1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Erotyzm emigracyjny

Erotyzm emigracyjny

Można poznać się w Internecie i stworzyć udany związek. Można poznać mężczyznę z innego miasta i przez pierwszy rok żyć od spotkania do spotkania. Ale jak utrzymać małżeństwo, gdy on od trzech lat pracuje i mieszka w Irlandii, a ona została w Polsce? Albo na odwrót: ona wyjeżdża na dwuletni kontrakt do Norwegii? To niełatwe. Także dlatego, że realizacja potrzeb seksualnych staje w takim związku pod znakiem zapytania.

Kiedyś tego typu rozterki przeżywały tylko przysłowiowe żony marynarzy. Czekały i tęskniły, podczas gdy mężowie zwiedzali świat, tęsknili i... w każdym porcie mieli narzeczoną. Dzisiaj w podobnej sytuacji znalazło się około dwóch milionów Polaków, którzy wyjechali za chlebem za granicę. Ilu dokładnie? Takich danych nie ma, bo liczba ta wciąż się zmienia. Nie wiadomo też, ilu nowych emigrantów zostawia w kraju drugą połówkę, ślubną bądź nie. Wiele osób wyjeżdża przecież razem z partnerem.

Seksu nie chowa się w walizce

Prof. Bogdan Wojciszke w „Psychologii miłości” opisał trzy filary miłości, na których zbudowany jest związek: intymność (bliskość między partnerami, powierzanie sobie tajemnic, przyjaźń), zaangażowanie (trud i wysiłek wkładane przez obie strony w budowanie relacji) oraz namiętność – czyli przede wszystkim seks.

Nie ma co się oszukiwać – emigracja rozbija jeden z tych filarów związku, bo skutecznie niszczy życie seksualne. Emigranci – nawet ci, którzy deklarują, że na obczyźnie chcą być od roku do pięciu lat, dorobić się i wrócić (a tych jest większość), wiele rzeczy odkładają na później. Jedną z nich jest realizacja własnych ambicji, inna to komfort życia. Ale życia seksualnego nie da się odłożyć na później. Potrzeby seksualne to jedna z funkcji naszego organizmu, są zaprogramowane biologicznie. Można nad nimi panować, można starać się je ograniczać, jednak nie da się ich ot tak, owinąć w papier i włożyć na dno walizki.

Czy więc emigracja za chlebem musi oznaczać koniec małżeństwa zawartego w kraju? Wydaje się, że wiele osób pracujących za granicą nie ma co do tego wątpliwości. Wydawany w Austrii magazyn „Polonika” przeprowadził ankietę wśród swoich czytelników. Wynikało z niej, że jedynie co czwarty z nich sądzi, że związek na odległość, między kimś, kto wyjechał do pracy, a kimś, kto pozostał w Polsce, ma szanse przetrwać. Jednocześnie aż 61 proc. czytelników życie seksualne emigrantów określa jako „bardzo specyficzne”.

– Ludziom w kraju trudno sobie wyobrazić zwyczaje, jakie panują na przykład w „Lądku” – Andrzej (33) pieszczotliwie mówi o Londynie, mieście, które dało mu pracę (jest barmanem w pubie) i dach nad głową (wynajmuje z piątką kolegów niewielki segment na przedmieściach). – Faceci, z którymi mieszkam, są żonaci. Ale w życiu nie widziałem, żeby żonaci mężczyźni tak bez żadnych ceregieli prowadzili drugie życie. Są tacy, którzy co weekend mają inną panienkę, oczywiście Polkę. Gdy przyjechałem i w rozmowach dawałem do zrozumienia, że nie zamierzam iść w piątek na podryw, że kocham żonę i nie chcę jej zdradzać, tylko się śmiali. Mówili: „Nie bój się – twoja żona i tak nigdy się nie dowie!” – opowiada Andrzej.

Bujne życie bez zabezpieczenia

Za granicą puszczają hamulce społeczne, które powstrzymywały nas od wielu działań w kraju. Nie trzeba się przejmować tym, co ludzie powiedzą: co to kogo obchodzi, skoro i tak nikogo tam nie znasz. Anonimowość rodzi poczucie bezkarności. To dlatego przykładni Polacy nagle w Wielkiej Brytanii dokonują brutalnych gwałtów. I dlatego także zdradzają swoich małżonków, którzy pozostali w kraju.

Zdrada jest efektem nie tylko frustracji seksualnej, ale przede wszystkim... stresu. Według badań dochodzi do niej najczęściej w pierwszych tygodniach po przyjeździe. Nowy kraj, język, obyczaje, wielkie nerwy. I żadnej przyjaznej duszy obok, żadnego oparcia. Chciałoby się choć na pół godziny do kogoś przytulić, poczuć ciepło ludzkiego ciała. Seks wydaje się dobrym sposobem na realizację tej całkowicie nieseksualnej przecież potrzeby bliskości.

Na emigracji dochodzi także do socjalizacji seksualnej. Polska jest krajem, w którym erotyka nadal pozostaje obyczajowym tabu. W Skandynawii czy Wielkiej Brytanii ta sfera obejmuje znacznie mniejsze obszary erotyki. Polacy wyjeżdżający do pracy przekonują się, że w innych krajach można być homo czy biseksualistą i nie trzeba wcale tych preferencji ukrywać. Działają kluby dla fetyszystów, masochistów. Zniesienie barier obyczajowych może sprawić, że nowy emigrant zacznie za granicą realizować te swoje fantazje i potrzeby seksualne, o zaspokojeniu których w kraju mógł tylko marzyć. To oczywiście jeszcze bardziej oddala od partnerki czy partnera pozostawionego w Polsce.

Seksualne życie emigrantów ma jednak także swoje ciemne strony. Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny przeprowadziła wśród mieszkających w Wielkiej Brytanii Polaków badania, których wyniki mogą niepokoić. Okazuje się, że nasi rodacy na Wyspach prowadzą niezwykle bujne życie erotyczne, niezależnie od tego, czy w Polsce mają stałych partnerów. To właśnie Polki najczęściej zgłaszają się do klinik brytyjskich, by usunąć ciążę, choć przecież w Wielkiej Brytanii antykoncepcja jest bezpłatna. Polacy rzadko się zabezpieczają, a uprawiają seks z przygodnie poznanymi partnerami. Krajowe Centrum ds. AIDS odnotowało wzrost telefonów od mieszkających za granicą: o 40 proc. w porównaniu z rokiem 2006.

Choroby weneryczne, niechciane ciąże to jeden z efektów emigranckich zdrad. Kolejnym są oczywiście rozwody. Szacuje się, że w ciągu najbliższych dwóch lat rozwiedzie się pół miliona mieszkających w Wielkiej Brytanii Polaków.

Jeśli nie zdrada, to co?

Żelazne postanowienie Andrzeja, że Beaty, swojej żony, nie zdradzi, topniało z każdym miesiącem pobytu w Londynie.

– Jestem facetem. Powiem szczerze: dosyć miałem już załatwiania tego w pojedynkę, w toalecie, do której dobijali się współmieszkańcy, nad jakąś szmatławą gazetą. Z Beatą widywałem się raz na dwa, trzy miesiące. Za rzadko, choć oczywiście w czasie tych wizyt było super, nie wychodziliśmy z łóżka. Ale nie chodziło tylko o seks. Zaczęliśmy się oddalać od siebie. Ona oszczędzała na telefonach, a ja nie chciałem wydzwaniać do niej jak wariat.

Rozmawialiśmy raz na tydzień, przez kwadrans. O czym? O tym, że nasz syn przyniósł dwóję ze szkoły i że kran się urwał w kuchni. Co można powiedzieć w ciągu 15 minut? Zacząłem łapać się na tym, że nie czekam już na te jej telefony, że dość mam narzekania, co się zepsuło, co poszło nie tak. Potrzebowałem kogoś bliskiego, z kim mógłbym być, po prostu. Poznałem Polkę, która pracowała na tej samej ulicy, w sklepie. Na początku to była przyjaźń. Seks przyszedł potem. Jestem z nią, ale Beata nic jeszcze nie wie. Rozwód jest nieunikniony – ocenia Andrzej.

Czy małżeństwa nowych emigrantów skazane są na rozpad? Niekoniecznie. Andrzejowi i Beacie się nie udało, bo nie postarali się o to, by podtrzymywać trzy filary ich miłości. Anka dzwoniła do swojego męża Bartka co najmniej dwa razy w tygodniu. Rozmawiali czasami pół godziny, czasem i dłużej. O wszystkim.

– Zdałam sobie sprawę, że rozmawiamy tak naprawdę więcej, niż kiedy mieszkaliśmy w Polsce. Paradoks, prawda? W Polsce wciąż byliśmy zagonieni, czymś zajęci. Teraz mamy czas tylko dla siebie i ja bardzo tego pilnuję, bo wiem, że to ważne. W zasadzie od początku w naszych rozmowach zaczęły się pojawiać elementy z podtekstem seksualnym. Pamiętam, jak kiedyś, późnym wieczorem, gadaliśmy, śmialiśmy się i nagle Bartek zapytał, jakie mam na sobie majtki. Odpowiedziałam: „Te czarne, koronkowe, pamiętasz, dostałam je od ciebie”. Zapadła cisza. Nagle zdałam sobie sprawę, że czuję podniecenie, i zrozumiałam, że on po drugiej stronie słuchawki przeżywa to samo. Pomyślałam: potrzebujemy czegoś więcej – mówi Ania.

W filmie „Przełamując fale” mąż głównej bohaterki Bess wyjeżdża do pracy na platformie wiertniczej. Podczas ich pierwszej rozmowy ona mówi: „Słyszę twój oddech”. Ta scena jest przesiąknięta erotyzmem, choć grający w niej aktorzy są ubrani od stóp do głów.

Dystans, który rodzi bliskość

Ania tydzień po pytaniu o to, jakie ma na sobie majtki, zaproponowała mężowi seks przez Internet. Nie musiała go długo przekonywać. Żadne z nich wcześniej tego nie robiło. Ale oboje mieli komputery, kupili specjalne kamery i zarejestrowali się na Paltalku. Umówili się na randkę. Ona kupiła nową bieliznę, poszła do fryzjera. On, gdy ją zobaczył na ekranie komputera, powiedział, że ślicznie wygląda i że bardzo go podnieca.

– Słyszałam jego głos, widziałam go, ale nie mogłam dotknąć. Musiałam dotykać się sama, wyobrażając sobie, że to jego dłonie, że to on mnie pieści. Dziwne uczucie: onanizować się na oczach własnego męża. Nie będę kłamała, że miałam orgazm. Udawałam, ale wiem, że Bartek nie musiał tego robić. Jego przeżycia były autentyczne. Choćby dlatego myślę, że warto to robić. Nawet dziś, a umawiamy się na cyberseks od roku, nie mam orgazmu, gdy siedzę przed komputerem. Potem idę do łazienki i załatwiam „to” prysznicem. Nie uważam, żeby to było niesmaczne czy poniżające. Kocham się z wyobrażeniem o mężu, a on kocha się z wyobrażeniem o mnie. Przynajmniej nie robi tego z inną kobietą. To półśrodek, ale ważny jest cel. Mimo półtorarocznej rozłąki nadal jesteśmy razem – deklaruje Anka.

Cyberseks i rozmowy telefoniczne to dwa sposoby, do których uciekają się Ania z Bartkiem, by być razem – mimo tysięcy kilometrów, jakie ich dzielą. Sposobem trzecim są długie maile, które do siebie ślą.

I w tym może tkwić przyczyna ich sukcesu. Jak bowiem pisze w książce „Psychologia internetu” Patricia Wallace, badania wykazały, że pary, które komunikują się również za pomocą maili i listów, są parami najszczęśliwszymi. „Pary te były bardziej do siebie przywiązane i łączyły je głębsze uczucia niż partnerów komunikujących się w trybie rozmowy twarzą w twarz lub przez telefon. Przypuszczalnie większa otwartość, jaką wykazują ludzie przed ekranem komputerowym, zwiększa skłonność do intymnych zwierzeń wśród par, które romansują w prawdziwym życiu” – wyjaśnia Wallace.

A więc dystans fizyczny może być dla związku całkiem korzystny. Jeśli pamiętamy, by mimo dzielącej nas od partnera odległości pielęgnować trzy główne filary miłości. W tym także, choć nie tylko, namiętność.l

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Czy mężczyźni potrafią rozmawiać o seksie?

Mężczyzna w tradycji bardziej działał, niż mówił, bardziej zdobywał, niż się dzielił; refleksja nad stanem duszy i ciała to nie jest jego specjalność. (Fot. iStock)
Mężczyzna w tradycji bardziej działał, niż mówił, bardziej zdobywał, niż się dzielił; refleksja nad stanem duszy i ciała to nie jest jego specjalność. (Fot. iStock)
Szczera rozmowa o seksie zmuszałaby wielu mężczyzn do ujawnienia prawdy o sobie, więc posługując się umiejętnościami aktorskimi, zatajają prawdę albo szybko przechodzą na inny temat, bo nie czują się na siłach, by odgrywać rolę supersamca, przed kolegą, który jest też rywalem – mówi psycholog i seksuolog dr Marek Jasiński.

Poprzednio o seksie rozmawiałem z kobietą, co wydawało mi się jakoś naturalne. A teraz czuję się niezręcznie, trochę jak hipopotam. Nie przypadkiem będziemy rozważać, dlaczego mężczyźnie z innym mężczyzną o seksie rozmawiać tak niezręcznie?
Nie jest naszym przywilejem czy cechą nas wyróżniającą dzielenie się wrażeniami, odczuciami, poruszeniami duszy. Mężczyzna w tradycji bardziej działał, niż mówił, bardziej zdobywał, niż się dzielił; refleksja nad stanem duszy i ciała to nie jest jego specjalność. Sięgając w przeszłość – człowiek pierwotny, oczywiście ten płci męskiej, musiał być skoncentrowany na działaniu, nie miał czasu na refleksje. To groziło utratą zdobyczy albo nawet własnego życia.

Konieczna była gruba skóra, by przetrwać, gdy macierzyństwo z natury musi być miękkie. Tu mieszka źródło każdej czułości. A do serdecznej rozmowy o intymnych sprawach potrzebna jest czułość. Dlatego kobiecie z kobietą jakby łatwiej...
Miękkość, czułość, tkliwość – to cechy pożądane u mężczyzny, ale w sytuacji kiedy potrafi zaspokoić kobietę w zakresie „bycia mężczyzną”, a więc zapewnić rodzinie odpowiedni byt, poczucie bezpieczeństwa, zadbać o fundamenty domu. Wtedy może spokojnie ożywić w sobie drzemiące pokłady kobiecości. I może znaleźć czas na intymne rozmowy.

Rola domu rodziców w seksualnym wychowaniu chłopca?
Kiedy prowadziłem badania, to rodzina była zawsze na ostatnim miejscu, jeśli chodzi o informacje o seksie...

Teraz jest Internet, telewizja, poradniki bezwstydne. I wszystko tak szybko się zmienia. Też zmienia się nasza osobowość, płci się zbliżają. Dla mnie jest oczywiste, że dzisiaj kobiety są bardziej męskie, zaś mężczyźni kobiecy. I że to stała tendencja...
Tak, zacierają się role i nie istnieje już ścisły podział na to, co męskie, a co kobiece. Ma to duży wpływ na funkcjonowanie par, gdyż wymaga adaptacji do nowych warunków obcowania ze sobą. I wcale nie ułatwia mężczyznom pełnej identyfikacji z rolą seksualną. Wielu mężczyzn ma tendencje do ucieczki, stosuje autokastrację jako sposób unikania niepowodzeń w spełnianiu coraz bardziej wygórowanych oczekiwań kobiet.

Autokastracja… Jezus Maria, na czym to polega?
Mężczyzna rezygnuje bądź anuluje swoją potencję seksualną, by obronić się przed wymaganiami seksualnymi kobiety. Woli od razu ujawnić przed kobietą, że ma problemy z seksem, niż zostać negatywnie oceniony.

Zawsze było mi łatwiej o intymnych sprawach rozmawiać z kobietą niż z mężczyzną – nie mówię o partnerce, to co innego – ale ze znajomą lub nawet z nieznajomą. Ma to coś z flirtu i wydaje się naturalne. Czy ma pan podobne osobiste doświadczenia, oczywiście poza terapią?
Rozmowa z mężczyzną o intymnościach często zahacza o preferencje seksualne. Oczywiście, nie musi tak być, ale gdzieś w tle w niejednym mężczyźnie mogą powstać takie obawy. Jeszcze rozmowa o parametrach, osiągach seksualnych przystoi, ale już elementy czułości czy tkliwości nie mieszczą się w repertuarze tzw. normalnego faceta.

Pytałem o pana osobiste doświadczenia, a pan mi ucieka… A przecież to intymność zupełnie anonimowa, gdy chodzi o innych. Pan zapewne teraz powie, że terapeuta nie powinien...
Chcę decydować o tym, komu się będę zwierzał ze swojej intymności, i nie jest to związane z blokadą. Prawdą jest natomiast, że jako terapeuta psychoanalityk powinienem jak najmniej ujawniać siebie, a szczególnie nie epatować swoją seksualnością. I nie ma tu znaczenia płeć. Znam też kobiety, które w ogóle nie potrafią w sposób szczery i komunikatywny dzielić się swoimi odczuciami intymnymi.

Ale o ileż częściej i łatwiej one mówią niż faceci. Mężczyzna z mężczyzną o seksie pomilczy lub poświntuszy. Znamienne jest to męskie świntuszenie jako zastępcza forma rozmowy, grube dowcipasy, chamskie, wulgarne opowieści. Nieraz tak zachowują się nawet ci, dla których seks nie jest pozbawiony uczuć. Nie potrafią o tym mówić, brak im słów, nie ma tradycji...
Kiedy zaczynałem pracować w Zakładzie Seksuologii i Patologii Więzi Międzyludzkich w Warszawie, większość moich męskich pacjentów nie była w stanie powiedzieć, na czym polega ich seksualny problem. A problem był. Opisywali jakieś szczegóły techniczne, nie jak się z tym czują, co przeżywają i co czują ich partnerki... Z mojej praktyki seksuologicznej pamiętam, że dla mężczyzn musieliśmy stwarzać szczególnie dobre warunki w zakresie poczucia bezpieczeństwa. Musieli mieć pewność, że nie zostaną skrytykowani, upokorzeni, że nie będzie z mojej strony drwin. Więc zawsze był potrzebny czas na oswojenie. Potem otwierali się, tylko często brakowało słów na wyrażenie złożoności odczuć seksualnych. Tu już wychodziły braki wychowawcze i nawet najlepsza atmosfera nic w tym zakresie nie zmieniała.

Ale nastał nam Internet, co ułatwia intymną rozmowę o wszystkim.
Anonimowość jest tu ważna.

Jednak sprzyja też chamstwu i wulgarności.
Ponieważ anonimowość to też bezkarność. Ale może być również szansą, by ujawnić, co w nas miękkie i subtelne. Mężczyźni i kobiety korzystają często z Internetu, by pokazać się z możliwe dobrej strony. Robią to najczęściej mężczyźni z poczuciem niższości. Udają kogoś, kim chcieliby być. Choć na chwilę mogą wcielić się w postać, za którą tęsknią, ale której nie zdołaliby ujawnić w życiu codziennym. Można jednak przy okazji pokazać to, co miękkie i ukryte, a w Internecie to bezpieczne. Mężczyzna tradycyjnie jest nastawiony na walkę i na konkurencję, często boi się, że ktoś wykorzysta jego słabość, szczególnie tam, gdzie walka ma źródło pierwotne, czyli właśnie w seksie. Nie przypadkiem w wieku dorastania chłopcy chwalą się sukcesami, zwłaszcza w seksie. Kto lepszy. A przynajmniej kto nie gorszy. To jest istotą ich rozmów, a nie dzielenie się słabościami, problemami. Sądzą, że byłoby to ryzykowne...

Wielki jest lęk przed wyśmianiem. Szczególnie w tak delikatnej materii jak choćby problemy z erekcją, co zdarza się czasami na początku... ze strachu. Dla młodych ważne, by mieć zaliczony ten pierwszy raz. Nikt tu nie chce być gorszy. I wiele nieszczęść wynika z tego gorączkowego pośpiechu. I z poczucia, że inni już tak, a ja nie. Ciągle jednak łatwiej mi sobie wyobrazić, że dziewczęta zwierzają się sobie: „jeszcze nie miałam chłopaka...”. W świecie chłopców taka rozmowa jest nie do pomyślenia. Bo jak nie miałem jeszcze dziewczyny, to jestem fujara, i już...
To prawda, obserwujemy coraz większe zacieranie się różnic między płciami. Nie ma praktycznie czegoś takiego, co wypada chłopakowi, a nie wypada dziewczynie. Ale nadal chłopcom strasznie trudno przyznać się do porażki, niedomogi seksualnej, braku posiadania dziewczyny. W świecie męskim obowiązuje konkurencja, rywalizacja, a przyznanie się do słabości, roztkliwianie się nad sobą to oddawanie pola innym samcom. Powiedzmy jasno: mężczyźni w ogóle mają problemy, by mówić o emocjach. A o seksie najchętniej mówią w kategoriach technicznych. Myślenie o zbliżeniu plasuje się w kategorii sukcesu lub porażki. Dać orgazm kobiecie, nie myśląc nawet o swojej przyjemności, to jakby przejmować nad nią władzę, dowartościowywać się w roli męskiej. Mam pacjenta, który posiada wielkie wyobrażenie o swej potencji seksualnej, ale tego nie realizuje. Ze strachu, a nuż nie wyjdzie. Boi się weryfikacji, konfrontacji z własnym wyobrażeniem o swojej ogromnej potencji. Bezpieczniej gromadzić możliwości, sprawdzian to ryzyko ujawnienia, że nie jestem wcale taki dobry, jak o sobie myślę... Mężczyźni lubią budować dla siebie wizję supersamca o superpotencji, bez możliwości konfrontacji. Szczera rozmowa to też mogłaby być dekonspiracja.

To jasne, że im więcej fikcji w seksie, tym trudniejsza szczera, intymna rozmowa.
Szczera rozmowa zmuszałaby wielu mężczyzn do ujawnienia prawdy o sobie, więc posługując się umiejętnościami aktorskimi, zatajają prawdę albo szybko przechodzą na inny temat, bo nie czują się na siłach, by odgrywać rolę supersamca przed kolegą, który jest też rywalem.

Nigdy nie ufałem tym, którzy o seksie dużo gadają i przechwalają się – ta rycząca krowa też nigdy za wiele mleka nie daje...
O tak, często takie gadulstwo w seksie to pozorna łatwość w poruszaniu tych zagadnień. Dużo mówię, więc jestem swobodny i nie mam kompleksów. Oczywiście, to często fasada skrywająca nieśmiałość czy erotyczną niemoc. Nie bez powodu utarło się powiedzenie: erotoman gawędziarz, na określenie faceta, który jedynie przechwala się, a w konkretnym działaniu jest bardzo nieporadny i wycofany.

A byłoby naturalne i zdrowe, gdyby młodzi mężczyźni ze sobą rozmawiali o seksie, dzielili się doświadczeniami, obawami. O tym jednak nie ma mowy. Brak tu też tradycji. Ale widzę również inny problem – źle, jeśli mówi się za łatwo o seksie – jak o sporcie czy jedzeniu. Gdzie tu uczucia? One z kolei bywają zbyt intymne, by je ujawniać znajomemu, one umierają wyjęte z tajemnicy. Trudno więc o nich mówić, ale też niedobrze zupełnie milczeć...
Czasami seks wyrażany w słowach i gestach przez mężczyzn jest strywializowany, pozbawiony otoczki emocjonalnej, bardzo powierzchowny. A oceniamy ludzi zwykle po tym, jak się wyrażają, w jaki sposób ujawniają i opisują uczucia – tu wielu mężczyzn nie zdaje egzaminu. Ale należy pamiętać, że nie jest to jednoznaczne z płytkością życia uczuciowego mężczyzn. To byłoby uproszczenie.

Marek Jasiński doktor nauk humanistycznych w zakresie psychologii. Posiada m.in. międzynarodowy certyfikat psychoanalityka wydany przez IPA (International Psychoanalytical Association) oraz certyfikat seksuologa klinicznego. Jego zainteresowania naukowe koncentrują się wokół zagadnień psychoanalizy i seksuologii, a w szczególności obejmują problematykę patologii więzi międzyludzkich, problemów tożsamości płciowej i psychoterapii.

  1. Seks

Inteligencja seksualna – na ile jesteśmy świadomi swoich potrzeb?

Inteligencja seksualna jest nierozerwalnie związana z akceptacją seksualności jako integralnej części osobowości, ale też z gotowością i motywacją do tego, by tworzyć satysfakcjonujące, oparte na bliskich relacjach, związki intymne. (Fot. iStock)
Inteligencja seksualna jest nierozerwalnie związana z akceptacją seksualności jako integralnej części osobowości, ale też z gotowością i motywacją do tego, by tworzyć satysfakcjonujące, oparte na bliskich relacjach, związki intymne. (Fot. iStock)
Wbrew pozorom nie po to, by bez zająknięcia wymienić nazwy stu łóżkowych pozycji czy świetnie się orientować w ofercie sex shopów. Raczej po to, by nasze życie erotyczne było udane i naprawdę zgodne z tym, co nam w duszy – a także w zmysłach – gra. 

Znajomość siebie, swoich potrzeb i zahamowań oraz warunków, w których możemy je przekraczać. Odwaga, żeby prosić o to, co nam naprawdę sprawia przyjemność, i gotowość, żeby dawać partnerowi to, czego potrzebuje. Wiedza o tym, co różni mężczyznę i kobietę. Umiejętność odmawiania i otwartej komunikacji w sprawach seksu, także rozumienia drugiej osoby, ale i własnych reakcji. Wszystko to właśnie zawiera w sobie inteligencja seksualna – termin, który robi ostatnio furorę.

– Inteligencja seksualna jest nierozerwalnie związana z akceptacją seksualności jako integralnej części osobowości, ale też z gotowością i motywacją do tego, by tworzyć satysfakcjonujące, oparte na bliskich relacjach, związki intymne. To niezwykle ważne, bo poziom inteligencji seksualnej decyduje o tym, czy jesteśmy zadowoleni z życia erotycznego – uważa Małgorzata Zaryczna, seksuolożka i psycholożka z Centrum Psychoterapii MAGO w Warszawie. – Im więcej wiemy o seksualności, relacji, bliskości i człowieku, z którym tworzymy parę, tym więcej mamy frajdy w sypialni.

Dobra wiadomość: z inteligencją seksualną jest nieco inaczej niż z poziomem IQ. Ten ostatni jest wrodzony, pierwszy – można skutecznie podnosić. I co ważniejsze – da się go w prosty sposób określić. Poprzez stopień zadowolenia z tego, co robimy w łóżku.

Tylko ty!

Zwolennicy i zwolenniczki wielu przygód i podbojów nie ucieszą się zapewne, ale według fachowców osoby naprawdę inteligentne seksualnie stawiają na jednego partnera. Wierność jest afrodyzjakiem!

– Dla satysfakcji w łóżku ważniejsza od ilości jest jakość – podkreśla Zaryczna. – Chcemy, żeby nasze życie seksualne naprawdę było na wysokim poziomie? Inwestujmy w budowanie dialogu z jedną osobą.

Jednak pogłębianie więzi, dbałość o potrzeby drugiej strony i komunikowanie swoich odczuć, zbyt często przerastają zdolność, motywację i chęć przeciętnych polskich kochanków. Oto typowy obraz współczesnego życia seksualnego: kilka minut stosunku, w tej samej co zwykle pozycji, rozładowanie i… koniec. Nie celebrujemy bliskości.

– Mądrze jest traktować seks nie tylko jako akt fizyczny służący rozładowaniu napięcia czy podreperowaniu poczucia własnej wartości, lecz jako zbliżenie, najgłębszy rodzaj kontaktu pomiędzy dwojgiem ludzi – uważa Zaryczna. – Inteligencja seksualna pomaga nam zrozumieć, że nie możemy stworzyć dającej prawdziwe zadowolenie więzi erotycznej bez emocjonalnej. Potrzeba seksualna leży bowiem blisko potrzeby bezpieczeństwa. A tego nie da nam kontakt z przypadkową osobą.

Potwierdzają to dobitnie badania dr Sharon Hinchcliffe z University of Sheffield, która przeprowadziła 46 wywiadów z kobietami w wieku od 23 do 83 lat. Okazało się, że tylko 10 proc. z nich odczuwało satysfakcję z przygodnego seksu.

Z kolei z badań dr. Michaela Milburna z University of Massachusetts w Bostonie, autora książki „Sexual Intelligence”, wynika, że najniższy poziom inteligencji seksualnej wykazują osoby często zmieniające partnerów. Mimo przemian obyczajowych dla większości ludzi wciąż najważniejsza jest stabilność i przywiązanie.

Jeśli wizja uprawiania seksu z jednym partnerem do końca życia przeraża nas, to dla sypialnianego dobra powinniśmy przynajmniej w kontaktach miłosnych stawiać na coś więcej niż wakacyjne, krótkotrwałe romanse.

Nie za daleko i nie za blisko

Kolejnym bardzo ważnym składnikiem erotycznej inteligencji jest umiejętne zarządzanie dystansem w związku, a właściwie wypośrodkowanie między wolnością a zażyłością. Powinniśmy się nauczyć dawać sobie przestrzeń bez oddalania się od siebie. Jeśli kontakt będzie zbyt intensywny, nasza erotyka tego nie zniesie: stłamsimy ją.

– Wiele osób chce być z partnerem tak blisko, by stanowić niemal jedno ciało – mówi Zaryczna. – To kiepski pomysł, bo przecież własne ciało raczej nas nie podnieca… Erotyka to obok bliskości także zaskakiwanie siebie nawzajem, nuta niedopowiedzenia, trochę odświeżającego dystansu.

Żeby między nami iskrzyło, nie możemy być ze sobą non stop. Kiedy kobieta idzie z mężczyzną na imprezę i obserwuje, jak on tańczy z innymi kobietami, i wie w dodatku, że one uważają go za atrakcyjnego – sama zaczyna go bardziej pragnąć. Podobnie mężczyzna, który zauważa, że jego partnerka się czymś żywo interesuje, że potrafi zatracić się w swojej pasji tak, że nawet o nim zapomina i trzeba ją „gonić” – widzi ją jako wartą starań, bardziej pociągającą.

Bądźmy inteligentni – nie traktujmy każdej niezależnej inicjatywy ukochanej osoby jako ataku na więź i bliskość. Pozwólmy jej zdobywać doświadczenia poza związkiem – żeby mogła je potem „przynieść” i w ten sposób wzbogacić to, co już mamy.

– Cała sztuka polega na tym, żeby być na tyle blisko, by tworzyć związek, lecz na tyle daleko, by nie wygasło napięcie seksualne – uważa seksuolożka. – Zmęczeni pracą, obowiązkami domowymi i dyskusjami o rachunkach, zapominamy, jak to było nosić podniecającą bieliznę i zawsze mieć ochotę na gorący seks. Warto kilka razy w tygodniu starać się odnaleźć w sobie echo tej kochanki czy kochanka, jakimi kiedyś byliśmy i nadal chcielibyśmy być.

Erotyczna mądrość to także rozmawianie o seksie, umiejętność komunikowania się, zadawania pytań, wsłuchania się w potrzeby partnera. My jednak mamy raczej tendencję do zabawy w jasnowidzenie: jeśli znamy partnera od lat, to uważamy, że nie musimy go o nic pytać, bo doskonale wiemy, co czuje i czego chce, a co mu się nie spodoba. W ten sposób zamykamy się w kręgu własnych wyobrażeń i okradamy z wymiany i możliwości wspólnego odkrywania nowych obszarów.

– Trudno się rozmawia o seksie, a chyba najtrudniej powiedzieć drugiej osobie, czego się chce – mówi Zaryczna. – Nie umiemy prosić o to, czego pragniemy, bo boimy się urazić partnera lub przed nim odsłonić. Poza tym wydaje nam się, że dobra komunikacja polega na tym, by skutecznie przekonać drugą stronę do tego, czego my chcemy. Nic z tych rzeczy! Chodzi raczej o przekazanie w nieofensywny sposób swoich pragnień – z gotowością i otwartością na czyjąś reakcję, nawet jeśli nie będzie po naszej myśli. Gdy ukochana osoba będzie robić dokładnie to, czego chcemy – szybko się tym znudzimy.

Tyle, ile trzeba

Mamy tendencję do myślenia, że udane życie erotyczne można zmierzyć częstotliwością uprawianego seksu. Im więcej, tym lepiej. Ale jeśli sprowadza się ono do kilku minut stosunku – to czy naprawdę warto przyznawać za to laury? Prędzej czy później odczujemy, że kochamy się wprawdzie często, ale dość mechanicznie…

– W wielu związkach przyjmuje to postać pościgu – uważa seksuolożka. – Jeśli nie mamy ochoty na seks, trudno odmówić partnerowi. Boimy się, że to postawi naszą relację nad przepaścią. Wysilamy się, by życie erotyczne nie zamarło, próbujemy nowych pozycji, eksperymentujemy. Tak jakby nasze życie miało stać się jakąś pustynią po tygodniu czy dwóch bez seksu!

A przecież „źródło” seksualności istnieje tak długo, jak długo tworzymy parę i chcemy ze sobą być. Nie staniemy się osobami aseksualnymi – no, chyba, że się znienawidzimy i nie będziemy chcieli mieć ze sobą kontaktu albo gdy tak się zbliżymy, że staniemy niemalże jednym ciałem i zdusimy erotykę. Jeśli nie wpadniemy w żadną z tych skrajności, seksualna pustynia nam nie grozi.

– Zmysłowe IQ to między innymi świadomość, że seksualność podlega naturalnym rytmom i wahaniom – podkreśla dr Zaryczna. – I na szczęście jest tak, że kochankowie, którzy są wrażliwi na potrzeby partnera, także te dotyczące częstotliwości uprawianego seksu, po jakimś czasie potrafią dopasować je do siebie nawzajem.

To, że jedna ze stron ma ochotę na zbliżenie, nie jest ani lepsze, ani gorsze od tego, że druga jej akurat nie ma. Tym bardziej, że brak chęci na seks nie jest jednoznaczny z brakiem miłości. Ważne, żeby szanować odmienne potrzeby seksualne. Interpretowanie ich braku jako ataku lub wycofania jest mało rozsądne. Równie dobrze moglibyśmy mieć do partnera pretensję, że jest głodny albo że nie chce mu się jeść. Niezrozumienie i zarzuty w tej kwestii budują czasem między ludźmi bardzo wysoki mur, bo to bardzo delikatna materia. Dlatego tak ważne jest, żeby je dobrze rozumieć. Odmawiając partnerowi, nie mówmy: „to źle, że mnie pragniesz, bo ja ciebie nie”. Powiedzmy raczej: „ja ciebie kocham, lecz w tej chwili naprawdę nie mam ochoty na seks”.

Inteligencja seksualna zawsze bowiem przyjmuje założenie dobrych intencji z drugiej strony.

  1. Psychologia

Erotyka w snach. O czym fantazjujesz podczas snu?

Silna presja potrzeby seksualnej nie może wytwarzać snów, ale w dużym stopniu jest ona odpowiedzialna za ich treść. (Fot. iStock)
Silna presja potrzeby seksualnej nie może wytwarzać snów, ale w dużym stopniu jest ona odpowiedzialna za ich treść. (Fot. iStock)
Marzenia senne są często symboliczne. Co twoje sny mówią o twoich potrzebach erotycznych?

„Śniła mi się jaskinia, do której szedłem długim, wąskim korytarzem. W środku byli ludzie w przebraniach i z zasłoniętymi twarzami. Wnętrze oświetlały jedynie świece. Wyglądało to na jakiś rytuał.  Na czymś w rodzaju ołtarza leżała naga kobieta, pozostali stali tworząc krąg i podpierali się długimi laskami. Było to przerażające, ale miało w sobie coś podniecającego”.

„Śniło mi się, że spacerowałam brzegiem morza, było mi błogo i byłam zrelaksowana. Na plaży nie było nikogo. Nagle z naprzeciwka nadszedł mój profesor ze studiów. Był ode mnie dużo starszy, ale we śnie nie czułam różnicy wieku. Podszedł do mnie, wziął za rękę i razem weszliśmy do morza, nie zdejmując ubrań. Odczuwałam podniecenie i niesamowitą przyjemność”.

„Śniło mi się, że jestem w opuszczonym zamku, który miał mnóstwo schodów. Czułem niepokój chodząc po korytarzach i piętrach. Nagle z jednej komnaty wyszła moja żona i zaczęła się uwodząco uśmiechać, już zacząłem iść w jej kierunku, kiedy z drugiej komnaty wyszła jej siostra i także kusząco na mnie patrzyła. Czułem się nieswojo i nie wiedziałem co robić. Było to podniecające, choć kłopotliwe”.

To kilka przykładów z niezliczonej ilości marzeń sennych, jakie może zafundować nam nasz mózg, kiedy śpimy. Skąd jednak w naszych snach dziwne sytuacje, nieznane postaci - co to wszystko tak naprawdę oznacza?

