiast jako najgłębszą oceniono tę, w której obie panie narzekały.

– Tak więc narzekanie to pewien nawyk, obyczaj kulturowy – podsumowuje profesor. – Ale także sposób nawiązywania kontaktu, budowania więzi. Ludzie źle mówiący o świecie doskonale się rozumieją, czują, że odbierają na tych samych falach, że są bratnimi duszami. Natomiast jeśli ktoś mówi dobrze, to tak jakby nas odpychał i dawał do zrozumienia, że nie jesteśmy godni zaufania. To specyficznie polski sposób łączenia się ludzi, czyli wokół tego, co negatywne.

Socjologowie zwracają uwagę na uwarunkowania historyczne – kilka wieków życia w opresji zaborów, reżimów totalitarnych zrobiło swoje. Profesor Wojciszke mówi wprost o wynikającej z tych uwarunkowań polskiej tożsamości cierpiętniczej. Zauważa, że nasze najważniejsze święta narodowe obchodzimy na cześć wydarzeń, które nam się nie udały. Konstytucja 3 maja, choć nowoczesna i uchwalona, nigdy nie weszła w życie i tak naprawdę jest świadectwem klęski naszego społeczeństwa. To samo z powstaniem warszawskim, które skończyło się katastrofą, a stanowi ważny ośrodek tożsamości narodowej.

Nasze narzekanie można tłumaczyć jeszcze tak jak Ludwik Stomma, antropolog kultury, który zauważył, że nasza kultura jest w istocie chłopska – najdalej dwa pokolenia wstecz większość z nas miała przodka z tej warstwy społecznej. A chłopi zawsze narzekali, zresztą zupełnie zasadnie.

Winne są kompleksy

Profesor Bogdan Wojciszke: – Czujemy się ofiarami, ale trudno nam się przyznać, że z własnej głupoty. Chętnie zwalamy więc winę na innych: Skoro świat jest taki zły i nas tak krzywdzi, w czym nawzajem ciągle się utwierdzamy, no to fakt, że mam problemy, to nie moja wina. A obarczanie winą innych to nic innego jak wyrzekanie się odpowiedzialności za własny los. Przyzwyczailiśmy się do postrzegania siebie samych jako ludzi klęski, nawet jak nam dobrze idzie. Wielu ludzi ocenia, że w całej naszej historii nie mieliśmy tak dobrego okresu, jaki mamy teraz. Nie jesteśmy jednak w stanie tego przyjąć, to nie nasze. Nasze jest natomiast krytykowanie. Dlaczego robimy to z takim upodobaniem?

Psycholog Maria Nowakowska: – Jednym z powodów jest to, że narzekając na kogoś, sami czujemy się lepsi. No bo jak on taki głupi, niedobry, niekompetentny, to tym samym ja staję się od niego mądrzejszy, lepszy, bardziej profesjonalny. Narzekanie bierze się z kompleksów, z niskiej samooceny, niepewności.

Profesor Wojciszke do listy przyczyn takiej postawy dodaje inny mechanizm, tak zwane rzucanie kłód pod własne nogi. Przykład: Wieczorem przed ważnym egzaminem idę się zabawić, wracam nad ranem, więc wstaję niewyspany, zmęczony. Mówię wszystkim: „Mam kaca, źle się czuję, na pewno obleję”. No i oblewam. No, ale wszyscy wiedzą, że to przecież dlatego, że byłem w złym stanie fizycznym i psychicznym, a nie dlatego, że jestem nieprzygotowany albo głupi.

– Przeszkadzanie samemu sobie w odniesieniu sukcesu ma nas uchronić przed odpowiedzialnością za porażkę – tłumaczy profesor. – Ten zabieg, owszem, podnosi naszą samoocenę, ale też utrudnia osiąganie celów. Większość Polaków wierzy w niesprawiedliwość świata. Tylko jeden procent uważa, że jest odwrotnie. W Stanach Zjednoczonych natomiast aż 66 procent ludzi, czyli dwie trzecie społeczeństwa, wierzy, że świat jest sprawiedliwy. To kolosalna różnica. Skoro świat jest tak okropny, to pozostaje tylko ponieść klęskę. A nawet jeśli przypadkiem by się udało, to i tak sukces odczytamy jako klęskę. Przeprowadziłem kiedyś badanie, w którym pytałem ludzi, z kim się porównują. I większość wymieniła najbardziej rozwinięte kraje świata. Gdyby mieli porównywać się z Ukrainą czy Białorusią, to wyszłoby na naszą korzyść, a to niedopuszczalne!
– Mamy szansę się zmienić? – pytam.
– Myślę, że musi być dobrze co najmniej tak długo, jak było źle. Czyli kilka wieków – odpowiada profesor.

Żeby sobie ulżyć

Profesor zapytał Polaków w badaniu na próbie ogólnopolskiej, dlaczego narzekają. I usłyszał: „Żeby sobie ulżyć, poprawić stan emocjonalny”. – Wydawało nam się to podejrzane, bo gdyby tak było, to powinniśmy być jednym z najbardziej radosnych narodów świata. Zbadaliśmy więc, czy to prawda. Daliśmy im do słuchania pozytywne i negatywne wypowiedzi i mierzyliśmy ich nastrój. Okazało się, że kiedy ludzie słuchali pozytywnej wypowiedzi, to im się poprawiał nastrój, a jak negatywnej – to obniżał. Tak samo działo się w przypadku własnych wypowiedzi. Nie zdajemy sobie sprawy, że narzekając, tylko pogarszamy swoją sytuację. Może z jednym wyjątkiem – gdy utyskujemy na tematy, na które wypada utyskiwać, na przykład na polityków, to wtedy rzeczywiście robi nam się trochę lepiej.

W innym badaniu profesor poprosił nauczycieli, żeby na dwa sposoby opisali przeciętnego ucznia. Pierwszy polegał na opisie ogólnym, drugi – na opisie konkretnego ucznia. Okazało się, że ogólnie przeciętny uczeń wypadł w tym opisie znacznie gorzej niż ten przeciętny konkretny. – Ludzie myślą inaczej na tematy ogólne, a inaczej o kimś konkretnym – podsumowuje badanie profesor. – Na przykład lekarze w ogóle to łapówkarze, ale mój lekarz to fajny, uczciwy facet. Polacy mają też inny obraz świata, kiedy działają, a inny, kiedy o nim mówią. Kiedy działają, na szczęście korzystają z konkretnej wiedzy i dzięki temu udaje im się iść do przodu. A jak mówią, to dominuje gorycz.

Zresztą tę cechę bardzo dobrze widać, kiedy ludzie się spotykają i ktoś pyta, co słychać. Najbardziej optymistyczna odpowiedź w Polsce jest następująca: „Nie mogę narzekać. Nie wypada mówić tak jak w Ameryce: jest super”. To są bardzo silne normy społeczne, one dotyczą nawet tego, co ludzie mówią o swoich uczuciach. Gdy pytałem w badaniu, jak się dzisiaj pan/pani czuje: gorzej niż zwykle, tak samo czy lepiej – a sondaż robiony był w sobotę, kiedy człowiek powinien czuć się lepiej, to połowa ludzi odpowiedziała, że czuje się tak samo jak zwykle, a spośród pozostałych dwie trzecie czuło się gorzej. Psycholog profesor Dariusz Doliński z SWPS we Wrocławiu przez sto dni pytał o to samo studentów akademików. I proszę sobie wyobrazić, że z wyjątkiem dwóch osób wszyscy czuli się zwykle gorzej niż zwykle. To była powtórka badań amerykańskich, w których amerykańscy studenci deklarowali, że czują się zwykle lepiej niż zwykle. U nich normą kulturową jest: keep smiling, czyli uśmiechnij się, a u nas: bądź zgnębiony.

Wszystkie badania mówią, że narzekanie nam nie służy. A mimo to narzekamy. Po co? – Nastawienie, że jest źle, a będzie gorzej, utwierdza nas w przekonaniu, że nie warto się wysilać, bo i tak nic się nie uda. Narzekanie to w gruncie rzeczy racjonalizacja, którą budujemy sobie po to, żeby uchronić się przed odpowiedzialnością za klęskę. To mechanizm obronny, który nie sprzyja sukcesowi i w tym sensie jest dysfunkcjonalny, natomiast ma tę zaletę, że chroni przed odpowiedzialnością za porażkę, pomaga uporać się z poczuciem klęski. I to właściwie jedyna pozytywna strona naszych negatywnych postaw.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>