1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Najczęstsze trudności seksualne w związkach - jak kłótnie wpływają na seks

Najczęstsze trudności seksualne w związkach - jak kłótnie wpływają na seks

fot.123rf
fot.123rf
Partnerzy często oddzielają sferę seksualności od pozostałym aspektów ich związku. Od seksuologa oczekują, iż uleczy ich seksualność, nie informując, że od dawna nie rozmawiają ze sobą, mają kochanków bądź kłócą się o każdy drobiazg. Tymczasem bardzo często problemy łóżkowe są odzwierciedleniem tego, co tak naprawdę dzieje się w ich związku.

Okres zakochania, miłości i motyli w brzuchu to zazwyczaj dla par czas ulotny, który szybko mija. Wraz z upływem miesięcy i lat pojawiają się natomiast problemy w związkach, które bywają dla partnerów źródłem cierpienia, konfliktów i nieporozumień. Problemy te czasami pielęgnowane są przez długie lata, przez co przyczyniają się do rozpadu więzi emocjonalnej i erotycznej pomiędzy partnerami. Dzieje się tak, ponieważ wiele małżeństw nie potrafi skutecznie ich rozwiązywać. Zamiast szczerej rozmowy oceniają się, oskarżają lub manipulują sobą nawzajem. Problemy partnerów zazwyczaj mają swoje odzwierciedlenie w  życiu seksualnym, powodując szereg zaburzeń, zarówno u mężczyzn jak i u kobiet.

Wiele osób żyje ze sobą w takich relacjach przez kilkadziesiąt lat. Gdy w końcu decydują się na terapię, są już tak bardzo zmęczeni kłótniami i emocje są w nich tak silne, że najchętniej nie oglądaliby się już wzajemnie, trzyma ich jednak wspólna firma lub dorastające dziecko. Odwiedzają gabinet seksuologa, by ten dał im „magiczną pigułkę na dobry seks” i nie chcą  pracować nad całością ich związku, ponieważ wymagałoby to od nich sporo wysiłku i zmian.Jeśli jednak para dość szybko zorientuje się, że w ich związku źle się dzieje i zdecyduje się odwiedzić seksuologa, ich sytuacja może bardzo się poprawić.

Czasami łóżko staje się polem gry, na którym partnerzy usiłują wykorzystać seks, by kontynuować nie rozwiązane konflikty i pokazać swoją wyższość nad partnerem. Przykładem może być sytuacja, w której kobieta przerywa stosunek seksualny w momencie, gdy jej mąż zbliża się do szczytowania, lub mężczyzna, który współżyje z żoną tylko wtedy, gdy sam zainicjuje, odmawia natomiast, gdy ona ma na to ochotę. Tego typu zachowania są doskonałą drogą do tego, by pogłębić rozpad związku.

Nieporozumienia i kłótnie w związku najczęściej przyczyniają się do coraz rzadszych kontaktów seksualnych. Zazwyczaj wiąże się to ze spadkiem potrzeb seksualnych u kobiety, która w taki sposób wyraża nagromadzenie negatywnych emocji wobec partnera. Częstymi zaburzeniami seksualnymi występującymi u kobiet są również dyspareunia i pochwica. Dyspareunia to ból zlokalizowany w obrębie narządów płciowych, który pojawia się podczas współżycia. Pochwica natomiast to zacisk mięśni pochwy, uniemożliwiający odbycie stosunku. Jedną z przyczyn powstania takiego zaburzenia może być lęk przed seksem z partnerem wywołany negatywnymi wydarzeniami z przeszłości. Przyczyniać się może do tego również utrata zaufania do mężczyzny, spowodowana na przykład jego romansem z inną kobietą.

Mężczyzna również może doświadczać zaburzeń seksualnych w związku z narastającymi nieporozumieniami w związku. Zarówno zaburzenia erekcji jak i wytrysk przedwczesny uniemożliwiają odbycie satysfakcjonującego stosunku seksualnego i mogą powodować dalsze pogłębienie się konfliktu pomiędzy partnerami.

Wiele par w takim momencie życia zgłasza się do seksuologa, mówiąc „moja żona straciła ochotę na seks” lub „mój partner ma problemy z erekcją”. Dopiero w gabinecie uświadamiają sobie, iż ich zaburzenia seksualne są manifestacją problemów małżeńskich.

Analogicznie, nieleczone zaburzenia seksualne jednego z partnerów mogą przyczynić się do powstania zaburzeń u drugiego partnera a nawet do rozpadu związku. Wielu małżonkom trudno jest rozmawiać na tematy intymne. W efekcie, co najmniej jeden z partnerów jest sfrustrowanym i niespełnionym kochankiem. Wolą milczeć niż powiedzieć partnerowi, że jego pieszczoty nie sprawiają przyjemności. Dzieje się tak, ponieważ nie chcą go urazić lub wstydzą się mówić o swoich potrzebach seksualnych – a są to jedne z najczęstszych przyczyn udawania orgazmów przez kobiety.

Nie zawsze jednak złe relacje małżeńskie oznaczają łóżkowe niepowodzenia. Do seksuologa zgłaszają się bowiem pary, które twierdzą, że seks jest jedyną rzeczą w życiu, która sprawia, że ich związek nadal istnieje. Dla takich osób seks stanowi doskonały sposób rozładowania napięć i nieporozumień. Niestety jest to krótkotrwały sposób radzenia sobie z konfliktami. Na dłuższą metę nie uleczy to związku i nie sprawi, że problemy same się rozwiążą.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Miłość, seks i depresja - rozmowa z seksuologiem

Łagodne formy depresji szybko ustępują pod dotknięciem czułości, miłości, ciepła i troski mądrej kochającej osoby (fot. iStock)
Łagodne formy depresji szybko ustępują pod dotknięciem czułości, miłości, ciepła i troski mądrej kochającej osoby (fot. iStock)
Seks to najzdrowszy i najtańszy antydepresant, pod warunkiem że uprawiamy go z miłości. Puszczanie się w wir polepszania nastroju za pomocą aktów fizycznych grozi popadnięciem w takie same tarapaty jak podczas przesadzania z alkoholem – mówi seksuolog Krzysztof Korona.

Depresja i seks mają ze sobą skomplikowane stosunki.
Depresja bardzo nie lubi seksu i ma wpływ na zmniejszenie satysfakcji seksualnej. Na dodatek większość leków przeciw depresji, szczególnie starszej generacji, może prowadzić do poważnych zakłóceń życia seksualnego. Leki wpływają na chemię mózgu. Większość z nich, niestety, blokuje seks, niektóre działają niemal kastrująco. Szczególnie u mężczyzn. Ale i u kobiet gwałtownie zmniejsza się gotowość do seksu. Przy ciężkiej depresji wszystko jednak wydaje się lepsze od niej samej, więc problemy z seksem schodzą na dalszy plan.

Mężczyzna może być dobrym kochankiem nawet z depresją, jeżeli uprawia seks miłosny. Hydraulika ma przecież z nim niewiele wspólnego. Depresja to wołanie o miłość. Więc kiedy kobieta dotyka miękkiego penisa nie dlatego, że chce stosunku, ale dlatego że kocha i każdy kawałek ciała mężczyzny jest dla niej ważny, to brak pełnej erekcji nie jest żadnym problemem. Ale o tym trzeba też umieć rozmawiać. Łagodne formy depresji szybko ustępują pod dotknięciem czułości, miłości, ciepła i troski mądrej kochającej osoby. Ale to fakt, że biorąc antydepresanty, musimy liczyć się ze zmniejszeniem pożądania i doznań w sferze genitaliów, mogą pojawić się zaburzenia erekcji i ejakulacji, zaburzenia w nawilżeniu pochwy. Orgazm może być spłaszczony i spóźniony. Zdarza się, że pacjenci przez pewien czas w ogóle go nie mają. Poza tym nigdy nie wiadomo, kiedy i w jakim natężeniu te objawy wystąpią. Rano jest nieźle, w południe nagle zupełna klapa. Warto jednak pamiętać, że paradoksalnie leki przeciwdepresyjne mogą mieć korzystne działanie na seks mężczyzny i śmieszne działanie na seks kobiety. W przypadku mężczyzn przyjmujących antydepresanty może zdecydowanie ulec wydłużeniu czas trwania stosunku. To korzystne dla mężczyzn borykających się z problemem przedwczesnego wytrysku.

A jak rozumieć sformułowanie, że leki mogą mieć „śmieszne działanie” na seks kobiety?
Są badania potwierdzające pojawianie się spontanicznie przeżywanych orgazmów u kobiet np. podczas ziewania…

Ale tak w ogóle to nie jest śmiesznie. Negatywny wpływ leczenia na aktywność seksualną jest za często bagatelizowany przez lekarzy, gdyż wydaje się im mało istotny w porównaniu z depresją. Faceci mają tu gorzej od kobiet. Męska hydraulika jest czuła na zmiany nastroju, a leki antydepresyjne potrafią być brutalne. Część męskiej tożsamości oparta jest na seksualnej mocy i jej przejawach. Większość mężczyzn z różnych powodów cierpiących na impotencję ma już tylko z tego powodu depresję. U kobiet to chyba wygląda trochę inaczej?
Zmniejszenie sprawności seksualnej kobiet nie działa aż tak destrukcyjnie. To też efekt przyzwyczajenia mężczyzn do tego, że kobietę ma prawo „boleć głowa”. Ale też odbycie stosunku przez kobietę, która ma mniejsze potrzeby seksualne, nie stanowi technicznego problemu.

Ale psychiczny „pas startowy” u kobiety wedle powszechnej opinii powinien być długi; by się oderwać od ziemi, powinna mieć dobre „warunki atmosferyczne”. A depresja jest jak czarna mgła...
Depresja na pewno wydłuża start, jednak są kobiety, które podrywają się do lotu w trzy sekundy. Mężczyzna w trudnych warunkach nigdzie nie poleci, chyba że mu pomoże partnerka. Mówiąc o pomocy, mam tu na myśli również zrozumienie, dobre słowo, czułość. Pamiętajmy, że w depresji seks bywa też formą leczenia. Pod warunkiem że nie jest traktowany jako wyczyn. O leczeniu seksem depresji pisze w swoich naukowych publikacjach seksuolog Barbara Keesling. W Polsce ukazała się jej książka pt. „Leczenie seksem”.

Czytałem wyniki badań, z których można wywnioskować, że najczęstszym powodem odstawiania leków (nawet gdy jest to groźne dla zdrowia, gdyż depresja może wrócić) jest właśnie seks.
Nie jestem psychiatrą, ale wiem, że są takie antydepresanty nowej generacji, które seks mogą nawet wzmagać. Te leki nie zawsze jednak biorą depresję na rogi, co czasami udaje się brutalnym środkom starszej generacji, które w seks walą toporem. Ale seks to przecież nie tylko orgazm i erekcja, to też czułość, petting. I to właśnie próbuję przekazać pacjentom.

Warto też im mówić, że nawet jeśli leki ograniczają czy blokują seks, to nie robią tego na zawsze.
Można odstawić leki na dzień, dwa, ale to już wymaga wyczucia i wiedzy, jak na to zareaguje nasz organizm. Każda taka decyzja powinna być uzgadniana z psychiatrą. Z nim trzeba też porozmawiać, czy nie ma niebezpieczeństwa w równoległym przyjmowaniu środków na erekcję działających jak klin wobec antydepresantów. A są głosy, że można tak robić.

Pacjenci z umiarkowaną depresją traktują seks jako pociechę. Miłość fizyczna redukuje napięcie, daje radość, więc może seks powinniśmy traktować jako antydepresant?
Na temat antydepresyjnego działania seksu sporo mówi się w publikacjach seksuologicznych, pamiętajmy jednak, że seks to nie tylko orgazm. Wiele badań wskazuje na to, że pacjenci, którzy są leczeni z powodu różnych chorób, nie tylko depresji, jeżeli są obdarzani ciepłymi gestami ze strony opiekunów, lepiej znoszą ból itd. Część terapeutów diagnozuje prawdziwą depresję u pacjenta poprzez analizę jego emocji. Pacjent, który wzbudza chęć pocieszenia, przytulenia, zaopiekowania się, łatwo płacze, to najczęściej osoba dotknięta depresją. Nic więc dziwnego, że depresja szybciej mija tam, gdzie jest pociecha, a pociechą jest także bliskość.

Ale sama czułość, bliskość, nawet największa, nie przegoni depresji jako choroby.
Dlatego nowe leki, choć są cudem, czasami jednak nie działają. Wtedy trzeba szukać innych, zmieniać je i na ogół po jakimś czasie chemia zaskakuje. Psychoterapia jest drugim skrzydłem leczenia, a czułość, bliskość, seks to jakby ścieżka trzecia. Ale drepresyjność może nie być chorobą, lecz tendencją, stanem duszy, stałym cieniem.

Norwid nazwał to „czarną nicią”.
Bywają ludzie, których ta czarna nić oplata zawsze, są jakby smutni z natury, takie było ich dzieciństwo, wychowanie, w końcu – taka jest ich biologia, geny. Są też ludzie, których osobowość od dzieciństwa rozwijała się w pełni światła. Smutni, kiedy dopada ich depresja, popadają w czarną rozpacz. Weseli z natury załamanie depresyjne przezwyciężają, korzystając między innymi z energii, jaką daje intymna bliskość.

Gdy nie było antydepresantów, ludzie instynktownie szukali pomocy w alkoholu. Myślę, że 90 procent alkoholików to ludzie z problemami z depresją, alkohol redukuje napięcia, polepsza nastrój, ale jego wady znamy.
Seks to najzdrowszy i najtańszy antydepresant, pod warunkiem że to seks miłosny. Puszczanie się w wir polepszania nastroju za pomocą seksu grozi popadnięciem w takie same tarapaty jak z alkoholem. W skrajnych przypadkach przeradza się to w seksoholizm.

O czym genialnie mówił film „Wstyd”.
Ludzie uprawiają seks z różnych powodów. Szukają rozrywki, zabicia nudy, podoboju. Pacjenci z depresją mówią mi, że seks poprawia nastrój i łączy ludzi, jednak najlepszym anty-depresantem jest seks miłosny. Jeśli miłość leczy depresję, a tak jest, to seks jest bazą miłości.

Krzysztof Korona - psycholog, psychoterapeuta, seksuolog.

  1. Seks

Męski kryzys seksualny - jak odbija się na związku?

Lęk przed bliskością, zazdrość, chęć ukarania partnerki - wiele może być przyczyn po stronie mężczyzny, które rujnują życie seksualne w związku. (fot. iStock)
Lęk przed bliskością, zazdrość, chęć ukarania partnerki - wiele może być przyczyn po stronie mężczyzny, które rujnują życie seksualne w związku. (fot. iStock)
Gdy seks w miłosnej relacji staje się obszarem władzy, dominacji czy karania, związek przeżywa ciężką próbę – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.

On nie ma ochoty na seks – donoszą już nie tylko 40-latki zaniepokojone jego kryzysem połowy życia, ale także 30-latki. Seks przestał był atrakcyjny dla młodych mężczyzn? Kobietom z pewnością chodzi o seks partnerski, intymny, związany z czułością, otwartością…

Właśnie o taki.
Coraz częściej nawet młodzi, dwudziestokilkuletni, zdrowi, przepełnieni hormonami mężczyźni czują niepokój na myśl o doświadczeniu seksualnej otwartości. Co innego seks sportowy, fizjologiczny, szybki numerek – każdy mężczyzna to potrafi. Wbrew pozorom ekstaza miłosna dla wielu mężczyzn może być – i jest – źródłem niepokoju, a czasami wręcz przerażenia.

