Temat numeru: Ryzyko wiecznego nienasycenia

fot. GettyImages

Poczucie, że nic już nas nie czeka. Albo że wprawdzie jest dobrze, ale nie tak, jak miało być – każdego czasem dopada taki nastrój. I skutecznie zatruwa radość z codzienności. Jaka jest na niego odtrutka? Spotkać się z tą częścią nas, która nie czuje się zaspokojona – pisze psycholożka Hanna Samson

Aneta, lat 39, szefowa marketingu w dużej korporacji, mężatka, dwoje dzieci, mieszka w pięknym domu, ma wiele powodów do zadowolenia. – Mąż mnie kocha i ja go też, świetnie się dogadujemy, zwiedziliśmy już razem pół świata. Dzieciaki są wspaniałe, nie mamy z nimi problemów. Lubię swoją pracę, odnoszę sukcesy, dużo zarabiam, no czego chcieć więcej? A ja nie umiem się cieszyć, czegoś mi brakuje. Od kilku miesięcy biorę leki na depresję, ale wciąż nie jest dobrze. – A jako dziecko była pani wesoła? – pytam. – O tak. Ciągle o czymś marzyłam, bujałam w obłokach, myślałam, że moje życie będzie fajne. – A nie jest. – Nie jest i nie wiem dlaczego. Chciałam mieć męża, dom i dzieci. O takiej pracy, jak mam, nawet nie marzyłam, nie wiedziałam, że można tyle zarabiać i jeszcze lubić to, co się robi, naprawdę jestem szczęściarą – mówi jakby się tłumaczyła. – Nieszczęśliwą szczęściarą. – No właśnie. – A kim pani chciała być, o czym pani marzyła w młodości? – Podróżniczką, aktorką, pisarką, chyba tak jak wszyscy w dzieciństwie. – Teraz już pani nie chce? – wolę się upewnić. – Wystarczą mi wakacyjne podróże, zwiedziliśmy z mężem pół świata. Aktorką już nie chcę być. – A pisarką? – Czasem coś sobie piszę, ale nigdy nie kończę, bo to bez sensu. Nie wierzę w to, że mogę napisać coś dobrego, bo gdybym mogła, to już bym napisała, prawda? Nie chcę marnować czasu bez sensu.

(…)

Więcej w październikowym numerze magazynu SENS.

Wydanie 10/2018 dostępne jest także w wersji elektroniczne