Mit dopasowania seksualnego – dopasowanie seksualne nie istnieje

mit dopasowania seksualnego
123rf.com

Jestem na etacie eliminatorki mitów. Biorę się za kolejny, który stoi wysoko w moim prywatnym rankingu. Mit dopasowania seksualnego. Zły jak każdy inny mit, który przez samo swoje istnienie ogranicza nasze wybory i sposób myślenia, zabiera szanse na szukanie rozwiązań, bo przecież „to normalne, że”, „tak już musi być” i inne bzdury. Dopasowanie seksualne nie istnieje.
Nie mam zamiaru odbierać roboty kaznodziejom, którzy odmawiają ludziom prawa do odczuwania frustracji z powodu nieudanego życia seksualnego. Jak coś w łóżku nie idzie, to naturalne jest odczucie niezadowolenia, tyle że warto je przekuć na działanie, a nie z tego powodu kłócić się czy rozwodzić. Ludzie nie pasują do siebie seksualnie częściej, niżby się to komukolwiek wydawało. Albo przestają pasować, bo coś się zmieniło. I znów – do wyboru mamy uznanie to za złośliwość losu, bądź też wzięcie się z tematem za bary.

Wyobraźcie sobie parę dobiegającą czterdziestki, heteroseksualną, z potomstwem pochodzącym z poprzednich związków, która próbuje ułożyć sobie razem życie. Są zakochani, jest w nich gotowość do zostania razem na dłużej, spotykają się już dłuższy czas i jedynym problemem, jaki widzą, jest to, że w łóżku mogłoby im być lepiej. Jeżeli pogadają o tym z kimś rozsądnym, może usłyszą dobre pytania i może zauważą złowrogi cień mitu. Bo gdy wyzwaniem jest dopasowanie seksualne, naprawdę chodzi o to, że oczekujemy dopasowania od razu, w całości, automatycznego. Klik i działa. Skoro się jesteśmy dla siebie podniecający, skoro się lubimy, a może nawet kochamy, skoro nam razem dobrze, to dlaczego nasz seks jest taki słaby?

Zasadniczym powodem jest to, że ludzki seks nie podlega prawom, jakie stosujemy dla maszyn i urządzeń. Czasem może być świetny seks bez miłości, czasem może być miłość bez świetnego seksu. O ile uczuć udawać się nie da, o tyle często udajemy w seksie, odwlekając w czasie nieuniknioną katastrofę. Gdy związek jest młody i hormony gotują nam krew w żyłach, nie gadamy o dopasowaniu, o tym, czego chcemy w seksie, bo to by przecież popsuło idylliczną atmosferę. Gdy chmura afektu opada, a nasze oczy zaczynają widzieć rzeczywistość mniej więcej taką, jaka ona jest, okazuje się, że różnice, deficyty, problemy są duże, groźne i rosną z każdym rokiem.