Czy seks można uprawiać bez żadnych uczuć? Odpowiada Katarzyna Miller

"Kobiety prze miliony lat były wyuczone, że mają chcieć mężczyzny na zawsze, bo inaczej brak im będzie szacunku społecznego, bezpieczeństwa, a ich dzieci nie będą się mieć tak dobrze, jak dzieci tych kobiet, które mają stałych partnerów". (fot. iStock)

Czy naprawdę zawsze chodzi o miłość? A może pod tym grzecznym „ja – nim pójdę z kimś do łóżka – najpierw muszę się zakochać”, ukrywa się jakaś tajemnica? Może tak po prostu nie mamy odwagi przyznać, że lubimy seks? A jeśli tak jest, to co z tym zrobić?

Beata Pawłowicz: Często słyszę od singielek, które narzekają na brak seksu: „Muszę się zakochać, zanim pójdę z kimś do łóżka”.

Kasia Miller: Na początek podzielę się pewnym spostrzeżeniem z mojej praktyki, które dawniej mnie zdumiewało. Kiedy mówi się z kobietą, zazwyczaj jeszcze młodą, o szanowaniu siebie, to jej się to kojarzy wyłącznie z tym, żeby nie spać z byle kim. Czyli z porządnością seksualną, żeby być taką, jak mamusia sobie życzyła. Kobiety, zwłaszcza młode, myślą, że szanują siebie, gdy są grzecznymi dziewczynkami. Wiedzą, co jest właściwe. A że przy okazji są nieszczęśliwe, to zupełnie inna sprawa. Jakoś nie widzą związku między byciem nieszczęśliwą a tym, że się nie umieją „puścić”, a ja to słowo stosuję w szerokim kontekście. Opłaca się puścić wszystko, co ogranicza, co zabrania, co przeszkadza żyć w zgodzie ze sobą. Puścić się to przestać się bać, przestać się hamować w mówieniu „nie”, w okazywaniu złości, ale też w przeżywaniu radości, swobody. Puścić się to być sobą.

Beata: A w takim razie czym jest prawdziwy szacunek do siebie?

Kasia: Jeśli myślimy, że szanowana kobieta to taka pozaseksualna, to trudno nam zrozumieć, że szacunek do siebie jest szacunkiem do osoby, dla mojego bytu, dla mojej wartości, dla mojej całości. Szacunek dla siebie jest niezwykle ważną postawą wobec siebie. Umiejętnością, którą wiele kobiet zdobywa dopiero w trakcie świadomej pracy nad sobą. A mówiąc najkrócej, szanuję siebie, czyli robię to, co mi jest potrzebne.

Beata: I tak znów wracamy do seksu, jeśli to on jest nam potrzebny?

Kasia: I do kolejnej rzeczy, która dziewczynkom przeszkadza robić to, czego pragną. Otóż nikt ich nie nauczył, że seks i miłość to co innego. I mamy dziewczynkę, która rozwija się i zaczyna mieć potrzeby, ale nie nazwie ich seksualnymi, chociaż je czuje. Ona pomyli pociąg fizyczny z miłością. No bo skoro myśli o kimś, chciałaby czuć go koło siebie, chciałaby, żeby ją dotykał, skoro nie chciałaby się z nim rozstawać, no to musi go kochać. A ona nawet jeszcze nie wie, co to znaczy kochać. To seksualność jest pierwsza. To chemia, feromony. Najpierw poznajemy swoje potrzeby fizyczne, które przecież także są ważne i także są duchowe, tyle że przeżywane na poziomie ciała. Ale żeby to wiedzieć, trzeba uznać, że poziom cielesny jest piekielnie ważny. Tak samo ważny jak psychiczny i społeczny. No bo jak tu żyć bez ciała? Wiemy już, że trzeba o ciało dbać, ale nadal nie szanujemy tej wiedzy, że trzeba o nie zadbać także seksualnie.

Beata: Czyli nasze zainteresowanie mężczyznami zaczyna się od pożądania? A my nazywamy je miłością, bo tak nas wychowano?

Kasia: Zaczyna się od pożądania. Oczywiście, może być też tak, że dziewczyna interesuje się chłopakiem, bo on jest mądrzejszy od innych, potrafi zrobić coś jak żaden inny. No i tu zaczyna się pojawiać traktowanie kogoś jako osoby. Ale zdecydowanie bazą pierwszych niby-miłości jest to, że on się jej podoba, działa na nią, sprawia, że w niej buzują hormony. Mądra matka powinna córce powiedzieć: „Kochanie, wielu mężczyzn może ci się podobać, mogą w tobie wywoływać roznamiętnienie, drżączkę, ale to nie znaczy, że ich będziesz kochać”. Ale matka tego nie mówi i dziewczyna myśli, że kocha tego chłopaka. Kiedy więc on mówi: „To daj mi dowód miłości”, ona mu daje, bo ma wizję, że kocha. A tak naprawdę pragnie i chce się sprawdzić, chce poczuć, że już weszła w życie, że coś się dzieje nowego, dorosłego, ekscytującego. A tu ma dać dowód miłości, bo inaczej on ją rzuci albo pójdzie z inną, albo ona okaże się dziecinna lub niesłowna. I to jest jeden z powodów, dla których dziewczyny za wcześnie zaczynają współżycie.

Kolejny bywa taki, że jak się chłopak do dziewczyny dobiera, to jej się na początku to podoba, bo ona chce się poprzytulać, popieścić, pocałować, więc jest zachwycona, podniecona, ale potem przestaje. Tylko nie wie, co zrobić? Bo jak mówi: „nie dotykaj mnie tam, na dole”, „boję się”, „przestańmy już”, to on się obraża albo straszy, że odejdzie, albo gwałci. No to ona myśli: „Jak to tak ma być, to ja zamknę oczy i jakoś to wytrzymam”. I dzieje się coś, na co ona wcale nie ma ochoty i co wcale nie sprawia jej satysfakcji. No a potem jeszcze się tego wstydzi. Bo przecież nasze katolickie wychowanie wbija nam do głowy same zakazy. My je oczywiście przełamujemy, ale im bardziej, tym większy odczuwamy wstyd. Matka, pamiętająca własne przeżycia, mogłaby powiedzieć: „Masz prawo zawsze powiedzieć stop”. A ojciec pouczyć syna: „Prawdziwy kochanek nie zmusza i nie gwałci. Słuchaj, kiedy ona mówi stop”.

Beata: Po takiej typowej inicjacji można stracić ochotę i na seks, i na miłość.

Kasia: Po takiej inicjacji można nie szanować seksu, ale też nie wiedzieć, gdzie jest ta miłość? Bo to wiedzieć mogę dopiero, kiedy popróbuję, czym jest jedno i drugie. Wszyscy ludzie są (mniej lub bardziej) wyposażeni w libido i pożądać można wielu, natomiast kocha się tylko poniektóre osoby.

Beata: No ale jak to rozpoznać? Miłość czy pożądanie?

Kasia: Rozpoznać to można w ciele. Ale zazwyczaj to się wyjaśnia dopiero w praniu. Mija seksualne zauroczenie i jakże często mija związek. Jeśli to przeżyjesz świadomie, to zaczniesz widzieć różnicę. Ja na przykład nauczyłam się rozpoznawać, wiesz po czym? Przez długie lata młodości, zmarnowanej w pewnej części (bo mamusi udało się wcisnąć mi kit, że wszystko dopiero po maturze), wmówiłam sobie, że mnie interesują wyłącznie mężczyźni intelektualnie rozwinięci. I taki był mój pierwszy chłopak. Lubiłam, żeby mężczyzna miał okulary, bardzo mi się też brody podobały. Najważniejsze było, żeby pogadać, ponazywać coś mądrze i twórczo. Ale (po maturze oczywiście) do mnie dotarło, że mnie kręci zupełnie inny typ mężczyzn, typ drwala, że on nijak się ma do tych książek i do tych intelektualnych lotów. Że mnie bierze szelmostwo w oku, ruch ciała, męska, fizyczna siła. I zaczęłam widzieć, że inne części mojego ciała reagują na tych panów, a inne na intelektualistów. I wtedy pomyślałam: „Kurde, to jednak chodzi o ciało! To cudne!”.

Beata: No i inne z nimi możemy potrzeby zaspokoić, bo jak chcemy pogadać…

Kasia: Jak mi się zapala ochota na eksplorowanie przestrzeni artystyczno-duchowych, to wcale nie oznacza, że należy zejść także poniżej. A słowo „poniżej” wcale nie jest deprecjacją. Seks jest w środku naszego ciała. Tam w brzuchu jest też nasz mózg emocjonalny, o czym jestem przekonana, bo on się do mnie odzywa. I seksualność jest tam – więc mam słuchać, która część mojego ciała do mnie gada w sprawie tego pana. Kobiety mogą się tego nauczyć. Na taką naukę nigdy nie jest za późno.

Beata: Nie zawsze wymóg miłości działa jak ślub czystości. Znam kobietę, która co prawda mówi: „Ja muszę się najpierw zakochać”, ale sądząc o ilości kochanków, zakochuje się co chwila.

Kasia: Musi się bidula zakochiwać, bo inaczej nie da sobie przyzwolenia na seks. I to jest ogromny temat. Żyjemy w ciągłym kłamstwie. Wiele kobiet i część mężczyzn ustawicznie manipuluje własnymi uczuciami. Oczywiście nieświadomie. Żąda od siebie i od innych: więcej, wyżej, ambitniej. A to najczęściej niemożliwe i stąd psujące radość życia pretensje. No bo gdybyśmy nie mieli obsesji na punkcie pseudomiłości, tobyśmy się po prostu pociupciali i wtedy zobaczyli, czy się polubimy, czy się pokochamy? Powolutku, ale też nie za wolno, żeby narosło coś fajnego, żeby nie zrywać zielonego jabłka i nie zjadać czegoś, co nie jest słodkie. No ale jak się zmuszamy do miłości, to tak naprawdę nie mamy szans nikogo pokochać. Odwrotnie: manipulacja emocjami daje uzależnienie. Skoro muszę kochać, by zrobić to, czego naprawdę potrzebuję, czyli uprawiać seks, to uzależniam się od rzekomej miłości i pewnie już jestem uzależniona od seksu. A w takiej sytuacji, aby przeżyć prawdziwą miłość, musiałabym sobie zrobić długą abstynencję, żeby dotrzeć z powrotem do samej siebie, do swoich prawdziwych uczuć. (…)

Więcej w: