Czy zło może skrywać się tam, gdzie najmniej się go spodziewamy? „Ostatnia wieczerza” w reżyserii Bartosza M. Kowalskiego to jeden z najgłośniejszych polskich horrorów ostatnich lat. Akcja przenosi widzów do odizolowanego klasztoru, gdzie młody milicjant prowadzi śledztwo w sprawie tajemniczych zaginięć. Z czasem odkrywa jednak, że za murami budynku kryje się coś znacznie bardziej przerażającego niż zwykła zbrodnia.
(Fot. Materiały prasowe)
Akcja filmu rozpoczyna się w 1987 roku. Marek, młody milicjant, trafia do położonego na uboczu klasztoru, którego mieszkańcy prowadzą ośrodek dla osób uznawanych za opętane. Pod przykrywką duchownego próbuje wyjaśnić zagadkowe zaginięcia pensjonariuszy, licząc na szybkie rozwiązanie sprawy. Z każdym kolejnym dniem przekonuje się jednak, że miejsce skrywa znacznie więcej tajemnic, niż początkowo przypuszczał.
Śledztwo stopniowo zamienia się w walkę o przetrwanie. Marek odkrywa, że nie tylko on obserwuje zakonników – oni również od dawna wiedzą, kim naprawdę jest. Atmosfera niepokoju narasta z każdą kolejną sceną, a bohater coraz mocniej zagłębia się w wydarzenia związane z mroczną legendą, która od lat otacza klasztor.
Film umiejętnie buduje napięcie, długo nie zdradzając, dokąd zmierza cała historia. Zamiast opierać się wyłącznie na nagłych scenach grozy, stawia przede wszystkim na tajemnicę, duszny klimat i poczucie, że za murami klasztoru obowiązują zupełnie inne zasady niż w świecie zewnętrznym.
(Fot. Materiały prasowe)
W główną rolę wcielił się Piotr Żurawski, towarzyszą mu natomiast Olaf Lubaszenko, Sebastian Stankiewicz, Lech Dyblik oraz Rafał Iwaniuk. To obsada, której widzowie na co dzień nie kojarzą z horrorem, dzięki czemu film potrafi zaskoczyć również pod względem aktorskim.
Na uwagę zasługuje zwłaszcza Olaf Lubaszenko jako przeor Andrzej. Aktor odchodzi od swoich najbardziej rozpoznawalnych ról i tworzy postać budzącą jednocześnie respekt i niepokój. Dobrze wypada również Sebastian Stankiewicz, który pokazuje zupełnie inne oblicze niż w komediowych produkcjach.
Dużym atutem filmu jest także miejsce akcji. Większość wydarzeń rozgrywa się w zamkniętej przestrzeni klasztoru, co potęguje poczucie osaczenia. Surowe wnętrza, mroczne korytarze i oszczędna scenografia sprawiają, że klimat niepokoju towarzyszy widzowi praktycznie od pierwszych minut.
(Fot. Materiały prasowe)
„Ostatnia wieczerza” to kolejny horror Bartosza M. Kowalskiego, reżysera znanego z filmów „W lesie dziś nie zaśnie nikt”. Tym razem twórca sięga po motywy religijne, ludowe wierzenia i elementy kina okultystycznego, tworząc historię wyraźnie inspirowaną zachodnimi produkcjami, ale osadzoną w polskich realiach.
Od premiery film wzbudzał wiele dyskusji, a największe emocje wywołało jego zakończenie, które dla wielu widzów okazało się najbardziej zaskakującym elementem całej historii. To właśnie finał sprawił, że produkcja szybko zaczęła zdobywać popularność również poza Polską pod międzynarodowym tytułem „Hellhole”.
Jeśli lubisz mroczne historie, stopniowo budowane napięcie i horrory, które bardziej stawiają na atmosferę niż tanie efekty grozy, „Ostatnia wieczerza” będzie ciekawym wyborem.
(Fot. Materiały prasowe)
Film jest dostępny na platformie Netflix.