1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Czym jest tantra?

Czym jest tantra?

fot.123rf
fot.123rf
Coraz bardziej popularną na Zachodzie ścieżką rozwoju osobistego i duchowego jest tantra. Kojarzona głównie z rozwiązłą seksualnością wzbudza tyle samo lęku co i zaciekawienia. Czy duchowość rzeczywiście może wiązać się z seksem?

Wschodnia mistyka mówi, że w seksualności tkwi olbrzymia moc i że odkrycie oraz celebracja tej mocy prowadzi do komunii, czyli duchowego zjednoczenia z Bogiem…

Mistykom można wierzyć lub nie, trudno jest jednak zaprzeczyć, że to dzięki energii seksualnej przyszliśmy na świat. Jest też ona – jak pisał Freud – podstawowym motorem naszych działań. Można by rzec, że tantra, zamiast represjonować energię libido, uświęca ją. Zamiast sublimować, transformuje w kierunku rozwoju pełnego potencjału duchowego.

Takie podejście zakłada istnienie praktycznych narzędzi potrzebnych do pracy z energią seksualną. Pozwala to na wprowadzenie w pole świadomości oraz integrację odrzucanych zwykle popędów. Stąd też terapeutyczny wymiar tantry. Jeden z twórców psychoterapii somatycznych Wilhelm Reich twierdził, że zdrowy człowiek, to ten, który jest w stanie przeżyć w pełni odruch orgazmiczny. Oznacza to, że rodząca się w orgazmie energia nie ogranicza się tylko do naszej strefy genitalnej, ale rozchodzi się nieskrępowanymi falami po całym ciele. Taką ekstazę przeżywa np. dziecko ssące pierś matki. Doświadcza ono  błogostanu uczestnicząc w akcie zjednoczenia z matką. Jako dorośli w skutek gromadzenia napięć, oraz kulturowej opresji naniesionej na naszą seksualność, tracimy tę naturalną możliwość doświadczania pełnej ekstazy. Tantra – jako droga duchowa - w ekstazie widzi możliwość pełnego zjednoczenia z absolutem. Z tym, że uwaga, ekstaza nie jest celem samym w sobie, jest raczej narzędziem pozwalającym na doświadczenie komunii duchowej.

Trudno zaprzeczyć, temu, że w zachodniej kulturze przez ostatnie kilkanaście wieków sfera seksualna człowieka została obarczona poczuciem winy i wstydu. To najprostsza droga do zablokowania naturalnego przepływu tej podstawowej energii życiowej każdego z nas. Boimy się jej otwarcia jak puszki Pandory. Dlatego tantra, ze swoim pełnym szacunku podejściem, może stać się kluczem do odkrycia, że w naszych brzuchach chowa się prawdziwy skarb, a nie potwór.

Współcześnie praca tantryczna polega głównie na oswajaniu naszej energii seksualnej. Odkrywaniu na nowo radości i przyjemności płynącej z jej doświadczania. Pokazuje świętość naszego ciała, całego ciała. W tym „zwraca” nam nasze organy seksualne. Z powrotem każe się przyjrzeć i zbadać cóż też się chowa „tam na dole” między nogami. Czy aby nie zapomnieliśmy trochę o „tym”? A może traktujemy „to” instrumentalnie, rozrywkowo, sportowo, bądź z poczucia obowiązku wobec partnera…?

Poza tym, seks był, jest i zawsze będzie tematem budzącym zainteresowanie. Odnosi się przecież do naszych podstawowych potrzeb. Brak świadomości ciała, płynących przez niego uczuć i emocji, naturalnego doświadczania budzącej się w nim energii seksualnej sprawia, że nasze zainteresowanie seksem przybiera wypaczone i często wręcz niezdrowe formy. Nadużywamy swoich ciał. Bez kontaktu z wymiarem duchowym stajemy się łatwym łupem komercyjnego świata w którym liczy się szybki efekt, a nie świadomość i celebracja życia. W tantrze zaś chodzi przede wszystkim o świadomość, w której rodzi się zgoda na przyjęcie siebie takimi jakimi stworzyła nas natura.

Dawid i Zosia Rzepeccy zapraszają pary na dwuletni staż tantry - zaawansowany kurs miłości i współżycia.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Energia seksualna drogą do życia pełnego doznań w każdej sferze. Jak odpowiednio z niej korzystać?

Kachenka Foltova. (Fot. materiały prasowe)
Kachenka Foltova. (Fot. materiały prasowe)
Energię seksualną utożsamiamy najczęściej z pożądaniem, podnieceniem albo aktem seksualnym. A tymczasem może to być droga do życia pełnego doznań w każdej sferze. Wystarczy z niej odpowiednio korzystać. Jak? Podpowiada nauczycielka Ipsalu Tantra Kriya Jogi Kachenka Foltova.

Czy zastanawiasz się czasem, co napędza cię na co dzień? Daje motywację do działania, sprawia, że ciało zachowuje witalność i zdrowie, co stymuluje kreatywność i powoduje przyjemny dreszcz w ciele, gdy w radiu usłyszysz ulubioną piosenkę? To energia seksualna, największa życiowa siła, niosąca potencjał tworzenia nowego życia.

– Gdy energia seksualna swobodnie płynie przez nasze ciało, głębiej kochamy, lepiej się komunikujemy, stajemy się istotami twórczymi, a na najwyższym poziomie jesteśmy w stanie doświadczać stanów prawdziwie duchowych – mówi Kachenka Foltova. Energię seksualną bardzo wysoko cenią kultury Wschodu. Dla wyznawców kabały pożądanie jest najgłębszym duchowym doświadczeniem, jakiego może doznać człowiek. Według filozofii jogi czysta energia seksualna pozostaje w uśpieniu, dopóki nie zostanie przebudzona w najwyższej formie znanej jako kundalini. Tantra upatruje w niej energię witalną, niezbędną do dobrego funkcjonowania we wszystkich dziedzinach życia, zwłaszcza tych związanych z twórczością i działaniem. Energia seksualna sprawia, że jesteśmy płodni, i to nie tylko w sensie biologicznym. By jednak tak się stało, należy ją dobrze ukierunkować. I niekoniecznie drogą do tego musi być seks.

Korzyści z kobiecego orgazmu

To naturalne, że energia seksualna gromadzi się w ciele. Pozostaje jednak pytanie, co z nią zrobimy. Jeśli damy jej ujście w postaci szybkiego, mechanicznego seksu, do czego trochę zachęcają nas czasy, w których żyjemy – skutek będzie odwrotny od zamierzonego: zamiast dawać napęd do działania, energia seksualna zostanie osłabiona. Orgazm, który w innej sytuacji mógłby służyć większej samoświadomości i rozpuszczeniu ego, będzie się wiązał z olbrzymim ubytkiem sił witalnych, zwłaszcza w przypadku mężczyzn, u których wytrysk jest zawsze utratą energii (stąd potrzeba drzemki po stosunku). Dlatego śpiewacy przed koncertem czy sportowcy przed zawodami powstrzymują się od uprawiania seksu, twierdząc, że dzięki temu udaje im się utrzymać twórczy napęd.

Zupełnie inaczej jest u kobiet. Kobiecy orgazm, poza sporadycznymi przypadkami ejakulacji, odbywa się do wewnątrz ciała, pozwalając wzmacniać i lepiej rozprowadzać w nim energię seksualną. A to oznacza większą kreatywność. W książce „Wagina. Nowa autobiografia” Naomi Wolf pisze o artystkach (m.in. Georgii O’Keefe, Edith Wharton i George Elliot), które apogeum możliwości twórczych przeżywały podczas płomiennych romansów. – Doświadczenie orgazmu otwiera kobietę na własną ekspresję. Po udanym seksie możesz pisać lub malować, a efekty bywają zaskakujące – mówi Kachenka Foltova.

Lekcja transmutacji

– Łatwo rozpoznać osobę, która ma świetny kontakt z własną seksualnością – mówi joginka. – Wszystko, czym się zajmie, przychodzi jej z łatwością, jakby prosto z serca, a ludzie wokół niej to czują i z tego czerpią. Wyobraź sobie, że idziesz ulicą i wymieniasz uśmiech z kobietą tryskającą witalnością i zmysłowością. Masz świetny humor na resztę dnia, bo jej energia okazała się zaraźliwa. Niezależnie od tego, czy jesteś sprzątaczką, bizneswoman, matką, czy gwiazdą estrady, im lepiej czujesz własną seksualność i pozwalasz jej się wyrażać w różnych dziedzinach życia, tym bardziej będzie cię ona wzmacniać.

No dobrze, a jak w takim razie złapać kontakt z energią seksualną? Zwłaszcza w świecie, gdzie jej przejawy są z jednej strony trywializowane przez przemysł porno, z drugiej piętnowane przez społeczne tabu... Sposobem na wzmocnienie i lepsze rozprowadzenie energii seksualnej w ciele, i dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn, są techniki jej transmutacji, czyli transformacji. Chodzi o to, by zmienić myślenie o seksualności z perspektywy konieczności fizycznego spełnienia na myślenie o innym celu, niezwiązanym wprost z aktem seksualnym. U mężczyzn transmutacja będzie polegać na opóźnianiu wytrysku, a na dalszym poziomie zaawansowania – na osiąganiu orgazmu bez jego konieczności, u kobiet zaś – na zwiększaniu orgazmiczności za pomocą oddechu.

– Wspaniałą techniką służącą transmutacji energii seksualnej jest tak zwany oddech kobry, od którego zresztą zaczęła się moja przygoda z Ipsalu Tantra Kriya Jogą. Polega na tym, by wziąć głęboki wdech, kierując energię w dół brzucha, a na wydechu – zaciskać kolejne partie ciała, prowadzić energię przez splot słoneczny, gardło, aż do czubka głowy – mówi Kachenka Foltova.

Oddech kobry warto stosować podczas codziennej medytacji, ale można też spróbować oddychać w ten sposób w trakcie seksu. Dzięki temu opóźniamy nadejście orgazmu, a gdy przyjdzie, będzie intensywny, obejmie całe ciało i przyniesie doznania na pograniczu metafizyki.

Nie tylko seks

Wszyscy jesteśmy istotami seksualnymi. Droga transformacji energii seksualnej nie polega na negowaniu seksu i ucieczce od niego czy przezwyciężaniu pożądania, a raczej na zaakceptowaniu popędu jako części naszej natury na drodze do samospełnienia. Jednak okresowy celibat może służyć odzyskaniu kontaktu z własną energią i lepszemu korzystaniu z niej, zwłaszcza jeśli wcześniej wyrażaliśmy ją jedynie poprzez seks, koncentrując się na eliminowaniu napięcia z dołu brzucha. Tymczasem można je zniwelować na przykład sesją jogi czy długim spacerem, które w naturalny sposób pozwalają rozprowadzić energię w ciele.

Świadomy celibat pozwoli też lepiej zrozumieć potrzeby własnego ciała oraz znaleźć partnera, który rzeczywiście na nie odpowie, a nie będzie nas wykorzystywał do zaspokojenia popędu. Otwiera na nowe możliwości przepływu naturalnie gromadzącej się energii seksualnej, na przykład związane z ruchem czy sztuką. – Dla mnie najlepszą formą ekspresji energii seksualnej, poza samym aktem fizycznym, są taniec i śpiew. Jednak tak naprawdę każda aktywność artystyczna może temu służyć, bo źródło energii seksualnej i kreatywnej jest to samo – mówi Kachenka Foltova.

Ruch, który angażuje biodra, uruchamia energię seksualną, podobnie jak głęboki śpiew prosto z brzucha. Po czym rozpoznać, że do tego doszło? Czujesz przyjemne dreszcze w całym ciele, doświadczasz przypływu witalności i radości. Taki stan może się też pojawić choćby podczas wizyty w galerii sztuki, lektury poezji lub pod wpływem pięknego widoku. Ważne, by go nie tłumić, bo energia seksualna (jak każda) lubi przepływ. Jeśli jest blokowana, może wywołać różne dolegliwości fizyczne albo psychiczne (takie jak tycie, rozdrażenie, frustracje). Świadomie zarządzana odwdzięczy się za to pełniejszym i piękniejszym życiem. Przyniesie lepsze relacje, obfitość doznań i po prostu szczęście.

Ćwiczenie

Codziennie zaraz po przebudzeniu przez 5–10 minut wykonuj ćwiczenie znane jako „body shake”, czyli wpraw całe ciało w drżenie (jakbyś był „pod prądem”). Następnie energicznie natrzyj ciało oliwką lub samym ręcznikiem i weź prysznic. To ćwiczenie nie tylko od razu cię rozbudzi, ale i dostarczy przyjemnych doznań. Istnieje zależność między ogólnym samopoczuciem (psychicznym i fizycznym) a energią seksualną, dzięki „body shake'owi” rozprowadzasz energię po całym ciele. Poza tym pozbywasz się napięć i uwalniasz hormony szczęścia.

Kachenka Foltova, z pochodzenia Czeszka, absolwentka kursu dla nauczycieli systemu Ipsalu Tantra Kriya Jogi. Prowadzi warsztaty w Meksyku, Argentynie, Niemczech, Portugalii, Wielkiej Brytanii, na Węgrzech i Litwie.

  1. Seks

Energia seksualna pomoże ci pokonać lęk

Energia seksualna to źródło mocy i siły. (fot. iStock)
Energia seksualna to źródło mocy i siły. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kiedy jesteśmy zamknięci na energię seksualną, nie potrafimy kochać. Jeśli się na nią otworzymy, wypełni nas pierwotna siła, dzięki której będziemy mieli odwagę skonfrontować się z lękiem.

Kultura, w której żyjemy, sprzyja odbieraniu nam wewnętrznej siły płynącej właśnie z energii seksualnej. Postrzeganie ciała jako grzesznego, wpajanie przekonań zamykających na swobodne bycie w kontakcie seksualnym z drugą osobą, tłumienie emocji, takich jak złość czy smutek – przyczyniło się do rozwoju cywilizacji ludzi zalęknionych i zamkniętych w sobie, coraz częściej doświadczających poczucia bezsensu i zagubienia. Drogą do wyzwolenia jest otworzenie się na prawdziwą bliskość z drugim człowiekiem.

Nazwij swoje ograniczenia

Seks ma swój początek w mózgu, dlatego nie dojdzie do stanu spełnienia, jeśli umysł na to nie zezwoli. Zatem pierwszym krokiem na drodze do wolności seksualnej jest przyjrzenie się naszym przekonaniom i temu, co dla nas jest wstydliwe, czyli tak naprawdę granicom, które przejęliśmy w spadku po rodzicach. Dobrze jest na nowo je nazwać i świadomie zracjonalizować, czyli zobaczyć, na ile są słuszne, aktualne, zdrowe i wspierające, a w jakim stopniu nas ograniczają i sprawiają, że życie traci blask – a my uznajemy to za coś naturalnego, szukając spełnienia na zewnątrz.

Zaakceptuj swoje lęki

Zawsze przyciągamy do siebie partnera, który odwzajemnia naszą gotowość do otwarcia się na seksualność. Jeśli masz zamknięte serce i spięte ciało, będziesz spotykała mężczyzn o podobnych problemach, często nieobecnych, odciętych od uczuć. Dlatego bardzo ważne jest zaakceptowanie siebie ze swoimi lękami i blokadami, z intencją otwarcia się – to drugi krok, który należy uczynić. Wyrażenie jasnej intencji – kierunku, w którym zmierzamy, spowoduje, że podświadomość otrzyma jasny komunikat. Wyjdźmy więc poza ramy aktualnych przekonań. Jeśli przeszłość dostarczyła nam wielu traum, jeśli miłość nas zraniła, nic dziwnego, że obawiamy się przyszłości. Jednak poprzez wyrażenie szczerego pragnienia doświadczenia prawdziwej bliskości, zamiast koncentrowania uwagi na poczuciu bycia ofiarą – sprawimy, że koleje losu powoli zaczną się zmieniać.

Przestań dążyć do ideału

Kiedy wkraczamy na drogę rozwoju osobistego, często dostrzegamy w sobie tyle niedoskonałości, że naprawiania siebie nie widać końca, tymczasem nie ma nic bardziej zamykającego na prawdziwą bliskość, jak maniakalna potrzeba udoskonalania siebie. Masz prawo odczuwać złość, masz prawo czuć się źle, masz prawo wyobrażać sobie, że jest wiele kobiet bardziej atrakcyjnych od ciebie. Usiądź spokojnie i obserwuj, jak powstają te ciągi myśli, jak dana teoria kiełkuje w świadomości i jak wpływa na twoje uczucia i wybory, bądź świadoma, że każde uczucie jest stwarzane przez myśl. Pozwól pojawić się emocji, pozwól na drżenie ciała. Otul się kocem i obserwuj.

Zacznij wyrażać uczucia

Co robi dziecko, kiedy jest przestraszone? Krzyczy, płacze. Co robią dorośli, kiedy się czegoś boją? Najczęściej udają, że nic nie czują. Jeśli udajesz, że się nie boisz, będziesz tak samo udawała, że jest ci dobrze – w konsekwencji stracisz odwagę do poszukiwania przyjemności dotyku i bliskiego kontaktu. Jeśli nie zdążysz przekształcić myśli we wspierające, i zawładnie tobą trudna emocja, przejdź do kroku czwartego, czyli do pozwolenia sobie na wyrażenie tego, co czujesz. Jeśli chce ci się płakać, to płacz naprawdę, jeśli czujesz złość, to znajdź sposób na szczere, ale bezpieczne dla otoczenia danie jej ujścia. Ten, kto poddał się takiemu doświadczeniu, wie, że na dnie każdej trudnej emocji czeka niespodzianka – pełne wyrażenie smutku sprawia, że możemy doświadczać czystej, niczym nieskrępowanej radości, a poddanie się złości jest kluczem do dzikiej, pozbawionej lęku seksualności, która otwiera serce na miłość.

Skieruj się ku ciału

Gdy zauważysz moment, w którym zaczynasz funkcjonować jak na automatycznym pilocie: jesteś spięta, boli cię głowa, zatrzymaj się i poszukaj spokojnego miejsca. Zacznij powoli oddychać, przypominając sobie miejsce i czas, w którym czułaś najgłębszy spokój. Teraz skieruj uwagę w stronę serca, potem połącz je z centrum twojej seksualności, czyli dolnymi partiami ciała, delikatnie oddychając. Uświadom sobie, że wszystko, co blokuje twoje ciało na swobodny przepływ energii, jest wynikiem twoich myśli. To spowoduje, że znowu się odprężysz i przestaniesz się wstydzić. Twoje ciało zaczyna żyć, a ty, bez względu na wiek, emanujesz kobiecością i seksualnością. Zadomowienie się w ciele jest podstawową zasadą atrakcyjności. Każdą komórką ciała czujesz, że żyjesz!

Dorota Hołówka: Prezeska Stowarzyszenia Nowa Psychologia, terapeutka pracy z ciałem, certyfikowana terapeutka pracy z traumą Somatic Experiencing.

  1. Seks

Uwolnij uczucia i przeżyj ekstazę w seksie

Żadne, nawet najbardziej wyrafinowane, techniki seksualne nie zapewnią nam w łóżku ekstatycznych doznań, jeśli jesteśmy odcięci od własnych uczuć. Dopiero połączenie cielesnej zmysłowości z otwartym sercem pozwala nam w pełni cieszyć się seksem. (Fot. iStock)
Żadne, nawet najbardziej wyrafinowane, techniki seksualne nie zapewnią nam w łóżku ekstatycznych doznań, jeśli jesteśmy odcięci od własnych uczuć. Dopiero połączenie cielesnej zmysłowości z otwartym sercem pozwala nam w pełni cieszyć się seksem. (Fot. iStock)
Płacz, jeśli jesteś smutna, krzycz, gdy dopada cię złość. Na bieżąco wyrażaj co czujesz i kim jesteś. W ten sposób uwolnisz stłumione w dzieciństwie emocje i otworzysz się na ekstatyczny i pełen uczuć seks.

Żadne, nawet najbardziej wyrafinowane, techniki seksualne nie zapewnią nam w łóżku ekstatycznych doznań, jeśli jesteśmy odcięci od własnych uczuć. Dopiero połączenie cielesnej zmysłowości z otwartym sercem pozwala nam w pełni cieszyć się seksem. Wtedy jest on równocześnie ekspresją i uwolnieniem, podnieceniem i odprężeniem. Według Alexandra Lowena, amerykańskiego psychiatry i psychoterapeuty, twórcy bioenergetyki, przyczyną naszych seksualnych blokad jest to, że nie wyrażamy naszych uczuć, ponieważ nauczyliśmy się je tłumić w dzieciństwie. 40-letnie doświadczenie terapeutyczne Lowena dowodzi, że nie umiemy się smucić i złościć. Dlatego też nie potrafimy tak z głębi duszy śmiać się czy kochać i w sposób spontaniczny, naprawdę niekontrolowany wyrażać siebie.

Gdy żyjemy we władzy stłumionych uczuć, nasze pobudzenie seksualne zwykle ograniczone jest do sfery genitalnej i nie obejmuje całego ciała. Nasza część od pasa w dół nie jest połączona z sercem i jego gamą uczuć. Rozdzielenie tych dwóch ośrodków wynika z tego, że fala oddechowa nie może przebić się przez „martwy” obszar dolnej części brzucha i miednicy, gdzie mieszczą się wypierane, trudne uczucia. Seks jest wówczas odczuwany jako miejscowe fajerwerki, a nie jako namiętność, która pochłania całe ciało i prowadzi do radosnego spełnienia, mogącego osiągnąć rozmiary ekstazy.

Stłumione emocje możemy uwolnić poprzez świadomy, głęboki płacz lub krzyk - w ten sposób dajemy wyraz takim uczuciom jak: ból, wściekłość, nienawiść, zranienie, smutek. Uczucia te pochodzą z przeszłości i powodują napięcia w ciele. Możemy nie być świadomi, że nasz kark jest sztywny, szczęki zaciśnięte, oddech zbyt płytki, albo całe ciało lekko odrętwiałe. Z kolei bez uwolnienia tych napięć nasz seks nie będzie pełny.

Alexander Lowen w swoim gabinecie terapeutycznym używał do tego celu zaprojektowanego przez siebie stołka bioenergetycznego. Stosował również metody pracy z głosem, oddechem, ciałem. Tłumaczył, że aby uwolnić napięcia, potrzebna jest podróż w przeszłość, w celu odkrycia w jaki sposób zostaliśmy zranieni przez bliskie nam osoby i jak to wpływa na nasze teraźniejsze zachowanie. W końcu impulsy zablokowane w tamtych emocjach zostają wyrażone…

Trwała transformacja wymaga pracy i czasu. Warunkiem jest prawdziwa zmiana stylu życia, polegająca przede wszystkim na bieżącym wyrażaniu uczuć i emocji, które się w nas pojawiają. Sam Lowen płakał „profilaktycznie” 20 minut dziennie. Nie jest jednak łatwo płakać. Opór przed płaczem ma silne źródło w strachu przed rozpaczą - uczuciem, które osłabia pragnienie życia. Mamy też ogromne opory przed wyrażaniem złości, boimy się pokładów agresji, które w nas tkwią. Jednak, gdy nie wyrażamy tych uczuć, kierują się one ku naszemu wnętrzu, prowadząc do depresji. Nie warto w sposób niekontrolowany wyrażać agresji wobec innych ludzi, raniąc ich. Złość możemy sami uwalniać lub skorzystać z pomocy terapeuty. Lowen swoim klientom wręczał rakietę tenisową i zachęcał, żeby z całych sił uderzali nią w łóżko i wykrzykiwali swoje dawne żale.

Gdy przejdziemy przez proces uwalniania trudnych uczuć, pojawia się w nas miejsce na te dobre. Kiedy miłość jest głównym składnikiem pożądania seksualnego, można mieć wrażenie topnienia w jamie brzusznej. Miłość zmiękcza ludzi, lecz miękkość sprawia również, że stajemy się bezbronni i podatni na zranienie. Kogoś, kto nie poddaje się tej miękkości, nazywamy człowiekiem o zimnym sercu. Lecz serce nie może być twarde, jeśli chcemy prawdziwie kochać.

Ćwiczenie na głęboki kontakt ze swoją wrażliwością

Ćwiczenie to robimy w parze. Włączamy ulubioną muzykę i zaczynamy tańczyć naprzeciwko siebie. Patrzymy sobie w oczy, nie dotykając się. Nie skupiamy się na myślach, nie zanurzamy we wspomnieniach ani marzeniach tylko na swoim oddechu. Pozostajemy tu i teraz, czując swoje ciało i nie uciekając wzrokiem na boki. Nie uwodzimy się nawzajem uśmiechami ani gestami. Jednocześnie jesteśmy rozluźnieni i naturalni. Próbujemy wejść poprzez kontakt wzrokowy w jak największą bliskość. W momentach, gdy czujemy się zmieszani, zamykamy na chwilę oczy, aż wróci nam spokój. Gdy jesteśmy gotowi, pierwsza osoba zdejmuje dowolną część garderoby. Kiedy skończy, druga robi to samo. I tak na przemian, aż obie osoby zostają nago. Nie oceniamy ani partnera, ani siebie. Tańczymy i patrzymy. Pozwólmy, aby wszystko toczyło się bardzo powoli. Kiedy oboje jesteśmy już nago, możemy się delikatnie przytulić i poddać temu, co się pojawi. Może pozostaniemy w bezruchu, ciesząc się bliskością albo zaczniemy skakać i tańczyć, radując się wolnością. Być może będziemy się delikatnie dotykać i pieścić, a może zaczniemy uprawiać dziki seks. Niewykluczone, że pojawi się frustracja, żal, płacz albo złość. Nie brońmy się przed tym i nie udawajmy, że jesteśmy zadowoleni. Wyraźmy swoje uczucia. Podzielmy się z drugą osobą tym, co się dzieje i dlaczego. To może być przełomowy moment w naszej relacji lub w naszym rozumieniu samego siebie.

Wojciech Pierga, psychoterapeuta, Akademia Psychologii Zorientowanej na Proces w Warszawie.

  1. Seks

Zamiast się kłócić, przytul się

Spory w relacjach warto rozwiązywać w milczeniu i zamiast próbować tłumaczyć – zbliżyć się do siebie i pozwolić mówić swoim sercom. (Fot. iStock)
Spory w relacjach warto rozwiązywać w milczeniu i zamiast próbować tłumaczyć – zbliżyć się do siebie i pozwolić mówić swoim sercom. (Fot. iStock)
Podczas kłótni łatwo przekroczyć granicę i powiedzieć partnerowi słowa, których nie da się cofnąć. Psycholog i praktyk tantry Kuba Bania Izbicki proponuje, żeby spory w relacjach rozwiązywać… w milczeniu i zamiast próbować tłumaczyć – położyć się blisko siebie i pozwolić mówić swoim sercom.

Od kilkunastu lat razem z żoną praktykujecie tantrę. Jak to wpływa na wasz związek?
Przede wszystkim tantra dodała naszemu związkowi soczystości. A poza tym zmusiła do konfrontacji z iluzorycznymi oczekiwaniami, które nosimy w sobie, a które potem wychodzą na światło dzienne w relacjach. Wcześniej próbowaliśmy wszystko załatwiać w obszarze umysłu, a mimo że teoretycznie byliśmy nieźle przygotowani do rozwiązywania kryzysów, bo żona skończyła studia z zarządzania kryzysem i jest mediatorem, ja zaś z wykształcenia jestem psychologiem – to coś nie grało. To był moment, gdy mieliśmy już poustawiane podstawowe sprawy, typu dzieci, dom, samochody, praca... – czyli to, przez co przechodzą wszystkie długoletnie związki. Używaliśmy narzędzi zachodnich, na przykład metody Porozumienie bez Przemocy, NLP i nie było otwartej walki czy cichych dni, ale tak często doświadczaliśmy z żoną nieskuteczności komunikacji na poziomie słów, że z frustracji zaczęliśmy szukać innych narzędzi. I wtedy, a było to właśnie kilkanaście lat temu, w naszym życiu pojawiła się tantra. Dzięki niej zrozumieliśmy, że możemy rozwiązywać problemy bezpośrednio z poziomu serca. Gdy wybraliśmy do tego ścieżkę non duality, to zaczęliśmy czuć swoją obecność. Aby ją pogłębić, stosowaliśmy odpowiednie ćwiczenia z pogłębionym, tantrycznym oddechem.

Na czym polega podejście non duality w kontekście relacji?
Oznacza, że stanowisz kompletną całość – nie jesteś ani wybrakowany, ani uszkodzony, ucieleśniasz energię żeńską i męską. Zatem nie potrzebujesz partnerki czy partnera, żeby się uzupełniać, tylko oboje stanowicie pełnię (choć być może dopiero odkrywaną) i wchodzicie w relację z miejsca tej pełni, żeby ją wzajemnie odkrywać, pogłębiać, obdarzać się nią i cieszyć.

To nie ma nic wspólnego z mitem drugiej połówki jabłka.
W naszym świecie dominuje popkulturowe podejście do miłości i relacji, jesteśmy karmieni cały czas informacjami w stylu: „jesteś niepełny, wybrakowany, potrzebujesz drugiej połowy, by znaleźć pełnię”. Za tą filozofią dwóch połówek jabłka, które mają się znaleźć i dopasować, stoi mnóstwo oczekiwań, więc gdy sobie z czymś nie radzimy, to chcemy, żeby partner nas uszczęśliwił. Po części szukamy w nim rodzica przeciwnej płci, oczekując, że to on zaopiekuje się tym niedojrzałym, skrzywdzonym Wewnętrznym Dzieckiem, z którym sami sobie nie radzimy, a często tkwimy w tak głębokim wyparciu, że nawet nie chcemy go w sobie dostrzec i uznać. Tak było również u nas, jednak stopniowo budziliśmy się z tego nieuświadomionego oczekiwania, które można wyrazić w słowach: „bądź dla mnie czułą mamusią” i „bądź dla mnie troskliwym tatusiem”.

Na dłuższą metę to się nie może udać, bo partner zostanie kompletnie wydrenowany z energii, a my pozostaniemy w deficycie, więc w końcu musi się pojawić komunikat: „Kochanie, jestem przy tobie jako partner czy partnerka, ale nie potrafię być przy tobie jako rodzic twojego Wewnętrznego Dziecka – to musisz już załatwić sama czy sam”.

I tantra pomaga się z tym uporać?
W tantrze, patrząc na relację, zaczynamy od tego, co się dzieje w nas w środku. Na przykład ja wszedłem w relację z pozycji macho i gdy zacząłem podążać ścieżką tantry, uświadomiłem sobie, że moja wewnętrzna kobiecość jest zniszczona. Zacząłem poszukiwać sposobu, jak ją w sobie odrodzić. Druga ważna pod kątem związków kwestia to energia – w tantrze istnienie warstwy energetycznej jest tak samo oczywiste jak to, że mamy ciało fizyczne. Brak tej świadomości ujawnia się podczas kryzysów i kłótni, bo energia powinna iść w tym samym kierunku, co słowa, a tak się nie dzieje.

Czy możesz podać przykład?
Wyobraźmy sobie, że deklaruję partnerce, że chcę wejść głębiej w relację, ale jednocześnie energetycznie przekazuję, że się tego boję. Kobiety mają lepszy kontakt ze swoim ciałem, więc dobrze to odczytują. W takiej sytuacji ludzie nieznający tantrycznych narzędzi będą używać jeszcze więcej słów, co tylko przynosi rezultaty odwrotne do oczekiwań, bo po jednej i drugiej stronie włącza się gadzi mózg i reaktywuje się program „walcz albo uciekaj”. Im głębiej z żoną wchodziliśmy w tantrę, tym bardziej uświadamialiśmy sobie, że wiele słów nie ma sensu, bo to zamyka serca. Wtedy trzeba wcisnąć pauzę.

Czyli co dokładnie zrobić?
My mówimy: „Kochanie, proszę, zwolnijmy”. I zatrzymujemy rozmowę na dłuższą chwilę lub zaczynamy mówić o połowę wolniej, jednocześnie nadal pozostając w relacji na innych poziomach: wzrokowym, fizycznym, energetycznym. Następnie, używając tantrycznych narzędzi, na przykład pogłębiamy oddech, przywracamy obecność i kontakt ze swoim ciałem oraz otwieramy serce, które chciało się zamknąć. Świadomie spowalniamy interakcję i ograniczamy słowa, przesuwając akcent z ich ilości na ich jakość i źródło, z którego wychodzą. Chodzi o to, by świadomie tworzyć większą przestrzeń obecności, dzięki której na bieżąco „trawimy” doświadczenie trudnych emocji, jakie wywołują słowa partnera. Ważne jest, by nie przekroczyć granicy, za którą rusza lawina słów, emocji i bezprzytomnych mechanizmów obronnych.

Zatem w jaki sposób rozwiązujecie konflikt, jeśli nie w trakcie rozmowy? Przecież przemilczenie nie jest niczym dobrym.
Rozwiązujemy konflikt z poziomu energetycznego – kładziemy się razem, by się zbliżyć i zharmonizować energetycznie. Wykonanie takiego ćwiczenia, gdy jesteśmy na siebie wściekli, nie jest łatwe, bo wymaga sporej intymności i zaufania, ale to znacznie lepszy pomysł niż dalsze ranienie siebie słowami. A rozwiązanie problemu dokonane na poziomie energetycznym zapewnia wielokrotnie lepszy efekt niż w wyniku rozmowy.

Jak jeszcze stosowanie narzędzi tantrycznych wpłynęło na wasze życie?
Kiedyś byliśmy „zaciśnięci” w swoich ciałach. Stres kumulował się w napięciu fizycznym i psychicznym. Stopniowo tantra spowodowała, że poczuliśmy pragnienie większej bliskości w relacji, ale jednocześnie pojawiał się lęk przed… pogłębieniem tej bliskości. Po 27 latach w związku odkrywamy, że dzięki bliskiej relacji, najtrafniej – a jednocześnie często również najboleśniej – wskazujemy sobie wzajemnie te „zaciśnięte”, niedojrzałe części naszej psyche, których każde z nas bardzo nie chce w sobie zobaczyć. Jednak zamiast obrażać się na to, co nam to partnerskie lustro pokazuje, możemy przyjmować za to odpowiedzialność, by wspólnie wzrastać do jeszcze większej pełni.

Materiał zrealizowano podczas Międzynarodowego Festiwalu Tantry, Świadomości, Obecności i Relacji dla singli i par w Ośrodku Tu i Teraz w Nowym Kawkowie k. Olsztyna.

Kuba Bania Izbicki, psycholog, praktyk i nauczyciel tantry, od ponad 20 lat prowadzi warsztaty rozwoju ciała, umysłu i ducha.

  1. Seks

Erotyzm w pojedynkę - sposób na poznanie swoich potrzeb

Masturbacja może być kluczowym doświadczeniem w poznawaniu swojego ciała i seksualności. (fot. Getty Images/ Gallo Images)
Masturbacja może być kluczowym doświadczeniem w poznawaniu swojego ciała i seksualności. (fot. Getty Images/ Gallo Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kiedy kobieta lubi sama dostarczać sobie rozkoszy, może okazać się to bardzo korzystne dla jej związku. Choć nie zawsze.

Podejście do autoerotyki zmieniło się diametralnie od czasów prababek. Dawne bzdury o grzechu, wyrastaniu włosów na rękach albo zezie zastąpiła zupełnie inna teoria. Dziś, gdy poskarżysz się seksuologowi, że seks nie daje ci rozkoszy, usłyszysz: „masturbuj się!”. Nieważne, czy jesteś w związku, czy śpisz sama. Tylko tak masz szansę nauczyć się, co to jest orgazm i gdzie go szukać. Co my na to?

Wzorem starożytnych mędrców pochwalamy umiar. Masturbacja nie jest groźna w skutkach, na pewno dzięki niej wzrasta znajomość własnego ciała. Dziś świat już nie oczekuje od wchodzącej w relację kobiety całkowitej niewinności i absolutnej czystości. Przeciwnie: lepiej, jeśli dziewczyna lubi seks i chętnie mu się oddaje. – I tak będzie, jeśli odkryje siebie, oswoi się ze sobą i samodzielnie zintegruje swoją seksualność – mówi psycholog i seksuolog Joanna Twardo-Kamińska. – Dlatego seksuologowie zalecają treningi masturbacyjne także kobietom w związkach, jeśli mają problemy z osiągnięciem orgazmu podczas stosunku. Warunkiem przyjemności w łóżku jest odpowiednia synchronizacja, pełna akceptacja, zgoda na to, co się dzieje, i całkowity relaks – a to niekiedy łatwiej uzyskać w samotności niż we dwoje.

Kiedy kochanek zbyt młody…

Szczęściarą może się nazwać 20-latka spotykająca rówieśnika, który rozumie kobiece ciało na tyle, że jest w stanie dać jej przyjemność. Większość młodych kochanków nie potrafi jeszcze „postępować” z kobietą. Brak im wprawy, znajomości tajników kobiecego ciała; w dodatku z reguły wszystko dzieje się zbyt szybko. – Masturbacja w takiej sytuacji to często jedyny sprzymierzeniec młodej kobiety związanej z niedoświadczonym partnerem – mówi Twardo-Kamińska. Przekonała się o tym Weronika: – W świat seksu wprowadzali mnie kolejni mężczyźni. Ale trudno ich było nazwać mistrzami ars amandi, nie umieli pieścić kobiety i w ogóle myśleli raczej głównie o sobie. I pewnie nie odkryłabym orgazmu, gdyby nie przypadek: w poradniku przeczytałam, że kobieta orgazmu najlepiej może nauczyć się sama. Zaczęłam więc i… uczyłam się z przyjemnością – opowiada. Weronika próbowała różnych sposobów dochodzenia do rozkoszy – pieściła swoje ciało, sutki, łechtaczkę; trenowała różne siły nacisku i różne rodzaje dotyku. Tymi, które „działały”, dzieliła się ze swoim partnerem. I cóż? I bardzo dobrze!

– Dzięki moim wskazówkom partner wie, jak mnie dotykać i co sprawia mi największą przyjemność. We dwoje korzystamy z wiedzy na temat mojego ciała – mówi Weronika. Czy jej partner wiedział o tych „ćwiczeniach”? Nie, Weronika uznała, że to zbyt intymne doświadczenie.

Brak orgazmu

Ewa ma 30 lat. Jest z Albertem od półtora roku. Kocha go, ale… przez te półtora roku nie miała orgazmu. Zapytana, czy sama też nie osiąga przyjemności, unosi brwi. Przecież ma partnera, a te potrzeby powinien zaspokajać mężczyzna, masturbacja w związku jest czymś nienaturalnym. Owszem, wcześniej się masturbowała. Ale teraz już tego robić nie będzie, bo to niezgodne z jej poglądami.

To częste zjawisko: kobiety, które kiedyś chętnie oddawały się autoerotycznym praktykom, zarzucają je, gdy znajdują partnera. Wciąż wiele osób hołduje stereotypowi, że singielki mogą się masturbować, ale kiedy wchodzą w związki, powinny o autoerotyce całkowicie zapomnieć – chyba że partner wyjechał daleko i na długie miesiące. – Tymczasem masturbacja w związku może być dobra, pod warunkiem że nie zastępuje współżycia z partnerem – komentuje seksuolog. – Ale jako dodatek może stanowić miłe urozmaicenie.

Co to znaczy: dodatek? O takiej sytuacji mówimy wtedy, kiedy para normalnie współżyje i ma z tego odpowiednią dawkę przyjemności, ale kobieta raz na jakiś czas chce zostać ze swoją rozkoszą sama. Zwłaszcza jeśli ma większe potrzeby niż partner. Wiele kobiet lubi takie sam na sam ze sobą, niezależnie od udanego współżycia z partnerem.

– Czasem gdy leżę w wannie, w pachnącej pianie, dookoła palą się świece, a woda i zapachy pieszczą moje zmysły, nachodzi mnie nieodparta ochota, by się podotykać i dać sobie chwilę przyjemności – wyznaje Alicja. – Mam nadzieję, że nie ma w tym nic złego.

Zdaniem Joanny Twardo-Kamińskiej – nie ma, pod warunkiem że nie jest to jedyny sposób dochodzenia do przyjemności. Masturbacja może być jednym z elementów życia erotycznego i wcale nie musi konkurować ze stosunkiem czy go zastępować. Zdarza się też, że masturbacja jest alternatywą dla pozamałżeńskich romansów. Chwila autoerotyki od czasu do czasu jest w porządku, pod warunkiem jednak, że w sypialni nie czeka spragniony naszego ciała i bliskości partner.

– Bo jeśli czeka – lepiej byłoby go do pieszczot zaprosić – mówi seksuolog. – Jeśli sprawiamy sobie rozkosz za zamkniętymi drzwiami, a potem odtrącamy partnera, to nie jest w porządku. Lepiej przyjąć scenariusz Renaty.

– Mój mąż bardzo się starał, ale coś było nie tak, nie mogłam osiągnąć szczytu – opowiada. – Po kilku miesiącach zebrałam się na odwagę i kochając się z mężem, zaczęłam sama się pieścić. Niepotrzebnie bałam się jego reakcji: był zachwycony! Obydwoje szybko osiągnęliśmy rozkosz.

Jak zapewnia seksuolożka: – Widok pieszczącej się partnerki jest dla mężczyzny bardzo atrakcyjny. Warto wciągnąć autoerotykę na listę zabaw, którym oddajemy się wspólnie z partnerem. Większość mężczyzn będzie zachwycona, obserwując pokaz kobiecej rozkoszy.

Erotyczne fantazje

Podczas seansu masturbacyjnego – czy jest on udziałem nastolatki, czy młodej mężatki – ważną rolę spełniają fantazje seksualne. – Kobieta, pieszcząc się, snuje różne wizje, które służą wzbudzeniu i spotęgowaniu podniecenia. Dobrze jest przyjrzeć się tym wizjom i elementom, które nas w nich podniecają, ponieważ to skrócona instrukcja obsługi własnej seksualności – mówi Joanna Twardo-Kamińska.

Bo jeśli znamy swoje fantazje, znamy też swoje upodobania. Te najskrytsze pewnie nigdy nie ujrzą światła dziennego, ale są wśród nich i takie, które kiedyś z przyjemnością zrealizujemy w ramionach partnerów. Zdaniem wielu seksuologów seks w rytm fantazji erotycznych jest jednym z najbardziej satysfakcjonujących.

Jak podkreśla Joanna Twardo-Kamińska: – Często zachęcam moje pacjentki do poszukiwania materiału, który mógłby stanowić wątek ich erotycznych fantazji snutych podczas autoerotyki. Fantazje są zlepkiem naszych doświadczeń, obserwacji, przechwyconych obrazów. Dlatego zajrzyjmy do sex shopu i zapytajmy o film erotyczny. Czytajmy erotyczną literaturę. Nigdy nie wiadomo, gdzie znajdziemy ziarno podniecenia, które zakiełkuje kiedyś cudownym doświadczeniem. Poszerzajmy swój sypialniany repertuar, najpierw w teorii, by potem móc to zrobić w praktyce.

Erotyczne spotkanie ze sobą

Kulturowy zakaz masturbacji przynosi tak naprawdę całkiem sporo szkody. Zabrania czegoś, co jest dla człowieka naturalne, i odcina go od najlepszego źródła doświadczeń pozwalających nauczyć się własnego ciała. – Gdybyśmy żyli wolni od zahamowań narzuconych przez kulturę i normy społeczne, pewnie wszyscy młodzi ludzie masturbowaliby się regularnie i z ochotą. Niezależnie od płci – twierdzi Joanna Twardo-Kamińska. Nie byłoby to złe, bo masturbacja jest niezastąpionym narzędziem erotycznego samopoznania. Bo choć kobiety rodzą się ze zdolnością, której zazdroszczą im mężczyźni: mogą mieć wielokrotne orgazmy – to zanim doświadczą chociaż jednego, muszą poćwiczyć.

– Autoerotyzm pozwala kobiecie poznawać własne ciało, uczyć się ścieżek dochodzenia do rozkoszy, wypracowywać mapę rozkoszy, poznawać własne czułe punkty. Badania potwierdzają, że masturbujące się kobiety mają bardziej udane życie seksualne, a to często przekłada się na budowanie trwalszych więzi – wyjaśnia seksuolożka. I dodaje, że erotyczne ćwiczenia, okraszone fantazjami seksualnymi i zwieńczone orgazmem, mogą przynieść więcej pożytku niż przeczytanie poradnika na temat erotyki.

Ekspert: Joanna Twardo-Kamińska: psycholożka, seksuolożka, współpracuje z Poradnią Seksuologiczną i Patologii Współżycia w Centrum Psychoterapii w Warszawie i Centrum Psychoterapii MAGO.