fbpx

Branie i dawanie w związku

Branie i dawanie w związku
123rf

„Przyjmij tę obrączkę na znak mojej miłości…” – te słowa to symbol dawania i brania w związku, wymiany, korzystnej dla obydwu stron. Piękne założenie, tylko czy wymiana na pewno powinna zaczynać się od aktu dawania?
Wyobraź sobie, tak hipotetycznie, że wymiana w związku jest pewnego rodzaju handlem – dajesz pieniądze w zamian za upragniony towar. Dobra sprzedaż zaczyna się od autoprezentacji – kiedy poznajesz partnera i jesteś nim żywo zainteresowana, pragniesz pokazać mu się od jak najlepszej strony. Wyczuwasz jego pragnienia i spełniasz je. Jeśli czujesz, że pociągają go delikatne kobiety, stajesz się najbardziej delikatną istotą na ziemi. Lubi blondynki – proszę bardzo. Chwali pomidorową mamy – serwujesz mu ulubiony przysmak pięć razy w tygodniu itd.

Idźmy dalej: dobra promocja to podstawa. Stajesz na rzęsach, by uwierzył, że jesteś tą jedną jedyną, z którą będzie mu jak w raju. Dajesz nadmiarowo, często zapominając o sobie. Bo, choć świadomie nie zdajesz sobie z tego sprawy, zasada wzajemności – jeden z ważniejszych chwytów reklamowych, robi swoje: dajesz, żeby dostać coś w zamian. Zgodnie z zasadami ekonomii handlu, wszystko jest w porządku, celem wymiany jest zysk. Jednak w z związku to tak nie działa.

Kiedy robisz bilans inwestycji, okazuje się, że wynik jest ujemny – dałaś więcej, niż dostałaś, ewentualnie dostałaś nie to, czego oczekiwałaś. Być może brniesz w to dalej – dajesz jeszcze więcej, podtykasz partnerowi pod nos dokładnie to, na co sama masz apetyt. Może na jakiś czas wycofujesz datki, licząc, że zrozumie przekaz i uaktywni się w rewanżu. W zanadrzu masz jeszcze szantaż – zabierasz to, co dałaś i wiesz, że boleśnie odczuje stratę – albo obiecujesz sobie, że dasz dopiero wtedy, kiedy on odpłaci ci tym samym. W praktyce ten etap związku to nic innego jak bolesne rozczarowanie; przekonanie, że ty mu świat do stóp, a on ci figę z makiem. Wątpliwości, że może z kim innym byłoby ci lepiej. Złość na samą siebie, że być może kolejny raz źle ulokowałaś uczucia. Wściekłość na los, że masz pecha, bo zawsze trafiasz na takich samych mężczyzn: egoistów, narcystycznych samców, maminsynków.

Wyjdź na chwilę z roli rozczarowanej sierotki i wyobraź sobie tego biedaka stojącego naprzeciwko – być może nawet nie widać go spod góry „darów”, którym go obsypywałaś. Czy on miał w ogóle szansę dać cokolwiek tobie?

Miłosny zakupoholizm

Być może pomyślisz z przekąsem: „Gdyby naprawdę mnie kochał, wiedziałby czego potrzebuję i by mi to dał”. A ty wiesz, czego potrzebujesz? A może głód pomylił ci się z apetytem?

Zastanawiałaś się kiedyś, co czuje zakupoholiczka kupująca kolejną torebkę albo 12. parę butów? Ani torebka, ani nowe buty nie zaspokoją jej apetytu. Akt kupowania na chwilę obniży napięcie, ale apetyt wzrośnie ze zdwojoną siłą.

Jeśli nie rozpoznajesz swoich autentycznych potrzeb, a w partnerze lokujesz swoje oczekiwania, niezaspokojone tęsknoty i iluzje – on, choćby bardzo chciał, nie jest w stanie zaspokoić twojego apetytu. Jeśli oczekujesz, że ukochany da ci to, czego nie dostałaś od rodziców – twoje starania na nic się zdadzą. Ani partner, ani nikt inny nie da ci tego, czego nie dostałaś w dzieciństwie.

„On nie daje mi poczucia bezpieczeństwa ani bezwarunkowej miłości” – to najczęstsze zarzuty, które słyszę z ust pacjentek. Kiedy staram się im wytłumaczyć, że to nie ten adres, czują się podwójnie rozczarowane. „Na początku byliśmy jak dwie połówki jabłka” – to kolejna opowieść, którą słyszę w gabinecie. Piękna historia, tylko już przeterminowana.

Podobnie jak historia Ani, która przyszła do mnie, kiedy w jej małżeństwie wygasła intymność, a w życiu kobiety pojawił się inny mężczyzna. – Potrzebuję prawdziwego mężczyzny, a Jarek jest taki kobiecy – tłumaczyła. – Nie chcę kochać się z kobietą.

Rozumiem, tylko przecież jej mąż nie przemienił się nagle w kobietę. Takiego mężczyznę wybrała sobie przed laty. W trakcie terapii okazało się, że przed laty Ania była na etapie nastolatki, jej kobiecość była jeszcze uśpiona. Prawdopodobnie dlatego zafascynował ją mężczyzna o silnie kobiecym pierwiastku. Na ten moment był doskonałą połówką, dopełnieniem jej połówki jabłka. Po urodzeniu drugiego dziecka w Ani obudziła się kobieta – kobieta, która zapragnęła mężczyzny. Życie nie stoi w miejscu, a my się rozwijamy, dojrzewamy…

Wracając do handlu, czy od lat chodzisz do tego samego sklepu i kupujesz ten sam, niezmienny zestaw produktów? Ależ skąd. Właśnie na tym zjawisku bazuje reklama. Nawet jeśli świadomie jesteś jej przeciwniczką, to w twojej nieświadomości logują się informacje w sprawie twoich potrzeb. Świat proponuje ci bogatą ofertę rozmaitości, a ty możesz wybierać i przebierać jak w ulęgałkach. Może więc każda wymiana powinna zaczynać się od brania, a nie od dawania?

Miłość zaczyna się od brania

Tak twierdzi Bert Hellinger, twórca ustawień rodzinnych. Jego zdaniem podstawową zasadą partnerstwa jest bezustanny ruch, wymiana – dawanie i branie. To właśnie wzajemne obdarowywanie się czyni parę szczęśliwą. Kiedy dajesz coś partnerowi, on czuje się zobowiązany do oddania, nawet trochę więcej, niż sam dostał. Ten ruch nazywa Hellinger wyrównaniem. Gdy ktoś mi coś daje, szczerze, z całego serca, mam naturalną ochotę oddać mu z naddatkiem. Tak postępowali kupcy greccy. Pierwszym ruchem w wymianie powinno być branie. Branie jest trudniejsze, bo przyjmowanie wymaga pokory. Dawanie to bułka z masłem – ten, kto daje, czuje przewagę i władzę. Dawanie jest zobowiązujące, daje prawo do roszczeń, niezadowolenia, szantażu.

Zarówno dawanie, jak i branie to wielka sztuka. Zwykle nie potrafimy brać, choćby dlatego, że nie przyznajemy sobie prawa do bycia obdarowywanym, nie ufamy intencji darczyńcy, nie chcemy czuć się zobowiązani albo nie potrafimy się rewanżować. Łatwiej przychodzi nam dawanie, ale… zdarza się zagłaskać kotka na śmierć. Kiedy dajesz partnerowi zbyt dużo, w tobie rośnie apetyt, by dostać przynajmniej tyle samo. Dla twojego partnera „zbyt dużo” może być nie do zniesienia. Kiedy partner nie może oddać z naddatkiem, prawo wyrównywania nie może być zrealizowane. Bywa, że nadmiarowo obdarowywany odchodzi.

„Sztuką jest dawać małą łyżeczką i pytać, czy już wystarczy” – tłumaczy Hellinger. – „Możesz dać tylko tyle, ile ktoś może przyjąć”.

Równowaga wymiany w związku polega na tym, że obdarowujecie się wzajemnie, wspierając w rozwoju, przez cały czas będąc uważnymi na wymianę pomiędzy dawaniem i braniem. Nieprzestrzeganie zasady wyrównania, wzrost poczucia długu i niemożności wypłacenia się – to zabójcy związku.

Kiedy pacjentka z rezygnacją mówi: „Dałam mu już wszystko, nic więcej nie mam” – zdarza się, że jest to przełomowy moment dla związku. Jeśli uda mi się w terapii powstrzymać jej kompulsję, by natychmiast znaleźć nowego nieszczęśnika, z którym można będzie powtórzyć scenariusz nadmiarowego dawania, i zachęcić do spokojnego przeżycia momentu zatrzymania – po jakimś czasie proporcje w dawaniu i braniu zmieniają się. Partner, do tej pory stale obdarowywany, zaczyna dawać. Kolejny ważny krok w terapii to nauka przyjmowania.

A może przysięga małżeńska powinna brzmieć: „Przyjmuję tę obrączkę na znak twojej miłości…”?

Zasady przyjmowania

  • Poczuj, że zasługujesz na wszystko, co najlepsze.
  • Nie szukaj drugiego dna w intencjach partnera, który cię obdarowuje.
  • Ciesz się tym, co dostałaś i póki co nie myśl o rewanżu.
  • Dziel się, zamiast dawać. Dzielisz się tym, czego masz w nadmiarze. Kiedy dajesz coś, zawsze oczekujesz rewanżu.
  • Każdego dnia wykonuj następujące ćwiczenie: Stań przed lustrem, wykonaj kilka pogłębionych oddechów, rozłóż szeroko ramiona, wyprostuj się, otwórz klatkę piersiową i powiedz na głos: ,,Przyjmuję od świata wszystko, co dla mnie dobre”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>