Branie i dawanie w związku

123rf

„Przyjmij tę obrączkę na znak mojej miłości…” – te słowa to symbol dawania i brania w związku, wymiany, korzystnej dla obydwu stron. Piękne założenie, tylko czy wymiana na pewno powinna zaczynać się od aktu dawania?
Wyobraź sobie, tak hipotetycznie, że wymiana w związku jest pewnego rodzaju handlem – dajesz pieniądze w zamian za upragniony towar. Dobra sprzedaż zaczyna się od autoprezentacji – kiedy poznajesz partnera i jesteś nim żywo zainteresowana, pragniesz pokazać mu się od jak najlepszej strony. Wyczuwasz jego pragnienia i spełniasz je. Jeśli czujesz, że pociągają go delikatne kobiety, stajesz się najbardziej delikatną istotą na ziemi. Lubi blondynki – proszę bardzo. Chwali pomidorową mamy – serwujesz mu ulubiony przysmak pięć razy w tygodniu itd.

Idźmy dalej: dobra promocja to podstawa. Stajesz na rzęsach, by uwierzył, że jesteś tą jedną jedyną, z którą będzie mu jak w raju. Dajesz nadmiarowo, często zapominając o sobie. Bo, choć świadomie nie zdajesz sobie z tego sprawy, zasada wzajemności – jeden z ważniejszych chwytów reklamowych, robi swoje: dajesz, żeby dostać coś w zamian. Zgodnie z zasadami ekonomii handlu, wszystko jest w porządku, celem wymiany jest zysk. Jednak w z związku to tak nie działa.

Kiedy robisz bilans inwestycji, okazuje się, że wynik jest ujemny – dałaś więcej, niż dostałaś, ewentualnie dostałaś nie to, czego oczekiwałaś. Być może brniesz w to dalej – dajesz jeszcze więcej, podtykasz partnerowi pod nos dokładnie to, na co sama masz apetyt. Może na jakiś czas wycofujesz datki, licząc, że zrozumie przekaz i uaktywni się w rewanżu. W zanadrzu masz jeszcze szantaż – zabierasz to, co dałaś i wiesz, że boleśnie odczuje stratę – albo obiecujesz sobie, że dasz dopiero wtedy, kiedy on odpłaci ci tym samym. W praktyce ten etap związku to nic innego jak bolesne rozczarowanie; przekonanie, że ty mu świat do stóp, a on ci figę z makiem. Wątpliwości, że może z kim innym byłoby ci lepiej. Złość na samą siebie, że być może kolejny raz źle ulokowałaś uczucia. Wściekłość na los, że masz pecha, bo zawsze trafiasz na takich samych mężczyzn: egoistów, narcystycznych samców, maminsynków.

Wyjdź na chwilę z roli rozczarowanej sierotki i wyobraź sobie tego biedaka stojącego naprzeciwko – być może nawet nie widać go spod góry „darów”, którym go obsypywałaś. Czy on miał w ogóle szansę dać cokolwiek tobie?

Miłosny zakupoholizm

Być może pomyślisz z przekąsem: „Gdyby naprawdę mnie kochał, wiedziałby czego potrzebuję i by mi to dał”. A ty wiesz, czego potrzebujesz? A może głód pomylił ci się z apetytem?

Zastanawiałaś się kiedyś, co czuje zakupoholiczka kupująca kolejną torebkę albo 12. parę butów? Ani torebka, ani nowe buty nie zaspokoją jej apetytu. Akt kupowania na chwilę obniży napięcie, ale apetyt wzrośnie ze zdwojoną siłą.

Jeśli nie rozpoznajesz swoich autentycznych potrzeb, a w partnerze lokujesz swoje oczekiwania, niezaspokojone tęsknoty i iluzje – on, choćby bardzo chciał, nie jest w stanie zaspokoić twojego apetytu. Jeśli oczekujesz, że ukochany da ci to, czego nie dostałaś od rodziców – twoje starania na nic się zdadzą. Ani partner, ani nikt inny nie da ci tego, czego nie dostałaś w dzieciństwie.

„On nie daje mi poczucia bezpieczeństwa ani bezwarunkowej miłości” – to najczęstsze zarzuty, które słyszę z ust pacjentek. Kiedy staram się im wytłumaczyć, że to nie ten adres, czują się podwójnie rozczarowane. „Na początku byliśmy jak dwie połówki jabłka” – to kolejna opowieść, którą słyszę w gabinecie. Piękna historia, tylko już przeterminowana.

Podobnie jak historia Ani, która przyszła do mnie, kiedy w jej małżeństwie wygasła intymność, a w życiu kobiety pojawił się inny mężczyzna. – Potrzebuję prawdziwego mężczyzny, a Jarek jest taki kobiecy – tłumaczyła. – Nie chcę kochać się z kobietą.