Po trzydziestce coraz lepiej widzę, że moja skóra lubi prostą pielęgnację, ale nie lubi przypadkowych kosmetyków. Kiedy jest odwodniona, napięta albo bardziej reaktywna, nie potrzebuje dziesięciu kroków, tylko kilku dobrze dobranych formuł, które szybko przywrócą jej komfort. Dlatego z ciekawością przetestowałam tołpa.® dermo shots – dermokosmetyczną serię skoncentrowanych „shotów”, opartą na celowanym działaniu, nowoczesnych składnikach aktywnych i minimalistycznym podejściu do codziennej rutyny. Najbardziej ciekawiło mnie, czy tak prosty rytuał faktycznie wystarczy wtedy, gdy cera po całym dniu domaga się i nawilżenia, i ukojenia, i większego spokoju.
Pielęgnacyjne shoty dla wymagającej skóry
Coraz częściej łapię się na tym, że nie chcę mieć w łazience kolejnych kosmetyków „na wszystko”. Wolę formuły, które mają jasno określone zadanie: rano dają świeżość i nawilżenie, a wieczorem pomagają oczyścić, wyciszyć skórę i przywrócić jej komfort po całym dniu.
Właśnie tak pomyślana jest seria tołpa.® dermo shots: dermokosmetyki odpowiadające na konkretne potrzeby skóry – odwodnienie, podrażnienie, zaburzoną barierę hydrolipidową, szorstkość, przebarwienia czy pierwsze oznaki starzenia. W całej linii znajduje się osiem kosmetyków, ale w mojej rutynie skupiłam się na czterech: HYDRO CLEAN nawilżającym żelu do mycia twarzy, BARRIER RESCUE milky toniku wyciszającym, HYDRO SURGE hydro serum i BARRIER RESCUE serum barierowym. Z tego zestawu można ułożyć niemal pełny rytuał pielęgnacyjny, a przy demakijażu włączyć także GENTLE CLEAN emulsję do demakijażu i mycia twarzy. Wieczorem pielęgnację można domknąć kremem na noc REBUILD & DE-STRESS.
(Fot. Zwierciadlo.pl)
HYDRO CLEAN – łagodne oczyszczanie na początek
Pierwszym krokiem w mojej rutynie był tołpa.® dermo shots HYDRO CLEAN nawilżający żel do mycia twarzy. Przy kosmetykach oczyszczających jestem ostrożna, bo moja skóra szybko daje znać, kiedy formuła jest dla niej zbyt mocna. Lubię uczucie świeżości po myciu, ale nie takie, po którym twarz robi się napięta i od razu domaga się kremu.
Tutaj tego nie było. Żel dobrze oczyszcza skórę z codziennych zanieczyszczeń, a jednocześnie zostawia ją miękką i komfortową. W formule znalazły się między innymi kwas hialuronowy, trehaloza i kwas PGA, czyli składniki wspierające nawilżenie już na etapie mycia. Rano używałam go samodzielnie, wieczorem – jako drugi krok oczyszczania po makijażu albo filtrze SPF.
BARRIER RESCUE milky tonik – ukojenie po oczyszczaniu
Po oczyszczaniu sięgałam po BARRIER RESCUE milky tonik wyciszający. To nie jest klasyczny, wodnisty tonik, który znika po sekundzie. Ma mleczną, delikatnie otulającą formułę, więc od razu daje skórze przyjemne poczucie ukojenia.
W składzie znalazły się między innymi beta-glukan, ferment Bifida, ceramidy i ferment ryżowy. Tonik wspiera mikrobiom, łagodzi podrażnienia i pomaga przywrócić komfort skórze po oczyszczaniu. Według deklaracji marki koi i łagodzi zaczerwienienia już w pięć minut. Najbardziej doceniałam go wieczorem, kiedy skóra była lekko rozgrzana, napięta albo zmęczona makijażem. Działał jak miękkie przejście między oczyszczaniem a serum.
(Fot. Zwierciadlo.pl)
HYDRO SURGE – poranny zastrzyk nawilżenia
HYDRO SURGE hydro serum to kosmetyk, po który najchętniej sięgałam rano, szczególnie wtedy, gdy skóra po przebudzeniu wyglądała na mniej wypoczętą, niż bym chciała. Lekka matowość, drobne linie z przesuszenia, brak sprężystości – to u mnie najczęstsze sygnały odwodnienia.
