Czas Świąt

Rodzinny dom w święta: czy pojednanie zawsze jest możliwe?

Jak wybaczyć? Czy w każdej rodzinie możliwe jest pojednanie? (Fot. iStock)

Stawiamy talerz dla zbłąkanego wędrowca, powtarzamy w codziennej modlitwie „jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. A z drugiej strony – mamy opór przed pojednaniem. O sztuce przebaczania opowiada jezuita, ksiądz Jacek Prusak.

Dlaczego nawet dla katolików pojednanie w Wigilię jest takie trudne?
My, wierzący i niewierzący, jesteśmy tylko ludźmi, a przebaczenie – warunek pojednania – to trudny akt, bo można je otrzymać od Boga, jeśli da się je innym; można dać je innym, jeśli otrzyma się je od siebie, a można dać je sobie, jeśli otrzyma się je od Boga. Każda przeszkoda, zatrzymanie się lub porażka w jednym z tych trzech elementów blokuje proces przebaczenia. Nasza trudność wynika również stąd, że chrześcijańskie przebaczenie jest bardzo radykalne.

To znaczy?
Radykalne dlatego, że warunkiem przebaczania nie jest okazanie skruchy ze strony osoby, która nas zraniła. Chrześcijaństwo mówi, że skrucha jest potrzebna w relacji człowiek – Bóg. Nasza zdolność do wybaczania zależy od tego, jak głęboko przenika przez nasze życie wiara, jak mocno ktoś nas zranił, a także jakim ludzkim potencjałem dysponujemy. Bo to z jednej strony proces ludzki, a z drugiej – łaska. Trzeba pamiętać o tych dwóch perspektywach.

Jak ksiądz z perspektywy ludzkiej przekonuje, żeby wznieść się ponad krzywdę i pojednać na przykład z rodzicami?
Staram się pokazać, że zależność ofiara-sprawca jest bardzo destrukcyjna. Przy czym źródło cierpień wcale nie musi tkwić w klasycznie pojmowanej zależności ofiary i krzywdziciela. Wiele ludzi w drugiej połowie życia odkrywa, jak bardzo zostali zranieni przez życie, choć nie wzrastali w patologicznej rodzinie, byli wrażliwymi dziećmi, pragnęli spełnić oczekiwania rodziców, być kochanymi. Zabrakło jednak bezwarunkowej akceptacji. W psychologii nazywa się to dramatem udanego dziecka. Może pojawić się u nich pokusa, żeby obarczyć winą rodziców i, litując się nad sobą, pozostać w pozycji ofiary. To naturalna i zrozumiała pokusa, ale niezwykle szkodliwa. Przebaczanie, także w psychoterapii, polega na jej przezwyciężeniu.

Jak ma przezwyciężyć krzywdę ofiara przemocy?
Żadne pieniądze ani inne gratyfikacje nic tu nie dadzą. Nie pomoże też odegranie się, odreagowanie, żebyśmy byli kwita. Najlepszym zadośćuczynieniem w krzywdach emocjonalnych, fizycznych jest przyznanie się sprawcy, kimkolwiek jest, do winy i prośba o przebaczenie.

A jak się nie przyzna?
Mamy dwa wyjścia: przebaczenie albo nienawiść. Przebaczenie dla nas, katolików, to łaska, na którą trzeba się otworzyć, prosić o to Boga w modlitwie, powierzając mu jednocześnie wymierzenie sprawiedliwości. To jedyne wyjście. Bardzo silnym mechanizmem, który nami rządzi – jak pokazały ostatnie badania, rządzi nawet niemowlakami, a więc osobami bez socjalizacji czy to religijnej, czy społecznej – jest rozpoznawanie krzywdy i chęć wymierzania kary. Tak więc sprawiedliwość rozumiana jako wymierzenie kary za krzywdę zdaje się biologicznie uwarunkowana.

To znaczy, że religia idzie wbrew naturze?
W jakimś sensie wbrew naturze. Warto wiedzieć, że od wieków istniało prawo do zemsty i ta zemsta była często nieproporcjonalna do krzywdy. Potem w XVIII stuleciu przed Chrystusem Kodeks Hammurabiego wprowadził zasadę: oko za oko, ząb za ząb, a więc złagodził to prawo, ale z naszej perspektywy to i tak wydaje się barbarzyństwem. W miłosierdziu chrześcijańskim nie chodzi o to, żeby nie karać przestępców, tylko żeby, wymierzając sprawiedliwość, zdobyć się na przebaczenie.

Dlaczego kobieta ma przebaczyć gwałcicielowi?
Żeby nie spędzić z nim reszty życia. Bo jeśli nie wyjdzie z pozycji ofiary, jeśli będzie chować w sobie zranienie, to ów oprawca będzie nadal żerował na jej życiu.

Zatem to akt egoistyczny.
Nawet jeśli myślimy, że robimy to dla siebie, inni też są beneficjentami. Bo zmieniając siebie, zmieniamy także ludzi wokół.

Wybaczam ojcu doznane krzywdy, ale on się do nich nie przyznaje. Siadamy razem do wigilii. Pojednanie jest możliwe?
Nie ma przebaczania i pojednania na siłę i na skróty. To taka fantazja, że wystarczy przełamać się opłatkiem i nastąpi pojednanie. Oczywiście, może tak się stać, ale pod warunkiem, że przechodzimy wewnętrzny proces przebaczania, którego zwieńczeniem jest podzielenie się opłatkiem.

Ten zwyczaj ma jakieś religijne uzasadnienie?
Łamanie się opłatkiem sięga pierwszych wieków chrześcijaństwa, ale na początku nie było związane ze stołem wigilijnym, tylko symbolizowało komunię duchową członków wspólnoty. Poza Polską ludzie łamią się opłatkiem na Słowacji, Litwie, Białorusi, Ukrainie, w Czechach i we Włoszech. Ta piękna tradycja ma głęboki sens, bo święta Bożego Narodzenia w Kościele katolickim mają rodzinny charakter. Można potraktować ją płytko, jako kulturowy zwyczaj, a można i głębiej, jako symboliczny akt pojednania.

Dlaczego warto przejść przez ten proces?
Ponieważ przebaczenie i pojednanie uzdrawiają umysł, serce i ciało. W chrześcijaństwie uzdrowienie wewnętrzne z emocjonalnych czy fizycznych ran oznacza, że one nie znikają, tylko się zabliźniają, co widać na ciele zmartwychwstałego Jezusa. Przebaczenie otwiera nie tylko drogę do pojednania z krzywdzicielem, ale do „sklejenia” wszystkich części samego siebie. To powrót do jedności. Kiedy przebaczamy sobie, czynimy świat lepszym. Kiedy przebaczamy innym, uzdrawiamy siebie.

Jacek Prusak: doktor nauk humanistycznych w zakresie psychologii, ksiądz, jezuita, teolog, psychoterapeuta, psycholog, publicysta. Prorektor akademii „Ignatianum” w Krakowie, adiunkt w instytucie psychologii tej uczelni.