Gdy obok są dzieci

Gdy obok są dzieci
123rf.com

Nie zasłaniaj się dziećmi. To nie one odpowiadają za twoje dorosłe sprawy.
One tylko ponoszą ogromne straty, kiedy ze wszystkich sił starają się pomagać, żebyś nie była nieszczęśliwa i żebyś starczyła im na długo. Nie mają wtedy dzieciństwa. Bądź uczciwa wobec siebie. Więcej oparcia w sobie da ci prawda: „Boję się zostać sama” niż osłanianie się przed nią deklaracjami: „Dzieci muszą mieć ojca”.

Dzieci to nie karty, nie rozgrywaj nimi waszych gier. Mogą się bardzo uszkodzić. Dzieci mają usłyszeć (i najlepiej, gdyby usłyszały to od was obojga): „To nie wasza sprawa. Czujecie i widzicie, że nam jest teraz trudno ze sobą. Dorośli mają kryzysy i złe chwile, tak jak wszyscy ludzie. Ale to nasza sprawa. Będziemy sobie z nią radzić. A wy zajmujcie się swoimi sprawami. Jest nam przykro, że czujecie się przez nas źle, ale nie macie tu nic do roboty. Nie jesteście winne niczemu. To nie z waszego powodu my się kłócimy. Czy dojdziemy do porozumienia, czy się rozstaniemy, zależy tylko od nas. Nie stracicie nigdy nas jako rodziców, choć może stać się tak, że nie będziemy parą i nie będziemy razem mieszkać. Ale nigdy was nie opuścimy. I choć to będzie inne niż teraz i nowe, będziemy sobie z tym radzić”. Jeśli nie uda wam się zrobić tego razem, powiedz im to sama. Powiedz ich ojcu, co im powiedziałaś, i zaproponuj, żeby powiedział im coś podobnego od siebie.

Nie zabraniaj dzieciom widywać ojca. Nie zabraniaj ojcu widywać dzieci.

Nie oczerniaj go, nie sącz jadu, nie obwiniaj go o wszystko przed nimi. Ale też nie chroń, nie oszczędzaj. Nie mów: „Ten wasz tatuś łajdak was już nie kocha”, ale nie tłumacz też, kiedy on się nie odzywa i nie przychodzi: „Tatuś pewnie jest chory, ale bardzo was kocha”. Pozwól dzieciom, żeby same sprawdziły ojca. Pozwól im go nie widywać, jeśli nie chcą. Kiedy dzieci ciebie obwiniają o to, że między wami jest źle, nie bierz tego na siebie. Nie miej im za złe – one próbują znaleźć w tym jakiś sens. Powiedz im: „Przykro mi, że tak to widzicie, ale to nie jest prawda”. I tyle. Ale nie płacz, że cię nie kochają i że biorą jego stronę, one bowiem nie powinny być stroną w waszym konflikcie. Czasem łatwiej im się wykrzyczeć, wyzłościć na matkę, bo ona jest bliżej. I jej opieka jest pewna. Ale jeśli to ty histeryzujesz, rozkręcasz aferę, nie dajesz się przeprosić, wtedy wciągasz wszystkich na orbitę swojego bycia ofiarą. Posłuchaj uważnie, co dzieci mają ci do powiedzenia. Lepiej, żebyś uczciwie sobie i im powiedziała: „Tak właśnie jest. Działam na ślepo, popełniam błędy. Rozumiem, że wam z tym trudno. Mnie też. Przepraszam was, ale tak właśnie teraz się czuję”. Poczuj, że to niezwykle dla ciebie istotny i pomocny krok do zaakceptowania siebie takiej, jaka jesteś. Nikt nie jest idealny. Dopiero kiedy rozpoznamy, nazwiemy szczerze miejsce, w którym teraz jesteśmy, i je zaakceptujemy, możemy ruszyć dalej. Inaczej – kręcimy się w kółko.

Jeśli dzieci obwiniają ojca, nie ciesz się, choć rozumiem twoją potrzebę przyjęcia z ulgą każdego wsparcia, zwłaszcza od nich. Podziękuj im za to wsparcie i powiedz, że sprawy dorosłych są skomplikowane oraz że kłopoty w relacji to problem obu osób, które ją tworzą. One to uszanują i poczują wielką ulgę, że ich mądra mama na pewno sobie poradzi. Jeśli będziesz ich używać jako strony, nadużyjesz ich. To są dzieci. Wy jesteście dla nich, a nie one dla was. Jeśli twój partner cię bardzo zranił i porzucił, a dziecko jest bardzo podobne do niego fizycznie i ty z nim zostajesz, jesteś w szczególnie trudnej sytuacji. Przyda ci się profesjonalna pomoc, żebyś ich oboje umiała oddzielić.

Zastanów się, czy opłaca ci się wciągać rodziców na orbitę waszego konfliktu. Jeśli możesz liczyć na to, że cię przytulą, powiedzą: „Przykro nam kochanie, że masz taki trudny czas. Możesz u nas zawsze odpocząć, wypłakać się, wyzłościć i zwierzyć. Zajmiemy się dziećmi, a ty rób to, co ci potrzebne, żeby się zregenerować” – to do nich idź. Tym bardziej, jeśli potrafią ci powiedzieć: „Wierzymy w ciebie, cokolwiek wybierzesz”.

Jeśli natomiast wiesz, że usłyszysz: „Mówiliśmy, żebyś nie wychodziła za tego skurwysyna” albo „No i co teraz będzie?! Jak ty sobie poradzisz! Tak się martwię” albo „Ty to potrafisz wszystko zepsuć, brawo!” – to najpierw głęboko się zastanów, jak się będziesz po tym czuła i po co ci to?

Od wspierania cię są przyjaciółki. Mądre. Nie te, które się ucieszą, że ty też stracisz partnera.

Od pomocy w ohydnym samopoczuciu i od zmiany są psychoterapeuci. I wiedz, tylko mądrzy, silni ludzie umieją prosić o pomoc i z niej korzystać.

Jeśli przetrwasz (przetrwacie) kryzys – bądź z siebie (z was) dumna. Porozmawiaj (porozmawiajcie) o tym z dziećmi. Pokaż (pokażcie) im, że na tym polega sztuka życia i rosnącego zaufania do siebie, przyjaciół i do życia.

Fragment pochodzi z książki Katarzyny Miller „Kup kochance męża kwiaty”, Wydawnictwo Zwierciadło, 2011.

Książka do kupienia w naszej księgarni.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze