1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Symulowane rozkosze

Symulowane rozkosze

Polacy są europejskimi rekordzistami w liczbie wysyłanych SMS ów. Dzięki Internetowi wiele osób pracuje w domu. Coraz częściej też zamiast się spotykać, czatujemy, rozmawiamy przez komputer – kwitną wirtualne znajomości. W grze internetowej „Second Life” swoje awatary, czyli wirtualne wcielenia, ma już kilka milionów osób. Czy wirtualny świat ma szansę na dobre wyprzeć ten prawdziwy? – odpowiadają Katarzynę Miller i Wojciecha Eichelbergera pyta Tatiana Cichocka.

 

Polacy są europejskimi rekordzistami w liczbie wysyłanych SMS ów. Dzięki Internetowi wiele osób pracuje w domu. Coraz częściej też zamiast się spotykać, czatujemy, rozmawiamy przez komputer – kwitną wirtualne znajomości. W grze internetowej „Second Life” swoje awatary, czyli wirtualne wcielenia, ma już kilka milionów osób. Czy wirtualny świat ma szansę na dobre wyprzeć ten prawdziwy? – odpowiadają Katarzynę Miller i Wojciecha Eichelbergera pyta Tatiana Cichocka.

 

 

– Isaac Asimow, amerykański pisarz science fiction, w jednej ze swoich książek nakreślił obraz przyszłości, w którym ludzie w ogóle nie wychodzą z domu, kontaktują się ze światem zewnętrznym tylko za pomocą zaawansowanych komunikatorów. To prawdopodobna wizja? K.M.:
Mam rzeczywiście wrażenie, że ludzkość, a przynajmniej znaczna jej część, wybierze kiedyś wariant życia w wirtualnie sterowanej, technologicznie zaawansowanej trumience. W okularach sensorycznych, z panelem sterowania reagującym na fale mózgowe i symulatorem wrażeń zmysłowych. Ci ludzie będą przeżywać wirtualne podróże, przygody, seks. Albo łechtać sobie ego, choćby tym, że się dowodzi wielką armią czy wygrywa konkurs piękności.

W.E.:
Taki obywatel może być też wygodny dla rządu. Będzie sobie leżał karmiony przez kroplówkę, widząc w okularach smakołyki, nie będzie się sprzeciwiał, byleby go nie odłączać od aparatury...

– Katastroficzna wizja. W.E.:
Badania pokazują, że mózg praktycznie nie rozróżnia stymulacji rzeczywistymi bodźcami zmysłowymi i bezpośredniego drażnienia ośrodków mózgowych odpowiedzialnych za odczuwanie określonych doznań. Przeprowadzono doświadczenie: szczurom zamontowano w klatce przycisk, którego naciśnięcie powodowało bezpośrednią stymulację ich ośrodka przyjemności seksualnej. Kiedy szczur naciskał klapkę, odczuwał przyjemność. Okazało się, że w krótkim czasie szczury zaprzestały kontaktów z innymi szczurami, tylko naciskały ową klapkę.

K.M.:
Przestawały jeść. Zdychały z rozkoszy. Wyniki tego eksperymentu nie napawają optymizmem.

– Ale człowiek ma jeszcze duszę i parę zwojów więcej niż szczur... W.E.:
Jednak z drugiej strony ludzie mają też obawy i lęki, które muszą pokonywać, by wyjść naprzeciw drugiej osobie. Poszukiwanie przyjemności w bezpośrednim kontakcie sprawiało do tej pory, że im się chciało te bariery przekraczać. Niestety, wielu ludziom nie za bardzo się dziś chce.

K.M.:
Często stoją za tym ogromne zranienia, niemożność przekraczania siebie, pracy nad sobą.

– Spotkanie z drugim człowiekiem jest nieprzewidywalne, nie da się kontrolować. Nie macie wrażenia, że ludzie mają dziś obsesję na punkcie kontroli? K.M.:
Bo daje złudne poczucie panowania nad życiem. Dlatego możemy czuć chęć ucieczki do wirtualnego świata, który sami tworzymy i nad którym jako twórcy panujemy.

W.E.:
Rozwój technologii idzie w tę stronę, by wirtualna symulacja była na wyciągnięcie ręki, w dodatku dokładnie taka, jakiej zapragniemy. Co innego kochać się z wirtualną partnerką, która zrobi i powie dokładnie to, co się nam zamarzy, a co innego spotkać się z żywą kobietą. Tu w grę wchodzą prawdziwe emocje i trudności – np. z erekcją. W dodatku trzeba ponosić emocjonalne, społeczne, moralne i zdrowotne konsekwencje własnych działa . Można np. siebie albo kogoś zarazić HIV, spłodzić dziecko, zakochać się, trzeba się liczyć z odrzuceniem, brakiem satysfakcji. Seks w realu wymaga czasu, stara , odpowiedzialności... To wielki sprawdzian. Teraz pojawia się alternatywa nieobarczona takimi kosztami i ryzykiem. Pozostaje nadzieja, że nie przestaniemy tęsknić za spotkaniem z prawdziwym człowiekiem.

– Gra „Second Life” to dowód, że światy realny i wirtualny już dziś się przenikają, granica się zaciera. W wirtualnym świecie można zarobić prawdziwe pieniądze, ktoś, komu życie w realu nie idzie, tam dostaje drugą szansę i odnosi sukces. Czym to grozi? K.M.:
Wszystko dobrze do momentu, gdy traktujemy grę jako grę. Ma wtedy plusy, bo daje szansę na odgrywanie ról, przećwiczenie czegoś, co do tej pory było dla nas trudne. Jeśli te umiejętności przeniesiemy do realu, może to pozytywnie wpłynąć na nasze życie. Jednak taka gra wciąga, doświadczenie podpowiada, że istnieje niebezpieczeństwo, że to drugie życie możeństać się tym ważniejszym. Szczególnie gdy prawdziwe życie nie jest zbyt satysfakcjonujące. Bo jeśli tutaj jestem samotny, a tam mam przyjaciół i jestem Mister Universum, to jaką mam motywację, by wracać tutaj i próbować coś robić z tym życiem, które mam dane tu i teraz?

W.E.:
Poza tym ludzie jako gatunek lubią się bawić. Zabawa to jedna z naszych podstawowych potrzeb.

– Według historyka Johana Huizingi zabawa i gra oraz związane z nimi współzawodnictwo leżą u podstaw ludzkiej natury i działania w ogóle. W.E.:
Dziś jednak widać wyraźnie, jak ta potrzeba ulega degeneracji. Ludzkość infantylizuje się w zastraszającym tempie. Ludzie fizycznie dorastają, ale psychicznie nie dojrzewają, wręcz cofają się w rozwoju. Charakterystyczną cechą psychicznego niedorozwoju jest niechęć do brania na siebie jakiejkolwiek odpowiedzialności. Pewnie dlatego nasza cywilizacja coraz wyraźniej przejawia tendencję do ucieczki w zabawę. Bo zabawa jest na niby, bez prawdziwych konsekwencji.

K.M.:
To inne zabawy niż te, które pomagają dzieciom w procesie dorastania. Dzieci się bawią w to, co robią dorośli (w dom, w sklep...), i ćwiczą to w bezpiecznych warunkach. Zabawy infantylnego dorosłego zwykle do niczego takiego nie prowadzą. On będzie tak długo naciskał tę klapkę przyjemności, aż jego ośrodek rozkoszy się znieczuli.

W.E.:
Można to nazwać powszechną infantylną fiksacją, która może przerodzić się w obsesję. Mamy coraz więcej  dorosłych dzieci, które interesuje jedynie rozrywka,  tymczasem poziom rozrywki oferowanej przez media i tzw. kulturę popularną staje się coraz niższy. Bo zabieganie o oglądalność każe tę rozrywkę dostosowywać do poziomu przeciętnego odbiorcy. W rezultacie intelektualna, emocjonalna i estetyczna wrażliwość przeciętnego odbiorcy spada na łeb na szyję. A człowiek, który nie podejmuje w tych dziedzi-nach wyzwań, cofa się w rozwoju. Jeśli ten proces będzie postępował, za jakiś czas część ludzi da się sprowadzić do poziomu egzystencji odpowiednio stymulowanego mózgu. Można to było oglądać w wizjonerskim filmie „Matrix”.

K.M.:
Tworzymy cywilizację uzależnień. Niedojrzały człowiek wybiera to, co mu natychmiast przynosi ulgę, zaspokojenie. Bo że-by uzyskać podobny efekt, czyli spowodować wzrost poziomu endorfin, w sposób naturalny, trzeba by się nieźle namęczyć: ćwiczenia, bieganie, taniec... Nie mówiąc o tym, że niektóre używki produkują stany nieosiągalne dla przeciętnego człowieka. Komputerowe wizje też to zapewniają. Kto się temu oprze?

– A ludzie są dziś sfrustrowani, zestresowani i rozczarowani rzeczywistością. K.M.:
I właśnie dlatego uciekają w marzenia. To są marzenia kompensacyjne, nikt w realu nie jest w stanie ich spełnić. Życie nie daje żadnej gwarancji, a ludzie się tego strasznie boją. Niektórzy mają dobrze zbudowaną strukturę psychiczną i lubią lub chociaż akceptują tę niespodziankę życia, wiedzą, że istotą egzystencji jest właśnie owo płynięcie, przemijanie. Dlatego nie wszyscy pewnie dadzą się zamknąć w kapsułach symulacyjnych. Nasza kultura nie daje takich wzorów. Mamy za to spektakularne wyjątki, na przykład społeczność amiszów.

W.E.:
To dobry przykład, bo ekstremalny, z drugiego końca skali. Amisze świadomie uciekają od zabawy polegającej na elektronicznej stymulacji. Nie mają elektryczności, pracują, żyją bogobojnie, skrupulatnie przestrzegają praw i obyczajów swojej społeczności. Z punktu widzenia cywilizacji to bardzo dobrze, że istnieją. Oni mają szansę przetrwać, gdyby np. zabrakło energii albo gdybyśmy wszyscy wylądowali w symulatorach. Można powiedzieć, że amisze i inni im podobni, dla których wartością jest stałość, prowadzą nieocenioną szkołę przetrwania na wypadek, gdyby nam się popsuły nasze ukochane zabawki.

