fbpx

Wytup złość i zaśpiewaj

fotochannels.com

Na warsztatach wokalnych „Śpiewaj i otwórz serce”, które prowadzi amerykański tenor Hannibal Means – twórca tej metody – uczestnicy uczą się budować na nowo relacje ze sobą i światem. Śpiew ma tutaj działanie terapeutyczne, pozwala dotrzeć do olbrzymich pokładów energii, otwiera też drogę do naszej intuicji

– Często słyszę: nie umiem śpiewać, nie mam słuchu, jestem nieśmiały… Wtedy zawsze zadaję pytanie: naprawdę? I zabieram taką osobę w podróż w głąb siebie – opowiada Hannibal Means. – Nie jestem psychoterapeutą – mówi, chociaż  przez dziesięć lat w kalifornijskich szpitalach psychiatrycznych prowadził zajęcia z muzykoterapii. Pracował z terapeutką Ellen Kalm, która w wieku lat 80 nadal gra na pianinie i śpiewa dla umierających dzieci.

– Była dla mnie wielką nauczycielką, tak jak moi rodzice – twierdzi. – Żeby śpiewać, trzeba pokochać siebie. To nasze przekonania o nas samych i o tym, co inni  myślą, blokują nas przed śpiewaniem. Trzeba zapomnieć o tym i zacząć śpiewać. Prosto z serca.

Ma 55 lat, jest śpiewakiem Opery Wiedeńskiej. Od kilkunastu lat jeździ po świecie i uczy – pokazuje innym, jak mogą sobie pomóc, jak mogą siebie pokochać. – Pochodzę z domu, gdzie na równi wierzyliśmy w moc Chrystusa i wudu. W pracy łączę różne techniki pracy z ciałem, umysłem i energią. Opieram się na muzyce duchowej, głównie gospel, bo ona daje radość.

Cicha noc

Paulina: – Moje pierwsze spotkanie z Hannibalem to była zabawa typu śpiewanie do lustra. Ale kolejnych już się bałam. Wiedziałam, że znowu weźmie mnie na środek i okaże się… Hannibal sprawił, że śpiewanie stało się dla nas czymś pięknym i osobistym. Tyle jest sposobów śpiewania co ludzi. 40 osób siedzi w dwóch kręgach. Wszyscy przyglądają się sobie, nikt nie chce odkryć się pierwszy.

Maja: – Wiedziałam, że muszę uwolnić się od swojej złości. Na przerwie podeszłam do Hannibala i powiedziałam, jaki mam problem. On wziął mnie za rękę i poprosił, żebym powiedziała to przed wszystkimi.

I zaczęła krzyczeć: „Nienawidzę rodziców, to przez nich nie mogę śpiewać, zmuszali mnie do innych rzeczy”. – Wykrzyczałam to i poczułam dużą ulgę.

Wtedy Hannibal powiedział: „Zaśpiewaj piosenkę, kolędę, może Cichą noc”.
– Zaśpiewałam i osiągnęłam najwyższe dźwięki. Tak mnie to zaskoczyło, że musiałam powtórzyć zwrotkę. I ten najwyższy dźwięk zaśpiewałam najczyściej.

Po namyśle zrozumiała, dlaczego jest zła na rodziców. – Nie szanowali mnie. Ale wybaczyłam im, choć gdyby byli inni, mogłabym wyżej zajść.

Po zajęciach Hannibal wziął Maję do lustra. „Widzisz, jaka jesteś piękna?” – spytał.
– I naprawdę to zobaczyłam. I zapytałam: „Czy będę śpiewała tak, jakbym chciała?” Odpowiedział: „To zależy od ciebie”. Na tych warsztatach po raz pierwszy krzyczałam. Nigdy tego nie wolno mi było robić. Teraz wiem, że mogę robić wszystko i już tego nie potrzebuję. Ale muszę jeszcze popracować nad sobą. Zamknięcie, duma, brak dystansu do siebie – dużo rzeczy puściło, ale wiele jeszcze nie.

Mieć w sobie „babcię”

Na początek ćwiczenia w kręgu: wzajemny masaż twarzy, ramion, pleców. Dystans fizyczny przestaje istnieć. Poznajemy podobne ciała, które mają podobne napięcie. I pomagamy sobie je obniżyć poprzez świadomość i kontakt. Potem kładziemy się na podłodze z głowami na brzuchach innych. Czujemy nasze oddechy. Naśladujemy dźwięki: krowa, hipopotam, motyl, trawa, pustynia. Poznajemy własną wyobraźnię i wrażliwość innych. Potem, rozluźnieni i zintegrowani, zaczynamy śpiewać.

– Wszystkie piosenki są o miłości – tłumaczy Hannibal. – Ale tak naprawdę o naszej miłości do nas samych. To za nią tęsknimy. Musimy pokochać siebie, żeby pokochać innych.

Śpiewamy: „I love myself the way I am” (kocham siebie taką, jaką jestem). W domu mamy spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć: „Kocham cię”.

Ania: – Gdy naśladowaliśmy różne dźwięki, dobrze się bawiłam. Na hasło „miłość” zamilkłam. W domu nie potrafiłam spojrzeć sobie w oczy. „Chcesz spróbować teraz?” – zapytał Hannibal rano. Odparłam, że boję się patrzeć na siebie. Ale podeszłam do lustra. Czułam złość do Hannibala, choć wiedziałam, że to moja złość na mnie. W domu w takich momentach potrafiłam rzucać się po podłodze. Teraz bałam się, że ludzie będą się ze mnie śmiali. I nagle poczułam, że ktoś płacze. Przerabia moje emocje razem ze mną.
Siadła szczęśliwa i usłyszała: „Nie jedz cudzej energii, bądź sama ze sobą choć jeden dzień. Bez względu na to, jaka jesteś, kochaj siebie”.

 

Natalia: – Wiele rzeczy działo się poza moim myśleniem. I wszystko zdawało się prowadzić mnie do mojego środka, uczyło akceptacji samej siebie. Powinniśmy mieć w sobie taką „babcię”, która mówi: „Zrób sobie herbatkę, weź książeczkę i się połóż”. Albo tak miło cię motywuje: „Po co ty się tak napinasz, przecież i tak jest ładnie”.

To nasze sądy o nas
samych i o tym, co inni
myślą, blokują
nas przed śpiewaniem.
Trzeba o tym zapomnieć
i zacząć śpiewać

Z ciałem, energią, psychiką

Drugi dzień rozpoczęły medytacje: wyobraź sobie rzekę, las, polanę i drzewo. Ty jesteś tym drzewem i zapuszczasz korzenie do środka ziemi. Zakorzenieni w sobie zaczynamy śpiewać. Hannibal wyciąga na środek po kolei różne osoby. Gdy ktoś się opiera, pyta: „Dlaczego? Boisz się? Stań tu i powiedz głośno: Pomimo tego, że boję się śpiewać przed wszystkimi, kocham i akceptuję siebie. Dalej się boisz? Czego?”.

I tak do skutku. Aż lęki miną.

Bożena: – Przepracowałam 20 lat w filharmonii. Stres i perfekcjonizm. A tu pełen luz, improwizacja, zabawa. Na początku ciężko było mi się w tym odnaleźć. Potem zrozumiałam, że nie chodzi o profesjonalizm, lecz o przełamanie lęku. Tyle razy chciałam spróbować, ale od razu włączał mi się cenzor: „Nie, nie można, wygłupisz się, a tu ludzie patrzą i słuchają”.

„Jesteś zła – powiedział Hannibal. – Chcesz się pozbyć złości?” – Stanęłam na środku najeżona i zdenerwowana. I on to przyjął. Nie kazał mi tego ukrywać. Mogłam zaistnieć w grupie ze wszystkimi uczuciami.

Powiedział: „Tup”. Zaczęła uderzać bosymi stopami w podłogę. – Szybko się zmęczyłam, zaczęłam słabnąć i nagle wszyscy podnieśli się i zaczęli tupać razem ze mną. To dodało mi siły. Wytupałam tę złość.
Potem Bożena zaśpiewała razem z Natalią. – Tak jak wszyscy,  wstydziłam się swojego głosu. Aż Natalia wzięła mnie za rękę. Poczułam wsparcie. Zaczęłam śpiewać. Tak jak umiałam i tak jak mogłam. „Nie chciałabyś uczyć śpiewu? – zapytał Hannibal. –Byłabyś dobrą nauczycielką”. – I już wiem, że chcę pracować tak jak on – z ciałem, energią i psychiką. To mój ostatni sezon w filharmonii.

Stań się kółkiem zębatym

Ćwiczenia w parach z nieznajomą osobą: na krzesłach naprzeciwko siebie, zetknięte kolana i dłonie, patrzymy sobie w oczy i obserwujemy. Wszystko, co się pojawia, jest nasze. Lęk, agresja, smutek.  
– To trzeba pokochać – opowiada Hannibal. – Gdy do mnie przychodzi smutek, mówię mu: „Witaj,  kochany smutku, co się stało, że do mnie przychodzisz? Czego chcesz mnie teraz nauczyć?”.

Jesteśmy coraz bardziej otwarci na siebie, coraz bardziej razem. Trzeci dzień zaczynamy od tańców. Potem rozmowy o kolorach. I śpiewy. I medytacje: znajdź swoje wewnętrzne dziecko. Po trzech dniach – koncert.

Karolina: – Przeszedł początek i pomyślałam: „Uff, nie wyciągnie mnie na środek”. I nagle usłyszałam: „Karolina, gdzie jesteś?”. Podeszłam do mikrofonu. I udało się. Byłam już na sześciu warsztatach. Nadal boję się występów i oceniania. Ale wiem, że mogę się przełamać. Na pierwsze warsztaty przyszłam jako księgowa. Potem zaczęłam malować, teraz kończę szkołę fotograficzną i pierwszą wystawę. Wiem też, że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych.

Paweł: – Możesz myśleć, że nie jesteś nic wart, a wychodzisz na środek, zaczynasz śpiewać i 50 osób powtarza po tobie twoją linię melodyczną, i czujesz, że to wszystko, co przedtem myślałeś, to wytwór twojego umysłu. Nie chodzi wcale o indywidualność, lecz o odnalezienie miejsca dla swojego kółeczka zębatego, które pomaga w działaniu całego mechanizmu.

Na warsztatach były osoby, które śpiewały profesjonalnie. Zdawały sobie sprawę ze swoich ograniczeń, ale traktowały to jako odrębną sprawę. Tu dopiero zrozumiały, że tego nie można rozdzielać. Że nie można śpiewać pięknie, prawdziwie, jeżeli wszystkiego nie wykrzyczysz, nie wytupiesz, nie dogadasz się ze sobą. Tak jest ze śpiewaniem i tak jest ze wszystkim. Dlatego śpiewania na tych warsztatach wcale nie było najwięcej. Wszystkiego było tyle, ile trzeba – tańczenia, medytacji, wizualizacji, ćwiczeń w parach i grupie, rozmów, dotykania, myślenia, czucia. „Śpiewaj i otwórz serce” nie znaczy śpiewaj profesjonalnie. „Śpiewaj i otwórz serce” to synonimy. Śpiewaj sercem. Obudź się do życia.    

Warsztaty „Śpiewaj i otwórz serce” Williama Hannibala Meansa, choć prowadzone przez wykształconego śpiewaka operowego, przeznaczone są również dla amatorów. Każdy znajdzie tu bezpieczną przestrzeń, by eksperymentować głosem. Warsztaty służą bowiem odnalezieniu siebie. Śpiewając, docieramy do pokładów energii w sobie, poznajemy nasze przekonania, lęki i pragnienia. W Polsce muzyczną metodę Hannibala Meansa promują siostry z zespołu Sistars – Paulina i Natalia oraz ich mama Anja Przybysz.