Nie testuje swoich produktów na zwierzętach. Pozyskuje składniki od lokalnych wytwórców, którzy dbają o planetę. Z uwagą słucha głosu klientów. Brytyjska marka Lush zamiast płynąć na fali szybkiego i łatwego zysku z produkcji kosmetyków, wyznacza trendy innym mając nadzieję, że więcej firm będzie chciało podążyć ich ścieżką. O tym, jak zbudować markę, dla której ważna jest planeta, dobrostan zwierząt i praca ludzkich rąk opowiedziała nam Anya Dale, odpowiedzialna w Lush za zakupy składników.
Alicja Szewczyk: Nowe marki i produkty kosmetyczne pojawiają się na rynku każdego dnia. Od luksusowych po budget friendly. Od zaawansowanych technologicznie po czerpiące z natury. Od tworzonych przez wielkie globalne koncerty urodowe po niszowe, a także sygnowane przez influencerki. Konsumenci mają dziś ogromny wybór. Gdzie na tej globalnej mapie znajduje się Lush?
Anya Dale, odpowiedzialna w Lush za zakupy składników: Masz rację. Konkurencja jest dziś znacznie większa niż 10, 20 czy nawet 5 lat temu, a konsumenci zadają coraz bardziej świadome pytania. Chcą wiedzieć, skąd pochodzą produkty, jak zostały wyprodukowane i jaki mają wpływ na ludzi, zwierzęta oraz planetę. Celem Lush od samego początku było tworzenie produktów skutecznych i innowacyjnych. Chcemy być marką, która udowadnia, że biznes może być jednocześnie kreatywny, dochodowy i odpowiedzialny. Stawiamy etykę, zrównoważony rozwój oraz aktywizm na równi z wysoką jakością produktów i jesteśmy z tego dumni.
Co jest dla Was priorytetem, gdy zaczynacie pracę nad nowym produktem?
Proces zawsze zaczyna się od założenia, że produkt musi być wegetariański i cruelty free. Dla Lush bycie cruelty free nie oznacza jedynie nietestowania na zwierzętach. To filozofia, która wpływa na każdy etap naszej działalności: od opracowywania produktów, przez dobór składników, aż po kampanie społeczne i działania rzecznicze.
Założyciele Lush od początku wierzyli – i nadal wierzą – że kosmetyki nie powinny być testowane na zwierzętach. Dlatego od początku istnienia firmy odmawiamy testowania zarówno gotowych produktów, jak i składników na zwierzętach. W praktyce oznacza to bardzo rygorystyczne standardy zakupowe oraz budowanie długoterminowych relacji z dostawcami, którzy wyznają te same wartości. Bardzo ściśle współpracujemy z tymi, którzy podzielają nasze podejście.
Bycie przyjaznym zwierzętom oznacza również wykorzystywanie naszego głosu do wprowadzania zmian poza samą firmą, poza naszą „bańką” Lush. Od wielu lat wspieramy kampanie promujące alternatywy dla testów na zwierzętach i zachęcamy całą branżę kosmetyczną do bardziej etycznych praktyk.
Fot. materiały prasowe
Podam dwa przykłady. W 2023 roku Kanada oficjalnie zakazała testowania kosmetyków na zwierzętach. Była wówczas – jeśli dobrze pamiętam – 44. krajem na świecie, który wprowadził taki zakaz. Oficjalne ogłoszenie tego przez rząd kanadyjski odbyło się w naszej fabryce w Toronto, ponieważ Lush aktywnie współpracował z Humane Society International oraz Animal Alliance of Canada, aby doprowadzić do uchwalenia tych przepisów.
W Polsce regularnie udostępniamy nasze sklepy organizacjom prowadzącym kampanie społeczne i działania edukacyjne. Współpracowaliśmy z Humane Society International oraz organizacją Otwarte Klatki, prowadząc kampanię uświadamiającą w temacie przemysłu futrzarskiego. W grudniu 2025 roku polski rząd wprowadził przepisy zakazujące hodowli zwierząt futerkowych.
Nie boimy się zabierać głosu, nie boimy się otwierać naszych sklepów na działania społeczne. Zawsze szukamy możliwości współpracy, bo wierzymy, że tylko dzięki współpracy można prowadzić naprawdę etyczny biznes.
Wspomniałaś o wartościach, które są dla Lush ważne. Co konkretnie ma dla Was znaczenie?
Wierzymy, że produkt jest tak etyczny, jak etyczny jest cały łańcuch dostaw, który za nim stoi. Nasze podejście opiera się na zasadach People Care, Earth Care i Fair Share. To one wyznaczają sposób, w jaki pozyskujemy składniki i budujemy długoterminowe relacje z dostawcami na całym świecie.
People Care oznacza troskę o ludzi stojących za naszymi składnikami. Współpracujemy z dostawcami, którzy szanują prawa pracowników, zapewniają godne warunki pracy i realnie wspierają lokalne społeczności.
Earth Care koncentruje się na ochronie i odbudowie środowiska naturalnego. Wybieramy składniki uprawiane i pozyskiwane w sposób wspierający bioróżnorodność, zdrowie gleby i całych ekosystemów. Obowiązują nas bardzo rygorystyczne standardy. Przykładem jest nasza polityka całkowitego wykluczenia GMO oraz zakaz stosowania szczególnie niebezpiecznych pestycydów. Jeżeli nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej transparentności środowiskowej i poszanowania praw człowieka w łańcuchu dostaw, jesteśmy gotowi zmienić recepturę produktu albo całkowicie zrezygnować z danego składnika. Tak było kilka lat temu z naturalną miką. Wycofaliśmy ją z naszych produktów, ponieważ nie mieliśmy pewności, że pochodzi z odpowiedzialnych źródeł.
Fair Share oznacza stawianie na bezpośrednie relacje, przejrzystość i partnerstwo budowane na lata. Z plantatorami, producentami i wszystkimi, którzy współtworzą Lush. Sprowadza się to do przekonania, że biznes może być siłą czyniącą dobro. Każdy składnik powinien nie tylko być wysokiej jakości i innowacyjny, ale również pozyskany uczciwie, odpowiedzialnie wobec środowiska i z szacunkiem wobec społeczności, dzięki którym nasze produkty w ogóle mogą powstawać. Bez tych ludzi nie byłoby Lush.
W czasach, kiedy najłatwiej i najtaniej jest kupić komponenty z Azji, trudno jest znaleźć dostawców, którzy podzielają te same wartości, co Lush?
Na pewno nie jest nam łatwiej (śmiech). Takie podejście wymaga więcej czasu, większych inwestycji i przede wszystkim budowania relacji na lata. Z węgierską firmą Sylvestris, która dostarcza nam unikatowego w skali Europy rumianku najwyższej jakości, współpracujemy od 2003 roku.
Kiedy znajdziesz partnera, który naprawdę podziela Twoje wartości i działa zgodnie z tymi samymi zasadami, zostajesz z nim na dobre i na złe. Przechodzicie razem przez lepsze i gorsze okresy, bo na tym polega prawdziwe partnerstwo.
Fot. materiały prasowe
Drugim wyzwaniem jest ciągłe poszukiwanie nowych rozwiązań ograniczających wpływ na środowisko bez pogarszania jakości produktów. Nauka się rozwija, oczekiwania klientów się zmieniają. Niezależnie od tego, czy chodzi o tworzenie kolejnych produktów bez opakowań, poszukiwanie bardziej przyjaznych środowisku składników czy ulepszanie procesów produkcyjnych – zawsze staramy się być lepsi, jednocześnie zachowując jakość, której oczekują nasi klienci.
Wybierając składnik do naszych kosmetyków, patrzymy na całą jego historię. Interesuje nas sposób jego uprawy lub pozyskiwania, wpływ na ekosystem oraz cały proces produkcji. Nieustannie analizujemy składniki, starając się wybierać takie, które w jak najmniejszym stopniu wpływają negatywnie na środowisko. A jeśli jest taka potrzeba, szukamy lepszych alternatyw.
Co obecnie jest dla Lush największym wyzwaniem? Znajdowanie tych alternatyw czy może stworzenie produktu, który zachwyci coraz bardziej wymagających klientów?
Klienci zaczynają postrzegać kosmetyki jako element znacznie większego systemu. Zadają bardziej świadome pytania i oczekują, że marki będą brały odpowiedzialność za swój wpływ na świat. Nie wystarczy już ukryć się za marketingowym hasłem.
Ludzie chcą wiedzieć nie tylko, co znajduje się w produkcie, ale również jak został wyprodukowany i kto go stworzył. Dlatego od samego początku umieszczamy na naszych produktach naklejki z twarzami osób, które je wytworzyły w naszych fabrykach. Założyciele Lush często powtarzają, że „szczęśliwi ludzie tworzą szczęśliwe mydło”.
Kiedy Lush zaczynał mówić o etycznym pozyskiwaniu surowców, dobrostanie zwierząt czy ograniczaniu odpadów, były to tematy zupełnie nowe. Dlatego bardzo cieszy nas to, że dziś rośnie zainteresowanie przejrzystością i odpowiedzialnością.
Tak naprawdę z zadowoleniem przyjmujemy coraz większe wymagania klientów, ich pomysły, a nawet krytykę. To właśnie dzięki temu możemy rozwijać się jako firma i stale się uczyć.
Greenwashing to dziś problem, o którym coraz częściej się mówi. Wiele firm deklaruje, że są ekologiczne, przyjazne zwierzętom, organiczne i zrównoważone, a później okazuje się, że to nie ma pokrycia w faktach. Lush słynie z tego, że nie testuje produktów na zwierzętach. Opowiedz, proszę, jakie alternatywne metody stosujecie.
Kosmetyki nie powinny powstawać kosztem dobrostanu zwierząt. Nie ma żadnego etycznego uzasadnienia dla takich testów. Wiemy również, że można tworzyć bezpieczne, innowacyjne i skuteczne produkty bez konieczności testowania ich na zwierzętach.
Lush od wielu lat finansuje działania wspierające rozwój alternatywnych metod badawczych. Jednym z naszych projektów jest Lush Prize – nagroda, dzięki której wspieramy organizacje i naukowców opracowujących metody badań niewymagające udziału zwierząt.
Kilka lat temu nagrodziliśmy między innymi laboratorium XCellR8, z którym do dziś bardzo blisko współpracujemy. Zajmuje się ono opracowywaniem i promowaniem metod oceny bezpieczeństwa produktów całkowicie wolnych od testów na zwierzętach. Wykorzystuje do tego m.in. modele komputerowe typu „skin-on-a-chip”, czyli sztuczną skórę odtwarzającą reakcje ludzkiej tkanki.
Prowadzimy również badania z udziałem ochotników – sprawdzamy reakcje skóry, jej wrażliwość oraz wiele innych parametrów bezpośrednio u ludzi. Dla nas nie jest to chwilowy trend ani kwestia zdobycia kolejnego certyfikatu. To jedna z podstawowych zasad, na których od początku zbudowano Lush, i która do dziś pozostaje w centrum naszej działalności. Odzwierciedla zarówno to, jaką firmą chcemy być, jak i świat, który chcemy współtworzyć.
Lush przypomina nam o tym, o czym czasem zapominamy - jak wiele jest w naturze. W ziołach, kwiatach, roślinach. Choćby wspomniany rumianek – najwyższej jakości. Do Waszych kosmetyków trafia z przepięknej, ekologicznej uprawy niedaleko Budapesztu, a ja pamiętam z dzieciństwa moją babcię zbierającą rumianek w swoim ogrodzie i suszącą go nad piecem kaflowym po to, by zrobić później z niego napar albo maść.
Rzeczywiście o tym zapominamy. Pamiętam, że kiedy byłam małą dziewczynką, moja babcia zbierała kwiaty mniszka lekarskiego. Zalewała je olejem i przygotowywała z nich balsam, którym smarowała łokcie i kolana. To pokazuje, jak ogromna wiedza kryje się w naturze.
Fot. materiały prasowe
Na koniec chciałabym Cię zapytać o jeden produkt, który najlepiej odzwierciedla wszystkie ważne dla Lush wartości. Co uważasz za symbol marki?
To bardzo dobre pytanie. Myślę, że takich produktów jest wiele i dla różnych klientów będzie to coś innego. Gdybym jednak miała wskazać jeden produkt, który najlepiej oddaje filozofię Lush, byłyby to nasze szampony w kostce. Dla mnie są kwintesencją tego, czym jest Lush.
Zostały stworzone w 1987 roku przez współzałożycielkę Lush, Mo Constantine, oraz chemika kosmetycznego Stana Krysztala. Z nieco ekscentrycznego pomysłu stały się symbolem naszej globalnej rewolucji produktów „naked”, czyli sprzedawanych bez opakowań. Szampony w kostce nie wymagają plastikowych butelek, dzięki czemu pomagają ograniczać ilość odpadów. Są także wyrazem świadomej rezygnacji z transportowania wody. To produkty skoncentrowane, wydajne i bardzo wygodne w podróży, a jednocześnie zapewniające jakość i skuteczność, których oczekują nasi klienci. Pokazują, że zrównoważony rozwój i doskonały produkt mogą iść w parze.
Czy właśnie to jest celem Lush w przyszłości?
Myślę, że kiedy zastanawiamy się nad tym, dokąd chcemy zmierzać jako firma, warto puścić wodze fantazji. Chcielibyśmy, aby w przyszłości branża kosmetyczna funkcjonowała w granicach możliwości planety.
Dla Lush oznacza to dalsze rozwijanie innowacji, zwiększanie udziału gospodarki o obiegu zamkniętym oraz prowadzenie kampanii, które inspirują ludzi do pozytywnych zmian. A jeśli mogę pozwolić sobie na odrobinę marzeń, chciałabym zobaczyć więcej firm, które naprawdę stawiają na przejrzystość.
Wierzę, że sukces przedsiębiorstwa nie powinien być mierzony wyłącznie wzrostem. Wyobraź sobie świat, w którym zamiast PKB liczyłoby się to, jak pozytywny wpływ firma wywiera na otoczenie. Świat, w którym sukces mierzy się nie wysokością zysków, lecz na przykład odbudową gleby, wzrostem bioróżnorodności czy ilością odtworzonej biomasy. To byłby zupełnie inny sposób myślenia, bardzo „lushowy” świat. Właśnie taką przyszłość chciałabym zobaczyć dla Lush.
Bez robotów humanoidalnych zbierających dla Was rumianek… (śmiech)
Nasza firma opiera się na ludziach. Jeśli odwiedzisz naszą fabrykę, zobaczysz ludzi ręcznie przygotowujących kule do kąpieli - to bardzo fizyczna praca. Każdy nasz produkt przechodzi przez wiele ludzkich rąk. Towarzyszą temu emocje, zaangażowanie i ogrom pracy. Nieustannie inwestujemy w ludzi. Naprawdę trudno mi wyobrazić sobie, że mogłyby ich zastąpić roboty.
Fot. materiały prasowe