Przerażenia?
Czasy, w których żyjemy, nie sprzyjają kontaktowaniu się ze swoją wrażliwością. Intymny związek, intymny seks wiążą się z głębokim kontaktem ze sobą, z odsłanianiem się, z czułością, i to nie przez chwilę, ale na stałe. To wciąż dla wielu mężczyzn nieznany ląd.

Stąd lęk?
Związany także z utratą kontroli. Rozmawiam z młodym mężczyzną, który skarży się, że nie może spać. Pytam, co złego by się stało, gdyby jednak zasnął. Jest zdenerwowany na samą myśl o tym, ponieważ wtedy nie wiedziałby, co się dookoła dzieje. Dlatego najchętniej w ogóle by nie spał. Wyobraźmy sobie takiego mężczyznę w objęciach z ukochaną, oddającego się ekstazie miłosnej… Nie do wyobrażenia, prawda? To, oczywiście, skrajny przypadek, jednak wielu mężczyzn w jakimś stopniu odnajdzie w nim siebie. Boimy się utraty kontroli, ponieważ nie wiemy, co się wydarzy, jakiego siebie wówczas spotkamy. Co innego płatny seks. Tu wszystko jest proste. Nie trzeba czułości, otwartości, jest transakcja – to do mężczyzn przemawia. Znają świat transakcji. Zwierzają się: „Jaka ulga! Wiem, na co się decyduję, usługa wykonana, kładę pieniądze na stół, wychodzę”. Pełna kontrola.

To dopiero skrajny przypadek.
Nierzadki. Zwracam uwagę na to, jak trudno współczesnym mężczyznom otworzyć się na miłość, na seks, który nie jest usługowy, produktywny. Ostatnio jeden z mężczyzn podzielił się ze mną niezwykłym dla siebie odkryciem: „Nie ma lepszego lekarstwa na stres niż seks! Są na to badania!”. Znalazł racjonalny powód, zredukował napięcie. Jednak w głębokim miłosnym związku seks nie służy żadnym pobocznym celom, choć, oczywiście, efekty poboczne mogą być. Służy jedynie doświadczeniu jedności, całości, wspólnej ekstazy. To właśnie tego wymiaru siebie mężczyźni tak bardzo się boją. Nie wiedzą, w jaki sposób to nieprzewidywalne, nieracjonalne, trudne do zdefiniowania przeżycie moglibyśmy dopasować do swojej tożsamości. Paradoksalnie boją się tego, za czym najbardziej tęsknią. I przed czym uciekają. Czasem przez całe życie.

A my, kobiety, staramy się, najczęściej neurotycznie, nadmiarowo. Czegóż nie próbujemy! Nie ma ochoty na seks? Schudnę, zrobię wystrzałowy makijaż, spódniczka mini, seksowna bielizna, kolacja przy świecach…
Tak, to są częste skargi kobiet: „O co chodzi? Co się stało? To ja mam teraz o niego zabiegać? Prosić o seks?”. Dobre, przyjacielskie związki przeżywają kryzys, ponieważ kobieta nie czuje zaangażowania, namiętności. Im bardziej ona wymaga, tym bardziej on się wycofuje. Ona goni, on ucieka. W końcu idzie jak na ścięcie. To mogłoby być zabawne, gdyby nie rodziło tak wiele cierpienia. Mężczyzna zaczyna więc traktować intymny kontakt jako zadanie do wykonania, obowiązek. Boi się, że nie sprosta; boi się impotencji, wczesnego wytrysku. Nie chce zawieść, rozczarować, popsuć tego, co jest, więc woli unikać, nie narażać się.

To rozwściecza kobietę.
Tak, zaczynają się napięcia, spory nie wiadomo o co. Jeśli sytuacja się przeciąga, kobieta zaczyna się interesować innymi mężczyznami i mówi o tym. To z kolei budzi furię zazdrości w nim. Kłopot w tym, że lęki, które mężczyźni odczuwają, nie są przez nich uświadomione. Kobieta wysłuchuje coraz to nowych racjonalizacji. On nie może, bo bierze leki i właśnie doczytał, że takie mogą być skutki uboczne. A poza tym przeciągająca się choroba osłabiła organizm energetycznie. Jest przemęczony. Przeżywa trudny okres w pracy. Kończy duży projekt. Ale gdy już go skończy… Na początku te racjonalizacje brzmią logicznie i rokują na przyszłość – no, bo w końcu kiedyś przestanie brać te leki i skończy projekt. Niestety, najczęściej jest tak, że choroba ustępuje, projekt się kończy, ale problem pozostaje. Jednak mężczyzna się nie poddaje, ma w zanadrzu kolejne racjonalizacje i uniki: teraz po tej wyczerpującej chorobie, po ciężkim okresie w pracy musi doładować akumulatory, wzmocnić się. To kobietę przygnębia, bo ileż można słuchać tego samego. Związek coraz bardziej słabnie. Rozstanie wydaje się nieuniknione.

Wiele kobiet mówiło mi, że mąż, partner „odciął” je od seksu, gdy zaczęły robić karierę, zarabiać więcej od niego…
To jest rodzaj biernej agresji, która – niestety, także nieuświadomiona – rządzi psychiką wielu mężczyzn. Taka jesteś we wszystkim świetna, takie masz sukcesy, ale TEGO ode mnie nie dostaniesz. Wielu partnerów znanych artystek, wziętych biznesmenek mówiło mi, jak fatalnie czują się, gdy w towarzystwie, na spotkaniu rodzinnym to one są na piedestale, je się docenia, chwali, podziwia.

A ona potrzebuje jego zachwytu i adoracji.
Nie dostaje tego, ponieważ mężczyzna nie ma pojęcia, co się z nim dzieje. Nie zna siebie. Nie rozumie swoich wewnętrznych napięć i konfliktów. Nie wie, co go blokuje, czego się obawia. Nie wie, co czuje i czego potrzebuje. Jest rozdrażniony, zirytowany, obrażony. Zaczyna więc karać i manipulować seksem. Tu ma władzę. Fatalne. Dla związku równia pochyła. Seks to sfera miłosnego spełnienia; spełniony seks jest przejawem spełniającej się relacji. W żadnym razie intymność nie może być obszarem władzy, dominacji, karania czy szantażu. Oczywiście, w świecie to się zdarza. W związkach miłosnych też. Jednak nie o to chodzi. Niczego w ten sposób nie wygrywamy. Osłabiamy siebie i więź z najbliższą osobą.

Na zewnątrz to wygląda jak niechęć do seksu. Co jest pod spodem, w psychice?
Niewyrażone frustracje. Żal do losu, do świata, do siebie, przekierowany na partnerkę. Niskie poczucie własnej wartości. Bardzo często niewyrażony ból i smutek wewnętrznego chłopca. Nie sposób namiętnie się kochać, kiedy odczuwa się smutek. Warto poświęcić trochę czasu, aby zająć się wewnętrznym chłopcem, który potrzebuje zaopiekowania, wsparcia. Chłopcy w dzisiejszym świecie nie przechodzą męskiej inicjacji w dorosłość. Mężczyźni nadrabiają edukacją, jednak rzadko zajmują się nierozbrojonymi lękami, obawami, poczuciem winy, wstydu, bezradności. Nie mają okazji zintegrować – jak to się fachowo mówi – serca z miednicą. Oddzielają seks od miłości romantycznej. Bardzo często seks skojarzony jest z poczuciem winy.

Od czego zacząć?
Najważniejsza jest świadomość. Jakie cele sobie stawiam? Czego chcę? Na czym naprawdę mi zależy? Bardzo często wygląda to tak, że mężczyzna niby godzi się z tym, że partnerka zarabia dwa, trzy razy więcej od niego. Że odnosi sukcesy. Że nie ma jej w domu, bo wyjeżdża na tournée czy w delegację. Że to on zajmuje się sprawami rodziny, robi zakupy, dba o dzieci. No więc niby się godzi, a jednak ze smutkiem, żalem i wstydem mówi: „Wiesz, jestem taką kurą domową”. A przecież mógłby powiedzieć: „Jestem dobrze zorganizowanym, koordynującym wszystko gospodarzem, troskliwym ojcem”. Gdy nazywa siebie kurą domową, to jaki obraz wyłania się z nieświadomości? Kogoś zaniedbanego, kto prowadzi życie o małej wartości. Czy doceniam siebie? Czy wybieram to, czym się teraz zajmuję? To są ważne pytania.

Czasem odpowiedź brzmi: „I tak, i nie”.
Te wewnętrzne konflikty także trzeba dogłębnie zbadać. Pamiętam mężczyzn, którzy na terapii małżeńskiej mówili, że źle się czują w domu. Kobiety deklarowały wówczas, że w takim razie nie przyjmą kolejnego awansu, żeby być więcej z rodziną, zatrudnią pomoc do dzieci, a mężczyzna znajdzie lepiej płatną pracę. Na to mężczyźni: „No nie, przecież dzieci potrzebują ojca, a nie opiekunki!”. Kobiety nie dawały za wygraną: „Zrezygnujmy więc z dużego domu, z drogiego samochodu, żyjmy skromniej, oboje będziemy mieli więcej czasu dla siebie i dla dzieci”. Za każdym razem, gdy ona coś proponowała, on się krzywił, wymyślał kontrargumenty; tak źle i tak niedobrze.

W jakimś sensie mężczyznom jest więc wygodnie tak, jak jest.
Nie przyznają się do tego; narzekają, ale nie chcą niczego zmieniać. To najlepszy przykład niepanowania nad sobą, nieświadomości, w jakiej żyjemy; tracę ochotę na seks, ponieważ widzę kobietę jako źródło własnego niespełnienia, frustracji i żalu. Ale to nie kobieta jest tym źródłem. Ja nim jestem. Warto pamiętać, że kryzysy otwierają przestrzeń do rozwijania samoświadomości, uczciwego badania siebie. Przydałoby się lustro, żeby spojrzeć sobie w oczy i szczerze odpowiedzieć na kilka pytań. Czy sposób, w jaki żyję, mnie satysfakcjonuje? Czego w sobie nie akceptuję? Co mogę zmienić? Co chcę zmienić? W jaki sposób zmiana, której dokonam, wpłynie na mnie i na najbliższe mi osoby?

Zaczęliśmy tę rozmowę od frustracji kobiet…
Tu nie chodzi tylko o zaspokojenie kobiety. Nam, mężczyznom, przydałaby się świadomość, że satysfakcja seksualna pozwala przekroczyć problemy rodzinne i zawodowe. Można być ze sobą blisko w różnych obszarach życia, jednak gdy brakuje tej szczególnej bliskości, brakuje doznań szczytowych, mistycznego domknięcia, dopełnienia. Brakuje czegoś, co wykracza poza dobrą organizację, prosperity; poza wszystko, co da się uporządkować, zaplanować, skalkulować i skontrolować. Poza wszystko, co znane. Po co nam mistyka w świecie, który wymaga przede wszystkim operatywności i sprawności?! Okazuje się jednak, że ten brak sprawia, iż to, co tak świetnie zorganizowane i uporządkowane, zaczyna się rozsypywać albo wygasa, wyczerpuje się. Kobiety to intuicyjnie czują. I podnoszą alarm. To dla nas wyzwanie i szansa.

  1. Seks

Kiedy mężczyzna nie ma ochoty na seks?

Mężczyźni, którzy nie mają ochoty na seks często nie rozumieją, co się z nimi naprawdę dzieje (fot. iStock)
Mężczyźni, którzy nie mają ochoty na seks często nie rozumieją, co się z nimi naprawdę dzieje (fot. iStock)
Pada kolejny mit. Ten, że mężczyzna ma zawsze ochotę na seks, a kobieta niekoniecznie. Powody, dla których mężczyźni omijają sypialnie, mogą zdziwić lub rozbawić ich partnerki, ale warto potraktować je poważnie.

Problem niedopasowania seksualnego towarzyszył ludzkości od wieków. Ale wektor skarg biegł kiedyś w przeciwnym kierunku. – Coraz częściej to kobiety skarżą się na oziębłość partnera – mówi seksuolożka i psycholożka, Małgorzata Zaryczna. – Coraz więcej par trafia do mnie właśnie dlatego, że partner unika seksu. To naprawdę palący problem naszych czasów.

Jak na spadek męskiego zainteresowania seksem reagują partnerki? Najczęściej myślą: „on na pewno ma romans, zdradza mnie”, „już mu się nie podobam”, a nawet: „jest gejem!”. No cóż – wszystko może się zdarzyć, ale seksuolodzy twierdzą, że romans zwykle jest na szarym końcu listy powodów. A podejrzenie o homoseksualizm to wpływ amerykańskich filmów. W życiu takie sytuacje stanowią zaledwie promil przypadków. Prawdziwych powodów kobiety nawet się nie domyślają, bo… zwyczajnie nie przyszłyby im do głowy.

Święta, nieskalana

Do gabinetów seksuologów przychodzą najczęściej pary – i to kobieta z reguły mówi, podczas gdy mężczyzna siedzi naburmuszony lub zawstydzony. Ale przychodzą też i sami mężczyźni. Niekiedy nawet dość otwarcie opowiadają o swoim problemie, ale kompletnie nie rozumieją, co się z nimi naprawdę dzieje.

Tak właśnie czuł się Patryk, który przyszedł poskarżyć się na to, że każdy jego związek kończy się tak samo: na początku jest super, seksualna fascynacja i sporo zbliżeń. Ale stopniowo traci erotyczny apetyt… Nie libido jako takie, ale zainteresowanie partnerką. Choć czuje, że ją kocha, woli się masturbować, niż inicjować współżycie. Ten schemat powtórzył się już wiele razy, a Patryk nic na to nie umie poradzić. Dlaczego?

– Bo cierpi na bardzo nadal częsty u mężczyzn syndrom myślenia o kobietach w kategoriach dziewicy lub dziwki – mówi Zaryczna. – Mężczyzna czuje, że nie może opowiedzieć swojej ukochanej, co go podnieca, gdy ogląda erotyczny film. Z żoną i przyszłą lub faktyczną matką swoich dzieci „takich” rzeczy wyprawiać nie wypada. Ale o aktorkach, które podniecały go na ekranie, myśli: „one nie są materiałem na żonę”.

Seks dzieli na ten dobry, małżeński, prokreacyjny oraz zły, bo wyuzdany. To skazuje go na dwie ścieżki. Pierwsza: będzie zdradzał żonę – bo kochankę łatwiej poprosić o spełnienie najskrytszych erotycznych fantazji, ale będzie się z tym źle czuł, bo kocha żonę i chce z nią spędzić życie. Druga: zdecyduje się na przykładne pożycie małżeńskie, w jednej pozycji, po ciemku, bez świntuszenia, fundując w ten sposób i sobie, i jej erotyczną pustynię. Co zatem robić? Zgłosić się do seksuologa. Pomoże wskazać ukryte motywy postępowania i rozpocząć terapię.

Nie tylko świece i kwiaty

Ale nie trzeba cierpieć na syndrom dziwki i dziewicy, żeby stracić seksualny apetyt w związku. Wielu mężczyzn hołubi w głowach taki obrazek: „kobiety chcą czułości, delikatności, światła świec, płatków róż na prześcieradle i godzinnych pocałunków”. A skoro znają kobiece pragnienia, to nie pytają o nie swojej partnerki.

Tak właśnie było z Krzysztofem, najbardziej romantycznym z kochanków. Zachwycał swoje partnerki czułością i delikatnością, bogactwem romantycznych scenariuszy i tym, że zamiast łapać za piersi, delikatnie głaskał po twarzy. Tyle tylko, że po kilku miesiącach, choć wciąż rozpieszczał kobiety, przestawał reagować na ich bliskość erekcją.

– Na początku relacji partnerka wysyła nowe bodźce, sama jej bliskość działa jak afrodyzjak – tłumaczy seksuolożka. – Ale w pewnym momencie mężczyzna zaczyna tęsknić za swoimi upodobaniami seksualnymi.

W miarę upływu czasu efekt nowości traci na sile i on potrzebuje innych bodźców, by się podniecić. Już nie chce być „grzeczny”, tęskni za tym, co podniecające, zakazane, trochę brudne. Miłość? Ok. Ale perwersja bardziej podnieca…

– On chce tego, co mu się podoba. Jednak czuje ogromny opór, by powiedzieć o tym partnerce, poprosić, by spróbowali czegoś nowego, zaproponować np. seks „na pieska” – mówi Zaryczna. – Boi się, że ona go odrzuci, uzna za dewianta. A on chce, by go kochała i by było jej dobrze i bezpiecznie. Dlatego tłumi własne potrzeby i odmawia sobie ich spełnienia. Stąd seksu coraz mniej.

To nie koniec męskich obaw. Bo – myśli mężczyzna – kiedy on opowie o jakiejś fantazji, kobieta powie „zgoda” – ale potem zaskoczy go własną. Co więcej, taką, której on nie będzie chciał lub mógł spełnić. Na przykład w zamian za zgodę na seks oralny, usłyszy: „nie ma sprawy, ale wiesz co, ja bym chciała trójkąt”. I co wtedy?

Brzmi już to jak mantra, ale najlepszym lekarstwem jest zwykle rozmowa. Jeśli seks jest tematem tabu, nasze lęki i zahamowania będą zawsze górowały. Ale jeśli umiemy o nim rozmawiać – oswoimy każdego demona. Jednak otwarta rozmowa na początku bywa trudna, dlatego dobrze uciec się do „pomocy naukowych”: rozmawiać o różnych scenach z filmów czy literatury, badając, gdzie są granice drugiej osoby. Bo może się zdarzyć, że on powie: „zobacz, co oni w tym filmie wyprawiają” – i usłyszy: „to wygląda na całkiem podniecające”. Okaże się, że może eksperymentować w łóżku, bo – wbrew obawom – ma na to pełną zgodę partnerki.

Oddech modliszki

Kiedy Robert poznał Małgosię, pomyślał: „jestem w raju!”. Pierwszy raz był z kobietą, która dawała mu w sypialni prawdziwe spełnienie. Była ucieleśnieniem jego marzeń: tak jak on uwielbiała seks. Była wyzwolona, otwarta i cudownie wyuzdana. Nie odmawiała eksperymentów i – aż trudno uwierzyć męskiemu szczęściu – sama czasem prosiła o zbliżenie. Robert cieszył się więc seksem swojego życia i był spełniony, ale...

Z czasem zaczął się czuć przytłoczony. To, co mu się kiedyś podobało, czyli aktywność i otwartość Małgosi, nagle zaczął odbierać jako zagrożenie. Czuł, że jego męskość jest wystawiana na próbę. Coraz rzadziej inicjował współżycie – na co Małgosia reagowała zwiększoną aktywnością, więc on jeszcze bardziej się wycofywał.

– W naszej kulturze, hołdującej modelowi patriarchalnemu, to partnerka powinna być stroną zdominowaną, bierną, uległą. Tymczasem ona chce więcej! Jest aktywna i ma wymagania! Mężczyzna powoli zaczyna żyć w przekonaniu, że cokolwiek zrobi i tak będzie za mało. Uznaje więc, że nie sprosta wyzwaniu. Woli nie reagować, bo po co mu porażka? – mówi Zaryczna.

Co więcej, partnerka wcale nie musi mieć wysokich wymagań, wystarczy, że on tak o niej myśli. Mężczyzna boi się samej sugestii, że nie może nad partnerką temperamentalnie górować. Oliwy do ognia dolewają same kobiety, bo upewniają swoich partnerów w ich obawach, skarżąc się: „Nie wierzę, żeby mężczyźnie w tym wieku nie chciało się seksu. Nie wierzę, że tak wysportowany i sprawny facet nie chce się kochać”. W ten sposób umacniają kulturowy stereotyp mężczyzny, który zawsze chce i może – ale się nie sprawdza.

Rada? Wizyta u specjalisty. Mężczyźnie trzeba pomóc w zmianie podejścia do seksualności partnerki. Uświadomić mu, że to, czego się obawia, jest tylko jego wyobrażeniem o sytuacji – a niekoniecznie jej prawdziwym obrazem. W konsekwencji wypracują sposób i częstotliwość współżycia, satysfakcjonujące dla obu stron.

Stres zabójca

Jest coś, z czym mężczyźni trafiają do gabinetu seksuologa tylko w pojedynkę. To lęk przed diagnozą: „jest pan impotentem”. Żaden nie chciałby tego usłyszeć w obecności partnerki.

Tego właśnie najbardziej obawiał się Łukasz. Przestała go interesować fizyczna bliskość z żoną, zaczął jej wręcz unikać. Ale nie interesowały go też inne kobiety, chęć stracił nawet na masturbację. Libido po prostu znikło, wyparowało, przestało istnieć... Kiedy mówił o tym seksuologowi, drżały mu głos i dłonie. Zdziwił się, kiedy lekarz pytał go o inne sprawy: sytuację w pracy, kwestie finansowe, w ogóle – całe życie. Okazało się, że przyczyną kłopotów Łukasza było coś, czego nie brał pod uwagę: stres!

– Mężczyźni zwykle nie łączą problemów w życiu zawodowym czy rodzinnym z tym, co się dzieje w sypialni – ubolewa Zaryczna. – Traktują seks, jakby był oderwany od reszty ich życia. Kłopoty, problemy, zmartwienia? To nic, tutaj mają być sprawni. Podobno facet stres rozładowuje właśnie w łóżku…

Stres krótkotrwały – owszem, ale nie przewlekły. Produkowane przez zestresowane ciało substancje, takie jak kortyzol czy noradrenalina, ograniczają aktywność układu hormonalnego. Ich głównym zadaniem jest ochrona, czyli w rzeczywistości obkurczanie, narządów płciowych. I libido spada na łeb na szyję.

Kolejny koszyk przyczyn, który skazuje kobiety na samotność w sypialni, a mężczyzn na ucieczkę od seksu, to choroby somatyczne, odbijające się na sprawności mechanizmu erekcyjnego. Ale wczesne podjęcie leczenia jest niemożliwe, bo przecież on za nic w świecie się do tego nie przyzna.

– Mężczyzna da się upiec żywcem, ale nie powie partnerce, że zdarzają mu się zaburzenia erekcji – uważa Zaryczna. – Bo to dla niego znaczy, że nie jest już mężczyzną. Tymczasem problemami z erekcją objawia się ponad 40 schorzeń: kardiologicznych, neurologicznych, hormonalnych. Wizyta u lekarza pomogłaby postawić diagnozę i szybko zwalczyć przyczynę, ale trzeba się odważyć na szczerość. Na początek... wobec samego siebie.

Tylko w samotności

Pornografia i masturbacja – ta koszmarna para sprawia, że wiele kobiet zadaje sobie pytanie: „czy już go nie podniecam?”. Coraz więcej mężczyzn wybiera tę formę rozładowania: ekspresową, bez zobowiązań i skuteczną. Paradoksalnie, niektórzy zaczynają przygodę z masturbacją z altruistycznych pobudek. Tak jak Jurek: najpierw  uciekał się do samozaspokojenia, bo... żona wracała z pracy zmęczona, nie w nastroju do seksu i nie chciał jej zmuszać. Kiedy zasypiała, potrzebował dziesięciu minut przed komputerem i… mógł spokojnie położyć się obok niej. Z czasem jednak coraz mniej myślał o żonie, a coraz chętniej sięgał po samotny seks. W końcu Eliza się poskarżyła: „nie spaliśmy ze sobą od ponad pół roku”. I zapytała: „już mnie nie kochasz?”. Kochał, ale przyzwyczaił się inaczej zaspokajać własne seksualne potrzeby.

– W dobie internetu i łatwej dostępności pornografii można sobie urządzić erotyczny seans w dowolnym momencie – mówi seksuolożka. – Dla mężczyzny najważniejsze są bodźce wizualne, a tu je znajdzie. Wie, czego potrzebuje i jak reaguje jego ciało. Potrafi się szybko zaspokoić. Dlaczego miałby się męczyć staraniem o kobietę?

Dlatego wcale nie tak rzadko się zdarza, że masturbacja wypiera życie seksualne pary, a wybierający łatwiejsze zaspokojenie mężczyzna zaczyna unikać seksu.

– W samozaspokojenie ucieka się jeszcze z jednego powodu: poszukiwania specyficznego bodźca. Mężczyźni miewają swoje fetysze: lateks, trójkąty, specyficzny rodzaj pieszczot. Łatwo znaleźć pornografię na dany temat, trudniej zachęcić partnerkę do takiej zabawy. Niektórzy wręcz boją się jej o tym powiedzieć – tłumaczy Zaryczna.

Masturbacja zostawia jednak ślad: warunkuje na pewien rodzaj bodźca. Takim może być np. nacisk własnej ręki. Kiedy mężczyzna się do niego przyzwyczai, stosunek genitalny nie daje mu przyjemności. A wtedy tym bardziej będzie unikać zbliżeń…

Na szczęście i z tej ścieżki można w porę zawrócić. Mężczyzna musi się tylko przełamać i opowiedzieć o swoich potrzebach partnerce, a ona chcieć je spełnić z miłością.

  1. Seks

Co zrobić, gdy kobieta chce więcej seksu? Odpowiada Katarzyna Miller

- Trzeba się seksem bawić - mówi Katarzyna Miller. (Fot. iStock)
- Trzeba się seksem bawić - mówi Katarzyna Miller. (Fot. iStock)
Mężczyźni myślą tylko o seksie? Może i myślą. Ale kobiety seksu chcą... No właśnie, jak powiedzieć mężczyźnie: "Chcę cię teraz?". Co robić, gdy mężczyźni kapryszą? Czy przekonanie, że oni nudzą się w monogamii, a one rozkwitają, wszystko wyjaśnia - zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Coraz częściej mężczyzna ziewa w łóżku, pokazując, jaki jest zmęczony, a kobieta kusi go w koszulce do pępka...
Mam poczucie, że kobiety jeszcze się nie przyznają, nawet same przed sobą, do tego, że chcą się kochać. Oczywiście, oficjalnie jesteśmy wyzwolone i chętnie o tym mówimy, ale już nie mogę słuchać, jak to na siłę kobieta wchodzi w związki, by mieć do seksu prawo. A ja powiem tak: Jeśli chcesz mieć dużo seksu, to go miej. Jeśli ci wstyd albo nie umiesz się oddawać mężczyźnie tylko dlatego, że on ci się podoba, tylko zaraz musisz "kochać", to sobie zawiąż wstążeczkę na majtkach. I nic w tym złego, jeśli to twój wybór. Mocno w głowach siedzi nam nakaz bycia "porządną", oparty na braku wiary w siebie. I właśnie z braku tej wiary kobiety obawiają się przyznać, że mają ochotę. No bo co będzie, jak usłyszą: "nie"? Oj, zaboli...

On nie wie, że ona chce się kochać, i dlatego zasypia, choć ona gnie się w tych koronkach. Są razem pół roku, więc to chyba jeszcze nie nuda?
Po pierwszej fazie ekscytacji, kiedy ludzie drżą na samą myśl o dotyku partnera, przychodzi czas swoistej gry. Seks jest wtedy języczkiem u wagi: kto kim rządzi, kto jest ważniejszy, kto od kogo bardziej chce, kto udziela łask. Sporo kobiet, które nie dotarły jeszcze do swojej seksualności (bo kobiety odkrywają ją i rozwijają całe życie), opanowało pewien rodzaj zewnętrznej, wabiącej kobiecości. Uwodzący koci ruch, intrygujące głębią dekolty, rzęs trzepoty, muśnięcia palcami mówiące: "Och! Jak ja cię będę pieścić!". A figa z makiem! To nie wyraz apetytu na seks, tylko sposób na kontrolowanie seksualności mężczyzny. Jak się facet na taką grę napali, to wtedy ona trzyma wszystkie karty i udziela lub nie udziela łask. Ale! Mężczyźni już wiedzą, że te dekolty i wydęte usta to narzędzia manipulowania nimi za pomocą seksu. A jak już to wiedzą, to się nie dają i patrzą podejrzliwie na panie, które swoje atuty mają na stole.

Czyli trzepoty rzęs już nie wystarczą?
Na niektórych to nie działa, innych rozpala. Dla kobiety to ciągle niebezpieczna sytuacja, gdy ona chce, a on odmawia. Mężczyzna jest myśliwym i nie chce kobiety, która sama się wiesza nad kominkiem obok jego innych zdobyczy. Ale myślę, że choć powoli i z trudem, to jednak świat się zmienia. Powoli, bo to mężczyzna jest seksualny, bo to on jest w seksie aktywny - wchodzi i wychodzi. A kobieta zostaje. I zobacz! Na tym schemacie zbudowane było całe życie społeczne: mężczyźni szli do pracy, na wojnę, na polowanie, a kobiety zostawały w siedlisku. Jaki to silny schemat. Ale dziś kobiety też już wychodzą. Mężczyźni dopuszczają aktywność zawodową, polityczną, ekonomiczną kobiet. A więc także aktywność seksualną zaczynają akceptować. Mało! Wiedzą już, że kobiety mają potrzeby seksualne, a więc myślą: "Aha! To niech one też zdobywają!". Zdobywanie jest trudne. Naraża na odmowę. Ci wrażliwi i niepewni siebie cierpią z tego powodu katusze, że muszą polować, być zdobywcami.

No tak, nawet hasłem reklamowym pewnego kosmetyku dla mężczyzn jest obietnica: jak go użyjesz, kobieta zrobi pierwszy krok.
No właśnie. A dzięki temu jeden z drugim mogą uniknąć tego, że jak zrobią go nie w tę stronę i kobieta odmówi, to wyjdą na pajaców. Znam kilku mężczyzn, którzy mówią otwarcie: "Ja siedzę i czekam, jak ona mnie weźmie, to się dam wziąć. Ale nie będę się narażał". I to nie są faceci, którzy źle wyglądają, czy są nieciekawi. Tylko nie chcą się strasznie napracować. Bo po co? A więc i wygodni, i troszkę przestraszeni, co się nawzajem uzupełnia. Aktywność kobiet staje się więc czymś nawet oczekiwanym. Wracając do związków, seks fizjologicznie jest potrzebny dość rzadko. Choć bywa, że ktoś miewa większe libido, i bywa, że jest to kobieta. Ale też wtedy ma wybór: sublimacja albo masturbacja. Sublimacja to przekierowanie energii seksualnej na inną. Idziesz i pierzesz sześć angorowych sweterków. Ręcznie. Po "nie dziś, kochanie" wyciskasz tę wełenkę w płatkach mydlanych i myślisz: "O! Będę miała sześć ślicznych sweterków i będę je sobie nosić". Dobrze, wtedy zrobić coś fizycznego: zmysły działają - dotyk, zapach - ciało jest aktywne. Możesz też sięgnąć po masturbację, która jest seksem, a w dodatku z najukochańszą osobą na świecie, czyli z samą sobą. Jeśli ktoś tego nie czuje i nie lubi, to jest biedny.

Dlaczego?
Bo jeśli nie lubisz masturbacji, to znaczy, że siebie samej nie lubisz.

A jest jakieś trzecie wyjście? Co zrobić, żeby on zapolował na nią?
Jest. Robić to samo co mężczyźni: jeśli wiesz, co go podnieca fizycznie, choć niekoniecznie psychicznie, to mu to zrób. Pogilgaj go w odpowiednie miejsca, dotknij tak, jak lubi, poprzewracaj, pomiętoś. Ale penisa nie tykaj! To granica dla inicjowania seksu przez kobietę. Mężczyźnie może się włączyć lęk kastracyjny. Pieść go wokół, ale nie po męskości - aż sam będzie tego chciał. Wtedy jak mu się już zachce, to wejdzie w ciebie. Albo ty możesz wejść na niego i się nim wykochać.

Zdecydowanie lepsze to niż wibrator.
Chłopakom, którzy mnie pytają, co robić, jak ona nie chce się kochać, mówię: "Zaproponuj jej zabawę. Niech ona sobie śpi, skoro taka zmęczona. Ty nie musisz, ty ją pieść, ty ją sobie kochaj. Niech ona zagra bezwolną brankę. Wyobraź sobie, żeś ją zdobył na wrogu...". No to teraz powiem kobietom, których mężczyźni nie mają ochoty na seks, bo są tacy zmęczeni: "Wyobraź sobie, że jesteś Amazonką, która ukradła małemu państewku króla. Zatargała go do własnego namiotu, rozebrała z tej jego zbroi, wymyła całego. Oczywiście, nie jak dziecko. Inaczej się mężczyznę dotyka. Myjesz więc go i myjesz, a ekstaza narasta, aż on sam dopomni się dopełnienia. Poczekaj, aż zacznie się trząść z niecierpliwości, i wtedy dopiero możesz się do niego zabrać. Wtedy masz swojego króla. Ale ty jesteś królową. Ty go oswajasz i przekonujesz, że warto ci się poddać".

Kobiety czasem zwierzają się, że mimo podniecenia mężczyźni seksu nie chcą.
Może tak być, penis staje, ale nie ma ochoty. On mówi: "Zostaw, nie podoba mi się to, co robisz", jest zły. Wtedy odpuść. Dysonans między tym, co ciało czuje, a tym, czego głowa chce, trzeba uszanować. Inaczej to gwałt. Przyczyny "nie" mogą być rozmaite. On może nie chcieć się kobiecie poddać. Nie chce, żeby ona dyktowała, kiedy będzie seks. Woli, żeby seks był wtedy, kiedy on chce.

Chce mieć kontrolę nad jej seksualnością?
Też, bo to sfera tajemna dla mężczyzn. Kiedy się kochamy, lęk przed kobietą, która może wchłonąć, wessać, znika, bo jest ekstaza. Rano ten strach wraca. A więc atak frontalny na mężczyznę, nim on sobie tego zażyczy, to raczej klęska. Ale też nie może by tak, że on o wszystkim decyduje. Ma brać pod uwagę i ciebie. To jest sprawa do omówienia, choć ja bym nie przesadzała z tym gadaniem o seksie.

No to co zrobić, żeby myśliwy nie czuł, że stracił kontrolę?
Trzeba się seksem bawić. Raz go proś, raz mu rozkazuj. Powiedz mu kiedyś: "Ty jesteś panem jasnym, a ja chłopką ciemną. Pan taki piękny, taki możny, śnił mi się pan, ale gdzie ja bym śmiała, prosta dziewczyna"... itd.

Jeśli nie chce się bawić?
Zawsze może nie chcieć. U Jandy grają "Seks dla opornych" z Dorotą Kolak i Mirosławem Baką. Ona jest taka słodka, taka pokuśna, a on nic. Ona cały czas: "Gdybyś mnie tak uwiódł, gdybyś mi dał różę, a gdybyś mnie tak zgwałcił...". A on: "Kobieto! Spać! Do roboty rano wstaję!". No ale zmusiła go, pojechali do hotelu. Ona ma słodkie ciało i go tym ciałkiem owija... A on! "Nie, nie!". Ja po 15 minutach mam już jej dość i myślę: "Kobieto, czy ty nie widzisz, że on nie może!? Nie ma z czego wykrzesać seksu, bo jest śmiertelnie zmęczony i czymś przerażony, i ty mu jesteś potrzebna, żeby go ukoić, a nie szturchać. Stań na wysokości zadania. Potraktuj go jak zmęczonego wojownika". Ale ona nic nie widzi, tylko to, że jej się chce. Można powiedzieć: on nic nie widzi poza tym, że mu się nie chce. Ale też powinno się równać do słabszego. Jak w górach. Tam nie jest ważny ten, kto pierwszy, ale kto na końcu się wlecze. Więc gdy on się przywlecze się taki zmęczony po pracy, a jeszcze go tam w środku coś męczy, bo jutro trzeba zanieść do szefa dokumenty, przeczytać te papiery na biurku... To można go pomasować i nic więcej. Rano mu stanie i może zrobi to z przyjemnością. W sztuce w teatrze on jej w końcu mówi, co się stało, a ona go przytula. I dopiero wtedy może do czegoś dojść, bo on przestał ukrywać, co się stało i świat się nie zawalił. Ona nadal go kocha i szanuje, choć mu się nie udało, a to dla faceta bardzo ważne.

Jak poznać, czy on nie chce, bo na przykład ma kochankę, czy nie może, bo się czymś zamartwia?
Nie wypytywać. Stwierdzić: "Jeśli chcesz, możesz mi powiedzieć, co się dzieje". Jeżeli grożą mu straty finansowe, odpowiedzialność karna, to trudno, żeby mu się chciało. Są co prawda tacy, którzy się relaksują poprzez seks. Ale kochanie się z nimi to nieprawdziwe kochanie. A wracając do związków, wiadomo, że w nich seks nie jest gejzerem. Ale cały czas się tli. Oni się sobie podobają, lubią na siebie popatrzeć i się dotknąć. To jest coś, co jest ważne. A że są razem, to też mają dużo czułości. Wiadomo z badań, że gdy jest dużo czułości, to seksu jest mniej. Nawet w komunach ludzie nie bzykali się jak króliki, bo było im tak dobrze i blisko, że nie musieli.

Może więc być i odwrotnie, że kobiety chcą czułości, a nie seksu, ale nie mówią o seksie, bo mężczyźni tylko w łóżku stają się czuli i można z nimi porozmawiać o emocjach?
Właśnie wielu panów uważa, że tylko seks daje im prawo, żeby być blisko z kobietą. Odczuwać to i okazywać. A więc, kochana, pomyśl, czego chcesz. Na co masz apetyt? Bo może na czułość i nadajesz sygnały, które on odbiera prawidłowo. A może... Sama dopowiedz. Kobiety zawsze chcą, by mężczyzna się nimi zajmował. Jest niewiele kobiet, które lubią zajmować się facetem, lubią szybkie numerki. Ale, niestety mało jest też mężczyzn, którzy cenią grę wstępną. I może tu jest kotek ukryty? Może ten seks wymaga oddania do poprawki?

  1. Seks

Jak jesienna aura wpływa na nasz seks?

Przy braku słońca i niewystarczającej ilości odpoczynku rezygnacja z seksu oznacza odłączenie od ostatniego źródła mocy, którym dysponujemy - bliskości fizycznej i emocjonalnej, która zasila nas i nasz związek. (Fot. iStock)
Przy braku słońca i niewystarczającej ilości odpoczynku rezygnacja z seksu oznacza odłączenie od ostatniego źródła mocy, którym dysponujemy - bliskości fizycznej i emocjonalnej, która zasila nas i nasz związek. (Fot. iStock)
Dni są krótkie, słońca ubywa, rano trudno wstać. Spadek energii i pogorszenie nastroju odbija się na życiu erotycznym. Jak nie popaść w marazm i uniknąć chłodu w sypialni, radzi sex coach Marta Niedźwiecka.

Codzienne obowiązki, stres, mniejsza dawka promieni słonecznych wpływają na pogorszenie nastroju. Im dalej w jesień, tym robi się gorzej. Często jesteśmy tak zmęczeni, że tracimy ochotę na seks. Pozornie to normalny objaw – skoro nie mamy na nic siły, chęć rezygnacji z tej aktywności wydaje się naturalna. Pozornie, bo właśnie w tym momencie powinna nam się zapalić lampka ostrzegawcza.

Przy braku słońca i niewystarczającej ilości odpoczynku rezygnacja z seksu oznacza odłączenie od ostatniego źródła mocy, którym dysponujemy. Odcinamy się od bliskości fizycznej i emocjonalnej, która zasila nas i nasz związek. Osłabienie jest nieuniknione, nie tylko na poziomie psychicznym – oddalamy się od siebie, częściej się kłócimy, jesteśmy drażliwi, ale też na poziomie fizycznym – seks działa relaksująco, wzmacnia odporność organizmu, poprawia samopoczucie. Po prostu powoduje, że chce się żyć.

Pośpieszny i pełen stresów tryb życia powoduje, że jesteśmy „zamarynowani” w kortyzolu, hormonie stresu. I choć zalety jego produkcji są nie do przecenienia – powoduje mobilizację ciała wobec zagrożeń – to długotrwała ekspozycja, pozbawiona okresów regeneracji, fatalnie odbija się na samopoczuciu. Po dniu pracy ciało jest tak zmęczone, że mamy wrażenie, że nic już nie damy rady zrobić. Jeżeli nie zaczniemy radzić sobie ze stresem poprzez oddychanie, aktywności fizyczne i różne techniki relaksacji, będziemy utrzymywać organizm w stanie „przegrzania”.

Jesienny rozruch

Co się dzieje, gdy stres i przeciążenie wyczerpują nas tak mocno, że temat dbania o związek spychamy na dalszy plan? Cierpi na tym relacja, bo jednym z ważnych elementów jej zasilania jest właśnie bliskość fizyczna. W seksie – jak w żadnej innej aktywności – dochodzą do głosu nasze uczucia i oczekiwania. Zaniedbanie tej sfery w związku jest poddaniem ważnej jego części, rezygnacją z „my” na rzecz zadań i obowiązków.

Takie umniejszanie seksu przydarza się wielu parom. Warto więc zachować czujność i stworzyć własną metodę radzenia sobie z nawałem zadań, pracą, przeciążeniem. Najskuteczniejsze w tym zakresie są nie rewolucje, wywracające życie do góry nogami, ale metoda małych kroków. Małych, lecz nieustannych i systematycznych. Porzucając przekonania oparte na idealizmie lub egoizmie – „seks musi być romantyczny i spontaniczny, inaczej się nie liczy”, „moje treningi są ważniejsze niż twoja potrzeba dotyku” – można stworzyć wspólną ścieżkę troszczenia się o relację, seks i odpoczynek. I wtedy niegroźna będzie nawet długa, mroźna zima.

Pary najczęściej dobierają się na zasadzie komplementarności, co powoduje, że potrzeby obojga partnerów bywają rozbieżne. Niekiedy do rozładowania codziennego napięcia kobieta i mężczyzna potrzebują zupełnie innych bodźców – dla niego idealny jest np. popołudniowy jogging, a dla niej chwila wytchnienia podczas relaksującego masażu. Wyzwanie polega na tym, żeby nie tylko wspólnie postanowić zadbać o relaks, ale też by razem zacząć działać w tym kierunku. Czasem wymaga to decyzji o porzuceniu obowiązków, które uważamy za podstawowe – gotowania czy sprzątania – na rzecz czasu, który zyskamy dla siebie i dla związku. Jedno z partnerów może pobiegać, drugie poćwiczyć jogę, ale później dobrze się spotkać w jednym miejscu – np. podczas wspólnej kąpieli z pianką. Dzięki temu potem do sypialni oboje pójdą wyciszeni, wolni od ciężaru całego dnia i gotowi na przyjemną formę bliskości. Jeżeli partnerzy nie mają ochoty na seks z penetracją, mogą wybrać masaż, przytulenie, pieszczoty. Takie podejście powoduje, że następny dzień można rozpocząć z dodatkową dawką mocy. Chociaż noc po seksualnych uniesieniach stanie się krótsza, to i tak oboje będą na energetycznym plusie.

Zmiana priorytetów

Najczęstszym argumentem, jaki słyszę, gdy rozmawiam z parami o wprowadzeniu zmian do życia seksualnego, jest skarga na rutynę i przeciążenie codziennymi obowiązkami. Zazwyczaj priorytety układają się następująco: dzieci, praca, dom, „my”. Robimy bardzo wiele, aby dzieci były szczęśliwe i zadbane, kariera kwitła, dom spełniał nasze oczekiwania. Często jednak nie dostrzegamy, że standardy, którym staramy się sprostać, tak naprawdę narzucamy sobie sami. To sposób myślenia determinuje to, jak gospodarujemy naszą energią. Spiętrzenie obowiązków, które uważamy za priorytetowe, powoduje, że czasu dla siebie zostaje nam bardzo niewiele.

Szczególnie delikatną kwestią jest temat dzieci. Pary często zapominają, że na początku drogi, która doprowadziła ich do bycia mamą i tatą, było uczucie, które połączyło dwoje ludzi. Lubię mówić, że dzieci są efektem ubocznym miłości, bo zdanie to budzi duży sprzeciw i dlatego pozwala przyjrzeć się naszemu podejściu do tej kwestii. Co nas w nim oburza? Dlaczego czujemy, że nasze dzieci stanowią jednocześnie i coś cennego, i główną przeszkodę do realizacji naszych celów?

Dzieci nie są dla związku dwojga dorosłych jedynym i najważniejszym celem. Są bardzo ważne, ale zaburzenie równowagi szkodzi każdej ze stron. Jeżeli dzieci uniemożliwiają intymne bycie razem, rozmowy, czułość i seks, jest to ważny sygnał, że pora poszukać sposobu na znalezienie nowej drogi do siebie. Nie jest wyrodnym rodzicem ktoś, kto chce spędzić romantyczny wieczór sam na sam ze swoim partnerem. Takie chwile bez dzieci są wręcz obowiązkowe, bo stanowią gwarancję tego, że para będzie ze sobą dłużej, niż do ostatniej transzy kredytu lub wyprowadzki dzieci. Na trosce o związek korzystają wszyscy, także dzieci, które widzą swoich rodziców kochających siebie, okazujących uczucia i dających ciepło.

Jednym z najważniejszych elementów związku jest udane życie intymne partnerów – to, jak czują się ze sobą, czy są ważni dla siebie nawzajem, w jaki sposób się kochają i czy ich potrzeby emocjonalne i seksualne są zaspokojone. Dlatego niezależnie od pogody i pory roku dbajmy o to źródło mocy.