Izabela Nowakowska-Teofilak - U kobiet liczy się uroda, a u mężczyzn wzrost. Naukowcy: o szczęśliwym związku decyduje coś zupełnie innego
00:00
11:28
Z Big Data, czyli gromadzonych w Internecie dużych ilości danych, korzystają biznes, instytucje rządowe, wojsko i naukowcy. Dysponując taką bazą wiedzy, można udzielić wiarygodnych odpowiedzi na wiele istotnych pytań i opracować scenariusze przyszłych zdarzeń. Czy także w zakresie budowania relacji? Nad tym w książce „Nie ufaj swojej intuicji” zastanawia się Seth Stephens-Davidowitz.
Tekst pochodzi z magazynu „Sens” 12/2024.
Statystyk i historyk sportu, fan bejsbolu Bill James w młodości w latach 70. pracował na nocną zmianę jako ochroniarz w fabryce konserw w Kansas. Zabijał nudę, analizując przebieg i wyniki meczów bejsbolowych. Nie bazował wyłącznie na własnej wiedzy i obserwacjach, ale wykorzystywał komputery i programy do przetwarzania danych. Swoje odkrycia opisał w książce, którą zapewne przeczytał bejsbolista Billy Beane, bo kiedy po zakończeniu kariery zawodniczej został dyrektorem w Oakland Athletics, postanowił wcielić zasady analizy danych empirycznych do prowadzenia drużyny.
Efekty przeszły najśmielsze oczekiwania – mimo jednego z najskromniejszych budżetów w amerykańskiej lidze Oakland Athletics dostali się dwukrotnie do play-offów. Ich historia została opisana w bestsellerowej książce „Moneyball”, na podstawie której powstał jeszcze głośniejszy film z Bradem Pittem w roli głównej. Co by było, gdybyśmy stosowali metodę analizy danych przy podejmowaniu najważniejszych życiowych decyzji? Amerykański analityk Seth Stephens-Davidowitz postanowił to sprawdzić.
W epoce po „Moneyball” drużyny bejsbolowe coraz częściej ustawiają zawodników w irracjonalny z perspektywy przeciętnego kibica sposób. Na przykład grupują wielu obrońców w tym samym sektorze boiska, pozostawiając inne obszary praktycznie bez obrony. Takie ustawienie uzasadniają dane pozwalające z wysokim prawdopodobieństwem przewidzieć, gdzie poszybuje piłka uderzona przez konkretnego zawodnika, nawet jeśli intuicja podpowiada nam coś zupełnie innego.
„Gdybyśmy zastosowali tę samą strategię postępowania w codziennym życiu, okazałoby się, że także pewne decyzje i wybory, które z pozoru mogą wydawać się dziwaczne – nazwijmy je nietypowymi przetasowaniami w grze zwanej życiem – są całkowicie uzasadnione” – pisze Stephens-Davidowitz.
I podaje przykład zaczerpnięty z portali randkowych: załóżmy, że jesteś singielką lub singlem i mimo starań nie udaje ci się umawiać na randki tak często, jak byś tego chciała czy chciał. Próbujesz to zmienić, stosując się do podpowiedzi przyjaciół, rodziny, znajomych albo samozwańczych internetowych ekspertów. Zmieniasz styl ubierania i fryzurę, zaczynasz biegać albo wybielasz zęby. I nic. Randek jak nie było, tak nie ma.
Co w takiej sytuacji podpowiada wiedza czerpana z Big Data? Matematyk i przedsiębiorca Christian Rudder przeskanował setki tysięcy profili we współstworzonym przez niego serwisie randkowym OkCupid, żeby poznać cechy najbardziej pożądanych randkowiczów.
Okazało się, że największym powodzeniem cieszyły się osoby obdarzone klasyczną urodą w stylu Brada Pitta czy Natalie Portman, ale Rudder odkrył też inną równie popularną grupę. Były to osoby o oryginalnym wyglądzie: ktoś z niebieskimi włosami, ktoś z ciałem ozdobionym kolczykami i tatuażami, ktoś w dziwnych okularach albo z ogoloną na łyso głową.
Sekret takich ekscentrycznych randkowiczów tkwi w tym, że trudno przejść obok nich obojętnie. Wzbudzają zainteresowanie, a przecież o to na tego typu portalach chodzi.
„A zatem, jeśli nie jesteś istotą obdarzoną przez naturę nieziemską urodą, bądź skrajną wersją siebie” – konkluduje Seth. Przerysowanie swojego wizerunku, jak wyliczył Christian Rudder, zwiększa liczbę otrzymywanych wiadomości nawet o 70 proc. Skoro dzięki Big Data wiemy, jak wzbudzić zainteresowanie potencjalnych partnerów lub partnerek, to być może jesteśmy w stanie określić także, jakie czynniki odpowiadają za udany związek.
„Czy wspólne zainteresowania są ważniejsze niż wspólny system wartości? Jak dużą rolę w dłuższej perspektywie czasowej odgrywa zgodność preferencji seksualnych? Czy podobne pochodzenie społeczne zwiększa szansę na wspólne szczęśliwe życie?” – pyta autor książki „Nie ufaj swojej intuicji” i przywołuje badania prowadzone przez kanadyjską badaczkę Samanthę Joel z wydziału psychologii Uniwersytetu Zachodniego Ontario oraz jej zespół, w którego skład weszło 85 znakomitości naukowych z całego świata.
Zebrali oni dane z 43 odrębnych badań, przeanalizowali setki odpowiedzi uzyskanych od ponad 10 tysięcy par i wykorzystali najnowocześniejsze modele nauczania maszynowego. Czy wnioski, do których doszli, pozwalają odpowiedzieć na pytanie, jak stworzyć udany związek? Nie.
Okazało się, że relacje międzyludzkie są tak nieprzewidywalne, że nawet sztuczna inteligencja, która potrafi pokonać arcymistrzów szachowych czy przewidzieć zbliżające się niepokoje społeczne na podstawie rozmów prowadzonych w Internecie, jest bezradna, gdy w grę wchodzi nasze życie miłosne.
Stephens-Davidowitz wskazuje, że z badań przeprowadzonych przez Joel i jej zespół płyną jednak pewne istotne wnioski, między innymi taki, że choć ludzie zabiegają z całych sił o względy osób o określonych cechach, przekonani, że w ten sposób zapewnią sobie szczęście, to wiele z tych najbardziej pożądanych na rynku matrymonialnym przymiotów w rzeczywistości nie zwiększa wcale szans na zadzierzgnięcie trwałych więzów. To znaczy, że większość z nas postępuje w tej kwestii niewłaściwie. A to prowadzi do kolejnego odwiecznego pytania, które analitycy danych w ostatnim czasie wzięli pod lupę: czym kierują się ludzie przy wyborze partnerek lub partnerów?
Choć oficjalnie większość z nas deklaruje, że najważniejsze są cechy charakteru, prawda jest taka, że przede wszystkim szukamy kogoś pięknego.
Z badań przeprowadzonych przez trzech naukowców – Güntera J. Hitscha, Alego Hortaçsu i Dana Ariely’ego – którzy przeanalizowali zachowania tysięcy heteroseksualnych użytkowniczek i użytkowników internetowego serwisu randkowego, wynika, że w obu płciach najważniejszym czynnikiem, jaki skłania do wysyłania wiadomości, jest uroda.
W przypadku kobiet ich wygląd zwiększał zainteresowanie nawet o 30 proc. W przypadku mężczyzn kluczowy był natomiast wzrost: największą popularnością cieszyli się użytkownicy mierzący od 190 do 194 centymetrów. Otrzymywali oni aż o 65 proc. wiadomości więcej niż pozostali.
W badaniach uwzględniono też wpływ zarobków na powodzenie randkowiczów, ale – co może zaskakiwać – czynnik ten nie był w stanie konkurować z wyglądem zewnętrznym. Okazało się na przykład, że mężczyzna mierzący 184 centymetry i zarabiający 65,5 tysiąca dolarów rocznie wzbudza wśród kobiet takie samo zainteresowanie, jak facet o wzroście 169 centymetrów, który zarabia 237,5 tysiąca dolarów rocznie. A zatem kilkanaście centymetrów różnicy wzrostu na rynku aplikacji randkowych warte jest około 175 tys. dolarów. Dalsze badania nad tym, jak kwestie wyglądu wpływają na powodzenie na portalach randkowych, przyniosły dowody na dyskryminację rasową i pokazały, że na atrakcyjność wpływa również wykonywany zawód. Na przykład ciekawsza praca mężczyzn jest bardziej pożądana niż znaczący wzrost zarobków.
Jeśli jednak na te odkrycia spojrzy się z perspektywy badań Samanthy Joel, zaczynamy rozumieć, że czasem przez pół życia tracimy energię, zabiegając o tych, którzy wydają nam się atrakcyjni, a tymczasem prawdopodobieństwo stworzenia trwałej, satysfakcjonującej relacji z osobami, które nie spełniają naszych oczekiwań pod względem atrakcyjności fizycznej, wzrostu, preferencji seksualnych, pochodzenia rasowego, wyznawanej religii czy wykonywanego zawodu, jest dokładnie takie samo.
„Gdybym miał podsumować jednym zdaniem najważniejsze odkrycie, jakiego udało się dokonać dzięki Big Data w badaniach nad związkami, mogłoby ono brzmieć mniej więcej tak: Na giełdzie randkowej ludzie rywalizują zaciekle o partnerki i partnerów, których cechy fizyczne i osobowościowe w żadnym stopniu nie zwiększają szans na późniejsze szczęśliwe pożycie. Dane podpowiadają, że powinniśmy częściej umawiać się z osobami, których wartość bywa niedoszacowana i które nie budzą powszechnego zainteresowania. Ich atrakcyjność fizyczna może bowiem wzrosnąć z czasem, jeśli wzbudzą naszą sympatię” – pisze Stephens-Davidowitz. Naukowo udowodniono, że ta zasada działa też w drugą stronę. Na nic olśniewająca uroda, jeśli kogoś zwyczajnie nie lubimy.
Joel i jej zespół, mimo że badania nie przyniosły odpowiedzi na podstawowe pytania, wskazali jednak kilka cech, które prawdopodobnie przyczynią się do stworzenia stabilnego i szczęśliwego związku.
Otóż najlepszy partner lub partnerka to osoba sumienna, zadowolona z życia, z pozytywnym nastawieniem do siebie, która jest gotowa nad sobą pracować.
„Jeśli pragniecie ustalić, jakie macie szanse na szczęśliwe życie z drugą osobą, powinniście sprawdzić, jak wypada ona w rozmaitych testach psychologicznych” – kwituje te odkrycia Seth. I choć rada ta wydaje się mało romantyczna, ma sens. W ten sposób można bowiem poznać styl przywiązania drugiej osoby, który kształtuje się w dzieciństwie i raczej jest niezmienny. A bezpieczny styl przywiązania to cecha bardzo pożądana, ponieważ tacy ludzie ufają innym i sami są godni zaufania, nie mają problemów z wyrażaniem opinii i uczuć ani okazywaniem bliskości.
Z kolei ludzie sumienni są zdyscyplinowani, zorganizowani, skuteczni i lepiej sprawdzają się jako partnerzy lub partnerki w związkach z dłuższym stażem. Osoby nastawione na rozwój wierzą natomiast w upór i ciężką pracę. Potrafią pracować nad sobą, aby stać się lepszymi partnerami w związku, i często takimi właśnie się stają.
Jeśli zatem chcemy zwiększyć swoje szanse na stworzenie szczęśliwej, długotrwałej relacji, powinniśmy skupiać się głównie na cechach charakteru drugiej osoby. I nie liczyć na to, że jeśli teraz jesteście z kimś nieszczęśliwi, to w przyszłości to się zmieni. Z analizy danych wynika, że ludzie przeważnie się mylą, gdy oczekują, że sytuacja w związku się poprawi.
A najlepszym zwiastunem przyszłego szczęścia jest... dzisiejsze poczucie szczęścia.
To wiemy właściwie od zawsze, więc dzięki tylu zgromadzonym informacjom w kwestii relacji międzyludzkich po prostu wracamy do początku. Być może prawdy, które wielokrotnie słyszeliśmy i konsekwentnie puszczaliśmy mimo uszu, teraz – dzięki naukowym dowodom – wreszcie weźmiemy sobie do serca.