Pod presją wyglądu

fotochannels.com

Uświadamiajmy córkom, że podlegają manipulacjom twórców reklam. Choć dla młodych ludzi najważniejsi są rówieśnicy, nasze reakcje też mają znaczenie – mogą pomóc im budować wiarę w siebie. A tylko nastolatka z wysokim poczuciem własnej wartości nie ulegnie presji, by za wszelką cenę być piękna.

„Wstaję dwie godziny przed wyjściem, aby wziąć poranną kąpiel, popatrzeć na siebie, wykremować ciało, nałożyć delikatny podkład, poprawić, ułożyć włosy, znowu poprawić i znowu ułożyć włosy… spojrzeć 20 razy do lusterka. Zawsze wychodzi na to, że się spóźniam. Wstając o 5.40, potrafię spóźnić się na godzinę 8 do szkoły. Troszkę męczące, ale kto nie chciałby fajnie wyglądać? A to wszystko po to, aby czuć się troszkę lepiej we własnej skórze”. Podpisała: m4rta18.

O tym, że nastolatki czują się źle we własnej skórze, świadczą badania przeprowadzone w latach 2005–2006 przez Instytut Matki i Dziecka. Wynika z nich, że aż 30% dziewcząt w wieku gimnazjalnym ma negatywny obraz własnego ciała, a 22% nie jest zadowolonych z tego, jak wygląda, natomiast część z nich (14,4%) nie akceptuje, a nawet nienawidzi (9%) swojego ciała i złości się (13%) na myśl o nim. Chociaż zaledwie 6–8% dziewcząt w tym wieku ma nadwagę, to ponad połowa uważa, że jest zbyt gruba. Odchudza się lub o tym myśli aż 52% 13-latek, 57% 15-latek i 61% 16-latek. Mimo że ich waga jest w normie!

Zarówno chłopcy, jak i dziewczynki w okresie dojrzewania są przeczuleni na punkcie własnego wyglądu. Jednak dziewczynki bardziej niż ich koledzy poddawane są presji kulturowej definicji swojej płci. W reklamach i czasopismach pokazuje im się, jak powinna wyglądać atrakcyjna kobieta i jak ważna jest uroda. Na billboardach i w filmach pełno jest kobiet o „idealnym” wyglądzie (180 cm wzrostu przy wadze 57 kg). Ba, ten ideał  towarzyszy im od dziecka pod postacią lalki Barbie, ikony współczesnej kobiecości, uosobienia męskich fantazji o kobiecie marzeń: szczupłej, długonogiej blondynce z długimi włosami i pełnym biustem.

Nic dziwnego, że przeciętna dziewczyna, która ma 165 cm wzrostu i waży 56 kg, wpada w kompleksy. A stąd już całkiem blisko do zaburzeń odżywiania, takich jak anoreksja, bulimia. W Polsce od 1997 do 2002 roku liczba dziewcząt trafiających z tego powodu do szpitala się podwoiła.

Samoocena – lekko zawyżona

Psycholog dr Katarzyna Kosińska-Dec, współtwórczyni polskiej wersji programu edukacyjnego „Uwierz w siebie” adresowanego do młodzieży gimnazjalnej, podkreśla, że ogromną rolę odgrywa samoocena.

Cóż to takiego? Składają się na nią świadomość własnego wieku, płci, wyglądu, potrzeb, postaw wobec różnych spraw, zjawisk, instytucji. A także świadomość własnych sposobów reagowania w określonych sytuacjach, własnych celów życiowych, pragnień, zalet, mocnych stron, ograniczeń i trudności. Samooceną są zarówno stwierdzenia dotyczące cech, wyglądu: „jestem inteligentna, mam ładne nogi”, jak i opisu ról społecznych: „dobra ze mnie  koleżanka”, ale „kiepska siostra”. Często te stwierdzenia są ogólnikowe: „do niczego się nie nadaję”.

W świadomości nastolatków, podobnie zresztą jak każdego z nas, może zatem powstać zróżnicowany autoportret („jestem dobrą uczennicą, kiepską siostrą, świetną tancerką”). Ów portret własny tworzony jest niczym przy użyciu różnokolorowych farb, na podstawie trzech rodzajów Ja – realnego (analiza kondycji, zdolności, wyglądu), idealnego (powstaje w wyniku wyobrażeń o tym, jacy chcielibyśmy być, do jakiego ideału dążymy) i Ja powinnościowego (wyobrażenie o tym, jakim powinno się być, jak powinno się wyglądać, zachowywać w różnych sytuacjach).

Prawdziwy autoportret powstaje oczywiście przy użyciu pierwszej „farby”. Jednak wbrew pozorom dwie ostatnie też nie są bezużyteczne. Ja idealne i powinnościowe pełnią ważną funkcję w naszej aktywności – nakreślają kierunek, w jakim trzeba zmierzać, i cel, który trzeba osiągnąć, motywują do działania, stymulują do osiągania ważnych celów i – poprzez porównanie z Ja realnym – przyczyniają się do kształtowania samooceny. Im obraz Ja realnego bliższy obrazowi Ja idealnego lub powinnościowego, tym samoocena jest wyższa. Im obraz ten bardziej odbiega od realiów, tym większa potrzeba aktywności, aby tę rozbieżność zmniejszyć, ale też intensywniej pojawiające się negatywne emocje.

Katarzyna Kosińska-Dec: – Ważne, aby obraz Ja realnego nie odbiegał przesadnie od rzeczywistości. W przeciwnym razie mamy do czynienia albo z zawyżoną samooceną, co może skutkować porywaniem się na zadania znacznie przekraczające możliwości jednostki, prowadzić do serii niepowodzeń i poczucia niezrozumiałej utraty kontroli nad otoczeniem, albo z samooceną zaniżoną, a wówczas człowiek unika podejmowania wyzwań, odbierając sobie tym samym możliwość odniesienia sukcesu, i utwierdza się w swojej bezwartościowości. Korzystna jest samoocena lekko zawyżona, stymuluje bowiem do działania, ale nie popycha w kierunku zadań i celów niewykonalnych.

 

Bezwarunkowa akceptacja

Niezwykle istotną rolę w tworzeniu autoportretu odgrywa samoakceptacja, czyli stosunek do samego siebie uwzględniający różnice między poszczególnymi rodzajami Ja.

Można dostrzegać swoje niedoskonałości i jednocześnie je akceptować. Lub przeciwnie – nie godzić się z nimi i potępiać w związku z tym siebie. Konstatacja młodej dziewczyny: „mam 25 lat, 165 cm wzrostu, ważę 86 kg”, jest wyrazem Ja realnego. Gdy mówi ona z kolei: „dla zdrowia powinnam schudnąć 20 kilo”, daje upust Ja powinnościowemu, a gdy wzdycha: „tak bym chciała być Madonną”, dopuszcza do głosu Ja idealne.

Te stwierdzenia mogą być jednak źródłem dwóch kompletnie innych stosunków do siebie. „Jestem zapasionym babskiem, ciągle się obżeram, brakuje mi silnej woli, więc nigdy nie schudnę”. Albo: „Cóż, jestem gruba, ale co z tego? Zupełnie mi to nie przeszkadza. Lubię siebie między innymi za to, że nie gonię za dietami, jestem pogodna i pogodzona ze światem, ludzie mnie lubią”.

W pierwszym przypadku mamy do czynienia z brakiem akceptacji, w drugim – z dość wysoką samoakceptacją albo inaczej – z wysokim poczuciem własnej wartości. A poczucie własnej wartości ma fundamentalne znaczenie w relacjach z samym sobą, innymi i ze światem. Ma ogromny wpływ na nasze zdrowie psychiczne i emocjonalne, na naszą niezależność i aktywność. 

Co więc robić, żeby pomóc nastolatce uwierzyć w siebie? Najlepiej zadbać o to, gdy jest jeszcze małą dziewczynką, ponieważ samowiedza kształtuje się od dzieciństwa. We wczesnych fazach rozwoju budowana jest natomiast głównie na opinii rodziców, bliskich. Badania wykazują, że najskuteczniej buduje się samoakceptację dziecka przez podkreślanie jego mocnych stron, docenianie postępów, zwracanie większej uwagi na to, co mu się udało. Owszem, trzeba stawiać dzieciom wymagania, ale takie, którym są w stanie sprostać. Trzeba także liczyć się z ich preferencjami i możliwościami. A ponad wszystko bezwarunkowo je akceptować. Nawet wtedy, gdy nie akceptujemy konkretnych zachowań.

Nastolatka zdalnie sterowana

Matki córek powinny szczególnie zastanowić się nad tym, jaki same mają stosunek do własnego wyglądu, ciała. Czy nie jest tak, że wszystko kręci się wokół wagi, makijażu, ciuchów? Czy przypadkiem nie podsuwają córkom wzorca podobnego do lalki Barbie? Czy nie wtłaczają ich w rolę kobiety, która ma być tylko ozdobą mężczyzny?

Nie chodzi o to, aby nie kupować lalek Barbie, a jeżeli odmawiamy kupna – powiedzmy dlaczego. Jeśli kupujemy – świat się z tego powodu nie zawali. Tak czy owak powinniśmy jednak wytłumaczyć córce, co sądzimy na temat lalki, dlaczego wiele kobiet wygląda inaczej i czego nie da się robić w butach na obcasach. Możemy tak pokierować zabawą, że nawet lalka Barbie stanie się ich aktywną uczestniczką. I na przykład nie tylko będzie ładnie pachnieć i błyszczeć, ale także poprowadzi wyprawę w góry, zbuduje dom. Niewykluczone, że już na tym etapie rozwoju dziecka uda się nam zaszczepić inne wzorce kobiecości niż te lansowane przez reklamę i kulturę masową.  

Nawet jednak jeśli się to uda, nie znaczy, że raz na zawsze. Dorastającej córce nie wystarcza już ocena rodziców. Zaczyna postrzegać i oceniać siebie także przez pryzmat ocen rówieśników. I nieustannie się do nich porównuje. Ma problemy z zaakceptowaniem swojej zmieniającej się niemalże z dnia na dzień  fizyczności. Te zmiany mogą być źródłem sprzecznych uczuć (biust może być powodem do dumy z widocznych oznak kobiecości, ale i źródłem zawstydzenia, gdy inni zwracają na niego uwagę). Wygląd urasta do rangi problemu numer jeden.

Tymczasem dorośli odczytują to zainteresowanie jako przejaw pustki intelektualnej i próżności („ile można stać przed lustrem”, „tylko stroje ci w głowie”). Na tym tle często dochodzi do konfliktów. A córce nie chodzi o nic innego jak tylko o to, by – poprzez atrakcyjny wygląd – zdobyć akceptację innych, głównie rówieśników.

Traktujmy więc ową nadmierną dbałość córki o swoją prezencję jako coś normalnego i typowego dla wieku. Jednocześnie pamiętajmy, że przeczulenie nastolatek na punkcie wyglądu wykorzystują twórcy reklam, którzy wiedzą doskonale, że lansowane przez nich wzorce są przyswajane równie szybko, co bezkrytycznie. I że wbudowują się w Ja idealne nastolatki, popychając ją do kolejnych prób osiąg-nięcia ideału, często sztucznie wykreowanego za pomocą zabiegów technicznych.

Dlatego tak ważna jest w tym okresie nasza, dorosłych, rola. Musimy uświadamiać nastolatkom, że podlegają manipulacjom. Choć dla młodych ludzi najważniejsi są rówieśnicy, nasze reakcje też mają znaczenie – mogą pomóc budować młodym kobietom wiarę w siebie. A tylko nastolatka z wysokim poczuciem własnej wartości nie ulegnie presji, by za wszelką cenę być piękną.