Marzenia senne to aktywność psychiczna spontanicznie występująca w czasie snu. Śni każdy, nawet jeśli temu zaprzecza, dzieje się to jednak wyłącznie w tzw. fazach snu paradoksalnego, podobnego pod względem procesów bioelektrycznych mózgu do stanu czuwania, mimo, że jest to sen głęboki. W trakcie marzeń sennych odbywa się proces obrazowego przetwarzania nierozwiązanych problemów i konfliktów, który rozładowuje napięcia psychiczne.

Silna presja potrzeby seksualnej nie może wytwarzać snów, ale w dużym stopniu jest ona odpowiedzialna za ich treść. Może przy tym dochodzić do erekcji penisa lub łechtaczki, a nawet do orgazmu.

W interpretacji snów Zygmunt Freud, austriacki neurolog i psychiatra, widział najlepszą drogę do nieświadomości, czyli do wypartych pragnień i konfliktów, powodujących powstawanie nerwic. Przyczyn zaburzeń psychicznych upatrywał on przede wszystkim w niezaspokojonym popędzie seksualnym, stąd jego teoria marzeń sennych skoncentrowała się w głównej mierze na rozszyfrowywaniu seksualnej treści symboli sennych. I tak wszelkie przedmioty o wydłużonym kształcie, laski, pnie drzew, parasole, wszystkie rodzaje broni podłużnej i ostrej, noże, sztylety, piki mają wyobrażać męski członek. Natomiast puszki, pudełka, skrzynie, szafy, piece odpowiadają ciału kobiecemu, podobnie jak jaskinie, statki i wszelkiego typu naczynia. Jako częste symbole stosunku seksualnego wymieniał Freud latanie, jazdę pociągiem oraz wchodzenie po drabinie i schodach.

W wielu snach seks występuje właśnie w postaci symboli. Kiedy jednak pojawia się bezpośrednio, oznacza to, że łatwiej akceptujemy swoje własne pragnienia i urazy na tle seksualnym. Sny erotyczne mówią też, przed jakimi wyzwaniami stajemy i jak przebiega nasz rozwój. W rozwoju psychicznym i seksualnym zastój następuje jedynie wtedy, gdy na określonym etapie dojrzewania zatrzymają go choroba lub cierpienie. Wówczas jednak problem ten będzie uparcie pojawiał się w snach, aż do czasu gdy będzie można go rozwiązać.

Tymczasem według Carla Gustawa Junga, szwajcarskiego psychiatry i ucznia Freuda, w każdym z nas, niezależnie od własnej płci, istnieje wewnętrzny aspekt osobowości mający płeć przeciwną, czyli w każdym z nas istnieje pierwiastek zarówno kobiecy (Anima) jak i męski (Animus). Jeśli zaprzecza się jego istnieniu lub go tłumi, często może się on pojawiać w postaci obrazów sennych, czasem rozpoznawalnych dla śniącej osoby, a czasami nie. We śnie odzwierciedleniem Animy, która symbolizuje nieznaną nam i najczęściej nie uświadomioną sferę uczuć, może być postać każdej kobiety. Tymczasem wyrazem Animusa, czyli męskich, uporządkowanych i ukierunkowanych na cel sposobów myślenia i zachowania, są wszelkie postacie męskie.

Zasadniczym celem rozwoju osobowości człowieka jest integrowanie i równoważenie w sobie tych różnych, a często przeciwstawnych sił męskich i żeńskich. Najczęściej jednak mamy do czynienia z sytuacją, kiedy któryś z tych aspektów wysuwa się na pierwszy plan, powodując wewnętrzną dysharmonię. Jeśli przewaga znajduje się po stronie Animusa, wówczas w naszych snach dominować będą męsko-falliczne symbole agresji, jak np. sztylet, włócznia, armata. Przewaga Animy objawia się albo poprzez fiksacje na cechach macierzyńskich, albo poprzez ucieczkę od rzeczywistości i strach przed żeńską seksualnością. Niezależnie od płci osoby śniącej, w marzeniach sennych może objawiać się dominacja, zarówno sił męskich jak i żeńskich. Pojawiające się w snach zachowania seksualne również powinniśmy odnosić do nas, nawet jeśli aktywne pod tym względem są tylko inne osoby. Erotyczne aspekty marzeń sennych należy interpretować przede wszystkim na płaszczyźnie podmiotowej. Seksualność symbolizuje zbliżenie i zjednoczenie męskich i żeńskich stron naszej osobowości. Świadomy i nieuświadomiony stosunek do naszych agresywnych i seksualnych impulsów popędowych współdecyduje o tym, czy w marzeniach sennych jesteśmy zdolni do swobodnych zachowań seksualnych. Przez nie wyraża się bowiem to, czy potrafimy podporządkować swoje seksualne impulsy i życzenia celowi zjednoczenia męskich i żeńskich aspektów osobowości, czy też żyją one własnym życiem, oderwane od procesów rozwojowych przebiegających w  naszej psychice.

Każdy sen, w którym pojawiają się treści seksualne, można interpretować na kilka różnych sposobów. Śniąca osoba sama decyduje, która z tych interpretacji jest najbardziej trafna. Będzie to zależało od tego, co w danym śnie było szczególnie uderzające. Nie wszystkie wyobrażenia występujące w snach związanych w jakiś sposób z erotyką muszą stanowić sugestię samego aktu płciowego. Często mogą one ukazywać, jak ktoś radzi sobie z własną seksualnością, związkami i emocjami.

Sny mogą stanowić pomoc w rozwiązywaniu problemów pojawiających się w związkach intymnych. Prawie każdy sen śniony w sytuacji kryzysowej dla naszego związku wyraża lęki i nadzieje, które z nim podświadomie wiążemy. Sny wyrażające nadzieje pokładane w związku można potraktować jako wskazówkę do pozytywnego przetwarzania snów ujawniających związane z nim podświadome lęki.

  1. Seks

Kalendarz erotyczny

Seksualne potrzeby i wizja życia erotycznego mężczyzn i kobiet przez pierwsze 20 lat… mocno się rozmijają. W trzeciej dekadzie życia zaczynamy podobnie myśleć „łóżkowo”, by po kolejnych 10 latach osiągnąć stan jedności. (Fot. iStock)
Seksualne potrzeby i wizja życia erotycznego mężczyzn i kobiet przez pierwsze 20 lat… mocno się rozmijają. W trzeciej dekadzie życia zaczynamy podobnie myśleć „łóżkowo”, by po kolejnych 10 latach osiągnąć stan jedności. (Fot. iStock)
Piękni dwudziestoletni, zapracowani trzydziestoletni i świetni czterdziestoletni! Kochankowie jak wino – im starsi, tym lepsi. Właśnie tak!

Co widzi mężczyzna, kiedy patrzy na kobietę? Generalizując – dwudziestolatek widzi seks, seks i jeszcze raz seks. Dziesięć lat później dostrzega w niej partnerkę, ale i jej wymagania. Dopiero po czterdziestce ujrzy osobę. A kobieta? Niezależnie od wieku, w mężczyznach widzi przede wszystkim kandydatów na życiowych partnerów.

Natura spłatała nam niezłego figla: dojrzewanie mężczyzn i kobiet, ich seksualne potrzeby i wizja życia erotycznego przez pierwsze 20 lat… mocno się rozmijają! W trzeciej dekadzie życia zaczynamy podobnie myśleć „łóżkowo”, by po kolejnych 10 latach osiągnąć stan jedności.

Młody, zdolny 20+

Dla niego życie to seks. Testuje, szuka, sprawdza. Jest w pełni erotycznej mocy, napędza go duża dawka hormonów.

– Dwudziestolatek ma wrażenie, że jest u bram niebios! – mówi Małgorzata Zaryczna-Pogorzelska, seksuolożka, psycholożka i terapeutka. – Odkrył, że świat erotycznych rozkoszy stoi przed nim otworem. Jako nastolatek stwierdził, że ma sprawnego penisa. Teraz bada, co ten penis potrafi.

To jeden z najprzyjemniejszych treningów. Świat wreszcie pozwala mu na seksualną swobodę. „Nie mogę”, „nie wolno” – te słowa straciły dla niego znaczenie. Młody mężczyzna zachłystuje się więc seksem. – Jego życie to Walhalla, pełna pięknych kobiet, które można uwodzić, porzucać, podrywać kolejne, sprawdzać, co sam lubi, jak lubi i gdzie lubi – tłumaczy seksuolożka. – Jeśli postanowi rzucić się w wir seksualnych przygód i czerpać z nowej wolności garściami, nie myśli o odpowiedzialności i konsekwencjach. Używa życia. Zdaniem ekspertki, tę seksualną karuzelę dodatkowo nakręca świadomość, że to ostatni moment, by zaczerpnąć wolności. Dlatego pogoń za przygodami nabiera intensywności.

– Młody mężczyzna jest jak turysta w nowym mieście: ma wielki apetyt i każdy posiłek chce zjeść w innej restauracji – tłumaczy seksuolożka. – Jego relacje cechuje niestałość, zmienność, skłonność do eksperymentowania i naginanie granic. Szuka wprawdzie partnerki dla siebie, ale nie ma w nim jeszcze chęci stabilizacji, gotowości do pracy nad związkiem. Czuje się niczym w sklepie samoobsługowym. Mnóstwo rzeczy może oglądać, ale żadnej nie musi zabrać do domu.

Młodzieniec i jego dziewczyna

Czy to znaczy, że młodzi mężczyźni nie potrafią kochać? Skądże! Młodzieniec, zupełnie niespodziewanie dla samego siebie, może się gwałtownie i głęboko zakochać. Ulec potężnej fascynacji, która potrwa dłużej lub krócej. Jednak nie jest to jego celem. Choć może mu się zdarzyć miłość na całe życie – będzie to raczej przypadek. On na razie testuje i sprawdza – oraz wybiera kobiety, które… będą się podobały jego kolegom.

– Dwudziestolatek wciąż znajduje się pod silnym wpływem grupy rówieśniczej. Wybiera więc takie kobiety, których koledzy będą mu zazdrościć – tłumaczy Zaryczna-Pogorzelska.

Kolejną tajemnicą młodego mężczyzny jest to, że… paradoksalnie jego życie erotyczne jest mało owocne. – Taki, powiedzmy, dwudziestotrzylatek uprawia dużo seksu, ale uczy się niewiele. Pragnienie zdobycia kolejnych partnerek, potrzeba sprawdzania się sprawiają, że ma mało okazji, by dowiedzieć się, co naprawdę lubi. Bardziej się skupia na ocenie i osiąganiu niż na poznawaniu własnych seksualnych apetytów. Większość młodych chłopaków po prostu „zalicza” – mówi seksuolożka.

I przez to właśnie nie są najlepszymi kochankami. Kobieta i mężczyzna w tym wieku  kompletnie się rozmijają. Bo dwudziestolatka też przejawia tendencje do szukania przygód, eksplorowania świata seksu i poznawania jego granic – ale najchętniej robiłaby to w jednych ramionach. Niestałość i gwałtowność związków tego czasu to dyktat mężczyzn. Kobiety płacą za to wysoką cenę: – Mając dwadzieścia parę lat, najczęściej nie znają jeszcze swoich ciał i pragnień na tyle, by z łatwością szczytować, bo u kobiety jest to umiejętność nabyta, nie wrodzona – ostrzega ekspertka. – A uczyć się niełatwo. Z jednej strony czują presję otoczenia i mediów, by być istotą seksualną, a z drugiej – wolność seksualna rozbija się o stereotypy i ograniczenia kulturowe. Bądź seksowna, ale nie bądź łatwa. Uwódź, ale nie prowokuj. Wiele młodych kobiet ma więc zahamowania, kosztuje seksu powoli i nieśmiało. Testują swoje możliwości, potrafią erotycznie brylować w grupie, być niezwykle kobiece – ale to często tylko seksualny blef. Wykorzystują swoje ciała, by zainteresować i zatrzymać przy sobie młodych mężczyzn.

Właśnie wtedy mogą pojawić się takie problemy jak odczuwanie bólu podczas współżycia i brak orgazmu, związane ze zmuszaniem się do seksu i brakiem komunikowania swoich potrzeb. Młode kobiety w imię miłości godzą się na zachowania, które nie sprawiają im przyjemności – a bywają wręcz urazowe. Niestety, ich partnerzy często są tak skupieni na swojej seksualności, że nawet tego nie zauważają. I kobiety wchodzą w trzecią dekadę życia, nie mając zielonego pojęcia, czego w łóżku chcą, a przyjemność znając wyłącznie z masturbacji. Na szczęście męski seksualny dziki pęd zwalania przed trzydziestką. Pojawia się przestrzeń na to, by się wreszcie spotkać.

Trzydziestolatek: przełom

Ten, kto uważa, że trzydziestolatek jest królem życia, musi zweryfikować poglądy. – Trzydziestka to dziś chyba najbardziej stresujący dla mężczyzny wiek – rozwiewa złudzenia seksuolożka. – Kumulują się oczekiwania ze strony otoczenia. Musi podjąć wiele decyzji. Potrzeba zrobienia kariery zawodowej, znalezienia swojego miejsca w świecie, jest teraz największa. Pojawia się lęk: „czy dam radę?”. Bo jak nie teraz, to kiedy? Trzydziestolatek czuje presję, musi dać radę na wszystkich frontach. Do tego porównuje się z rówieśnikami: gdzie są teraz, co im się udało? To okres wzmożonej rywalizacji. Po dekadzie eksperymentowania zaczyna sobie zadawać pytania: „Kim jestem? Czego chcę? Do czego dążę?”. To dla mężczyzny czas przełomowy.

Zdaniem Zarycznej-Pogorzelskiej, ta grupa wiekowa też miewa problemy z nawiązaniem relacji, a potem ze zbudowaniem trwałych więzi. – Wymagania ze strony świata są tak duże, że mężczyźni już nie chcą kolejnych, a te nieuchronnie płyną ze strony partnerek – wyjaśnia seksuolożka. – A trzydziestolatka chce być lepszą połówką, a nie erotyczną zabawką. Rzadko zakłada przygodę na jedną noc i jeśli idzie z kimś do łóżka, traktuje to jako początek relacji – a to oznacza oczekiwania, zarówno w seksie, jak i w życiu. Mężczyzna o tym wie i się tego obawia.

Kobieta 30-letnia dąży do założenia rodziny. Czas ją pogania. Mężczyzna dopiero zaczyna myśleć o stabilizacji. Patrząc na kobietę, widzi kochankę, partnerkę, a także wizytówkę swojego sukcesu zawodowego. Wciąż jednak jeszcze nie ma dużego apetytu na bliskość. Na razie wystarczą mu wspólne kolacje i weekendy. Założenie rodziny nadal oznacza rezygnację z możliwości, jakie sobie w pocie czoła wypracował.

– Mężczyzna w tej dekadzie życia pewnie zaczął już rozważania na temat założenia rodziny, ale wciąż są to tylko rozważania. I wcale nie jest powiedziane, że wybierze rodzinę. Może się okazać, że będziesz musiała poczekać, aż zbliży się do kolejnej dekady – ostrzega seksuolożka. – Choć zdarzają się wyjątki.

Seks ze znakiem jakości

Stosunek trzydziestolatka do seksu też się zmienia: staje się zadaniowy. Mnóstwo mężczyzn w tym wieku bierze pod lupę każdy aspekt swego życia, także wydolność fizyczną i aktywność seksualną. – Trafiają do mnie panowie po trzydziestce, zadający pytania: „Czy współżycie trzy razy w tygodniu oznacza, że nasz seks się kończy? Czy jeśli nie mamy gadżetów z sex shopu, to jesteśmy nudni?” – mówi seksuolożka.

Sfera seksualna wciąż jest sferą osiągnięć. Teraz już jednak nie chodzi o „więcej i szybciej”, ale o seks lepszej jakości. Życie erotyczne trzydziestolatka jest bardziej urozmaicone,  wysmakowane, lepiej dopasowane do jego własnych potrzeb i zapatrywań. To dobra wiadomość dla kobiet, bo właśnie w tym okresie zaczynamy powoli wyrównywać szyki: 30-letnia kobieta jest już bardziej pewna siebie i lepiej zrozumie swoją seksualność. Wie, czego chce, co sprawia jej przyjemność – nauczyła się ją odczuwać. Trzydziestolatka zaczyna się otwierać na eksperymenty, bo tego chce – a nie, bo powinna. Zaczyna komunikować swoje potrzeby – są więc spełniane, a seks staje się bardziej satysfakcjonujący. Po trzydziestce kobiety częściej myślą o seksie, są też bardziej skłonne realizować swoje fantazje. Trzydziestolatek, który pragnie zadbać o jakość swojego życia seksualnego, spotyka w rówieśniczce godną partnerkę. Mają szansę stworzyć udany związek. Pod jednym warunkiem: – Ten czas może być wspaniałym okresem budowania dojrzałych więzi – mówi Zaryczna-Pogorzelska. – Ale może też być pułapką: gdy w pogoni za ideałem wezmą swoje życie intymne pod zbyt dużą lupę. Dlaczego? Bo zamiast zadawać sobie pytanie: „Co mi się najbardziej podobało?”, martwią się: „Co mogło pójść lepiej?”.

Czterdziestolatek: czas bilansu

Po przekroczeniu czterdziestki mężczyzna zaczyna się przyglądać swemu życiu. – To fantastyczny moment na rozwój i eksplorację nowych sfer seksualności – uważa seksuolożka. – Jesteśmy już z reguły w stałych związkach, czujemy się ze sobą bezpiecznie, możemy więc sobie pozwolić na więcej. Przychodzi czas na seks jak najbardziej różnorodny, bogaty w eksperymenty. Mężczyzna wreszcie nie pędzi w seksualne przygody, nie bierze wszystkiego pod lupę, ale bada siebie, własne pragnienia, potrzeby, ścieżki rozkoszy. Kiedyś ważny był sam seks. Teraz ważne są własne upodobania i dopasowanie do nich seksualnej aktywności.

Mnóstwo badań potwierdza, że najbardziej zadowoleni ze swoich związków i seksualności są właśnie czterdziestolatkowie. Mają powody: są w kwiecie wieku, sprawni fizycznie i najlepiej się rozumieją z partnerkami. Zdaniem Zarycznej-Pogorzelskiej, właśnie ten etap może być dla pary najlepszy: nie tylko są zgrani i mają podobne potrzeby, ale czterdziestolatek jest naprawdę fajnym kochankiem, bo nakierowanym na potrzeby partnerki. Przestaje sprawdzać samego siebie, bić rekordy, szukać wrażeń. Zna też kobiece ciało. Przestaje się spieszyć, ma czas na pieszczoty. Wie, że lepiej pytać partnerkę, niż kierować się własnymi pomysłami na jej seksualność. Wreszcie jest gotów zaspokoić kobiecą potrzebę bycia wysłuchaną. Zdaniem seksuolożki, właśnie teraz obie płcie bardziej się doceniają. Kiedy mamy po 20 lat, tego kwiatu jest pół światu. W wieku 30 lat wciąż jest duża rotacja. Dopiero po czterdziestce zaczynamy doceniać partnera jako osobę. Wielkiej wagi nabierają komplementy i okazywanie sobie nawzajem, że jesteśmy dla siebie ważni.

– Kobieta jest dla czterdziestolatka partnerką, przyjaciółką, towarzyszem. A jeśli jest zadbana – jest też miarą jego atrakcyjności seksualnej – podkreśla Zaryczna-Pogorzelska. – Seks dla niego to już nie tylko sposób na orgazm, ale też na bliskość, bycie dla kogoś ważnym i atrakcyjnym. I jeśli tego zabraknie, mężczyzna może zacząć szukać szczęścia w innych ramionach.

Bywa jednak, że życiowy bilans wypada kiepsko: porównanie z rówieśnikami pokazuje, że inni poszli dalej – i w duszy czterdziestolatka rodzi się niepokój. Jeśli w dodatku w przeszłości skupił się wyłącznie na karierze i nie dbał o relacje, w czterdziestkę wkracza osamotniony. A gdy zabraknie mu kogoś, kto widzi w nim prawdziwego mężczyznę – pojawia się widmo rozwodu. W dodatku mogą dawać o sobie znać pierwsze problemy ze zdrowiem, a co za tym idzie – z seksem. I to jest moment, w którym mężczyzna kupuje czerwone ferrari!

Oczywiście, może się zdarzyć, że stworzysz udany (także w sypialni) związek z mężczyzną w wieku 26 lat, a rozczarujesz się Piotrusiem Panem po czterdziestce. Warto jednak poznać naturalny kalendarz erotyczny, nawet jeśli jest pewną generalizacją.

  1. Seks

Fantazje erotyczne - jakie skrywają o nas informacje?

To, o czym fantazjujemy w obszarze seksualnym, wiele mówi o naszych brakach, tęsknotach i niespełnionych pragnieniach. (fot. iStock)
To, o czym fantazjujemy w obszarze seksualnym, wiele mówi o naszych brakach, tęsknotach i niespełnionych pragnieniach. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
W fantazjach nie chodzi tylko o podniecenie i rozładowanie jak w pornografii. To tajemniczy język, który kryje ważne treści. Warto go odszyfrować, bo pozwala poznać przyczyny niezadowolenia z życia, nie tylko erotycznego – mówi Karolina Strojecka, psychoterapeutka zaburzeń seksualnych.

W swoich fantazjach był… maskotką: białym puszystym króliczkiem z niebieską kokardką. Jakiś nieudacznik? Gdzie tam! Miał wiele kochanek i partnerek. Ale żadna kobieta nie była dla niego dość dobra. Przyszedł do seksuolożki, bo był już tym zmęczony. No i poznał Elizę. Smukłą, wysoką blondynkę w typie sportowym. Ideał. Po kilku miesiącach, najwyżej roku, zawsze dochodziło do rozstania. Bał się więc, że i tym razem tak będzie. I że to Eliza odejdzie. Dlaczego? Adrian nie lubił inicjować seksu, chciał, żeby kobieta pierwsza go całowała, dotykała. Żeby potwierdzała jego atrakcyjność. Podziwiała. Pieściła jak króliczka…

Fantazja pomogła nam poznać przyczynę jego problemów ze zbudowaniem trwałego i dobrego związku, a także tych seksualnych schematów – mówi Karolina Strojecka, terapeutka zaburzeń seksualnych. – Spoczywała ona ukryta głęboko pod stertą wspomnień, a zwłaszcza trudnych uczuć z czasu, gdy Adrian miał kilka, a potem kilkanaście lat.

Żadna partnerka nie mogła mu dogodzić, bo nie pragnął niczego, co którakolwiek kobieta mogłaby mu dać. Którakolwiek poza jego matką. Adrian chciał tego, czego nie dostał w dzieciństwie. Bezskutecznie zabiegał wtedy o uwagę matki, zakochanej i zapatrzonej w romansującego na lewo i prawo męża. Zwracała się ku synowi tylko wtedy, kiedy odnosił jakieś dziecięce sukcesy, np. pięknie zaśpiewał na akademii w przedszkolu, wygrał konkurs na wypracowanie o babim lecie w szkole. Ładnie ubrany, z aksamitką na białej koszuli, miał rumieńce radości, mogąc przejrzeć się w oczach mamy. Cieszyła się, klaskała, a potem opowiadała jego ojcu, jakiego to mają wspaniałego synka. Reflektor jej uwagi gasł, pogrążając chłopca w mroku smutku, kiedy był zwyczajnym dzieciakiem: bawił się samochodzikami na podłodze w pokoju czy wracał z katarem ze szkoły. Adrianowi brakowało codziennej, zwyczajnej uwagi i czułości matki przez całe dzieciństwo. Ten głód wyraził symbolicznie w swojej pluszowej fantazji.

Dziura w koszyku

Brak miłości w dzieciństwie, kiedy dorośniemy, staje się jak dziura w koszyku, do którego zbieramy radość życia, poczucie bycia wartym miłości i kochanym. Cokolwiek tam wrzucimy, wyleci i koszyk pozostaje pusty, a my emocjonalnie głodni i niepewni siebie. Żadna kobieta, choćby nie wiadomo ile głasków ofiarowała Adrianowi, nie była w stanie zaspokoić jego pragnienia bycia widzianym i kochanym. Pomóc mogło tylko załatanie dziury w jego sercu. Łatą było zobaczenie tego, co odczuwał jako chłopiec. Odreagowanie trudnych emocji z dziecięcego pokoju: złości na matkę, smutku. A potem pogodzenie się z tym, że tamten czas już nie wróci i Adrian nie dostanie miłości mamy. To powinno wystarczyć, by mógł przyjąć miłość erotyczną kobiety.

Fantazje to poważna sprawa – mówi Karolina Strojecka. – Wydaje się, że mówiąc o nich, możemy tylko zawstydzić siebie i innych swoją perwersją. Otóż nie. Ujawnienie i analiza obrazów z naszej wyobraźni pomaga odkryć przyczyny braku zadowolenia z życia, nie tylko seksualnego.

Macho proszony na salony

Fantazja o dominującym kochanku, który łapie kobietę w pół, rzuca na łóżko i trzymając za włosy, bierze nawet wbrew jej woli, nie mówi wcale, że Zuza chce takiego kochanka. Że chce go mieć na co dzień. Ustalać z nim, kto rano idzie pierwszy do łazienki! Albo czy kupić auto w kolorze jej oczu, czy takie, które jest dobrze widoczne na drodze. No nie. Zuza kocha męża – ciepłego misia. Macho to tylko fantazja. Czyli co? – Zazwyczaj odpowiedź na konflikt wewnętrzny i trudności, z jakimi psychika się mierzy – stwierdza Karolina Stojecka. – Warto się zastanowić, dlaczego w lnianej pościeli w błękitne drobne kwiatki obok Zuzy i jej męża pojawia się macho?

Nie wystarczy opowiedzieć misiowi o tej fantazji? A potem wspólnie odegrać takie oto przedstawienie: misio – wciśnięty w drogi garnitur (bo to konieczny kostium macho mana z korporacji) – po przyjściu do domu bierze Zuzę. Trochę siłą, ale zgodnie z jej wolą. Na stole w kuchni albo na podłodze w salonie, byle nie w pościeli w kwiatki.

Karolina Stojecka: – Powiedzieć o swoich fantazjach partnerowi i je zrealizować? Jasne! Tylko że nie umiemy rozmawiać o seksie. Żartować z koleżankami o tym, czego byśmy posmakowały w seksie – tak. Ale odsłonić się przed partnerem? Czemu to takie trudne?

Kochanie, marzę, żebyś...

Ewa chce być jak kwiat. Związana sznurkiem, unieruchomiona. Zatrzymana w pięknie i zmysłowości. Naga. Bondage – zabawa seksualna polegająca na tym, że jeden z partnerów krępuje drugiego sznurem. Jego zwolennicy mówią, że związana tak kobieta wygląda jak bukiet. Takie fantazje ma Ewa, odkąd zobaczyła album japońskiego fotografa Arakiego. A w nim zdjęcia kobiet: jak pudełka prezenty z ciała i seksu. Poczułaby się wtedy bezpieczna. Poddana całkiem woli mężczyzny. Sama myśl ją podnieca, ale czy powie o tym Robertowi?

Kobieta mówi o fantazjach tylko wtedy, gdy ma poczucie bezpieczeństwa i bliskości w związku. Jest pewna, że partner akceptuje ją taką, jaka jest – mówi Karolina Stojecka. – Nie zaatakuje: „No co ty? Jak możesz?” albo „Takie świństwa mnie nie interesują”. Pacjentki obawiają się takiej reakcji partnera i pytają mnie często, jak sobie z tymi obawami radzić. „A jak popłaczę się i ucieknę?!” – mówią, kiedy radzę im mimo lęku opowiedzieć partnerowi o fantazjach. Odpowiadam: „Łzy to nie jest zła rekcja na »nie«”. Niech mężczyzna zobaczy, że jego partnerka ma miękki brzuszek, że jest jej przykro, a więc to dla niej ważne. Byleby odpowiedzią na jego „nie” nie była agresja: „I tak byś nie dał rady!”. Jeśli nawet partner ostro utnie propozycję sekszabawy, to wcale nie znaczy, że źle myśli o swojej kobiecie. Może naprawdę się obawiać, czy sprosta jej oczekiwaniom, czy da radę. A jak dwie osoby się przestraszą, to konflikt może pójść na noże.

Ewa powiedziała o swojej fantazji Robertowi i choć za pierwszym razem ją zbył, nie poddała się. Za radą terapeutki ponowiła prośbę po tygodniu. Robert w tym czasie zaciekawił się tym, czego pragnęła, bo też taka propozycja może rozpalić wyobraźnię mężczyzny. Trzeba mu tylko dać czas, by się z nią oswoił. By przejął kontrolę nad tym, czego chce jego kochanka, zaplanował i umiał zrealizować to, czego ona chce. Tak też się stało, bo Robert powiedział: „Dobrze, w weekend”. A jeśli mówienie o fantazji jest niemożliwe lub zbyt trudne? Albo partner naprawdę nie chce jej spełnić, ale jest otwarty na zmiany w relacji? Są inne sposoby na skorzystanie z mądrości, jaką niesie erotyczna wyobraźnia.

Zobaczyć w Misiu Rozpustnika

Dlaczego, kiedy Zuza zamknie oczy, jak diabeł z pudełka wyskakuje z jej wyobraźni macho? Łapie ją w pół i ciągnie ku całkowitemu zatraceniu zmysłów. Zuza chciała zrozumieć siebie, dlatego znalazła się w gabinecie specjalisty. Ojciec? O to zapytał ją seksuolog. Zuza miała dominującego i wybuchowego ojca. A i z mamą nie było jej lekko. Bała się ojca i czuła dystans do zimnej i wycofanej matki. Wybrała więc na partnera ich przeciwieństwo. Mimo jednak niechęci do powtórki emocjonalnej z dzieciństwa dla Zuzy, tak jak dla każdej kobiety, nieświadomym symbolem męskości pozostał ojciec. Wybuchowość i impulsywność podnieca więc Zuzę, a zarazem ją odrzuca. Odkrycie, kto tak naprawdę ukrywa się w postaci macho, to pierwszy krok. Drugi, dopełnienie jej związku o brakujący męski aspekt. Mąż daje jej poczucie bezpieczeństwa, ale nie ma w sobie nic z macho – nie ma nawet grama spontaniczności. Nie wykazuje też w świecie zmysłów żadnej inicjatywy. Jeśli Zuza chce być z nim szczęśliwa, musi w misiu odnaleźć rozpustnika. Czy to możliwe? Z odkurzaczem w ręku na co dzień nie prezentuje tego męskiego aspektu. Co nie znaczy, że go nie ma. Ona męski aspekt męża może też zobaczyć, kiedy pójdzie do jego firmy. Wyjęty z pościeli w drobne kwiatki misio okazuje się czasem szefem, który potrafi zdominować wielu mężczyzn. Dostrzec w mężu aspekt, którego w domu nie realizuje, to najprostsze rozwiązanie. Udało się: misio jest szefem firmy logistycznej, ma pod sobą kilkunastu kierowców. Uzupełniony o aspekt męskiej dominacji partner otworzył Zuzie drzwi do szczęścia we dwoje.

Dlaczego rozpustnik?

Mężczyźni rozdzielają często miłość i seks, żonę i kochankę. Kobiety czasem nie dostrzegają w mężu namiętnego kochanka. Takie rozszczepienie to efekt podwójnej moralności, odrzucania seksu jako czegoś złego i brudnego. To rozszczepienie (nazywane w seksuologii zespołem rycerza i rozpustnika albo madonny i ladacznicy) staje się powodem, dla którego mężczyźni szukają kochanki. Kobiety zazwyczaj tylko fantazjują, bo kultura nadal uczy je, że seks nie powinien być dla nich tak ważny jak macierzyństwo czy pomoc rodzicom. Dlatego wyobraźnia kobietom zazwyczaj wystarcza. Jednak i kobiety, i mężczyźni powinni starać się połączyć dwie postaci, na które rozpada się w ich doświadczeniu partner, aby być szczęśliwym, mieć poczucie wewnętrznej spójności. Jak połączyć rycerza i rozpustnika? Zuza przyjrzała się swoim wspomnieniom o tacie i zrozumiała, że wybuchowy ojciec był jej o wiele bliższy niż zimna matka. Bywał czuły i ciepły. Przypomniała sobie, jak jeździła z nim na żużlowe zmagania i jak się bawili, kibicując. Dopiero kiedy zaczęła dorastać, ojciec przestał mieć dla niej czas, zajęty pracą, alkoholem i konfliktem z matką. Zobaczenie ojca jako człowieka, który był i dobry, i zły, zintegrowało w wyobraźni Zuzy obraz mężczyzny. Celem jej fantazji nie był seks z macho, ale właśnie to wewnętrzne połączenie dwóch męskich aspektów.

Kiedy to on chce

Czerwone pończochy... Strój stewardesy! Mogę ci kupić! – jeśli mężczyzna przyzna się przed żoną do swoich fantazji, to, co wtedy nastąpi, zależy od tego, czy kobieta ceni siebie, czy nie. Jeśli jest pewna swojej wartości, uważa się za atrakcyjną, założy czerwone pończochy. Jeśli ma kompleksy, zrobi awanturę, że czerwone pończochy nosi żona jego brata! A w samolocie, którym lecieli do Egiptu, widziała, jak ślinił się na widok rudej stewardesy! A następnie wyciągnie z tego krzywdzące wnioski, dopasuje fantazje partnera do swoich kompleksów. Lepiej kupić pończochy i bawić się życiem we dwoje. – Wielu mężczyzn fantazjuje o kobiecych kostiumach. Takie przebieranki mogą im dać poczucie posiadania wielu kochanek, choć tak naprawdę pozostaną wierni jednej – mówi Karolina Strojecka. – Warto iść za ich wyobraźnią. Nawet jeśli żona brata nosi czerwone pończochy, a spotkana podczas lotu stewardesa była piękna, nie ma sensu tego wypominać. Wyobraźnia mężczyzny użyła tych obrazów, by pomóc mu dowiedzieć się, czego mu potrzeba.

Mężczyźni i kobiety miewają dziś często fantazje o męskiej dominacji. Czy to znak czasu? Czy mówi o jakimś wewnętrznym konflikcie toczącym się w kulturze? Mężczyźni czują się dziś niemęscy. Nie mają poczucia wpływu na rzeczywistość. Dowodem na to jest ich gremialna ucieczka w rzeczywistość wirtualną, w Internet, w gry i w pornografię – pisze prof. Philip Zimbardo w książce „Gdzie ci mężczyźni?”. Fantazje o macho są też odpowiedzią na męski kryzys. Kobiety stały się silne, decyzyjne. Kierują ludźmi w pracy i planują życie domu. Chcą więc chociaż w sypialni poczuć się małe, bezbronne i pożądane. Jak Ewa fantazjują więc o byciu bukietem kwiatów, a nie panią wiceprezes. – Kocham Roberta jeszcze bardziej, od kiedy zupełnie mu się oddałam, realizując fantazję w klimacie bondage – mówi Ewa.

Ukrywane pocałunki

Dorota fantazjuje często. Lubi to. Ale dziś jej marzenia wymknęły się spod kontroli. Dorocie „wyobraził się” pocałunek z... Kamą!? Przestraszyła się: „Czyżbym była lesbijką?”. Niekoniecznie. Może to być sygnał, że przeciwna płeć stała się dla Doroty zagrażająca. Dorota pokłóciła się z Tomkiem i od miesiąca nie śpią razem, nawet ze sobą nie gadają, poza technicznymi ustaleniami. Tomek pchnął ją tak, że kobieta ma siniaki na plecach. Jej mózg idzie więc na skróty i daje Dorocie czułość bezpieczną, bo płynącą od kobiety.

Fantazja o pocałunku z kobietą to wyraz złości i lęku, jakie budzi w niej mąż. Dorota potrzebuje namiętności i seksu, ale nie chce jej teraz od mężczyzny. Ta kobieta z jej fantazji, to… sama Dorota w masce Kamy. Bywa, że kiedy kobieta spotka swój ideał kobiecości, gdy marzy, by być tak piękną, atrakcyjną, niezależną i kobiecą jak tamta, to śni, że uprawia z nią seks, staje się więc nią.

Odkrywając fantazje, odkrywamy prawdę o człowieku – mówi Karolina Stojecka. – Jeśli tylko odważymy się im przyjrzeć. Zechcemy zrozumieć. Dorota powinna porozmawiać z Tomkiem i postawić granicę w ich relacji, by nie dochodziło do przemocy. Ale nie jest to proste, bo ojciec Doroty był „smutnym pijakiem”. Nie radził sobie ze sobą, a co dopiero z pracą, karierą. Dorota chce sobie skompensować ten brak męskiego wzorca właśnie eleganckim, ale za to agresywnym mężem. Tomek jest zadbany i silny. Agresja? To znak, że nie jest taki jak jej tato…

Internet niszczy fantazje

Pornografia podnieca. Owszem. Pokazuje kobiety zdominowane, jakimi bywają w fantazjach. Owszem. Ale tu podobieństwa się kończą. Porno to droga do szybkiego podniecenia i zaspokojenia. W fantazjach nie o to chodzi. Niosą także istotne nieświadome treści. – Fantazja pozwala poznać i rozwinąć swoją seksualność – mówi Karolina Strojecka. – Wzmocnić relację z partnerem. Podpowiada, co w niej uzdrowić. Pomaga się rozerotyzować. Otwiera na prawdziwą seksualną naturę.

Karolina Strojecka: psycholożka, psychoterapeutka, terapeutka zaburzeń seksualnych. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego i Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Poznawczej i Behawioralnej. Współpracowała z prof. Zbigniewem Lwem-Starowiczem w Instytucie Seksuologii PTS.