Obietnica marki jest konkretna: natychmiastowy, silny zastrzyk nawilżenia dla odwodnionej skóry. Chciałam sprawdzić, czy serum rzeczywiście daje efekt, który czuć od razu. Ma lekką konsystencję, szybko się wchłania i zostawia cerę bardziej miękką, sprężystą, jakby lepiej „napitą”. W formule są między innymi dziesięcioprocentowy hialuron complex, dziesięcioprocentowa trehaloza, kwas PGA i torf tołpa.®.
Serum wykorzystuje technologię mikrosomów, czyli nowoczesnych nośników wspierających celowane przenikanie składników aktywnych. Według badań aparaturowych HYDRO SURGE poprawia nawilżenie o trzydzieści jeden procent i wygładzenie o dwadzieścia procent już po pierwszym użyciu. W praktyce najbardziej zauważyłam miękkość skóry, mniejszy efekt „zmięcia” po nocy i to, że makijaż układał się na nim bez rolowania.
BARRIER RESCUE serum barierowe – kiedy skóra potrzebuje wyciszenia
Drugie serum, BARRIER RESCUE serum barierowe, polubiłam za zupełnie inny efekt. To nie jest kosmetyk od natychmiastowego glow, tylko od uczucia komfortu. Sięgałam po nie wtedy, kiedy skóra była bardziej sucha, szorstka, zaczerwieniona albo przeciążona.
Obietnica marki to uderzeniowa dawka regeneracji dla skóry z zaburzoną barierą hydrolipidową. Chciałam sprawdzić, czy serum rzeczywiście daje poczucie „ratunku” – bez tłustej warstwy i efektu ciężkiej pielęgnacji. W formule znalazły się między innymi pięcioprocentowy PDRN complex, cztery ceramidy, ektoina i d-pantenol, czyli składniki dobrze wpisujące się w potrzeby skóry wymagającej ukojenia i wzmocnienia.
Tak jak w HYDRO SURGE, także tutaj pojawia się technologia mikrosomów. Według zapewnień marki serum w pięć minut koi skórę, wzmacnia barierę hydrolipidową, zwiększa nawilżenie i redukuje szorstkość już po pierwszym użyciu. W codziennym stosowaniu najbardziej zauważyłam mniej napięcia, mniej szorstkości pod palcami i więcej miękkości. Wieczorem, po mlecznym toniku z tej samej linii, tworzyło bardzo przyjemny duet wyciszający.
(Fot. Zwierciadlo.pl)
Pielęgnacja, którą można dopasować do siebie
Najwygodniejsze w tej serii jest to, że nie narzuca jednej sztywnej rutyny. Można ją układać w zależności od tego, czego skóra potrzebuje danego dnia: rano więcej nawilżenia i świeżości, wieczorem dokładniejszego oczyszczenia, ukojenia i wsparcia bariery hydrolipidowej.
W serii są też inne formuły odpowiadające na konkretne potrzeby skóry, między innymi WRINKLE RESIST serum peptydowe oraz VITA BRIGHT serum rozjaśniające – dla cery, która potrzebuje wsparcia przy utracie elastyczności, pierwszych oznakach starzenia, przebarwieniach albo nierównym kolorycie.
Warto wspomnieć też o opakowaniach. Są minimalistyczne, białe, nowoczesne, z wyraźnymi kolorystycznymi akcentami. Mają w sobie coś z farmaceutycznej precyzji, ale bez chłodu aptecznej półki. Plus za pompki – higieniczne, wygodne i bardzo praktyczne, zwłaszcza rano, kiedy pielęgnację robi się trochę w biegu.
Po testowaniu najbardziej polubiłam duet BARRIER RESCUE milky tonik i BARRIER RESCUE serum barierowe, bo szybko przywraca cerze poczucie komfortu. HYDRO CLEAN zostaje dla mnie dobrym codziennym oczyszczaniem, a HYDRO SURGE – serum na poranki, kiedy skóra potrzebuje nawodnienia i świeżości. Mam poczucie, że to seria dla skóry, która nie potrzebuje rozbudowanego rytuału, tylko kilku dobrze dobranych kroków.