1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Dręczyć cię będę aż do śmierci - felieton Hanny Samson

Dręczyć cię będę aż do śmierci - felieton Hanny Samson

123rf.com
Nie– nie jestem zwolenniczką rozwodów. Wolę, by ludzie żyli razem długo i szczęśliwie. Ale gdy słucham małżeńskich opowieści, nie mogę się nadziwić, że tak mało osób się rozwodzi. W pocie czoła tworzą sobie rodzinne piekło i ani myślą się z niego uwolnić.

Czego to kochający się kiedyś ludzie nie wymyślą, by dokopać sobie nawzajem! Zaczyna się zwykle niewinnie. Weźmy parę z ostatnich tygodni. Przyszli razem, jeszcze chcą coś zmieniać. Ona chciałaby, żeby on częściej był w domu, żeby więcej rzeczy robili razem, żeby zaraz po pracy wracał do niej, żeby… Lista jest bardzo długa, a wszystko ma służyć temu, by ona czuła się bezpiecznie. Już raz ją zdradził, teraz ona chce mieć nad nim kontrolę. Awantura o zdjęcie z koleżanką z pracy, łzy z powodu piętnastu minut spóźnienia. On jakiś czas się starał, spowiadał z każdej minuty, ale już nie może. Ma dość. Ona chce, by z nią rozmawiał, a nie oglądał telewizję. On coraz bardziej zamyka się w sobie. Jej marzą się romantyczne kolacje i patrzenie w oczy, on chce wyjść z kolegami na piwo, chce nie mówić, o której wróci, chce wyjechać razem z nią na weekend.

– Przecież są dzieci – szybko ściąga go na ziemię. – Taki wyjazd na dwa dni to dla nich męczące.

Ona nie spotyka się z przyjaciółmi, nie ma czasu, ma męża i dzieci. Zresztą, jej wystarczy tylko on, ale jak najwięcej obecny. On wścieka się, nie zamierza być jej całym światem. Mężem, przyjacielem, koleżanką. On warczy, ona płacze. Obydwoje są głęboko nieszczęśliwi. To tylko wstęp do tego, co może być dalej, jeśli teraz czegoś nie zmienią.

Ograniczanie wolności osobistej to częsta kara wymierzana drugiemu  po ślubie. Wyszumiałeś się, a teraz siedź w domu. Zapomnij o przyjaciołach i pasjach. Porzuć ryzykowne sporty, bo ja się o ciebie boję. Ale to wcale nie kobiety są specjalistkami od ograniczania wolności.

Znacznie częściej taką karę bez winy wyznaczają kobietom mężczyźni. Po prostu oczekują, by żona nigdzie nie wychodziła. Nieważne, dokąd, on z góry się na to nie zgadza. Woli, żeby była w domu. Owszem, ma prawo iść do pracy, odebrać dzieci ze szkoły. Ale jak on już przyjdzie do domu, niech i ona w nim siedzi, skoro została jego towarzyszką życia.

Inna młoda para z małym dzieckiem. On w głębi duszy nie pogodził się z tym, że nagle został mężem i ojcem. Nie, nie, nikt go siłą nie prowadził do ołtarza. Sam podjął męską decyzję, jednak nie zamierza ponosić jej konsekwencji. Generalnie ma za złe. Nic mu nie pasuje. Niby na wszystko się zgadza, ale nic z tego nie wynika. Stosuje bierny opór. Miał zająć się dzieckiem, ale coś mu wypadło. Miał zrobić zakupy, ale zapomniał. Miał sprzątnąć przed jej powrotem ze szpitala, ale nie zdążył. Miał kupić pralkę, na którą razem oszczędzali, ale kupił telewizor. Jest w tym związku, a jakby go nie było. Ona chce z nim rozmawiać, a on milczy.

Za to mąż Kingi ciągle mówi. Chodzi za nią krok w krok po domu i wszystko komentuje. „Czemu tak grubo smarujesz te kanapki? W głowie ci się przewraca! Po co zapalasz światło, jak jeszcze jest jasno? Nie zamierzam za to płacić! Czemu myjesz wannę ciepłą wodą? Jak mocniej przyciśniesz, równie dobrze możesz umyć zimną. Przez ciebie nigdy się niczego nie dorobimy. Jesteś beznadziejna”.

Gdy mąż tak mówi, Kinga zaczyna płakać. A jemu sprawia małżeńską satysfakcję, że doprowadził żonę do płaczu. Ona czuje się biedna, zmaltretowana, wciąż łyka leki uspokajające, od kilku miesięcy leczy się na depresję. On też nie jest szczęśliwy. Ten sam schemat od lat. I żadnemu z nich nie przyszło do głowy, by to przerwać.

Marta nie pracuje zawodowo. Przez kilka lat zajmowała się domem i dziećmi. To była ich wspólna decyzja. No a potem nie mogła znaleźć pracy. Dziewczynki są już duże, ale Marta wszystko za nie robi, aby usprawiedliwić swoją obecność w domu. Ścieli wszystkie łóżka, przygotowuje ubrania, sprząta, zmywa, gotuje. Nie robi tylko zakupów, bo nie ma pieniędzy. Mąż jej nie daje. Raz w tygodniu jadą razem do supermarketu. Mąż wyjmuje z wózka przy kasie rzeczy, które ona włożyła, i mówi: „Jak cię na to stać, zapłać”. Potem zwykle zaprasza rodzinę na lody. Kupuje dziewczynkom i sobie, a Marcie rzuca komentarz: „Darmozjadom się nie należy”. Ona znosi to wszystko pokornie, no bo faktem jest, że nie pracuje. Robi kursy, by się przekwalifikować. Ostatnio miała egzamin, ale w poprzedzającą go noc zachorowała córka. Mąż, niestety, nie chciał z nią iść do lekarza. Więc zamiast na egzamin, poszła z córką do przychodni. Niezależnie od tego, co mąż mówi i robi, Marta go obsługuje, bo to przecież jej obowiązek. Czeka na męża z obiadem, podaje, podsuwa, zmywa. I coraz gorzej myśli o sobie.

W domu Renaty jest inaczej, to mąż nie ma pracy, a ona zarabia. Wydziela mu na zakupy i papierosy, sprawdza paragony, czy ją przypadkiem nie oszukał. Codziennie przypomina, że nie po to wychodziła za mąż, by go utrzymywać. Nie pozwala mu jeździć samochodem, skoro stać go ma na benzynę.

Tak to się toczy w wielu rodzinnych kręgach, które niewiele różni od kręgów piekielnych. Nienawiść, pogarda, złość, sadomasochistyczne rytuały powtarzane bez końca. I bardziej niż rosnące statystyki rozwodów przeraża mnie ludzkie trwanie w sytuacji, która nikomu nie służy. A już na pewno nie dzieciom, choć to właśnie ich dobro jest częstą wymówką przed wzięciem odpowiedzialności za własne życie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze