1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Kate Winslet: „Niewiele rzeczy mnie zawstydza”

Kate Winslet: „Niewiele rzeczy mnie zawstydza”

Kate Winslet przyznaje, że jako młoda dziewczyna myślała, że po trzydziestce jej ciało stanie się kompletnie nieatrakcyjne. A jednak to właśnie teraz czuje się w nim najlepiej.(Fot. materiały prasowe L'Oréal Paris)
Właśnie teraz czuje się silniejsza, pewniejsza siebie i piękniejsza niż kiedykolwiek dotąd. Kate Winslet ma świadomość tego, kim jest i jak wygląda. Jej autentyczność bije z ekranu i sprawia, że wierzymy nie tylko jej bohaterkom, ale i jej samej.

Daleko jej do przebojowej policjantki z hollywoodzkich kryminałów. Błyskotliwej kariery w prowincjonalnym miasteczku też raczej nie robi – prędzej skupia na sobie pretensje, jakie mają mieszkańcy do mundurowych. Twarz bez grama makijażu, zebrane w kucyk włosy, zacięte usta z wetkniętym w nie elektrycznym papierosem – nie zachęcają do bliższego kontaktu. Mare Sheehan, detektyw z serialu HBO „Mare z Easttown”, bywa szorstka w relacjach, także z najbliższymi, cierpi na depresję i brak jej siły, by brać się z życiem za bary. Ma jednak coś, czego brak innym głównym bohaterkom – jest kobietą z krwi i kości. Nieidealną, trochę nieogarniętą życiowo, a jednocześnie nietuzinkową. Kibicujemy jej, kiedy spotyka intrygującego mężczyznę, ale też kiedy wpada na trop w ważnej dla lokalnej społeczności sprawie.

Takie role były wcześniej zarezerwowane głównie dla mężczyzn. Dlatego ten serial i ta bohaterka to nowa, świeża jakość. Jego twórcom ta sztuka nie udałaby się, gdyby nie rewelacyjna gra Kate Winslet, która tą rolą ostatecznie potwierdza, że jest jedną z niewielu współczesnych aktorek obdarzonych nie tylko intuicją i wyczuciem nastrojów społecznych, ale też tak rzadką w Hollywood autentycznością.

Przeciętna, a jednak wyjątkowa

Niemałe znaczenie dla odbioru serialu ma kreacja i kostium głównej bohaterki. Odrosty na związanych włosach, za duże kurtki, polar, znoszone spodnie… W stereotypowym ujęciu Mare jest absolutnie „niekobieca", za to autentyczna. Realizmowi ukazanemu w tej produkcji daleko do standardów Hollywoodu. Między innymi dzięki staraniom samej Kate. Głośno było o tym, jak sprzeciwiła się próbom aerografowania, czyli komputerowego wycięcia fragmentu jej ciała podczas sceny seksu. Chodziło o ukrycie lekko wystającego kawałka brzucha. Nie zgodziła się także na zbyt wyretuszowane plakaty promocyjne serialu. – Chłopaki, wiem, ile mam zmarszczek wokół oczu, proszę, wsadźcie je wszystkie z powrotem – miała powiedzieć grafikom. Aktorce udało się także namówić operatorów, by nie próbowali poprawiać wyglądu jej twarzy korzystnym oświetleniem. Podczas rozmów z kostiumografką, Winslet wybierała najbardziej „przeciętne” ubrania i najtańsze T-shirty. Ba, na potrzeby roli codziennie jeździła około 20 kilometrów na rowerze, by rozbudować… uda. Zależało jej na tym, żeby były bardziej masywne, w końcu – jak tłumaczyła – jej bohaterka w wielu scenach szamoce się, walczy, ściga i zatrzymuje podejrzanych. Często powala na ziemię dorosłych, dobrze zbudowanych mężczyzn. Musiała więc trzymać formę.

Serial nadal bije rekordy oglądalności i nie jest wykluczone, że powstanie drugi sezon. Sama Kate bardzo chciałaby znów zagrać Mare. Twierdzi, że jest coś bardzo uzależniającego w tej postaci, bo jest jednocześnie nieznośna i kochana, wyjątkowa i taka jak my wszystkie.

Słynny już plakat promujący pierwszy sezon serialu „Mare z Easttown” – z przywróconymi zmarszczkami. (Fot. materiały prasowe HBO GO)

Niewiele rzeczy mnie zawstydza

Nieperfekcyjna Mare to nie pierwsza taka postać w dorobku Kate Winslet. Podobna do niej jest choćby surowa, niemal męska strażniczka obozu koncentracyjnego Hanna Schmitz z „Lektora”, za którą to rolę aktorka dostała Oscara, czy doktor Erin Mers w dramacie „Contagion – epidemia strachu”, która przez cały czas jest zmęczona, niewyspana i nieumalowana – w końcu liczy się jej skuteczność w walce z zarazą. Autentyczna i piękna w swojej chropowatości jest też Mary Anning, czyli dojrzała, nietuszująca swojego wieku i niedoskonałości fizycznych bohaterka filmu „Amonit”. Mary odkrywa namiętność do młodziutkiej Charlotte (Saoirse Ronan), dziewczyny, która przyjeżdża nad morze na rekonwalescencję.