– Co jest wartością dla nas? W.E.:
W naszej kulturze? Zmienność, różnorodność, nowość, szybkość, ekstremalna stymulacja. Wszystko to z lęku przed refleksją i zatrzymaniem się, które kojarzą się z nudą. Zapomnieliśmy, że z nudy rodzi się intuicja, inspiracja i refleksja, że nuda jest ważnym elementem procesu dochodzenia do ważnych rozwiązań. Dlatego inteligentny człowiek nie drży na myśl, że zostanie odłączony od elektronicznych stymulatorów. Wspaniały potencjał nudy został w naszej kulturze zdewaluowany. Nuda kojarzy się teraz z nieudanym życiem, jest w opozycji do sukcesu.

K.M.:
I twórczości.

W.E.:
Dziecko mówi, że się nudzi, w domu alarm. Stajemy na głowie, żeby mu zapewnić rozrywki, fundujemy jeszcze jeden film czy grę komputerową. Nie widzimy, że w ten sposób marnujemy jego twórczy potencjał. Nuda stała się współczesnym demonem, zagrożeniem. Nic dziwnego, że ludzie tak wychowani nie są w stanie wytrzymać bezcennych chwil ciszy, które są niezbędną częścią życia, okazją, by przetrawić dotychczasowe doświadczenia i wygenerować nowe pomysły, zobaczyć jasno kierunek, w którym chcemy dalej zmierzać. Zagłuszając te chwile elektroniczną stymulacją, stopniowo tracimy kontakt z własną duszą.

K.M.:
Wyrabiamy w sobie nawyk włączania telewizora i nie zauważamy, że kolejny wieczór spędzamy w cudzym świecie. Ale jest jeszcze inny aspekt nudy. Często dziecko słyszy: „nie nudź”. W ten sposób dostaje informację, że ono samo i to, co może zaproponować, jest nudne. W takim razie coś interesującego może pochodzić jedynie z zewnątrz. Stąd prosta droga do zachłyśnięcia się gadżetami, które zabijają nudę. Choćby nowymi komórkami...

– Które służą jednak komunikacji. K.M.:
Ale też zniewalają, uzależniają i tworzą iluzję bliskości. Napiszę sto SMS ów i pstryk, dostanę na nie sto odpowiedzi, jestem w kontakcie. Ale co to za kontakt?

W.E.:
W komórkowym szaleństwie ujawnia się zrodzona z niskiego poczucia własnej wartości narcystyczna potrzeba popularności. Chcemy zainteresować sobą jak najwięcej ludzi. Im więcej, tym lepiej. Udowadniamy sobie, że jesteśmy popularni. Ale popularność to tylko pozór istnienia w sercach innych.

K.M.:
Kiedyś możliwy był jedynie kontakt osobisty, z natury głębszy. Więc człowiek chciał wykonać ten ruch, włożyć nieco czasu i wysiłku w to, by ten kontakt podtrzymywać. Ale tak można się kontaktować zaledwie z kilkoma osobami. Na więcej nie starcza czasu i czegoś, co nazywam wolnymi mocami przerobowymi.

W.E.:
Potrzeba pisania olbrzymiej liczby SMS ów czy maili, którą odczuwa dzisiaj znaczna część młodzieży, jest często rozpaczliwym wołaniem o pomoc: pamiętaj o mnie, jestem, jestem!, wyrazem głębokiej niepewności i samotności.

K.M.:
A oni sobie przypuszczalnie wyobrażają, że są w niezwykłej przyjaźni z ludźmi. Bo reklamy tak to pokazują. Esemesuj, a będziesz zaprzyjaźniony z całym światem.

– W tej rozmowie pomijamy dotąd aspekt oczywisty. Czy można żyć bez fizycznego kontaktu z innymi? Eksperyment Harry’ego Har-lowa („Natura miłości”, 1958) pokazał, że małpki karmione przez drucianą matkę zastępczą, wychowywane bez dotyku marniały... W.E.:
Głaskanie ego nie zastąpi głaskania ciała. Póki więc nie ma takich możliwości, ludzie nie zrezygnują z kontaktów osobistych. Ale niebezpieczne jest to, co nasza kultura robi z dotykiem. Może się okazać, że będziemy wręcz zmuszeni do zamykania się w symulatorach dotykowych... Dotyk stał się podejrzany jako wyraz ukrytych, niewłaściwych emocji i motywacji. Coraz mniej dla niego miejsca w przestrzeni publicznej, a nawet prywatnej. Mężczyźni nie chcą się dotykać, bo boją się posądzenia o homoseksualizm, ojcowie i matki boją się dotykać dzieci, by nie być posądzeni o molestowanie, ba... mężczyźni boją się z tych samych powodów dotykać kobiet. Na szczęście rośnie kontrkultura wobec dominującej antydotykowej kultury. Ludzie chcą doświadczać kontaktu i bliskości, chcą żyć życiem odpowiedzialnym, doniosłym i brzemiennym w konsekwencje. Wierzę, że tej tęsknoty się nie da z ludzkich serc ani wyplenić, ani zastąpić nawet najdoskonalszym, elektronicznym symulatorem.

K.M.:
Życie się nie da zabić.

W.E.:
Ani zabawić na śmierć.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

W upały pijmy lassi!

Mango lassi z wanilią i kardamonem to hinduski specjał, który od dawna jest wszechobecny na subkontynencie indyjskim. Występuje w rozmaitych wariantach smakowych, na słodko i na wytrawnie. (Fot. iStock)
Mango lassi z wanilią i kardamonem to hinduski specjał, który od dawna jest wszechobecny na subkontynencie indyjskim. Występuje w rozmaitych wariantach smakowych, na słodko i na wytrawnie. (Fot. iStock)
33 stopni Celsjusza w cieniu. Jak przeżyć? Zwiewna sukienka w kwiaty, słomkowy kapelusz, hektolitry wody i... rozpaczliwe poszukiwanie chwili wytchnienia. Znacie to?

Ku pokrzepieniu rozpalonych serc i ciał, moje myśli biegną w bardziej skwarne zakątki świata. Ot, takie Indie na przykład. Tam mają przecież jeszcze cieplej! Czerwiec to sam środek pory monsunowej, więc nie dość, że wściekle parno, to jeszcze leje jak z cebra. Nie ma czego zazdrościć. Można współczuć. Świadomość, że gdzieś jest gorzej, od razu poprawia mi nastrój. W ramach solidarności ze wszystkimi dręczonymi upałem, wznoszę toast szklaneczką lassi: cieszmy się z tego, co mamy! Zauroczona orzeźwiającą mocą mango lassi z wanilią i kardamonem, postanowiłam bliżej przyjrzeć się temu hinduskiemu specjałowi. Od dawna jest wszechobecny na subkontynencie indyjskim. Występuje w rozmaitych wariantach smakowych, na słodko i na wytrawnie. Ogromną popularność zawdzięcza swoim niesamowitym właściwościom przynoszenia ulgi podczas upału, co w takim kraju jak Indie, jest na wagę złota.

Tradycyjne lassi to mieszanka mleka, jogurtu i wody różanej, przyprawiona kminem, kardamonem, chili lub garam masala. Bardzo osobliwą odmianą tego napoju jest bhang lassi, mająca w swoim składzie wyciąg z liści i kwiatów konopi indyjskich. Obecnie szalenie modne są owocowe wersje na słodko. Prym wśród nich wiedzie mango lassi, którym raczę się regularnie przy takiej aurze jak dziś.

Mango lassi z wanilią i kardamonem

  • mleko 1 szklanka
  • gęsty jogurt naturalny 1 szklanka
  • cukier z prawdziwą wanilią 1 opakowanie
  • miód 1 łyżka lub do smaku
  • mango 1 dorodna sztuka
  • cynamon mielony ½ łyżeczki
  • kardamon mielony ½ łyżeczki

Mango obieramy ze skórki i kroimy na mniejsze kawałki, wrzucamy do blendera. Wlewamy mleko i jogurt. Dodajemy cukier waniliowy oraz miód. Całość miksujemy. Napój przelewamy do szklanek lub pucharków. Posypujemy mieszanką cynamonu z kardamonem. Podajemy schłodzony. Z podanych składników otrzymamy niemałą, romantyczną porcję dla dwojga.

  1. Moda i uroda

Oversize - co to za trend w modzie? Jak go nosić ?

Vicher (Fot. materiały prasowe)
Vicher (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 22 Zdjęcia
Moda na oversize zostanie z nami na dłużej, bo jest bardzo wygodna i bardzo praktyczna. Ale co to właściwie znaczy „oversize” i jak nosić takie ubrania?

Bizuu (Fot. materiały prasowe)Bizuu (Fot. materiały prasowe)

Co to jest oversize ? Jak nosić ubrania oversize?

KappAhl (Fot. materiały prasowe)KappAhl (Fot. materiały prasowe)

Ubrania oversize, to takie, które są dla nas specjalnie za duże. Żeby uzyskać taki efekt najprościej jest oczywiście kupić T-shirt lub koszulę w większym niż nasz standardowy rozmiar. Popularnym sposobem jest też zakładanie przez kobiety męskich koszul lub swetrów. Dziś jednak wiele marek produkuje ubrania oversize (już wyjściowo o takim kroju), wtedy ich konstrukcja jest inna i lepiej leży na kobiecej sylwetce. W końcu nawet ubrania oversize mają swoje rozmiary (choć zdarzają się też tzw. one size - czyli w jednym rozmiarze dla wszystkich). Z łatwością możemy kupić taką „za dużą koszulę” , która będzie stylowa i modna. Bez problemu dostaniemy ją także w wersji eleganckiej, która jak najbardziej sprawdzi w się pracy. Ubrania oversize niekoniecznie muszą być casualowe.

Bialcon (Fot. materiały prasowe)Bialcon (Fot. materiały prasowe)

Jak nosić koszule oversize? Jak nosić swetry oversize?

Cos (Fot. materiały prasowe)Cos (Fot. materiały prasowe)

Najbezpieczniej zestawiać szerszą górę z węższym dołem. Czyli do obszernej koszuli dobrze bedą wyglądały węższe jeansy, cygaretki czy w wersji bardziej swobodnej leginsy. Możemy ją też połączyć z szortami (także szerszymi) lub z krótszą spódniczką. Jeżeli lubimy eksperymenty możemy zestawić oversizową górę z szerszym dołem (szerokie spodnie, spódnica maksi), tylko wtedy warto włożyć chociaż część koszuli czy swetra do spodni/spódnicy, żeby zaznaczyć talię. To będzie wyglądało korzystniej dla sylwetki.

Cos (Fot. materiały prasowe)Cos (Fot. materiały prasowe)

Cos (Fot. materiały prasowe)Cos (Fot. materiały prasowe)

Kiedy nosić ubrania oversize?

The Odder Side (Fot. materiały prasowe)The Odder Side (Fot. materiały prasowe)

Właściwie nadają się na każdą okazję. Oversizowe sukienki zestawione z butami na obcasie będą wyglądały bardzo elegancko, z trampkami natomiast zyskają luzu. Co ważne oversizowe kroje sprawdzają się podczas upałów ( nic nas nie uciska, nie obciera, a powiewający materiał wręcz chłodzi), no i są bardzo łaskawe dla sylwetki (pomogą nam ukryć co chcemy). Uwaga - osoby niewysokie - powinny zachować ostrożność przy bardzo szerokich sukienkach maksi, bo mogą ich przytłoczyć. W tej sytuacji lepiej postawić na krótsze modele lub takie, które kończą się przed kostką. Odsłanianie najwęższych części ciała (kostki, nadagrstki) odciąży sylwetkę i nada jej lekkości (ten patent sprawdza sie nie tylko w ubraniach oversize).

Loriini (Fot. materiały prasowe)Loriini (Fot. materiały prasowe)

  1. Moda i uroda

Wygoda na pierwszym miejscu – odkryj modne sukienki dresowe!

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Twoje życie to niekończący się sprint? Praca, dom, spotkania z przyjaciółmi i wieczory spędzane na angażującym hobby? Jeśli szukasz ubrań, które wyglądają modnie, a przy tym pozwalają czuć się swobodnie przez cały dzień, czas odkryć sukienki dresowe! Wybierz model skrojony idealnie pod Twoje potrzeby.

Sukienka dresowa – alternatywa dla klasycznych dresów

Dres dresowi nierówny. Lubimy wygodę, jednak dresowe bluzy i spodnie nie zawsze pozwalają nam poczuć się kobieco. Na szczęście sukienki dresowe w niczym nie przypominają wyciągniętych, poplamionych zestawów, kojarzonych z oglądaniem „Netflixa” pod kołdrą i z paczką czipsów u boku.

Współczesne sukienki dresowe to strój 2w1: są funkcjonalne, a przy tym świetnie wyglądają. Ich atutem jest miękkość tkaniny, która układa się przyjemnie pod palcami. W sukience dresowej możesz komfortowo pracować z domu. A kiedy dołączysz do wideospotkania albo otworzysz drzwi kurierowi, nie będziesz musiała się wstydzić. Dodatkowo sukienkę zakłada się w mgnieniu oka, bez wystawania przed szafą przez pół godziny. Narzucasz ją na siebie i gotowe!

Trendy 2021: sukienki dresowe na każdą okazję

Dresowe sukienki zaskakują swoją uniwersalnością. Widzisz sukienkę z dzianiny dresowej i myślisz: „Wygodna, ale niezbyt elegancka”? To modowy mit! Wszystko zależy od koloru i kroju konkretnej sukienki. Modele w stonowanych barwach założysz nawet do pracy, a na nieformalne spotkania (randka, wyjście z przyjaciółmi, kawa z mamą) możesz wybrać te w mocnych kolorach. Z kolei sukienki neonowe stworzą cudowny duet z opaloną skórą – to idealny wybór na lato!

Sukienki dresowe mogą mniej lub bardziej przylegać do ciała. Podkreślają kobiece kształty lub kreują oversizowy look, ozdobiony przyciągającą oko taśmą przy dekolcie. Bardzo popularne są też modele ze ściągaczem w pasie, które pięknie wyeksponują figurę klepsydry. Duże znaczenie ma również wykończenie sukienki. Asymetryczny dół optycznie wyszczupli sylwetkę, a urocze falbanki nadadzą stylizacji figlarnej dziewczęcości.

Na lato, na zimę – sukienki dresowe modne przez cały rok

Ubrania z dzianiny dresowej możesz śmiało nosić przez okrągłe 365 dni w roku! Letni look od tego ze śniegiem w tle odróżnią jedynie dodatki. W chłodniejszych miesiącach sukienkę dresową wzbogać ciemnymi rajstopami, kardiganem, skórzaną torbą i botkami lub kozakami. W sklepach znajdziesz nawet modele z golfem! Latem sukienka dresowa będzie prezentowała się wyśmienicie, jeśli dodasz do niej balerinki lub adidasy i obowiązkowe okulary przeciwsłoneczne. Przewiewna sukienka z kimonową, luźną górą sprawi, że poczujesz azjatycki vibe.

Fot. materiał partneraFot. materiał partnera

Jak nosić sukienki dresowe? Inspirujemy!

Poznałaś już zalety tego typu sukienek, ale nadal nie jesteś przekonana? Nie wiesz, jak je „ograć”, aby stworzyć niebanalne i praktyczne stylizacje? Prezentujemy kilka pomysłów na zestaw z sukienką dresową w roli głównej.

  • Na spacer, na wycieczkę – w takich sytuacjach najlepiej sprawdzi się sukienka z rękawami ¾, do kolan lub do połowy uda. Myśl praktycznie – wybierz model z kapturem i pojemnymi kieszeniami. Całości młodzieżowego, trochę nonszalanckiego stroju dopełni jeansowa narzutka lub kurtka bomberka. Dorzuć modne sneakersy i plecak, a zyskasz wygodny i stylowy wygląd.
  • Kiedy ruszasz w miasto i marzysz o stylizacji „z pazurem”, załóż sukienkę dresową z dodatkiem metalicznych aplikacji lub ze spódnicą z ekoskóry. Kiedy zarzucisz na nią nieśmiertelną ramoneskę, świat będzie stał przed Tobą otworem!
  • Na ważną okazję – myślisz, że w sukienkach dresowych nie możesz wystąpić np. na przyjęciu w ogrodzie lub na urodzinach rodzeństwa? To błąd! Wystarczy, że zdecydujesz się na odpowiedni model. Sukienka dresowa z elegancką wstawką, np. paskiem delikatnego tiulu, błyszczącymi cekinami lub perłową aplikacją, to super kobiecy strój.

Ogromny wybór sukienek dresowych w różnych kolorach i fasonach, eleganckich i bardziej sportowych, znajdziesz na: https://jestesmodna.pl/

  1. Psychologia

Czy potrafisz docenić swoją codzienność?

Postarajmy się spojrzeć na naszą codzienność jak na wątek naszego życia: to wokół jej nitek może snuć się osnowa tych ciekawszych, bardziej rozrywkowych wydarzeń. (Fot. iStock)
Postarajmy się spojrzeć na naszą codzienność jak na wątek naszego życia: to wokół jej nitek może snuć się osnowa tych ciekawszych, bardziej rozrywkowych wydarzeń. (Fot. iStock)
Dzień powszedni kojarzy się nam z rutyną, szarością i znojem. A przecież jest i może być wyjątkowy. Jeśli tylko nasz umysł będzie obecny tu i teraz, dziwiący się wszystkiemu i wiecznie ciekawy świata.

Stawianie znaku równości między codziennością a szarzyzną jest trochę jak nielubienie własnych płuc, które pracują bez przerwy, by utrzymać nas przy życiu. Bo nawet jeśli nie umiemy docenić wyjątkowości chwili, to powinniśmy cenić naszą powszedniość. Ona jest jak węgiel i diament. Oba związki mają taki sam skład i tylko od nas i naszej pracy zależy, czy nasza codzienność będzie pierwszym czy drugim.

Podstawowe wartości

Postarajmy się spojrzeć na nią jak na wątek naszego życia: to wokół jej nitek może snuć się osnowa tych ciekawszych, bardziej rozrywkowych wydarzeń. Na przykład przygody, które tak lubimy, mogą się nam przydarzać tylko dzięki codzienności, która stanowi dla nich idealną oprawę. Dni wolne od pracy, weekendy i święta są atrakcyjne głównie przez odmienność.

Tak to jest zorganizowane, by codzienność ze swoim znojem, powtarzalnością i szarością podkreślała odświętność – tak jak głos szczekającego w oddali psa podkreśla ciszę nocy. Wiele osób potrzebuje pięciu dni pracy, stale w tym samym miejscu, z tymi samymi ludźmi, wypełniając te same obowiązki – żeby naprawdę poczuć, docenić i przeżyć weekendy. To pasuje nam także w kontekście religijnym: Stwórca przez sześć dni pracował, a jeden dzień wypoczywał.

Codzienność to podstawa, kwintesencja naszego istnienia, bo:

  • daje poczucie bezpieczeństwa. Jest swego rodzaju koleinami pozwalającymi nam działać jak automat. O tej samej godzinie dzwoni budzik, który wyłączamy tym samym ruchem ręki, po czym spuszczamy z łóżka nogi tym samym gestem w te same, stojące w tym samym miejscu kapcie. Z jednej strony – nuda, ale z drugiej – wszystko jest na swoim miejscu. Gdyby coś się zmieniło, dopiero zaczęlibyśmy się niepokoić… Zwykle boimy się, że jak znikną znane nam ramy, rozpadniemy się na kawałki. Te wszystkie automatyzmy i nasze rutyniarstwo są spoiwem, które nas przed tym chroni.
  • jest podstawą bliskości. Związki między ludźmi zacieśniają się nie tylko podczas romantycznych kolacji przy świecach czy w chwili wręczania raz na jakiś czas bukietu kwiatów. Buduje je przede wszystkim zwykła codzienność – wspólne robienie zakupów, gotowanie posiłków i ich spożywanie, sprzątanie czy organizacja życia dnia powszedniego. Ludzi spajają drobne gesty, które mówią, że jesteśmy dla siebie ważni i pamiętamy o sobie na co dzień, a nie tylko przy wielkich okazjach.
  • ukorzenia w teraźniejszości. Człowiek ma tendencje do wybiegania myślą w przyszłość, błądzenia w przeszłości, tworzenia równoległych rzeczywistości, najmniej uwagi poświęcając swojemu „tu i teraz”. A przecież chwila obecna jest tak naprawdę wszystkim, co mamy, nawet jeśli mijające sekundy są do siebie podobne jak dwie krople wody. Kiedy funkcjonujemy automatycznie – bezmyślnie, bezrefleksyjnie i rutynowo – nie przeżywamy świadomie naszego życia, pozwalamy mu przepływać gdzieś obok, ślizgamy się tylko po samej jego powierzchni, wyczekując urlopu czy momentu, kiedy wydarzy się coś nadzwyczajnego. A co z czasem, gdy nie dzieje się nic? Czy naprawdę musi pozostać stracony, niezauważony, niedoceniony? „Teraz” jest wszystkim, co mamy. W tym kontekście, nie ceniąc codzienności, nie cenimy własnego życia. Jaki jest tego efekt? Z każdą minutą życie niczym piasek przepływa nam przez palce.

Koniki z karuzeli

Pewna historia dla dzieci opowiada o konikach z karuzeli – marzyły, żeby jak prawdziwe konie pobiegać sobie po łące. Któregoś dnia zebrały się na odwagę i uciekły! Popędziły co sił na łąkę, a tam… biegały cały czas w kółko, bo nic innego nie przyszło im do głowy. Podobnie jest z nami: automatyczne, bezrefleksyjne podążanie każdego dnia tym samym torem otępia nas. I trudno się temu dziwić. Codzienność przypomina nieco marsz przez pustynię: wciąż mijamy wydmy, a wszystkie wydają się być identyczne... W dodatku przed nami podążają całe pokolenia, które nauczyły się żyć w sposób zautomatyzowany. Wyrastając w takim schemacie trudno zachować świeżość spojrzenia na codzienność. Ale czy nie można tego zmienić? Można. I warto to zrobić. Trzeba tylko włożyć w to nieco wysiłku, bo gra się toczy o najwyższą stawkę – o nasze życie. Wygramy, jeśli nasze codzienne istnienie stanie się bardziej świadome. Ale ta metamorfoza musi się dokonać w umyśle, nie na zewnątrz!

Znudzeni poszukujemy zwykle nowych wrażeń, podróżujemy, zapisujemy się na różne niezwykłe kursy, wchodzimy w nowe ekscytujące związki… Tylko że nowość stymuluje na krótki czas, po czym szybko przestaje być nowością i znowu dopada nas nuda. Bez świadomej zmiany w ogólnym nastawieniu do życia nie będziemy potrafili dostrzec, że niepowtarzalna i cenna jest tak naprawdę każda jego minuta.

Powrót do teraźniejszości

Albert Einstein powiedział kiedyś: „Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby: jeden, jakby nic nie było cudem, i drugi – jakby cudem było wszystko”. Zdecyduj się żyć według drugiej części tej maksymy.

Jeśli ci to pomoże – wieszaj sobie w widocznych miejscach karteczki, które będą cię napominać, żeby być uważnym i obecnym. Wykorzystaj również potęgę zmysłów. Ich obserwacja pozwoli mało uważnemu człowiekowi wrócić do chwili obecnej – bo one są „tu i teraz”. Czym innym jest zapamiętanie zapachu kwiatu, a czym innym – czucie go. Zmysły pracują dla nas bez przerwy, ale czy potrafimy z tego korzystać? Czy ktokolwiek, np. myjąc naczynia, zwraca uwagę na to, jak jego dłonie „czują” wodę – jej fakturę, siłę strumienia, temperaturę? Wchodząc w kontakt ze zmysłami zaczniesz przeżywać i celebrować każdą chwilę swojego życia.

Zrób sobie ćwiczenie: codziennie 10 minut poświęć na świadome wejście w kontakt ze zmysłami. Najpierw usiądź spokojnie, rozejrzyj się, postaraj się zapamiętać wszystkie detale i szczegóły otoczenia. Potem zamknij oczy i wychwyć jego zapachy, usłysz dźwięki, poczuj na skórze wiatr, słońce czy mróz. Przekonasz się, że nawet to, co jest ci znane, jest bogate w nowe niezwykłe doznania – tylko trzeba je dostrzec.

Prawdziwą plagą naszych czasów, pokazującą, jak bardzo nie szanujemy codzienności, jest robienie dwóch lub trzech rzeczy naraz. Tłumaczymy to pośpiechem, tym, że życie tego od nas wymaga, że obowiązki gonią... – ale tak naprawdę wyrażamy w ten sposób brak szacunku dla obecnej chwili, nie jesteśmy w stanie być w żadnej z nich. Kiedy robimy jednocześnie więcej niż jedną rzecz, działamy jak automat. Staraj się żyć najpiękniej, jak tylko potrafisz – to zakłada obecność.

I nie chodzi tu bynajmniej o perfekcjonizm, bo on zakłada porównywanie się. Nie ukierunkowuj się na superwyniki. Po prostu pięknie żyj. Zachowuj świadomość, ciekawość i poczucie, że w to, co w danej chwili robisz, wkładasz całego siebie. I nie zrażaj się, jeśli ci coś nie wychodzi. Bądź jak dziecko, które w kaloszkach buszuje po łące. Fascynuje je i żaba, i mucha, i kropla rosy, i to tak bardzo, że maluch kuca, by im się przyjrzeć. Nie myśl, że wszystko widziałeś. Przecież każda żaba jest inna.

To może być trudne, ale jeśli choć raz na 5 minut, raz na 5 godzin, a nawet raz na 5 dni wyrwiesz się z rutyny i naprawdę zauważysz trzymaną w dłoni szklankę, to już będzie dobry początek.

  1. Psychologia

Czego mężczyźni nie lubią w kobietach i czego się boją?

Mężczyźni lubią takie kobiety, które MAJĄ moc i nie muszą ciągle podkreślać tego albo się o to bić.  (Fot. iStock)
Mężczyźni lubią takie kobiety, które MAJĄ moc i nie muszą ciągle podkreślać tego albo się o to bić. (Fot. iStock)
Przeceniamy, co może nam dać mężczyzna, a nie doceniamy tego, co możemy sobie dać same - przekonuje Katarzyna Miller i wyjaśnia, czego mężczyźni nie lubią w kobietach.

Gdy facet ignoruje kobietę to ważny sygnał w relacji. Wiele kobiet niszczy partnerów i związek przez nieumiejętność komunikacji. Wszystkie ciężkie sprawy emocjonalne nie są dla facetów - są dla psychoterapeuty.

Czego mężczyźni nie lubią w kobietach? Czego się boją?

Poniżej lista przydatnych wskazówek:

  • Facet boi się kobiet, które nie dają mu przestrzeni. Niektóre kobiety trzymają faceta telefonami, SMS-ami, bo boją się, że jak dostanie za dużo wolności, to je zdradzi.
  • Facet nie lubi czuć się jak w pułapce.
  • Facet nie lubi, jak kobieta zmienia się po tym, gdy już stanowią związek. Czyli na początku była słodka, dzika, lubiła seks po butelce szampana, nie dbała o kasę, a nagle jest już z nim i zaczyna... wchodzić do łóżka z wałkami, krzyczy na niego, gdy się spóźnia, zaczyna go rozliczać z jego pracy i z tego ile on zarabia... I odwrotnie: na początku związku gra megasilną laskę, która poradzi sobie ze wszystkim, a później okazuje się słaba, płaczliwa i przytulona do jego koszuli - "ratuj mnie"...
  • Czego jeszcze mężczyźni nie lubią w kobietach? - Facet nie lubi czuć się oszukiwany dwiema wersjami kobiety: na etapie zdobywania i na etapie związku. Lepiej mu pokazać się od początku taką, jaką jesteś, bo wtedy on będzie wiedział od początku, czy cię chce.
  • Faceci boją się kobiet, które chcą mieć za dużo... Wiele kobiet tak robi: nie wystarcza im to, że mają fajnego faceta, ale zaczynają chcieć, żeby zapewniał im coraz więcej rzeczy materialnych i atrakcji - ich apetyt róśnie. Pojawiają się wymagania: co one powinny mieć, co dzieci powinny mieć itd. Kiedy facet tłumaczy, że jemu jest dobrze z tym, co mają, one oskarżają go o brak ambicji i siły męskiej. Facet zaczyna się męczyć przy takiej kobiecie i czuć, że jest niewystarczający. Często wtedy znajduje kochankę, żeby też dać coś sobie za ciężką pracę.
  • Faceci boją się kobiet, które nie mówią, o co im chodzi, nie mówią wprost tylko czekają aż się facet domyśli, a jak się nie domyśli, to zaczynają go niszczyć i poniżać...
  • Faceci boją się kobiet, które używają seksu jako broni i karzą brakiem seksu.
  • Faceci boją się kobiet, które nudzą się w czasie seksu lub seks jest dla nich jawnie nieprzyjemny.
  • Faceci nie lubią, gdy kobiety mówią... o innych facetach z podziwem, zaangażowaniem i podnieceniem: "A ten mój kolega z pracy, to naprawdę jest taki młody, a taki utalentowany...".
  • Faceci uciekają zawsze od królowych dramatu życiowego, biedy i klęski... To jest coś, czego mężczyźni nie lubią w kobietach.
  • Kiedy facet pragnie kobietę? - Faceci lubią być potrzebni - tak, lubią ratować z opałów, ale jak kobieta zaczyna dramatyzować sytuację, dodawać do niej wszystkie złe aspekty, dodawać emocje, lęk, czarną przyszłość... Wtedy facet chce uciekać.
  • Faceci boją się kobiet, które wyolbrzymiają zagrożenie, czekając na to, aż facet je wybawi.
  • Faceci boją się sytuacji, w której kobieta jest równocześnie twarda i zimna. To jest dla nich koszmar! Możesz być twarda w swoim postanowieniu, ale ciepła dla niego - wtedy postawisz na swoim, ale nie zniszczysz mężczyzny, a jak robisz i to i to - on poczuje się odcięty i nieważny.
  • Faceci boją się oszukiwania i zdrad... to jest znak, że nie dał sobie rady, nie zaspokoił kobiety. Jego ego bardzo cierpi.
  • Faceci boją się kobiet, które walczą o moc i pozycję. Lubią takie, które MAJĄ moc i nie muszą ciągle podkreślać tego albo się o to bić. Taka walka jest dla nich wyjątkowo trudna i jeżeli naprawdę masz tę moc i pozycję, to wykorzystaj ją tylko wtedy, gdy chcesz się go pozbyć.

Kiedy facet pragnie kobietę? - Tak naprawdę, facet lubi fajne, pozytywne, lubiące życie i siebie kobiety... No i lubiące seks. Znajdź sobie fajnego chłopa i daj mu żyć... - podkreślają autorki książki „Instrukcja obsługi faceta”.

Więcej w książce „Instrukcja obsługi faceta” Katarzyny Miller i Suzan Giżyńskiej, Wydawnictwo Zwierciadło.