Spotkania: Andrzej Chyra

fot. Albert Zawada

Specjalista od mocnych ról. „nie z każdej wychodzę bez szwanku” – mówi Andrzej Chyra. Za chwilę zobaczymy go w kolejnych: seryjnego mordercy, korespondenta wojennego w Donbasie, uczestnika rewolucji francuskiej. Nam opowiada, jak udaje mu się zachować entuzjazm.

reklama

Pięć produkcji z pana udziałem ma premierę tegorocznej jesieni.

Aż pięć? Urodzaj w tym roku.

W zeszłym było tak samo. Dwa lata temu również. Wcześniej – podobnie. Pytam o to, czy doświadczenie sprawia, że bez szwanku dla siebie można tak dużo i intensywnie grywać. Nic to nie kosztuje?

Nie wiem, czy nic. Może dobrze, że filmy są tak różne, inaczej trudniej byłoby z takim samym entuzjazmem podchodzić do jednego typu historii. Na szczęście nie czuję, żebym został zamknięty do jakiejś konkretnej szuflady, a w każdym razie staram się do tego nie dopuścić. Więc skoro jeszcze mogę, to wybieram te role, których jeszcze wcześniej nie zrobiłem.

W tym roku istotnie, był taki moment, gdy grałem w czterech filmach naraz i poczułem zmęczenie. W okolicy lata realizowałem zdjęcia do filmu na Ukrainie, równocześnie pracowałem na planie u Marka Koterskiego, trochę później, ale prawie w tym samym czasie, robiłem film we Francji, a teraz jestem w trakcie zdjęć do filmu Krzysztofa Zanussiego. Zmęczenie nie wynika tylko z samej pracy na planie, raczej z podróży. Przylot, przepakowanie, lot dalej, kilka dni na miejscu, powrót do domu, i od nowa: przepakowanie, lot, kilka dni pracy itd.

Czy taka intensywność – a może tymczasowość – życia jest warta zachodu?

(…)

Więcej w listopadowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 11/2017 dostępne jest także w wersji elektronicznej.