fbpx

Zrobiła wszystko, by jej syn został premierem Wielkiej Brytanii. Lady Churchill

Zrobiła wszystko, by jej syn został premierem Wielkiej Brytanii. Lady Churchill
Jeanette „Jennie” Jerome, znana także jako lady Randolph Churchill. (Fot. BEW Photo)

„Wszystko zawdzięczam matce, ojcu nic”, powtarzał Winston, wybaczając jej to, że kiedy był bardzo małym dzieckiem, nie zajmowała się nim wcale. Jeanette Churchill była pierwszą kobietą w kręgu brytyjskiej socjety, która uwolniła się z ciasnego gorsetu z czasów wiktoriańskich. Niezależna i zdeterminowana, nie znała słów „nie” i „nigdy”.

Jest początek lat 80. XIX wieku. Kobieta nie może sama podróżować pociągiem, spacery odbywa tylko po określonych ulicach i o określonym czasie, do teatru chadza wyłącznie w czarnych sukniach, jest podporządkowana mężowi tak w poglądach (których nie powinna mieć), jak i w kwestiach materialnych (mąż dysponuje jej własnością). Jej głównym zadaniem jest być miłym dla oka „dodatkiem do mężczyzny”.

Tymczasem podczas wyścigów konnych o Złoty Puchar w 1875 roku na towarzyskiej scenie Londynu pojawia się niewiasta w szokująco wydekoltowanej i ozdobionej fantazyjnymi lamówkami sukni. Swobodnie rozmawia z wysoko postawionymi przyjaciółmi męża, sypie żartami, i nie ma w sobie nic z omdlewającej damy. Lustrują ją kobiety, wodzą za nią oczami mężczyźni. „Miała w sobie więcej z pantery niż z kobiety” – mówił o Jeanette Churchill jej bliski przyjaciel sir Edgar Vincent D’Abernon.

Żona Randolpha

Była potomkinią hugenotów, którzy ponad 150 lat wcześniej uciekli z Francji do Ameryki, by uniknąć prześladowań. Jej ojciec Leonard Jerome, prawnik, król Wall Street, nazwany tak z racji przeprowadzanych spekulacji na giełdzie, wziął sobie za żonę córkę amerykańskich właścicieli ziemskich Clarę Hall. Rodzice rozeszli się, gdy Jennie miała 13 lat. Matka z trzema córkami przeniosła się najpierw do Paryża, podczas gdy Leonard został w Ameryce. W czasie oblężenia Paryża w 1870 roku Clara z dziećmi musi jednak uciekać do Anglii. To tutaj pozostaną na dłużej.

Do czasu swego zamążpójścia była grzeczną panną z dobrego domu, która choć urodziła się w Ameryce, wychowana została w panującej w Londynie wiktoriańskiej atmosferze. Kiedy w 1874 roku przedstawiano ją na dworze księżnej i księcia Walii, towarzystwo określiło ją jako „ciemnowłosą i błyskotliwą” 20-latkę, a jej starszą o trzy lata siostrę Claritę – „jasnowłosą i rozmarzoną”. Na tym właśnie przyjęciu Jennie spotkała swego przyszłego męża Randolpha Churchilla, młodego arystokratę z lordowskim tytułem, potomka właścicieli Marlborough. Poślubi go kilka miesięcy później. Randolph okaże się pobłażliwym mężem, ze spokojem przyjmować będzie upodobanie Jennie do zabawy. Żona nie opuszcza żadnego ważnego balu, ich dom jest otwarty dla gości. W zamian za większą swobodę on oczekuje od niej wybaczenia i dyskrecji w kwestii swojej wstydliwej choroby, zatajonej do dnia ślubu – syfilisu.

I choć sam ma ambicje polityczne, gdyby nie żona, prawdopodobnie nigdy nie doszedłby w swojej karierze dalej niż do stanowiska posła parlamentu. To ona motywuje go do większej aktywności, podsuwa lektury warte przeczytania. Zwrot w ich życiu przyniesie niespodziewany wyjazd do Irlandii. Randolph otrzymuje tam stanowisko sekretarza wicekróla. W grudniu 1876 roku z prawdziwą pompą witani są w dublińskim Phoenix Parku. Tyle że idylliczne wyobrażenia o Zielonej Wyspie mają się nijak do rzeczywistości. W Irlandii jest klęska głodu, Jennie po raz pierwszy w życiu widzi z bliska terror, skrajną biedę, ludzi mieszkających w norach i umierające śmiercią głodową dzieci. Zostają z Randolphem zapalonymi zwolennikami autonomii Zielonej Wyspy. Jest to stanowisko tak kontrowersyjne i wyraziste, że po powrocie do Londynu Randolph z posła z tylnych ław staje się rozpoznawalną postacią. Jennie pomaga mężowi w pisaniu gorących wystąpień i robi to z klasą. Ma świetny, charakterystyczny styl, wie, jak wzbudzić emocje i zakasować politycznych przeciwników klarownymi argumentami. Nawet później, kiedy Randolph będzie zajmował już dużo wyższe stanowiska, wszyscy będą spekulować, jak duży jest jej wkład w przygotowywanie jego przemówień. A kiedy w pojedynkę zorganizuje kampanię wyborczą męża na kolejną kadencję w parlamencie, wszystkie jego sukcesy będą przypisywane jej działaniom.

Panie z pierwszego rzędu

Ambitnej lady Churchill nie zadowala drugoplanowa rola. Kiedy tylko jest okazja, zadaje niewygodne pytania: Dlaczego kobiety nie mogą brać udziału w polityce? Dlaczego w Izbie Gmin, w galerii przeznaczonej dla pań, czyli „ciemnej klatce, do której wrzucili je niewychowani brytyjscy ustawodawcy”, są zaledwie trzy ławki, skoro chce tam wejść 50 kobiet? Siedzą tam, jak pisze Jennie, „skurczone, z kolanami opartymi o kratę, z wyciągniętymi szyjami i boleśnie nadstawionymi uszami […]. Te w drugim rzędzie mogą rzucić okiem na bogów na dole dzięki dobrej woli pań z pierwszego rzędu. Reszta musi polegać na wyobraźni albo pójść sobie do małego pokoju z tyłu, gdzie mogą szeptać i wypić herbatę”. W 1883 roku wspólnie z trzema mężczyznami politykami zakłada Ligę Pierwiosnka, bezklasową organizację społeczno-polityczną, która przyjmuje do grona członkiń każdą chętną kobietę. Organizuje odczyty i wykłady, wygłasza przemówienia, agituje i odwiedza najdalsze zakątki kraju. W czasach, w których kobiecie takiej jak ona – damie – samej nie wypada nawet wyjść z domu.

A jednak mimo całego swego zaangażowania największą jej ambicją jest jedno: Jennie wymyśliła sobie, że jej mąż zostanie premierem Wielkiej Brytanii. I jest gotowa zrobić wszystko, byleby dopiąć swego. Zmienia nawet zdanie na temat autonomii Irlandii: zdaje sobie sprawę, że popieranie tej sprawy uniemożliwi prawdziwą karierę Randolpha. Kiedy otrzymuje on stanowisko ministra ds. Indii, a potem kanclerza skarbu i przewodniczącego Izby Gmin, cel wydaje się bliski na wyciągnięcie ręki. Niestety, mąż nie sprosta jej ambicjom. Nie mogąc dojść do porozumienia z innymi politykami, składa dymisję. Tym samym zaprzepaszcza szansę na fotel premiera. Jennie jest zrozpaczona.

Kilka tygodni po rezygnacji Randolpha wysłannik parlamentu przychodzi do ich domu, aby odebrać oficjalny strój ministra skarbu. Pani Churchill z typową dla niej pewnością siebie zatrzaskuje mu drzwi przed nosem, rzucając tylko: „Strój zachowam dla syna”.

Matka Winstona

Znamienne słowa, choć w tamtej chwili brzmiące absolutnie niedorzecznie. Winston ma dopiero 12 lat i opinię inteligentnego leniwca. Sprawia kłopoty w szkole i jeśli już musi wybierać, myśli o karierze wojskowej lub – kaznodziejstwie. Ojciec uważa go za nieudacznika i daje mu to odczuć. Za to Jennie wierzy w syna. Z tą samą energią, jaką wcześniej wkładała w rozwój kariery męża, zaczyna zajmować się przyszłością Winstona. Żywo i barwnie opowiada mu o polityce, zabiera na debaty do Izby Gmin, podsuwa lektury. Staje za nim murem podczas pierwszych kampanii wyborczych.

W kolejnych latach lady Churchill niestrudzenie puka do wszystkich drzwi, które muszą zostać otwarte, by Winston piął się po szczeblach kariery. Nie bez kozery ma opinię kobiety, która nie zna słowa: „nie” i „nigdy”. Wykorzystuje swoje znajomości bez ogródek, a znajomości ma sporo: w gronie jej przyjaciół jest Napoleon III i jego syn, książę Walii Edward, czołowi politycy ówczesnej Anglii, ważne osobistości z Francji i Ameryki oraz jeden z najbogatszych ludzi w kraju William Waldorf Astor. Jennie bywa w kręgach intelektualistów, literatów, dramaturgów. Nie jest święta. Duża część z pomocnych osób to jej byli lub obecni kochankowie, którzy czynią jej „drobną” przysługę. Naturalnie wszystkie swoje znajomości przekazuje synowi. Jej ambicje stają się jego ambicjami i odwrotnie. Dorosły Winston tylko z matką omawiać będzie zawiłe kwestie polityczne, to jej radzić się będzie przed podjęciem ważnych decyzji, traktując ją jak partnera.

Pionierka

Przez całe życie fortuna była dla niej zmienna. Jennie raz żyje jak królowa, innym razem musi przerabiać stare sukienki, żeby pokazać się ludziom na oczy. Przy całym swoim snobizmie jest niesłychanie zdyscyplinowana, jeśli tylko wymaga tego od niej sytuacja. Nie oglądając się na sentymenty, potrafi sprzedać cenne pamiątki, żeby załatać dziurę budżetową. Zdarza się jej zachowywać arogancko i interesownie, ale rekompensuje to swoim pogodnym usposobieniem i ciepłą, przyjazną naturą. Nawet kiedy bywa twarda i nieprzejednana, ludzie nadal ją lubią, a przede wszystkim – szanują.

Największy kryzys przychodzi po śmierci męża. Lady Churchill nagle zostaje bez pieniędzy i domu. Mieszka u teściowej, księżnej Marlborough, żongluje pożyczkami z banku i nie zawsze robi to uczciwie. Podróżuje i korzysta z gościnności przyjaciół. Ratuje ją wielka wola przetrwania. Trudno zliczyć dziedziny tradycyjnie męskiego świata, do których bezpardonowo wyważa drzwi. W 1900 roku, nie zważając na swoje dyletanctwo w kwestii produkcji prasy, wydaje „Przegląd Anglosaski” będący międzynarodowym magazynem literackim. Odnosi sukces, tym bardziej spektakularny, że „Przegląd…” jest najdroższym magazynem na rynku (popularny wówczas „World” kosztuje pół centa, „Przegląd…” pięć dolarów). Jennie stawia jednak na nową jakość – jej gazeta ma wyrafinowaną okładkę, a papier jest doskonały. O urozmaiconą, międzynarodową treść dba razem z nią pisarz John Lane. Z podobnym sukcesem zabiera się do pisania sztuk teatralnych. Po wystawieniu w londyńskim Hicks Teatre pierwszej z nich krytycy piszą: „Trudno uwierzyć, że to pierwsza sztuka autorki”.

Nie mając pojęcia o wielkich operacjach finansowych ani o marynarce wojennej, doprowadziła do powstania pływającego szpitala, który miał ratować życie żołnierzom biorącym udział w wojnie burskiej. Okręt „Maine” dobił do brzegów Afryki Południowej w 1899 roku. Lady Churchill, zapominając o swoich przywilejach i pozycji, pracowała tak jak pozostali członkowie załogi. Nosiła uniform ze znakiem Czerwonego Krzyża, na głowie miała biały czepek. Nie wszyscy wiedzieli, że „Maine” istniał dzięki wytrwałości pani Churchill, która w imieniu amerykańskiej milionerki A.A. Blow tygodniami słała listy do najbogatszych Amerykanów, organizowała bale charytatywne i prowadziła rozmowy z firmami medycznymi, namawiając je, by dorzuciły grosza do idei okrętu szpitalnego. Choć byli i złośliwcy, którzy twierdzili, że Jennie zbudowała go wyłącznie po to, by odwiedzić przebywającego w Afryce Winstona.

Zawodowa piękność

Coś jeszcze zjednywało jej przyjaciół i mecenasów. Jennie należała do elitarnej grupy „zawodowych piękności”, czyli najpiękniejszych kobiet Anglii. Komplementowano ją za doskonałą figurę i drobne stopy – emblemat pięknej kobiety. Lśniąco ciemne włosy i niezwykle żywe spojrzenie. Uroda nie znikła wraz z wiekiem. Jennie osiwiała dopiero po 60. Zawsze, nawet w chwili śmierci, wyglądała o 20 lat młodziej.

Próbowało ją zdobyć wielu mężczyzn. Dużo młodszy od niej oficer straży grenadierów Hugh Warrender oświadczał się jej 13 razy. Szalał za nią bogacz William W. Astor, irlandzko-amerykański mówca Bourke Cockran, francuski pisarz Paul Bourget, a wielu innych dałoby się pokroić za chwilę jej uwagi. Jennie przy doborze mężczyzn kierowała się jednak własnym kluczem. Przez lata trwał jej romans z księciem Edwardem, tajemnicą poliszynela były schadzki z austriackim dyplomatą, hrabią Charles’em Kinskym. Podobno przez jej alkowę przewinęło się 200 kochanków. Pomimo swej rozwiązłości związki małżeńskie zawierała tylko wtedy, gdy czuła zryw serca. Z miłości wyszła za Randolpha i nawet jeśli dzięki niej miał on przez lata opinię rogacza, Jennie na swój sposób była wobec niego lojalna. Kiedy schorowany, zgorzkniały i palący 40 cygar dziennie wybrał się w podróż dookoła świata, nie opuściła męża, pojechała razem z nim. Jej drugi małżonek George Cornwallis-West, gwardzista szkocki „z rodziny z koneksjami, ale bez pieniędzy”, miał z kolei opinię „żółtodzioba” (był dwa tygodnie starszy od Winstona). Skandal, który wybuchł z powodu tego związku, lady Churchill skwitowała: „Gadają? Co gadają? Niech gadają!”.

Sama do końca była młoda duchem – latała samolotem, kupiła automobil w czasach, kiedy był jeszcze ekscentryczną zachcianką. Doprowadziła elektryczność do swojego domu przy Connaught Place, a ciekawscy przychodzili obejrzeć „nowy rodzaj światła”. Tańczyła kontrowersyjne tańce, czytała modne książki. W wieku 63 lat wyszła po raz trzeci za mąż, tym razem za wojskowego Montagu Porcha. Młodszego od niej o 20 lat. Mężczyźni się zmieniali, jedyną stałą byli jej synowie. Drugi – John Strange Spencer-Churchill (który przyszedł na świat podczas pobytu Churchillów w Dublinie), znany jako Jack – jest przeciwieństwem starszego brata – spokojny, dobrze ułożony, sukcesywnie rozwija karierę w wojsku. Jennie kocha go, chociaż siłą rzeczy to Winston zawłaszcza niemal całą jej uwagę.

Swoje bogate i niezwykłe życie lady Churchill zakończy nagle i z banalnego powodu. Podczas wizyty u znajomych źle staje na schodku i łamie nogę w kostce. Wdaje się gangrena. Kilkanaście dni później, kiedy lekarz informuje ją o konieczności amputacji nogi, Jennie prosi: „Niech pan tnie wysoko”. Umiera w śpiączce 9 czerwca 1921 roku w wieku 67 lat.

Nie dożyła dnia, w którym jej marzenie się urzeczywistniło: Winston objął fotel premiera dwie dekady później.

Korzystałam m.in. z biografii Ralpha G. Martina „Jennie Churchill. Skandalistka epoki wiktoriańskiej”, wyd. Twój Styl 2007.

Tekst pochodzi z archiwalnego numeru „Zwierciadła”.

  • Polecane