Winslet nie ukrywa, że jest dumna ze scen miłosnych z Ronan w tym filmie. – Niewiele jest rzeczy, które mnie zawstydzają – powiedziała w jednym z wywiadów. – Jestem aktorką, która nie obawia się nagości i wyrażania emocji ciałem. Stworzyłyśmy z Saoirse wspaniałą choreografię dla naszej więzi. Czułyśmy się bezpiecznie, żadna z nas nie była skrępowana. Dziś już dostrzegam to, że większość scen seksu jest pokazywana z męskiej perspektywy. W tych narracjach kobieta jest zazwyczaj uprzedmiotowiona. Tymczasem love story, o której opowiadamy w tym filmie, jest pokazana zupełnie inaczej.

„Bezwstydność” aktorki jest widoczna prawie w każdym aspekcie jej życia. Kiedy spotkałyśmy się na jednym z wywiadów podczas festiwalu w Wenecji, z lubością zaciągała się papierosami. Powiedział mi wtedy, że pali, bo lubi, a gdy ma zły dzień, to nalewa sobie whisky. Nie głodzi się, bo kocha jeść i ma gdzieś opinie o tym, że jest za gruba albo że powinna sobie tu i ówdzie wyprasować zmarszczki. Co więcej, lubi rozbierać się przed kamerą. Twierdzi, że jest to pokrzepiające dla innych. – Wyglądam jak kobiety, które mijam, idąc ulicą. Nie mam idealnych piersi, mam cellulit i krągłości. Jeśli taka świadomość wzmocni pewność siebie innych kobiet, to wspaniale.

Za rolę Hanny Schmidt w filmie „Lektor” dostała Oscara, Złotego Globa i Baftę. (Fot. BEW)

Jestem wolną kobietą

Nie czuje się celebrytką. No może jedynie na Oscarach albo na czerwonych dywanach Berlina, Cannes lub Wenecji. – Jednak tak naprawdę ta pozująca fotoreporterom Kate Winslet to nie ja – wyznała mi podczas tamtego spotkania. – Ta prawdziwa zaczyna się wtedy, gdy zdejmuję suknię i wskakuję w dżinsy i podkoszulek zwyczajnej kobiety. Jestem przede wszystkim brytyjską aktorką, a dopiero potem osobą publiczną. Nie mieszkam na stałe w Hollywood i oprócz „Titanica” zagrałam także w wielu małych niezależnych produkcjach. Jestem wolną kobietą, która nie zależy od swojego wyglądu i nie przejmuje się tym, co inni o mnie mówią. Żyję po swojemu i cieszę się, że mogę sobie na to pozwolić. Blichtr czerwonych dywanów nie jest dla mnie definicją luksusu i szczęścia.

Odkąd skończyła 13 lat, była mentalnie starsza niż jej rówieśnicy. Rodzice powtarzali jej, że życie jest krótkie i szkoda go marnować. Trzeba żyć pełnią i być sobą, po prostu. Zapewnia, że nie boli jej fakt, że skończyła już 46 lat. Kiedy miała 20 lat, nie wiedziała, kim jest. Uważa, że wraz z młodością znika próżność. – Teraz nawet nie patrzę w lustro, nie wysilam się – powtarza ze śmiechem. – To najpiękniejsze, co przychodzi wraz z wiekiem. Jestem świadoma siebie i swojego wyglądu, akceptuję go. Na szczęście powstaje coraz więcej scenariuszy dla aktorek w dojrzałym wieku. I na razie łapię się na nie. A jeśli ich zabraknie, to zawsze zostaje teatr.

Przyznaje też, że jako młoda dziewczyna myślała, że po trzydziestce jej ciało stanie się kompletnie nieatrakcyjne. A jednak to właśnie teraz czuje się w nim najlepiej. – Jestem mocniejsza, bardziej wysportowana i pewniejsza siebie niż kiedykolwiek dotąd.

Przezywali mnie „sadełko”

I pomyśleć, że o mały włos a nie wykonywałaby tego zawodu. Urodziła się w rodzinie aktorskiej. Jej rodzice występowali na deskach wielu teatrów, a dziadkowie byli założycielami oraz właścicielami Reading Rep Theatre. Mimo to na poważnie zainteresowała się aktorstwem dopiero w wieku 11 lat. Jej pierwszą „rolą” był występ w reklamie płatków śniadaniowych. Otoczenie nie widziało w niej jednak kandydatki na aktorkę, a dzieci w szkole wręcz ją szykanowały. – Przezywali mnie „sadełko”, wyśmiewali i zamykali w szkolnej szafce, bo zachciało mi się zostać gwiazdą. Nie byłam wtedy najładniejsza, do tego miałam wielkie stopy. Słyszałam, że powinnam się cieszyć, jeśli dostanę rolę jakiejś grubaski. Agenci też raczej mnie zniechęcali, powtarzali: „po prostu nie jesteś tą, której szukamy” – wspominała w jednym z wywiadów.

Ambicja, upór, ciężka praca i przekora okazały się jej atutami. Sama zarabiała na lekcje aktorstwa, pomagając mamie w pracy w sklepie z kanapkami. Chociaż nikt nie wróżył jej hollywoodzkiej kariery, a komentarze na temat jej wyglądu podkopywały pewność siebie, dopięła swego. W wieku 22 lat została najmłodszą aktorką z dwiema nominacjami do Oscara – pierwszą otrzymała za rolę w dramacie „Rozważna i romantyczna” Anga Lee z 1995 roku, a drugą za pamiętną rolę Rose w późniejszym „Titanicu” Jamesa Camerona. Po duecie z Leonardo DiCaprio posypały się oferty ról, a Kate ostatecznie przemieniła się z brzydkiego kaczątka w łabędzia.

Jej uroda zawsze odbiegała od hollywoodzkich standardów. Po latach przyznała, że zaakceptowanie swojego wyglądu i figury zajęło jej dużo czasu. Teraz jest uważana za ikonę kobiecości.

Udział w miniserialu „Mildred Pierce” przyniósł jej Nagrodę Emmy. (Fot. BEW)

Dla innych kobiet

– To prawdziwa ikona, zarówno na ekranie, jak i jako głos naszej misji w L’Oréal Paris: „uwierz w siebie, a następne pokolenie ani przez chwilę nie zwątpi w twoją wartość”. Jej niezwykły talent do pokazywania historii kobiet i dawania głosu tym, które do tej pory go nie miały, pomaga szerzyć wartości, które nam przyświecają – tymi słowami globalna dyrektorka L’Oréal Paris Delphine Viguier-Hovasse powitała latem Kate Winslet w gronie światowych ambasadorek marki.

To prawda, aktorka pasjonuje się portretowaniem kobiet, których historie nigdy nie były opowiadane na ekranie. Odbierając nagrody filmowe oraz te przyznane za działalność społeczną i charytatywną, Winslet wielokrotnie zwracała uwagą na siłę kobiet. Jedno z wyróżnień zadedykowała „wszystkim dziewczynom, które wątpią w siebie”. Jest mentorką, wzorem do naśladowania zarówno w życiu prywatnym, jak i w branży. Równe prawa, feminizm, różnorodność i zrównoważony rozwój to wszystko sprawy, na których naprawdę jej zależy.

Kiedy w czasie pandemii gwałtownie wzrosła liczba przypadków przemocy domowej, aktorka przyłączyła się do UN Women, stając się głosem globalnej kampanii Shadow Pandemic, zachęcającej ludzi do reagowania w sytuacjach zagrażających kobietom. Wspierając organizację charytatywną Ovarian Cancer Action, aktywnie propaguje regularne badania, dzięki którym można wykryć chorobę nowotworową w jej wczesnym stadium. Jako rzeczniczka dzieci pokrzywdzonych przez los założyła Fundację Golden Hat, której celem jest zmiana postawy wobec osób z autyzmem. Poprzez różnorodne działania teatralne wspólnie z organizacją Cardboard Citizens opowiada się za zmianą postrzegania osób bezdomnych. Z kolei jej aktywność na rzecz ochrony środowiska obejmuje między innymi wspieranie The Word Forest Organisation, która na szeroką skalę sadzi drzewa na całym świecie, wspiera edukację i walkę o równy status społeczny kobiet w Kenii. Aktorka bierze też czynny udział w budowaniu świadomości ekologicznej: głośno namawia do zmniejszania emisji dwutlenku węgla także podczas produkcji filmowych.

– Cieszę się, że mogę dołączyć do siostrzanego grona L'Oréal Paris i chcę powiedzieć, że potrzeba odwagi i siły, aby uwierzyć w hasło „jesteś tego warta”. Czasami możesz w ogóle nie czuć się wartościowa... Wszyscy mamy takie chwile i to właśnie czyni nas prawdziwymi ludźmi. Ale im częściej to sobie powtarzasz, tym bardziej zaczynasz w to wierzyć – zapewnia Kate Winslet.

(Fot. materiały prasowe L'Oréal Paris)

Na pytanie o to, czym jest prawdziwe piękno, ma jedną odpowiedź. To poczucie więzi z innymi kobietami. Nie chodzi o to, by budować siebie tylko po to, aby podobać się mężczyznom, ale by budować siebie dla siebie i innych kobiet. Nic dziwnego, że magazyn „Time” właśnie ogłosił ją jedną z najbardziej wpływowych osób w 2021 roku. Oby ten wpływ się tylko powiększał.

Kate Winslet urodziła się 5 października 1975 roku w Reading. Jest laureatką Oscara i 21 innych nagród (m.in. czterech Złotych Globów). Trzykrotnie wychodziła za mąż. Ma trójkę dzieci. Publicznie mówi o wielkiej przyjaźni z Leonardo DiCaprio – zaczęła się na planie filmu „Titanic” i trwa do dzisiaj.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze