fbpx

Pussy Project: Obalamy mity o seksie

Pussy Project: Mity o seksie
123rf.com

Po co w zasadzie miałybyśmy zastanawiać się nad tym, co i jak myślimy o seksie? Myślimy i tyle. Myślenie nad myśleniem, czy to nie przesada?
To sprawdźmy. Chodzi o to, żeby sprawdzić , czy czasem to, co tak naprawdę sądzimy na temat seksu nie robi nam krzywdy. Jak nie robi i zupełnie dobrze czujemy się w swoim życiu intymnym, to rewelacja. Jednak, jeśli czujemy że z coś jest nie tak – a to nie mamy orgazmów tak często, czy takich jakbyśmy chciały, albo czegoś bardzo się wstydzimy, warto jednak chwilę na to myślenie poświęcić. Bo może się okazać, że na wyciągnięcie ręki mamy raj odzyskany.

Istnieje sporo ugruntowanych i szkodliwych przekonań na temat naszej seksualności, które zawdzięczamy czynnikom od nas niezależnym – można je nazwać naszą historią. Trudno. Dostałyśmy, co dostałyśmy i czas zacząć sobie radzić niezależnie od tego, czy nasze wzorce seksualności zostały zbudowane na zdrowych czy na nieco mniej zdrowych podstawach.

Jakby nie patrzeć, to od wieków kobieca seksualność była cenzurowana i redukowana. I w zasadzie wciąż próbujemy się z tych ograniczeń wydostać. Jednym z pierwszych, najbardziej istotnych kroków, jakie możemy podjąć, jest weryfikacja własnego sposobu myślenia, otwarcie się na pomysł, że może być weselej, bardziej rozkosznie, lepiej. Okaże się bzdurą teoria, że każda droga na szczyt musi być wyboista jak nawierzchnia polskiej autostrady, kręta jak chiński paragraf i długa, jak oczekiwanie w kolejce na poczcie. Może być pasjonującą wyprawą po złote runo. Ale najpierw trzeba ubić paru strażników ciemności.

Mit nr 1 – Kobiety tego nie lubią

Jeśli czują od urodzenia, mimowolnie, że to sfera tabu, to jak mają lubić? Albo jest czysta i seksu nie lubi. Albo lubi, co kończy temat czystości. A także akceptacji społecznej dla takiej kobiety.

Mit od nielubienia da się unicestwić dość prosto, ale pociągnie za sobą kilka ofiar. Gdy uwierzysz, że masz prawo lubić seks i akceptować siebie, jako istotę seksualną, okaże się że część mężczyzn z którymi miałaś do tej pory do czynienia, pójdzie w odstawkę. Bo to mit stworzony na potrzeby facetów, którym się nie chce. Ci, którym się chce, będą uwielbiali twoje doświadczenie i otwartość. Między innymi dlatego, że nie będzie im zagrażać.

Mit nr 2 – Orgazmy są gorsze i lepsze. A generalnie to niełatwo je mieć

Jak się nie ćwiczy, to się maratonu nie przebiegnie. Jazdę samochodem ćwiczymy. Mięśnie ud i pośladków ćwiczymy. Nawet chodzenie na szpilkach wymaga wprawy. Natomiast orgazmy mają nam spadać z nieba.

Samych orgazmów jest bez liku. Orgazm przez stymulację punktu G, łechtaczkowy, pochwowy, analny, wieloogniskowy. Dochodzić można przez stymulację sutków albo przez pocałunki, fantazjując, śpiąc. Żaden z orgazmów nie zasługuje na miano gorszego. Zaś pomysł z nazywaniem orgazmu łechtaczkowego – niedojrzałym, zaś pochwowego – dojrzałym zawdzięczamy Freudowi. Nie jest to jedyny zonk pozostawiony po tym dzielnym i niestrudzonym badaczu ludzkiej psychiki. Według niego kobieta powinna z czasem dojrzeć do prawdziwego seksu. A prawdziwym seksem jest ten polegający na penetracji pochwy. Proste prawda? I jakie wygodne. Szkoda tylko, że nie dla nas. Bo kobiecy seks i kobieca przyjemność ma milion odcieni. Różni się min. w zależności od wieku, stanu psychicznego, hormonalnego, partnera lub partnerki z którą seks się uprawia.

I jak w tym gąszczu różnic znaleźć swój orgazm? Przez ćwiczenia i poznawanie swojego ciała. Tylko bliski z nim kontakt i możliwość rozpoznawania odczuć, impulsów, da nam szansę na stworzenie własnej mapy, którą potem możemy się dzielić. I wtedy okaże się, że coś co jeszcze niedawno było trudne do osiągnięcia możemy mieć na zawołanie. Bo orgazmy są trudne tylko dla tych, którzy ich nie ćwiczą.

Mit nr 3 – Rozmowy o seksie są w złym guście, a do tego odzierają seks z aury mistycyzmu.

To jest chyba jeden z najbardziej podstępnych i wrednych mitów. Żeby go obalić musiałybyśmy przestać o seksie jedynie jako o zespoleniu dusz, będącym ukoronowaniem prawdziwej miłości. Czasem seks obejmuje dwoje głęboko zaangażowanych emocjonalnie ludzi i wtedy jest doświadczeniem, głębokim i pełnym. Wyjątkowość doświadczenia seksualnego nie znika, gdy rozmawiamy o nim z partnerem/partnerką. Gdy się uczymy, czytamy, dyskutujemy. Rozmowa nie zabija bliskości oraz intymności, tylko ją wzmacnia, pozwalając nam powiedzieć czego chcemy, jak chcemy to robić i słuchając jak chce to robić druga strona. To jedyna metoda, żeby drugą osobę nauczyć obsługi naszego ciała.

Wredota tego mitu polega na zatajeniu faktów. Każe nam wierzyć, że mówienie o nim do kogoś bliskiego jest nieprzyzwoite. Tylko jak przekazać instrukcję obsługi komunikowania się? Bez niej ciężko dopracować się udanego seksu. Można za to skutecznie nabawić się frustracji i poważnych problemów w związku.

Mit nr 4 – Masturbacja jest tylko dla desperatek

Normalne kobiety tego nie robią! A, szkoda, bo sporo by się mogły nauczyć. Zadowolenie z życia seksualnego nie jest przywilejem grupy wybrańców. Wszystkie kobiety, nawet chwilowo obywające się bez seksu, powinny ćwiczyć orgazmy. Po to by nie wyjść z wprawy w ich osiąganiu. Trening masturbacyjny to najskuteczniejsza metoda poznania własnych stref intymnych, potrzeb i sprawdzania swojej drogi na szczyt. Gwiazdy same na nas nie spadną. No dobrze, jest malutki procent kobiet, które nie muszą niczego trenować, a orgazmy wysyłają je na orbitę. Jeśli nie należysz do tych szczęściar, lepiej pomyśl nad zestawem do ćwiczeń.

Mit ten zasadza się na przekonaniu, że żeby mieć orgazm, to trzeba być z kimś żywym. Inaczej to jest jakieś nienaturalne. Orgazmy masturbacyjne są takie jakby gorsze. Bo, gdy pojawi się właściwy partner/partnerka to satysfakcjonujące życie seksualne zdarzy się samo.

Nooo, tak. Chyba, że się nie zdarzy.

Mit nr 5 – Brak orgazmu to nic złego

Oczywiście, że nic złego. W zasadzie bez wzroku czy słuchu też da się żyć. Nie przeceniajmy wartości orgazmów i nie róbmy z ich osiągania jakiegoś świętego Graala.

Problem w tym, że brak orgazmu zawsze jest sygnałem trudności. Problemy mogą mieć naturę emocjonalną, mogą wiązać się z wieloma aspektami związku, ale zawsze zupełna nieobecność orgazmu powinna dać ci do myślenia. Ponieważ możemy zmusić się do uprawiania seksu, ale nie możemy zmusić naszego ciała do odczuwania przyjemności.

Równie bez sensu jest przekonanie, że jeśli kochasz swojego partnera/ partnerkę, to zadowolenie i orgazmy pojawią się automatycznie. I tu wracamy do problemu nieistniejących instrukcji obsługi. Jeśli ty nie znasz swojego ciała, nie chcesz o tym rozmawiać, ani też pomóc partnerowi / partnerce w poznaniu twojej mapy, to skąd on/ona mają wiedzieć co robić?

Tekst pochodzi z portalu Pussy Project

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze